Franciszek chce więcej życia w Kościele

Franciszek chce więcej życia w Kościele
(fot. Grzegorz Gałązka/galazka.deon.pl)
6 lat temu

Po ogłoszeniu adhortacji "Evangelii gaudium", grupa amerykańskich republikanów nazwała Franciszka marksistą, a tradycjonaliści przypięli mu łatkę antychrysta i utwierdzili się w przekonaniu, że Kościół rzymskokatolicki żwawym krokiem zmierza w stronę przepaści.

Dlaczego? Ponieważ ten dokument jest bardzo niewygodny, a miejscami nawet "niebezpieczny". Bo to tekst prorocki. Franciszek nie boi się skrytykować ani wypaczeń kapitalizmu, ani błędów i nadużyć w Kościele, ani siebie samego. Staje się głosem tych, dla których Kościół przestał być atrakcyjny. Tekst niepokoi, bo demaskuje wygodę, niedobre przyzwyczajenia, rutynę i status quo w obrębie Kościoła. Stawia trudne pytania.

Nieprzypadkowo Franciszek zaczyna od wezwania do radości, ale tej radości nie da się wyprodukować, gdyż płynie ona z głębokiego doświadczenia Chrystusa Zmartwychwstałego i świadomości misji, jaką mamy do wykonania.

Jedna rzecz szczególnie uderza w tej adhortacji. Zdaniem Papieża, chrześcijanie często nie pociągają, bo są smutni. Nie widać na ich twarzach piękna i entuzjazmu, lecz zmęczenie, a nawet zniechęcenie. Co ciekawe, zdaniem Franciszka przeciwieństwem radości ewangelicznej jest nie tyle smutek, co niesłuszny lęk i wygoda. Radość jest żywiołowa, energetyczna, pragnie się dzielić. Lęk za wszelką cenę chce zachować to, co ma; zamyka się, wycofuje i broni się przed zmianą.

Papież pisze: "Mam nadzieję, że zamiast lęku przed pomyłką, będziemy się kierować lękiem przed zamknięciem się w strukturach dostarczających nam fałszywej ochrony, lękiem przed przepisami, czyniącymi z nas nieubłaganych sędziów, lękiem przed przyzwyczajeniami, w których czujemy się spokojni, podczas gdy obok nas znajduje się zgłodniała rzesza ludzi" (49)

Kościół to nie grób

W adhortacji pada wiele obrazów opisujących, czym Kościół nie powinien być, a więc: "urzędem celnym", "grobem", "folklorystycznym muzeum lokalnych pustelników", "izbą tortur", "sądem", "zamkniętą grupą dla wybranych elit" czy "gąszczem obsesji i procedur". Wszystkie te określenia symbolizują stagnację, zamierające życie, skupienie na administrowaniu tym, co mamy.  Dlatego Papież chce więcej życia w Kościele. "Marzę  o tym, by zwyczaje, style, rozkład zajęć, język i wszystkie struktury kościelne stały się odpowiednim kanałem do lepszego ewangelizowania świata niż do zachowania status quo".

Opis stanu Kościoła, który przedstawia Franciszek, przypomina sytuację uczniów tuż po śmierci Jezusa. Chrześcijanie "zamkniętego Wieczernika", wyznawcy "duchowości lęku i niepewności". Uczniowie siedzą wprawdzie razem, ale wystraszeni, "z obawy przed Żydami", czyli przed różnego rodzaju zagrożeniami i wrogim światem. Wycofują się i są radykalnie niepewni tego, co się z nimi stanie.

W wielu miejscach chrześcijanie zachowują się tak, jakby Chrystus nie zmartwychwstał, jakby nie otrzymali mocy Ducha Świętego. Franciszek pisze na końcu, że naszą uwagę za bardzo pochłania zło, działanie wrogów, bardziej niż działanie Boga. Nie potrafimy zauważyć "zarodków dobra", które się rozwijają i przenikają ten pogubiony świat dzięki Zmartwychwstaniu. Nie wierzymy, że zmartwychwstanie jest rzeczywistością, a nie wydarzeniem z przeszłości. "Codziennie w świecie rodzi się piękno" - zauważa Papież.

"Zamiast postrzegać nas jako ekspertów od apokaliptycznych diagnoz albo posępnych sędziów z upodobaniem doszukujących się wszelkich niebezpieczeństw i dewiacji, byłoby dobrze, żeby nas odbierano jako radosnych zwiastunów wzniosłych propozycji, stróżów dobra i piękna, jaśniejących w życiu wiernym Ewangelii" (168)

Pan to nie byle kto

Nowa ewangelizacja to najpierw nawrócenie wewnątrz Kościoła. Papież wzywa: "Zacznijmy od nowa, tak jak uczniowie, którzy wyszli z Wieczernika po Zmartwychwstaniu Chrystusa. Dzisiaj potrzebujemy większej wolności i odwagi płynącej z Ducha.

W zeszłym roku odprawiłem 30 dniowe rekolekcje ignacjańskie. To, co najbardziej mnie w nich dotknęło to właśnie tzw. Czwarty Tydzień, gdzie rozważa się spotkania Zmartwychwstałego z uczniami. Jezus przychodzi do ludzi, spośród których każdy ma jakiś inny problem, każdy po swojemu przeżywa dramat opuszczenia i porażki. Inaczej Tomasz, inaczej Piotr, inaczej Maria Magdalena, czy uczniowie z Emaus. I każdemu Pan "przepisuje" nieco inne lekarstwo i oferuje możliwość rozpoczęcia na nowo. Oni sami nie potrafiliby się zmienić i podnieść.  Ja też odnalazłem się pośród "wylękłych" uczniów i doświadczyłem, że Zmartwychwstały, silniejszy od lęku i śmierci, przychodzi do mnie, by mnie uleczyć i posłać dalej z misją. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, jak bardzo zmartwychwstanie wydawało mi się czymś odległym, czymś, co stanie się kiedyś. Podczas gdy Jezus przychodzi teraz, i uzdrawia. Klepałem całe życie słowo "Pan", ale bardziej mechanicznie niż z głębszym zrozumieniem. Po rekolekcjach "Pan" nabrał dla mnie innego znaczenia. To Zwycięzca, który jest po mojej stronie i nic w sumie nie może mi zagrozić. Choć lęk czasem powraca.

Dopiero na końcu adhortacji Franciszek sugeruje, że u źródeł naszych obecnych problemów leży głównie słaba wiara w Zmartwychwstanie Chrystusa, w jego rzeczywistą moc w codzienności. "Są chrześcijanie, którzy wydają się przyjmować klimat Wielkiego Postu bez Wielkanocy" - pisze. Mamy z tym duży problem nie tylko w Polsce. Jakiś rodzaj nieporadności wobec rzeczywistości nie z naszego świata, ale przecież obecnej pośród nas. Dobrze rozbudowany system Wielkiego Postu, choć i tak często niezgodny z posoborową odnową (bo skupiony głównie na rozważaniu Męki Pana, a nie na chrzcie i przygotowaniu do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych).

Papież nie mówi, że mamy zamykać oczy na zagrożenia i zło. Mamy prawo być sfrustrowani tym, że nasz świat nie wygląda tak, jakbyśmy chcieli - jesteśmy jak uczniowie z Emaus. Ale do tych uczniów, w ich konkretnej i trudnej sytuacji życiowej przyłącza się Zmartwychwstały.

