Czy nasze dyskusje prowadzą nas do prawdy?

Czy nasze dyskusje prowadzą nas do prawdy?
(fot. shutterstock)

Trzeba się spierać, trzeba krytykować dogmaty Kościoła i święte teksty. Jeśli ułożymy je obok siebie, równo i dostojnie, jak książki w bibliotece, światło prawdy się nie ukaże.

Odnoszę wrażenie, że ostatnio Kościół w Polsce zawrzał bardziej niż zazwyczaj od dyskusji i polemik. Pewnie dlatego, że wypłynęły ważne kwestie moralne i polityczne, do których staramy się jakoś wspólnie i indywidualnie ustosunkować.

DEON.PL POLECA



Czytając różnego rodzaju polemiki ostatnich dni, czasem nawet ostre, przypomniałem sobie pewną wypowiedź Platona, którą swego czasu musiałem dość wnikliwie przestudiować. I myślę, że patrząc na Kościół w Polsce, Platon byłby z nas dumny. No prawie.

Chodzi o fragment Listu 7, który należy do tekstów przypisywanych filozofowi. Platon streszcza w nim chyba największą zdobycz swojej myśli, czyli odkrycie sposobu docierania do prawdy. Sposób ten z grecka nazywamy "dialektyką", a po polsku winniśmy nazwać "mądrą rozmową".

Oto ten fragment w pięknym przekładzie Janusza Krupińskiego:

Poznawać należy, i fałsz jednocześnie i prawdę o wszelkim istnieniu w długotrwałym wysiłku (…). Z trudem, gdy niby z krzesiwa trzeć je będziemy o siebie wzajemnie: nazwy i określenia, wzrokowe obrazy i doznania zmysłowe, drogą życzliwie stosowanych prób wypróbowując ich moc i posługując się metodą pytań i odpowiedzi bez podstępnej zawiści, wtedy dopiero tryśnie światło właściwego ujmowania każdej rzeczy i rozumienie napięte aż do najwyższych granic ludzkiej możliwości.

(Platon, List 7, 344b)

Chrześcijanie na pewno doskonale zrozumieją słowa o tryskającym świetle prawdy. Wiedzą bowiem, że "po części tylko poznajemy i po części prorokujemy", a to co doskonałe, pełne poznanie prawdy jest cały czas przed nami. Prawda bowiem to nie to samo co prawdziwa wiedza i prawdziwe przekonania, które zdobywamy dzięki rozumowi i zachowujemy w naszym umyśle.

Sama prawda jest czymś większym. I nie chodzi tylko o Prawdę, którą jest sam Bóg, ale także o prawdę ziemskich rzeczywistości, która oczywiście nie jest tak wzniosła jak Prawda Boga, jednak cały czas "właściwe ujmowanie każdej rzeczy" nie jest tak proste, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.

Dlatego poglądy, czyli owe platońskie "nazwy i określenia, wzrokowe obrazy i doznania zmysłowe" muszą się ścierać. Mniej prawdziwe upadną, rozpadną się pod gradem pytań. Na ich miejsce pojawią się nowe, bardziej dojrzałe, bardziej prawdziwe.

Dlatego dobrze, że rozmawiamy o tym, co myślimy o ponownych małżeństwach, o politycznej roli Kościoła czy duchowieństwa, o możliwych do przyjęcia rozwiązaniach prawnych w kwestii "in vitro", o imigrantach. Dobrze że jeden drugiego poprawia, dopowiada coś, czego zabrakło, naświetla sprawę z innej strony, stawia nowe pytanie. W ten sposób jest szansa, że tryśnie wreszcie światło prawdy.

Kłopoty z prawdą zaczynają się wtedy, gdy w miejsce rozmowy pojawia się prezentacja poglądu uznawanego przez jego autora za rozwiązanie sprawy. Niestety często tak się dzieje podczas dyskusji internetowych: "A ja tam myślę, że…. I tyle w tym temacie".

Również w rozmowach kościelnych bardziej wysublimowanych teologicznie zbyt wiele kwestii załatwia się prostym (by nie powiedzieć) prostackim zacytowaniem Biblii czy powołaniem się na dokumenty Kościoła, które miałoby zakończyć dyskusję. Przecież nawet poglądy Mojżesza - zwolennika między innymi obrzezania, rytualnego uboju, rozwodów - upadły gdy do rozmowy włączyli się Jezus i Paweł.

Objawienie chrześcijańskie natomiast zamknęła - co trzeba przypomnieć - nie jakaś super księga dająca odpowiedzi na wszystkie pytania, ale Osoba, żywa Osoba Słowa Boga wcielona w człowieka a nie w bibliotekę prawdziwych poglądów. Nie mamy więc w Kościele gotowej odpowiedzi na wszystkie pytania, nawet w świętych tekstach.

Dlatego zrozumienia rzeczywistości, takiego o którym Platon napisał, że jest "napięte aż do najwyższych granic ludzkiej możliwości", nie osiąga się łatwo. Trzeba się spierać, trzeba krytykować nawet dogmaty Kościoła i święte teksty: po to w ogóle, żeby wykrzesać z nich prawdę. Jeśli ułożymy je obok siebie, równo i dostojnie, jak książki w bibliotece, światło prawdy się nie ukaże.

Kiedy jednak dochodzi do ścierania różnych poglądów, do tarć między naszymi opiniami, koniecznie trzeba zachować zasady, o których mówił Platon. Ścierać musimy nasze opinie "drogą życzliwie stosowanych prób" i "posługując się metodą pytań i odpowiedzi bez podstępnej zawiści".

Przecież nie o to chodzi, żeby wygrał mój pogląd, żebym miał rację. Chodzi o to, żeby ukazała się prawda. Chyba, że jakiś chrześcijanin do siebie odnosi już słowa Jezusa: "Ja jestem drogą, i prawdą, i życiem" i czuje się na siłach wziąć na siebie trudne zadanie nauczyciela.

Życząc mu powodzenia zapewniam, że nikogo na ziemi nie nazwę Nauczycielem. Spierajmy się więc, dyskutujmy, komentujmy, dopowiadajmy, domagajmy się wyjaśnień. Ale życzliwie i bez zawiści. Wtedy posuniemy się o krok bliżej w stronę Prawdy.

ks. Przemysław Szewczyk - prezbiter Kościoła rzymskokatolickiego Archidiecezji Łódzkiej. Patrolog, tłumacz. Prezes Stowarzyszenia Dom Wschodni - Domus Orientalis. Założyciel portalu patres.pl.

Historyk Kościoła, patrolog, tłumacz dzieł Ojców Kościoła, współzałożyciel Stowarzyszenia „Dom Wschodni – Domus Orientalis”, twórca portalu patres.pl poświęconego Ojcom Kościoła.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy nasze dyskusje prowadzą nas do prawdy?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.