Formacja czasem uzdrowienia wewnętrznego

Formacja czasem uzdrowienia wewnętrznego
Józef Augustyn SJ
8 lat temu

Kandydaci do seminarium czy zakonu to ludzie "wzięci z tego świata", stąd też może zdarzyć się, że znajdą się wśród nich osoby, które doświadczyły w dzieciństwie molestowania - pisze o. Józef Augustyn SJ, znany duszpasterz i kierownik duchowy zajmujący się od lat formacją kapłańską i seminaryjną.

1. Do tego, by rozpocząć proces uzdrowienia wewnętrznego, potrzebna jest samoświadomość ofiary molestowania seksualnego, jej wola wypowiedzenia bolesnych doświadczeń, pokonania lęku, poczucia krzywdy, chorego poczucia winy, a nade wszystko konieczna jest wewnętrzna wiara w możliwość przekroczenia swoistego więzienia, jakim jest trauma bycia wykorzystanym. Ważne jest też, by osoba wykorzystana spotkała kompetentną i zaufaną osobę, z którą mogłaby szczerze porozmawiać. Może to być dobry kierownik duchowy, psychologiczny doradca, terapeuta. Natomiast dzielenie się takimi doświadczeniami z osobami przypadkowymi czy też w relacjach koleżeńskich w seminarium bywa dwuznaczne. Kolega, przyjaciel nie udźwignie takich sytuacji, nie podpowie właściwych rozwiązań - są one zbyt ciężkie - a zdarza się, że jedynie dodatkowo upokorzy i zaogni ranę.

Nie można dla wszystkich sytuacji molestowania seksualnego w dzieciństwie stosować jednego schematu dla zrozumienia i rozwiązania. Każdy przypadek jest inny. Wszelkie uogólnienia mogą być mylące, niesprawiedliwe i krzywdzące. Trzeba przy tym uwzględnić wiek ofiary, jej więź emocjonalną z krzywdzicielem, stopień zastosowanej wobec niej przemocy, częstotliwość sytuacji wykorzystania itp. Ważne jest też pytanie, czy ofiara posiadała w okresie bycia wykorzystywaną mocne oparcie emocjonalne w osobach bliskich, np. w rodzicach. Gdy dziecko ma dobrą więź z ojcem - matką łatwiej upora się z taką traumatyczną sytuacją. Te doświadczenia mogą być różne: może to być molestowanie psychiczne, fizyczne, z zastosowaniem przemocy; sprawcą może być osoba przypadkowa, starszy kolega, wychowawca. Często bywa to ktoś z rodziny. Im bliższa więź emocjonalna ze sprawcą, tym głębsza trauma i tym większe destrukcyjne oddziaływanie.

2. Kandydaci do seminarium czy zakonu to ludzie "wzięci z tego świata", stąd też może zdarzyć się, że znajdą się wśród nich osoby, które doświadczyły w dzieciństwie molestowania. Byłoby rzeczą niesprawiedliwą, nieludzką odmawiać im przystępu do stanu duchownego. Jedna doświadczona krzywda nakładałaby się na kolejną. Pan Bóg powołuje tych, których chce. Bolesna przeszłość stawia jednak przed kandydatem większe wymagania duchowe i ludzkie. Nie może on udawać, że nie ma żadnego problemu i ukrywać go. Jest zobowiązany moralnie do przepracowania tej sytuacji z odpowiednimi osobami w okresie formacji, by nie miała ona negatywnego - destruktywnego wpływu w późniejszym okresie. Doświadczoną traumę trzeba potraktować jako ważne wyzwanie.

Wielką trudnością bywa jednak to, że osoby wykorzystane, wyparłszy uprzednio te bardzo bolesne doświadczenia w lochy nieświadomości, długo nieraz nie są w stanie uświadomić sobie wagi swoich traumatycznych przeżyć i ich wpływu na życie dorosłe. Poza tym wiedza psychologiczna w środowiskach formacyjnych na ten temat bywa upowszechniana stosunkowo od niedawna.

Nie sądzę jednak, by jedynym i zasadniczym narzędziem do rozwiązania takich sytuacji była najpierw psychologia: badania diagnostyczne, psychoterapia, psychoanaliza. Równie ważne jest głębokie doświadczenie duchowe: modlitwa osobista oparta o słowo Boże, kompetentnie prowadzone kierownictwo duchowe, sakramenty święte. Zdarza się, że osoba wykorzystana, odprawiając ignacjańskie Ćwiczenia duchowne, wchodzi w historię swojego życia i nagle odkrywa, jak duże znaczenie miało dla niej doświadczenie, które całymi latami lekceważyła, pomniejszała, od którego uciekała. Powraca wtedy cały wstyd, gniew, poczucie krzywdy i upokorzenia, jakie gromadziły się gdzieś podskórnie. Wcale nie dziwi mnie, że po dziesiątkach nieraz lat pewne osoby zaczynają o tym mówić z takim bólem, jakby to miało miejsce wczoraj. Nie mamy prawa zamykać takim osobom ust w imię świętego spokoju w swoim środowisku.

Wydaje mi się, że współczesne media wyrządzają krzywdę ofiarom, także tym sprzed wielu lat, gdy zachęcają je do publicznego ujawniania doznanego molestowania i opisywania go, zanim sama ofiara nabierze pewnego dystansu, choćby minimalnego, i nie zintegruje tej sytuacji, choćby w małym stopniu. Trauma molestowania wymaga spokoju, dyskrecji, zaufania, ciszy.