Ludzie Zmartwychwstania

Być może wyzwaniem dla całego Kościoła jest ponowne rozwinięcie duchowości  Zmartwychwstania. Jak odnajdywać Zmartwychwstałego na co dzień? Jak rozeznawać Jego obecność nie tylko na Eucharystii, ale też poza nią?

Franciszek udziela kilka wskazówek:

 "Zmartwychwstanie Chrystusa sprawia, że w każdym miejscu pojawiają się zarodki nowego świata, i nawet gdyby zostały ścięte, na nowo wyrastają" (278). Nie powinniśmy poddawać się narzekaniu i przerażeniu wobec zagrożeń, ale pośród nich dostrzegać działanie Boga: małe ziarno, zaczyn w cieście, ziarno rosnące pośród chwastów. Mamy być specjalistami od zauważania i nazywania dobra, nawet najdrobniejszego, które się dzieje w świecie i w drugim człowieku. Nie możemy też liczyć na szybkie rezultaty zarówno w modlitwie, naszym rozwoju czy głoszeniu Ewangelii. Musimy budzić nadzieję w sobie i innych, że każdy najmniejszy dobry czyn, troska o innych nie zatraci się.

Owocem Zmartwychwstania jest miłosierdzie, pokój, przebaczenie, ustąpienie lęku, otucha, podniesienie na duchu, a nie straszenie i stawianie wymagań na pierwszym miejscu. Jezus najpierw usuwa lęk i smutek, a dopiero potem wysyła uczniów w świat. Franciszek bardzo mocno nawołuje do tego, abyśmy przestali być nadmiernie surowi, kontrolujący łaskę, abyśmy z Kościoła czynili Dom miłosiernego Ojca, otwarty na wszystkich.  .

Znakiem obecności i działania Zmartwychwstałego jest wspólnota. Bardzo lubię jeździć na rekolekcje małżeńskie i narzeczeńskie prowadzone przez małżeństwa i księdza ("Małżeńskie Drogi"). To niezwykle silne doświadczenie, kiedy słucham świadectw małżonków starających się żyć wiarą, pośrodku pracy, wychowania dzieci, trudności i zmagań. Z jakim trudem znajdują oni czas na modlitwę, potrafią się spotykać, wychodzić z inicjatywą, dbać o religijne wychowanie dzieci. Zawsze wyjeżdżam z tych rekolekcji odnowiony i podbudowany. Takie świadectwo wiary małżonków to nic innego jak owoc działania Zmartwychwstałego Pana.

Zmartwychwstały idzie do ludzi rozproszonych, pełnych lęku, załamanych i poranionych. Stąd Franciszek woła, byśmy dosłownie "wyszli" z kościoła, opuścili to, co wygodne, spotykali się z ludźmi, a nie siedzieli za murami naszych instytucji oraz domów i zazdrośnie ich strzegli.

Papież ma sprzymierzeńca

Za dwa miesiące nakładem Wydawnictwa WAM ukaże się książka abpa Manili Louisa Antoniego Tagle "Ludzie Wielkiej Nocy", obecnie najmłodszego kardynała. Traktuje ona o zmartwychwstaniu. Po przeczytaniu adhortacji odświeżyłem sobie spore fragmenty tego tekstu przygotowanego do druku. Ze zdumieniem odkryłem, że ten kardynał myśli niemalże tak samo jak Franciszek. Ich wizje są uderzająco podobne. Może dlatego, że obaj nie pochodzą z Europy.

Między innymi kardynał Tagle pisze tak: "Jako wspólnota chrześcijańska musimy na nowo odkryć, uchwycić i przyswoić sobie moc Zmartwychwstania, najpotężniejszego symbolu wiary, który może przemienić nasze życie, nasz Kościół, nasze społeczeństwo, naród i świat (…)Wszystkie badania i przygotowania, które mają nam pomóc głosić Ewangelię, będą bezużyteczne, jeśli samo to głoszenie nie będzie owocem rzeczywistego doświadczenia i spotkania ze Zmartwychwstałym Panem"

I dodaje, że "jednym z najtrudniejszych zadań, jakie stoją dziś przed nami, jest przekonanie ludzi, by wciąż pokładali nawzajem nadzieję w swojej dobroci, gdyż jedynie w ten sposób będą mogli zacząć od nowa".

Widać więc, że ten sam Duch działa w różnych częściach świata. I jest to paradoks, że tam, gdzie panuje dobrobyt, czyli w Europie, ludzie są już zmęczeni, pesymistyczni, Kościół pustoszeje, a tam, gdzie ciągle panuje bieda i ubóstwo: Argentyna, Filipiny, z których pochodzą obaj kardynałowie, tchnie jakiś świeży powiew nadziei, budzi się radość, idzie odnowa. To też daje do myślenia.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Franciszek chce więcej życia w Kościele
Komentarze (101)
F
filip
3 października 2014, 23:40
Witam, może to nie jest dobre miejsce ale bardzo prosił bym was, czytelników o modlitwę za mnie. Choruję na nerwicę lękową. jest mi bardzo ciężko od wielu lat pracuję z psychologiem i modlę się.  Teraz poszedłem na studia i do pracy ... Objawy się strasznie nasiliły. Sprawiają mi ogromne cierpienia, lęk powoduję że nie mogę się skoncentrować na pracy i nauce . , nie mogę normalnie rozmawiać z ludźmi. Stale boję się... potrzebuję wsparcia.. módlcie się za mną proszę..! Módlmy się też za innych dotkniętych nerwicą czy innymi podobnymi problemami depresja,schizofrenia bo to są straszliwie ciężkie choroby.Pokornie proszę o choć jedną wzmiankę do Boga o mnie..! 
M
mala
26 lutego 2015, 19:53
Filip - współczuję Ci kłopotów. Lęk jest paskudnym, zniewalajacym przezyciem. Dzisiejszy świat wmawia nam, ze lęk jest chorobą, a tymczasem lęk często wyplywa z problemów natury moralnej. Bede wstawiała się za Tobą o błogosławienstwo Boze. "Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i zwyciestwa." Czytaj Pismo Święte i otwórz się na Boze słowo - pokarm codzienny. Wierze, że Pan da Ci ukojenie i pokaże, co możesz zmienic w swym życiu, aby osiągnąć pokój serca. Śpij spokojnie i niech Ci Pan błogosławi.
M
marcin
26 lutego 2015, 22:45
Witaj Filip, ja również doświadczyłem w swoim życiu nerwicy - przez 6 lat cierpiałem z powodu nerwicy natręctw (natrętne, agresywne myśli). Pomogła mi terapia grupowa u wspaniałej pani psycholog oraz równoległe wsparcie farmakologiczne lekami przeciwdepresyjnymi i przeciwlękowymi. To wsparcie jest bardzo  istotne, ponieważ pozwala złapać równowagę na poziomie fizycznym, dzięki czemu efekty terapii psychologicznej mają szansę pojawić się szybciej i są trwalsze. Kluczowa jest jednak terapia, bo ona pozwala nam uświadomić sobie przyczyny pojawienia się nerwicy, zrozumieć je, zmienić nasze podświadome schematy myślenia i działania, które trzymają nas w "zaklętym kręgu" nerwicy.  Oczywiście nawet po 15 latach od zakończenia terapii trafiają mi się trudne okresy (te nie omijają chyba żadnego człowieka). W szczególnie stresujących sytuacjach przyjmuję lek przeciwlękowy xanax, który akurat mi bardzo pomaga. Jedynym minusem jest to, że nie można go stosować przez dłuższy czas, bo istnieje ryzyko uzależnienia od niego. Więc jeśli do tej pory nie korzystałeś z pomocy psychiatry, to radzę Ci, abyś umówił się na wizytę - na pewno znajdzie właściwe na ten moment dla Ciebie lekarstwo, które złagodzi najtrudniejsze symptomy i ułatwi Ci stanięcie na własnych nogach. Bardzo się cieszę, że na swoje bardzo trudne doświadczenia patrzysz z perspektywy wiary. Żadne cierpienie nie jest bezsensowne. Dzięki niemu stajemy się niezwykle bliscy Bogu, który współcierpi z nami. Daje nam On jednocześnie siłę do niesienia naszego krzyża oraz sprawia, że cierpienie staje się najlepszą okazją do zmiany naszego życia na takie, jakie jest zgodne z Jego zamysłem wobec nas (pozwala nam odkryć i zrealizować nasze prawdziwe "ja"). Będę pamiętał o Tobie w modlitwie. Niech Cię Bóg błogosławi i strzeże.
J
Joanna
28 lutego 2015, 19:05
Filipie, weź pod uwagę to co zostało napisane powyżej, to są dobre rady. Ja też miałam podobne problemy. Czasami trzeba wspomagać się lekami, ponieważ Bóg w ten sposób również działa, ale mnie osobiście najbardziej pomogła modlitwa i oddanie życia Bogu. Obecnie jestem we wspólnocie w środowisku bardzo przyjaznym, gdzie uczę się koncentrowania na potrzebach innych, a nie na sobie. Duch Św. w tym mnie umacnia i pomaga w przezwyciężaniu moich słabości. Niech Cię Bóg błogosławi i prowadzi. Będę się modliła o światło Boże w Twoim życiu. W modlitwie pomaga mi modlitewnik o. Witko (dot. uzdrowienia)
MR
Maciej Roszkowski
28 lutego 2015, 21:32
To dobre miejsce dla Ciebie. Załatwione, może moja niegodna modlitwa Cię wesprze.
I
Iza
28 marca 2015, 16:18
Filip! Bóg Cię kocha, Łaską jesteśmy zbawieni przez wiarę. Czy Ty wiesz, że on zachwyca się Tobą, jak siedzisz, jesz czy cokolwiek innego? Jego optyka patrzenia jest zawsze taka sama. Ja też borykam sie - z obesyjmi myślami, to straszne! Postaraj się kroczyć, jakbyś był już uwolniony od lęku. W Biblii jest 364 napisane "nie lękajcie się", jakby na każdy dzień roku. Pamiętaj, ogłaszam uwolnienie nad Tobą w Imieniu Jezusa! 
ŚK
św. Kiko
7 stycznia 2014, 13:56
Aleś narobił ogromnego bajzlu w Kościele, musisz to kontynuować! Che gran lío che hai combinato nella Chiesa, devi continuare però a farlo” [url]http://www.zenit.org/it/articles/coraggio-kiko-continua-con-questa-missione[/url] Tymi oto słowami papież Franciszek podziękował Franciszkowi Arguello (pseudonim estradowy: Kiko) za rozpier..., znaczy - ubogacanie Kościoła o Drogę Neokatechumenalną, po czem zadeklarował: Coraggio Kiko, tu sei il responsabile di un carisma importante, io rispetto qualsiasi cosa tu decida Odwagi, Kiko, ty jesteś odpowiedzialny za ważny charyzmat, uszanuję cokolwiek zadecydujesz Szkoda, że pan Franio do tej pory nie szanuje tego, co w sprawie jego "charyzmatu" zadecydowali papieże. No ale przynajmniej widać jasno, kto jest w Kościele ważniejszy. Pozbyliśmy się złudzeń.
A
Apulia
7 stycznia 2014, 13:10
Ks. Jacek Prusak żyje (jak mniemam)  i publikuje. Dzięki Bogu za takich kałpanów! 
W
werner
11 grudnia 2013, 08:34
A ja pisze bo będę 101. i mogę jeszcze raz zapytac przy okazji co sie dzieje z jezuitą od seksualizacji dzieci Jackiem Prusakiem i promującymi go na deonie jezuitami?
J
Javer
10 grudnia 2013, 17:44
Ja się wpisuję, żeby osiągnąć nr 100 i wygrać nagrodę.
10 grudnia 2013, 09:15
@klara Paradoksem jest, iż ktoś jest bardziej świętym, to bardziej dostrzega swój grzech. I nie chodzi tutaj absolutnie o skrupulanctwo.
K
klara
10 grudnia 2013, 09:01