Problem wniesienia oskarżenia do odpowiednich instancji pozostaje oczywiście otwarty. Osoba ma do tego prawo. To jednak dalszy krok, którym w tym momencie się nie zajmujemy. Uważam, że jest błędem rozpoczynanie leczenia poczucia krzywdy wykorzystania seksualnego od wnoszenia sądowych oskarżeń.

Natomiast problem rozmówienia się ofiary z krzywdzicielem musi być głęboko przemyślany, rozeznany w relacji kierownictwa duchowego czy też terapii. Nie może to być działanie odruchowe i niekontrolowane.

3. Czas formacji seminaryjnej, zakonnej daje doskonałą okazję do stawienia czoła takim traumatycznym przeżyciom. Kandydat na kapłana, zakonnika, zakonnicę ma możliwość regularnej rozmowy z kierownikiem duchowym, refleksji, modlitwy, w razie potrzeby także i terapii. Środowiska formacyjne, które akceptują takie osoby jako kandydatów do kapłaństwa i życia zakonnego, są zobowiązane udzielić im stosownej pomocy: ludzkiej i duchowej.

Problem jest jednak arcydelikatny i nie można - w imię przyjętych założeń formacyjnych - stosować w takich sytuacjach najmniejszego nacisku psychicznego. Najczęściej sytuacje bycia wykorzystanym bardzo ciążą ludziom będącym w okresie formacji i chętnie korzystają oni z okazji, by podzielić ten ciężar z osobą zaufaną i kompetentną. Takie podzielenie się swoimi traumatycznymi przeżyciami z bliźnim to tylko początek procesu uzdrowienia zranionej pamięci. Bywa, że tę ranę trzeba nieraz długo oczyszczać, opłakiwać, uzdrawiać. Nie wierzę jednak, by uleczenie z poczucia krzywdy wykorzystania seksualnego było możliwe bez doświadczenia duchowego, bez wiary.

Oczywiście nie każde trudne doświadczenie z okresu dzieciństwa i dojrzewania wymaga od razu terapii psychologicznej. Terapia nie jest bynajmniej panaceum na wszystkie bolesne sytuacje z przeszłości. Dobry, kompetentny kierownik duchowy, mający wyczucie ludzkie i psychologiczne, może również stanowić ważną pomoc. Dalsze uciekanie od problemu, spychanie go gdzieś głębiej bywa niebezpieczne. Badania pokazują, że około siedemdziesięciu procent pedofilów było molestowanych w dzieciństwie. I tak wielu z nich powtarza jedynie to, czego sami uprzednio doświadczyli. Przemoc rodzi przemoc. Żadne bycie wykorzystanym nie usprawiedliwia wykorzystywania bliźnich ani też innego destrukcyjnego zachowania w rodzinie czy we wspólnocie.

4. Osoby, które nie przerobiły bolesnych doświadczeń z przeszłości, wszelką próbę powrotu do historii życia nazywają nieraz negatywnym, wręcz nieestetycznym wyrażeniem "grzebanie się we własnej przeszłości". Przeszłość nie może być jednak śmietnikiem, w którym człowiek nie chce się już więcej "grzebać". Każda historia ludzka, także ta najbardziej bolesna, naznaczona wstydem, krzywdą i słabością, pozostaje zawsze historią przebaczenia i pojednania - historią zbawienia, a dla kandydatów do kapłaństwa i życia zakonnego także historią powołania. Gdy te trudne sytuacje zostają przepracowane, wypowiedziane, opłakane, ofiara z czasem czuje się bardziej wolna, uspokojona i - co ważne ze względów duszpasterskich - rozumie lepiej tych, którzy mieli podobne doświadczenia w swoim życiu. Swoim bolesnym doświadczeniem może służyć innym.

Gdy ktoś, nawet jako osoba dorosła, wraca do takich doświadczeń i mówi o nich publiczne, trzeba to - w moim odczuciu - zawsze uszanować. Trzeba jednak także powiedzieć, że nie jest to najlepszy sposób rozwiązania problemu. Bywa, że nagromadzony ból jest tak wielki, że ofiara nie jest w stanie chwilowo kontrolować swojej wewnętrznej presji wypowiedzenia bólu przed całym światem.

Na temat molestowania seksualnego w dzieciństwie, jego wpływu na życie dorosłe należy wypowiadać się z najwyższym wyczuciem, kompetencją, równowagą. Łatwo w tak delikatnych tematach wywołać psychozę środowiskową, społeczną. Gdy na przykład w jakimś seminarium zbyt często mówi się o niebezpieczeństwach homoseksualizmu, wówczas osoby przewrażliwione, niedojrzałe czy też niezrównoważone emocjonalnie dopatrują się problemu w najbardziej zwyczajnych ludzkich słowach czy gestach. Wszechobecne dziś hasło "zły dotyk", powtarzane bez żadnej kontroli i bez żadnego umiaru, sprawia, że wielu boi się dotyku w ogóle. To nie sam dotyk jest zły i nieczysty, ale serce, jego zamiary i intencje. Winniśmy może częściej mówić o złych, nieczystych i chciwych sercach, a nie o samym złym dotyku.

(KAI / Matjasik) Tekst napisany na zamówienie KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Formacja czasem uzdrowienia wewnętrznego
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.