... Tak na marginesie, bardzo nie podoba mi się uwaga o "zmianie zawodu". Pomijam fakt, że z jednej strony podnosisz wyjątkowość, a z drugiej strony równasz fakt bycia księdzem z zawodem. ... Nie widzisz, że to właśnie ja traktuję kapłaństwo jako wyjątkowe powołanie, a ci ktorzy akceptują grzeszne życie książy, "bo ksiądz też człowiek", traktują je jak zwykły zawód.
H
Hastus
9 grudnia 2013, 22:55
> Sama ich posługa domaga się w szczególny sposób, by nie upodabniali się do tego świata (...) Sama zaś świętość prezbiterów wiele wnosi do owocnego wypełniania ich posługi(...)stawszy się bardziej uległymi poruszeniom i kierownictwu Ducha Świętego, mogą ze względu na swe ścisłe zjednoczenie z Chrystusem i świętość życia powiedzieć z Apostołem: "I żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" ... To wszystko wcale nie znaczy, że nie są obciążeni grzechem pierworodnym i że mogą, mocą sakramentu i wysiłkiem woli, zupełnie się ustrzec od grzechu. W cytowanym tekście pojawia się słowo "bardziej", zamiast np. "zupełnie", a to jest zupełnie co innego. Zacytowane słowa pochodzą od św. Pawła, który sam przyznawał, że czyni zło którego nie chce. Ale w każdym nieporozumieniu, no może w prawie każdym, jest ziarnko prawdy. Taki sam grzech księdza jest zwykle znacznie gorszy niż grzech świeckiego. Np. cudzołożny ksiądz jest przynajmniej 1000 razy gorszy od cudzołożnego świeckiego i nie chciałbym być w jego skórze na sądzie ostatecznym. Tak na marginesie, bardzo nie podoba mi się uwaga o "zmianie zawodu". Pomijam fakt, że z jednej strony podnosisz wyjątkowość, a z drugiej strony równasz fakt bycia księdzem z zawodem.
K
klara
9 grudnia 2013, 20:56
@Hastus Ależ to czysta prawda, księża są grzesznikami jak każdy z nas. I jak każdy z nas, mają obowiązek się nawracać. Papież tak samo. ... Nie kochaneńki. Nie mają prawa być grzesznikami jak każdy z nas. Dekret SWII o posłudze prezbiterów podkreśla to wieloktotnie.  Prezbiterzy, wzięci z ludzi (...)żyją z innymi ludźmi jako z braćmi. Tak też i Pan Jezus, Syn Boży, Człowiek posłany przez Ojca do ludzi, mieszkał między nami i chciał we wszystkim upodobnić się do braci, z wyjątkiem jednak grzechu. Już święci Apostołowie naśladowali Go przez ten specjalny sakrament, mocą którego prezbiterzy dzięki namaszczeniu Ducha Świętego zostają naznaczeni szczególnym znamieniem i tak upodobniają się do Chrystusa Kapłana Sama ich posługa domaga się w szczególny sposób, by nie upodabniali się do tego świata (...)Sama zaś świętość prezbiterów wiele wnosi do owocnego wypełniania ich posługi(...)stawszy się bardziej uległymi poruszeniom i kierownictwu Ducha Świętego, mogą ze względu na swe ścisłe zjednoczenie z Chrystusem i świętość życia powiedzieć z Apostołem: "I żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" To tylko garść cytatów z dekretu "PRESBYTERORUM ORDINIS". Więc niech się nie wdzięczą z ambony, że "wszyscy jesteśmy grzesznikami". A jak sobie chcą nimi być, to niech zmienią fach.
C
cogito
9 grudnia 2013, 19:37
Lucy - a może nowy nick o. Piórkowskiego? Lucy ? sprawdziałeś te artykuły i komentarze? A ten brak moderacji w stosunku do wybranych duchownych , w tym biskupów i seksualizacji dzieci Prusaka SJ?  Nie? Nie lubisz prawdy? Czy to jest żenada czy raczej co innego jednak? A co z tym orientowaniem się? Lucy czyli ? kto ?
9 grudnia 2013, 19:12
@si tacuisses  Ad.4 c.d.  c.d. c.d. c.d  Ja nie czuję się, jakobym przynależał do określonej sekty, ale wyraźnie zaznaczyłem, iż jest oddanym synem Kościoła świętego chrystusowego... Skoro takiej formy więc używasz to Ty sam zdajesz się przyjmować głos z pozycji kogoś poza tymi strukturami funkcjonującego... Ponadto negując autorytet papieski, mam wątpliwość czy rzeczywiście w pełnym wymiarze "poddajesz się władzom kościelnym" tym bardziej, iż sam dokonujesz rozróżnienia, "prawowitym"... Ponadto odrębną pozostaje też kwestia godnego przyjęcia przez Ciebie sakramentów w obliczu zaistniałych faktów... Co do oceny mej osoby... Do mojej wiary nikogo nie zapraszam, dobrze?? I przy tym pozostańmy zanim ponownie postanowisz poddać ją swej "wnikliwej" ocenie... Ale proszę, nie rozprawiajmy już dłużej, gdyż jak ufam, zawierzyliśmy Bogu Jedynemu i nie godzi się, byśmy pod Jego imieniem dłużej te bezsensowne dysputy toczyli... Pamiętam w modlitwie... Z Panem Bogiem...
9 grudnia 2013, 19:11
@si tacuisses  Ad.1 Tak, to jest rzeczywiście moja wypowiedź, ale nie ma ona absolutnie żadnego związku, poza sformułowaniem "fenomenalny", ze stawianym wcześniej przez Ciebie zarzutem... Takiej wypowiedzi mojej więc zwyczajnie nie znajdziesz... --------------------- Ad.2 Pełna zgoda...  --------------------- Ad.3 Kolejne brednie... Nawet nie wiem jak się wobec tego ustosunkować...  Struktur kościelnych nie pozbawiono żadnej "treści"... Soborowe założenia były odpowiedzią na przemiany jakie gwałtownie w świecie postępowały i zakładały potrzebę odnowy formy przekazu Ewangelii... Sam przekaz zaś zmianie nie uległ, pracowano nad konieczną zmianą formy owego przesłania chrystusowego... Jak widać tej potrzeby również wielu i dziś wciąż nie dostrzega... ---------------------------- Ad.4 Po raz kolejny grzeszych złamaniem Bożych przykazań (VIII i miłości)...  To nie ja to stwierdziłem, ale tak naprawdę Ty swoimi wypowiedziami... Negujesz autorytet osoby Namiestnika Chrystusowego, godzisz więc tym samym, choć zapewne nie zdajesz sobie z tego sprawy, w autorytet Kościoła chrystusowego... Twierdzenie to sformułowałem jedynie na bazie Twych wypowiedzi, głoszonych przez Ciebie nauk heretyckich i używania również przez Ciebie formy "wasz"... 
lucy
lucy
9 grudnia 2013, 19:05
To już naprawdę jest nudne, daj już sobie spokój kimkolwiek jesteś z tym liberałem i postmodernistą, w kółko to samo ileż można, na ilość to piszesz czy jak? Myślisz, że jak wpiszesz inny nick to nikt sie nie zorientuję? Żenada.
T
Tiffany
9 grudnia 2013, 18:30
Papież Franciszek jest moim idolem... jakby cały kościół postepował jak On to byłoby zdecydowanie lepiej... Pozdrawiam -- blog <a href="http://bags.goodluckwith.us">Tiffany</a>
H
Hastus
9 grudnia 2013, 17:36
> A tymczasem upowszechniła się ostatnio moda na obwieszczanie za ambon, że książa są takimi samymi grzesznikami jak każdy, z domyślną sugestią, że tak już jest i trzeba się z tym pogodzić Ależ to czysta prawda, księża są grzesznikami jak każdy z nas. I jak każdy z nas, mają obowiązek się nawracać. Papież tak samo. A tak na marginesie, to bardzo niedobrze, że niektóre osoby tak pryncypialnie i często bez zrozumienia krytykują obecnego papieża. Tego tradycja absolutnie nie usprawiedliwia, wręcz przeciwnie. Trzeba mieć szacunek dla osoby, jak by nie były nasze poglądy na jej temat, i dla urzędu. Niestety, często dwie strony sporu w swojej zapalczywości bardzo się do siebie upodobniają. Tak jest do pewnego stopnia np. z progresistami i zwolennikami tridentinum. Obie strony odrzucają naukę soborową, pierwsi poperzednie sobory, drudzy ostatni, oraz charakteryzują się brakiem szacunku dla urzędu.
K
klara
9 grudnia 2013, 17:16
@Hastus > A jeśli nie popełnia, to niech nie opowiada o swojej grzeszności jako o czymś naturalnym Tutaj zabrakło niestety wiedzy religijnej. Wszyscy jesteśmy skażeni grzechem pierworodnym (vide wczorajsze święto) i wszyscy jakoś grzeszymy. JPII spowiadał się co dwa tygodnie. Św. Jan apostoł napisał wprost: Każdy, kto mówi, że nie ma grzechu, jest kłamcą. ... Owszem jest kłamcą, kto mówi, ze jest bez grzechu, ale jest też kłamcą, kto mówi, ze "ksiądz też człowiek i ma prawo grzeszyć". Dekret  SWII o prezbiterach nakłada na nich obowiązek zerwania z grzechem "aby nawet w słabości ludzkiej mogli i byli zobowiązani dążyć do doskonałości według słów Pana: "Bądźcież wy tedy doskonali, jako i Ojciec wasz niebieski doskonały jest" (Mt 5,48). Do nabycia zaś tej doskonałości zobowiązani są kapłani ze szczególnego względu, ponieważ poświęceni Bogu nowym sposobem w momencie przyjęcia święceń, " A tymczasem upowszechniła się ostatnio moda na obwieszczanie za ambon, że książa są takimi samymi grzesznikami jak każdy, z domyślną sugestią, że tak już jest i trzeba się z tym pogodzić
H
Hastus
9 grudnia 2013, 16:43
@ Klara > A jeśli nie popełnia, to niech nie opowiada o swojej grzeszności jako o czymś naturalnym Tutaj zabrakło niestety wiedzy religijnej. Wszyscy jesteśmy skażeni grzechem pierworodnym (vide wczorajsze święto) i wszyscy jakoś grzeszymy. JPII spowiadał się co dwa tygodnie. Św. Jan apostoł napisał wprost: Każdy, kto mówi, że nie ma grzechu, jest kłamcą.
H
Hastus
9 grudnia 2013, 16:22
Bardziej kuriozalne jest to że jezuita Piórkowski ma czelnośc ewangelizować - po swoich haniebnych występach na deonie w formie artykułów i komentarzy - ostatnio w sprawie obrony Jacka Prusaka promującego seksualizacje dzieci w pornoeksponacie w CNK. Sam beąc libertynem i postmodernista najchętniej krytykuje innych duchownych, w tym wybranych biskupów ? No i udaje uczonego teologa co to dopiero wytłumaczy o czym piszą papieże i co oni wtedy mieli na myśli ... A jeszcze bardziej kuriozalne jest to, jakim tchórzem Pani lub Pan jest, wypisując te różne pomówienia. Nie ma Pani/Pan odwagi się podpisać, a tylko szkalować. ... ... Pozwolę sobie włączyć się do tej dyskusji. Cóż, bycie liberałem, a tym bardziej libertynem, genderystą, walczącym ateistą itp., po prostu popłaca. Dla takich ludzi są pieniądze i przywileje. I dla tego wiele osób tak chętnie podpisuje się pod libertyńskimi lub popierającymi rządzący Układ postami. Natomiast za poglądy przeciwne można się spodziewać tylko szykan. Dlatego tak niewiele osób je podpisuje. Domyślam się, że o. Piórkowskie o tym bardzo dobrze wie. To może tyle na temat podejmowania ryzyka i chrześcijańskiej postawy.
Dariusz Piórkowski SJ
Dariusz Piórkowski SJ
9 grudnia 2013, 15:48
Bardziej kuriozalne jest to że jezuita Piórkowski ma czelnośc ewangelizować - po swoich haniebnych występach na deonie w formie artykułów i komentarzy - ostatnio w sprawie obrony Jacka Prusaka promującego seksualizacje dzieci w pornoeksponacie w CNK. Sam beąc libertynem i postmodernista najchętniej krytykuje innych duchownych, w tym wybranych biskupów ? No i udaje uczonego teologa co to dopiero wytłumaczy o czym piszą papieże i co oni wtedy mieli na myśli ... A jeszcze bardziej kuriozalne jest to, jakim tchórzem Pani lub Pan jest, wypisując te różne pomówienia. Nie ma Pani/Pan odwagi się podpisać, a tylko szkalować. No i uznawać się za tak prawowitego katolika. Trzeba powiedzieć tak jak Pan Jezus: "Pani nie wie, co czyni i co pisze". 
T
tak
9 grudnia 2013, 13:17
Autor udaje że nie wie - papież Franciszek krytycznie odnosi sie liberalizmu i postmodernizmu które wychwala deon, TP a także nawraca Kościół GW i TVN - z udziałem chociażby Jacka Prusaka - bo może już też nie jest jezuitą?
N
nieSzajkaJudaszowa
9 grudnia 2013, 13:03
@~AP: Najlepszym przykładem strachu w polskim kościele jest lustracja. Choćby u jezuitów: poteżny strach i w efekcie jedna, wielka kompromitacja. ... Jezuici swoim współbraciom umaczanym w TW po prostu bez rozgłosu przebaczyli, bo są towarzyszami Jezusa i potrafią przebaczać 77 razy. To proste, są towarzyszami Tego, który przyszedł zbawiać a nie potępiać. Popatrzcie na jezuitę Franka PP. ... Co to jest "bez rozgłosu przebaczyli"? Czyż TW to wewnętrzne porachunki w ramach "SI"? Przecież TW z "SI" działali nie tyle na prywatną szkodę współmieszkańców, lecz przede wszystkim na szkodę Kościoła i tym samym wszystkich wiernych. Czyli obecna wierchuszka nie ma prawa przebaczać w imieniu Kościoła, bo też wyznanie winy nie odbyło się wobec Kościoła, lecz conajwyżej wobec obecnej wierchuszki "SI". Wyznaczonym przez Pana Jezusa warunkiem przebaczenia są - żal - wyznanie grzechu - prośba o przebaczenie i - gotowość nawrócenia. Nic takiego w przypadku ludzi oficjalnych struktur kościelnych nie miało miejsca. Nie ujawnia się nawet samego faktu uwikłania kogoś w TW. Czyli jest tylko zamiatanie brudu pod dywan i mówienie, że go nie ma, a jeśli był, to należy o tym zapomnieć. To NIE jest przebaczenie Jezusowe, lecz współpraca z grzechem Judaszowym.
K
klara
9 grudnia 2013, 12:31
Zastanów się trochę nad tym co piszesz ~klara! GDZIE papież Frańciszek powiedział, że to są jego grzechy? Skąd masz takie informacje? Podaj źródło swoich oskarżeń! ... Skoro ktos mówi o sobie, ze jest grzesznikiem, to znaczy, ze łamie Boże przykazania. A jakie są - każdy wie. Możemy domniemywać, że popełnia któryś z wymienionych przeze mnie czynów. A jeśli nie popełnia, to niech nie opowiada o swojej grzeszności jako o czymś naturalnym - bo to jest oswajanie z grzechem.
9 grudnia 2013, 12:13
Zastanów się trochę nad tym co piszesz ~klara! GDZIE papież Frańciszek powiedział, że to są jego grzechy? Skąd masz takie informacje? Podaj źródło swoich oskarżeń! Zajmij sie może swoimi grzechami, ja się zajmę swoimi i jak już będziemy bez żadnego grzechu, to będziemy się zastanawiać nad pouczaniem i osądzaniem innych.
K
klara
9 grudnia 2013, 11:50
@ames hmmm a od kiedy tytuł "Ojciec Święty" oznacza, że jest się bez grzechu?? ... Nikt nie jest bez grzechu. Ale nie każdy jest grzesznikiem. Zapewne widzisz różnicę. I po osobie tytułowanej "Ojciec Święty" można się spodziewać, że już zerwał z grzechem. Zwłaszcza, ze jest do tego zobowiązany mocą święceń kapłańskich i dodatkowo ślubów zakonnych. Publiczne deklaracje, ze jest grzesznikiem są zupełnie nie na miejscu. Czyli co - mamy przejść do porządku dziennego nad informacją, że "ojciec święty" zabija, kradnie, cudzołoży, czy mówi fałszywe świadectwa?
9 grudnia 2013, 11:22
hmmm a od kiedy tytuł "Ojciec Święty" oznacza, że jest się bez grzechu??
K
klara
9 grudnia 2013, 09:32
@AdRem Mam świadomość jak bardzo bezpośrednim i otwartym człowiekiem jest Ojciec Święty ... Dość kuriozalnie brzmi tytuł Ojciec Święty w stosunku do kogoś, kto publicznie się opowiada,  że jest grzeszny.
W
Wojciech
9 grudnia 2013, 09:10
"Z lęku przed Żydami" ? To chyba raczej Kosciół posoborowy drży przed zarzutem o antysemityzm, zdradzając naukę Chrystusa . Tradycjonalisci nie nazwali papieża antychrystem , tylko obawiają sie modernizmu w nauczania Franciszka - klasyczne radio Erewań.
A
Agg
9 grudnia 2013, 08:29
Załozyciele deonu i "ważni" w WAM to znani z haniebnych artykułów i komentarzy na deonie libertyni i poprawni postmoderniści. Przebierają sie potem w owcze skóry i "niby ewangelizują" Popierają wszelakie podejrzane terapie jezuity Prusaka - znanej gwiazdy TVN i GW a najbardziej haniebnie z pedofilskiej seksualizacji dzieci na pornomaszynie w CNK - bez żadnej konsekwencji. Poprawni dziennikarze tym razem milczą - bo to swój?  
F
F
9 grudnia 2013, 00:54
Rara.avis @Dariusz Piórkowski SJ  Zgadza się... W wielu obecny jest ten potężny strach przed rzeczywistym, ciągłym oczyszczaniem Kościoła... A przecież jest to proces naturalny... Kościół, owszem, jest święty, uświęcony mocą Chrystusa, ale przecież jego struktury tworzą ludzie grzeszni, słabi, marni, niejednokrotnie upadający, przelęknieni... @~AP: Najlepszym przykładem strachu w polskim kościele jest lustracja. Choćby u jezuitów: poteżny strach i w efekcie jedna, wielka kompromitacja. ... Jezuici swoim współbraciom umaczanym w TW po prostu bez rozgłosu przebaczyli, bo są towarzyszami Jezusa i potrafią przebaczać 77 razy. To proste, są towarzyszami Tego, który przyszedł zbawiać a nie potępiać. Popatrzcie na jezuitę Franka PP.
ST
si tacuisses
8 grudnia 2013, 23:14
ad "AdR" 1. Cytat: "2013-12-08 19:37:27 AdRem @typ Jest to papież, przywódca mego Kościoła, Namiestnik Chrystusowy, którego potężnie szanuję, ale... Rzeczywiście dostrzegam, iż nie jest on tak fenomenalnym mówcą, retorem, myślicielem jak jego poprzednicy" 2. Prawdziwa, tradycyjna koncepcja Kościoła nie jest przez kogoś kreowana, lecz pochodzi od samego Założyciela, a poświadczona jest w prawdach wiary katolickiej. 3. Perfidia modernistycznej sekty V2 polega na tym, że najpierw w ramach pseudosoboru i tegoż następstw pozbawiono struktury kościelne ich treści, czyli prawdziwej wiary katolickiej. Teraz Bergoglio zabiera się za rozwalanie już także struktur. Jest to przynajmniej konsekwentne. 4. Znowu okazujesz, że jesteś notorycznym łgarzem. Nigdy nie twierdziłem i nie miałem żadnym podstaw twierdzić, jakobym był poza Kościołem. W każdym katolickim katechiźmie znajdziesz informację, że w Kościele jest ten, kto - wyznaje wiarę katolicką - uczestniczy w katolickich sakramentach - poddaje się prawowitym władzom kościelnym (czyli tym, które przekazują prawdziwą wiarę katolicką oraz sprawują katolickie sakramenty). Możesz być spokojny, że spełniam wszystkie te warunki. Przypuszczalnie niestety w przeciwieństwie do Ciebie...
A
AP
8 grudnia 2013, 22:41
Rara.avis @Dariusz Piórkowski SJ  Zgadza się... W wielu obecny jest ten potężny strach przed rzeczywistym, ciągłym oczyszczaniem Kościoła... A przecież jest to proces naturalny... Kościół, owszem, jest święty, uświęcony mocą Chrystusa, ale przecież jego struktury tworzą ludzie grzeszni, słabi, marni, niejednokrotnie upadający, przelęknieni... Najlepszym przykładem strachu w polskim kościele jest lustracja. Choćby u jezuitów: poteżny strach i w efekcie jedna, wielka kompromitacja.
8 grudnia 2013, 22:08
@si tacuisses  Owszem, doskonale mam świadomość co piszę i nie przypominam sobie, bym takie słowa w swych wypowiedziach zawarł... Jeśli takowe znalazłeś, to proszę je okazać abym mógł się wobec nich ustosunkować... Nie jestem absolutnie uczestnikiem żadnej "modernistycznej" rzeczywistości, ale oddanym Kościołowi chrystusowemu człowiekiem... Tym samym wyznaję z wiarą i ufnością potężną, iż wsparciem dla niego jest i będzie, jak sam przyobiecał, Jezus Chrystus... Dostrzegam te niepokojące zmiany jakie zachodzą we współczesnym świecie i odnoszę się wobec nich tak samo krytycznie jak w stosunku do koncepcji Kościoła kreowanych przez środowiska tradycjonalistów... Jestem przekonanym, iż sytuacji nie poprawią proponowane właśnie przez te struktury rozwiązania a wręcz przeciwnie, mogą ją co najwyżej znacznie pogorszyć... Wiele z tych koncepcji w epoce czasów współczesnych nie znajdzie bowiem absolutnie żadnego zastosowania... Cieszę się natomiast, że mamy jasność... Przynajmniej stanąłeś w prawdzie i otwarcie przyznałeś, iż jesteś poza Kościołem... W takim razie sferę decyzyjności i podejmowanych działań pozostań nienaruszoną dla wiernych i "naszych" przywódców duchowych, kolejnych papieży a sam zaś rzeczywiście najlepiej pozostań wraz ze swymi założeniami w rzeczywistości przedsoborowej...  Z Panem Bogiem... 
ST
si tacuisses
8 grudnia 2013, 21:38
ad "AdR" Widocznie albo zapomniałeś, co napisałeś, albo w ogóle nie wiesz, co piszesz, albo tak notorycznie mijasz się z prawdą, że tego już nawet nie zauważasz. Ta wasza modernistyczna "rzeczywistość" ma już dość wyraźnie perspektywy: puste kościoły, seminaria, wymierające zakony i klasztory, a także drastyczny upadek życia sakramentalnego, tudzież zapaść demograficzna, a to wszystko przy równoczesnej demograficznej expansji szatańskiego islamu w Europie, tak bardzo chwalonego przez Bergoglio w jego pseudoadhortacji. Już niedługo okupowane (jeszcze) przez was świątynie katolickie będą coraz bardziej masowo sprzedawane na kawiarnie, hotele i meczety (z pewnym opóźnieniem także w Polsce), oczywiście z pełnymi szacunku uczuciami zgodnymi z "radosną" pseudoadhortacją waszego przywódcy Bergoglio. To jest właśnie ta wasza "soborowa" rzeczywistość.
8 grudnia 2013, 21:01
@si tauisses  Ad. 1  Po raz kolejny Ty sam mijasz się z prawdą... Przeczytaj uważnie wszystkie moje dotychczasowe wypowiedzi, bowiem niczego takiego nie głosiłem...  Ad.2  Tak, zgadzam się pod warunkiem, że sfery te (sfera ducha i materii) będą się w tym procesie złożonym przenikać i dopełniać, wówczas efekt będzie pełnym... Staram się też, by wartości te i prawdy zachowywać w płaszczyźnie owego procesu.  Ad.3  Pełna zgoda...  Ad.4  ??????????? Herezja i jawny występowanie przeciw prawdzie świętego Kościoła chrystusowego i jego autorytetowi nauczycielskiemu....  Ad.5  ??????? Brednie to głosi szanowny... Jak już wspomniałem JŚ Ojciec Święty Franciszek nie głosi niczego, co byłoby niezgodne z oficjalnym nauczaniem Kościoła świętego chrystusowego...  Ad.6 ; 7  ble, ble, ble... No i wszystko jasne... Tak jak przypuszczałem... Skrajny tradycjonalista struktur kościelnych... Od dawna już powtarzam, iż jesteście realnym zagrożeniem dla świętego Kościoła chrystusowego i jego wiernych... Wobec tego rodzaju środowisk powinny zostać podjęte radykalne w formie działania... Niekiedy głosicie bowiem nauki wręcz heretyckie bardzo często występując przeciw oficjalnemu stanowisku i nauczaniu świętego Kościoła chrystusowego (chociażby negacja autorytetu Namiestnika Chrystusowego, jego nieomylności i nauczania)... Albo odnajdziecie się w zaistniałej rzeczywistości i sytuacji (posoborowej), albo w dalszym ciągu będziecie prężnie rozwijać swą "sektę" w obrębie świętego Kościoła rzymsko - katolickiego chrystusowego...  Z Panem Bogiem :):)
ST
si tauisses
8 grudnia 2013, 20:48
ad "AdR" 1. Sugerowałeś, że zarzuty wobec Bergoglio polegają na oczekiwaniu, żeby on był "fenomenalny". To jest zwykłe kłamstwo nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. 2. Normalny człowiek bierze oficjalne wypowiedzi osoby duchownej (do nich zaliczają się także homilie) nie na "uczucia", lecz na rozum oświecony nauką wiary katolickiej. 3. Mam szacunek dla każdego człowieka jako stworzenia i dziecka Bożego. W tym szacunku niezbędna jest uczciwość, tzn. wystrzeganie się nieprawdy, natomiast właśnie wierność prawdzie, także tej niepochlebnej i nieprzyjemnej dla danej osoby i jej wielbicieli. 4. Osobną jest kwestia, czy Bergoglio jest papieżem. 5. Bergoglio notorycznie głosi brednie, które nie mają nic wspólnego z nauczaniem Kościoła, oficjalnym czy nieoficjalnym. 6. Wypowiedzi prawdziwych papieży nigdy mi nie ciążyły i nadal nie ciążą. Z przyjemnością, radością, satysfakcją i pożytkiem duchowym czytam wszystkie wypowiedzi papieskie do Piusa XII włącznie. Potem zaczęło się niestety ględzenie sięgające od owijania w bawełnę, poprzez lanie wody, aż do robienia w balona. A na to dość często aż żygać się chce. 7. Bynajmniej się nie pogubiłem, bo mam dość jasny kompas w prawdziwym, jasnym nauczaniu Kościoła Chrystusowego sprzed pseudosoboru V2.
8 grudnia 2013, 20:48
@klara  Powtarzam i będę powtarzał dopóty dopóki wciąż będą zdarzały się przypadki wsytępowania przeciw tej prawdzie a Namiestnik Chrystusowy będzie obrażany... Nie mogę po prostu przejść wobec takiego stanu rzeczy obojętnie... Jest to widzialna głowa Kościoła, mojego Kościoła, i nie dopuszczę żeby był on poniewierany :) :) :) :) :) :) Tym bardziej, że często za tymi, dość dwuznacznymi, określeniami, kryje się jawna niechęć wobec niego, wręcz bunt wobec papiestwa, Watykanu...  Mam świadomość jak bardzo bezpośrednim i otwartym człowiekiem jest Ojciec Święty, ale w tym jednym nie jestem w stanie się przemóc i sobie na to pozwolić, by tytułować go po imieniu, bądź inną formą, w mojej ocenie, godzącą bezpośrednio w godność papieską... Jest to tym bardziej niepokojące, iż postawy te wychodzą często z wnętrza Kościoła, ze struktur skrajnych tradycjonalistów w Kościele, co stanowi dość wyraźny sygnał... Jesteśmy powołani do miłości i szacunku wzajemnego nie zaś do wzajemnych ataków... Tego zjednoczenia potrzeba nam dziś jak nigdy dotąd... A jak nigdy dotąd jest o nie niezwykle trudno... Z Panem Bogiem :) :)
K
klara
8 grudnia 2013, 20:40
@AdRem Prosiłbym o większy szacunek względem osoby Namiestnika Chrystusowego... Pamiętaj, iż jest on widzialną głową Kościoła na ziemi a w pewnych kwestiach jest nieomylny... (chociażby przez wzgląd na to należy się miarkować i okazywać szczególny szacunek). ... Powtarzasz to w kółko, jakby cię ktoś wynajął specjalnie w tym celu. A tymczasem jak na ironię, papa Francesco  odcina się od tego namiestnikostwa, podkreślając przy każdej okazji, ze jest tylko "biskupem Rzymu". I delegując swoją nieomylność na "demokratyczne struktury":))))
8 grudnia 2013, 20:22
@si tacuisses  Hmm... Ciężko mi się do tej wypowiedzi odnieść, gdyż stanowi ona zbiór wielu, bardzo mocnych zarzutów, zarzutów w zasadzie nie mających poparcia w faktach... Kwestie, które poruszasz zwyczajnie wyolbrzymiasz... Osobiście zetknąłem się z jedną wypowiedzią papieską, która wywołała we mnie uczucia mieszane, i została właśnie sformułowana podczas udzielanego wywiadu a więc takie uczucia mogła ostatecznie wywoływać, nie stanowiła bowiem części oficjalnego papieskiego nauczania... Prosiłbym o większy szacunek względem osoby Namiestnika Chrystusowego... Pamiętaj, iż jest on widzialną głową Kościoła na ziemi a w pewnych kwestiach jest nieomylny... (chociażby przez wzgląd na to należy się miarkować i okazywać szczególny szacunek). Ponadto, nie jestem kłamcą, jakim to mnie w dość dosadnych słowach określiłeś, grzesząc przy okazji złamaniem VIII przykazania Bożego i najważniejszego pośród przykazań, przykazania miłości...  Podkreślam, Ojciec Święty Franciszek nie głosi niczego, co byłoby niezgodne z oficjalnym nauczaniem Kościoła... Jeśli komuś wypowiedzi papieskie szczególnie ciążą i nie odpowiadają, to przyczyny winien raczej poszukać u siebie niż u innych...  Pamiętam w modlitwie, bracie, bo widzę żeś się prawdziwie pogubił... Powróć prawdziwie na łono świętego Kościoła chrystusowego, porzuć grzech i oddaj się w opiekę Najwyższemu... Z Panem Bogiem :) :)
ST
si tacuisses
8 grudnia 2013, 20:13
ad "AdR" Łżesz jak opętany. Nikt nie oczekuje, żeby ktoś tam był "fenomenalny". Ale jeśli ktoś - codziennie ględzi pseudohomilie rozpowszechniane na cały świat, - daje na lewo wywiady, - wydaje pseudoadhortację podając się za "biskupa Rzymu", zyskując nieustannie poklask masonów i antykościelnych lewaków, to musi się pogodzić z  tym, że normalni katolicy będą również wypowiadać, co o tym myślą. Ostatecznie jest prosta zasada: jeśli nie ma się nic wartościowego do powiedzenia, to należy milczeć.
8 grudnia 2013, 19:37
@typ  Jest to papież, przywódca mego Kościoła, Namiestnik Chrystusowy, którego potężnie szanuję, ale... Rzeczywiście dostrzegam, iż nie jest on tak fenomenalnym mówcą, retorem, myślicielem jak jego poprzednicy (Jan Paweł II i Benedykt XVI)... Mam wrażenie, że jest prostym człowiekiem o wielkim sercu i szczerych chęciach... Mimo wszystko ufam jednak, iż poradzi sobie na stanowisku i będzie wspaniałym papieżem:) Zasadniczo istnieje też realny problem ciągłego sprzeciwu środowisk skrajnie tradycjonalistycznych w Kościele, które, mam wrażenie, z niezwykłą wnikliwością analizują kolejne wypowiedzi papieża... Nagonka?? Tego nie wiem... Ale myślę, że jeśli "przyczepialiby" się tak do każdej wypowiedzi Jana Pawła II i Benedykta XVI, wybitnych myślicieli i teologów na tronie papieskim, to też byliby w stanie coś znaleźć... Dlaczego tego nie roblili?? Zasadne pytanie.... Podsumowując, każdy znajdzie to, co chce znaleźć... Z Panem Bogiem :) :)
T
typ
8 grudnia 2013, 19:22
@keep smiling  Poczułem się "wywołany" do odpowiedzi... :) :)  Dokładnie tak!!! Stąd właśnie kierowane przeze mnie przesłanie!!!  Jak wiadomo, przeinaczenia i półprawdy rozprzestrzeniać się mogą w prawdziwie zawrotnym tempie a jak jesze "zainteresuje" się nimi tradycjonalista struktur kościelnych to mamy "aferę" gotową.... Powiem więcej... Jestem pewien, że to nie było intencją papieża a jego słowa zostały źle odczytane przez "przewrażliwionych"... Potrzeba głębi, ciągłej refleksji, kochani...  :) :) :)  Z Panem Bogiem :) :) ...Generalnie Papież ma problemy z precyzyjnym artykuowanie swoich mysli... Ta wpadka z wywiadem sprzed 2 miesięcy i ciągłe analizowanie CO NAPRAWDE CHCIAL POWIEDZIEC Papież... Zenada... A po filmie z Argentyny o próbie profanacji katedry ,mozna zapytać do czego nas zaprowadzi ta Bergoliańska pobożność:-)...
T
typ
8 grudnia 2013, 19:17
"Kto może pojąć, niech pojmuje!" Papież Franciszek, 24 III 2013: "(...) pierwsze słowo, jakie chcę wam powiedzieć: radość! Nigdy nie bądźcie ludźmi smutnymi: chrześcijanin nigdy nie może być smutny! Nie ulegajcie nigdy zniechęceniu! Nasza radość nie z pochodzi z posiadania wielu rzeczy, ale rodzi się ze spotkania Osoby: Jezusa, który jest pośród nas; rodzi się z tego, że wiemy, iż z Nim nigdy nie jesteśmy sami, nawet w chwilach trudnych, nawet kiedy na drodze życia napotykamy problemy czy przeszkody, które wydają się nie do pokonania, a jest ich tak wiele! W takich chwilach przychodzi nieprzyjaciel, przychodzi diabeł, wielokrotnie przebrany za anioła, i podstępnie wypowiada swoje słowo. Nie słuchajcie go! Idźmy za Jezusem! My towarzyszymy Jezusowi, idziemy za Nim, ale przede wszystkim wiemy, że to On nam towarzyszy i bierze nas na swoje ramiona: stąd bierze się nasza radość, nadzieja, którą musimy wnosić w nasz świat. I proszę was, nie pozwólcie okraść się z nadziei! Nie pozwólcie, by wam skradziono nadzieję! Tę nadzieję, którą daje nam Jezus." ...To zaczyna przypominać Koreę Płn.:-(... Tow. Papież zawsze jest radosny więc wszyscy zawsze muszą być radośni... Bo inaczej wyznawcy Bergoliego uznają ich za złych katolików...Nie rozumiem dlaczego ta latynoska mentalnośc ma nagle stac się dogmatem wiary?
8 grudnia 2013, 18:53
@keep smiling  Poczułem się "wywołany" do odpowiedzi... :) :)  Dokładnie tak!!! Stąd właśnie kierowane przeze mnie przesłanie!!!  Jak wiadomo, przeinaczenia i półprawdy rozprzestrzeniać się mogą w prawdziwie zawrotnym tempie a jak jesze "zainteresuje" się nimi tradycjonalista struktur kościelnych to mamy "aferę" gotową.... Powiem więcej... Jestem pewien, że to nie było intencją papieża a jego słowa zostały źle odczytane przez "przewrażliwionych"... Potrzeba głębi, ciągłej refleksji, kochani...  :) :) :)  Z Panem Bogiem :) :)
KS
keep smiling
8 grudnia 2013, 18:42
@jazmig Z całym szacunkiem, ale nie wiem skąd wniosek, iż papież wzywa do CIĄGŁEJ, NIEUSTANNEJ radości...:) ... Przypuszczam, że Autor artykułu nakręcił temat jakoby katolicy mieli obowiązek żyć w nieustannej radości, ale nie wiadomo czy takie były rzeczywiste intencje papieża
8 grudnia 2013, 17:39
Witam! Wiem,że mój komentarz na tym forum nie dotyczy tematu, ale piszę, bo jestem zdesperowana. Prosze,jeżeli ktos posiada kontakt do ks. Piota Pawlukiewicza(- mail, a najlepiej telefon) proszę piszcie. Muszę ratować swoje małżeństwo. Proszę Was, mój email barbaroosa@wp.pl
8 grudnia 2013, 17:39
@jazmig  Z całym szacunkiem, ale nie wiem skąd wniosek, iż papież wzywa do CIĄGŁEJ, NIEUSTANNEJ radości... I to swoiście pojmowanej... Papież tworzy dość ogólny zarys... Odwołuje się do podstaw wiary... Oczywistym jest, że nikt nikogo nie będzie wzywał do ciągłej radości, a raczej, w tym rozumieniu pańskim, euforii... Potrzeba nam bowiem stałości, i jasnym jest, że są w życiu chwile smutku i radości... To papieskie wezwanie sięga jednak głębiej w swej strukturze i na tej płaszczyźnie winno być rozważane... Co w związku z tym?? To już pozostawiam dla pańskich, autorskich analiz, przemyśleń... Z Panem Bogiem :)
8 grudnia 2013, 17:34
@chrysorroas  Ad. 1:  Zgadza się... Wiem czyje słowa przytoczyłem... Przynależą one jednak do całości Pisma Świętego a Kościół ową całość uznaję jako jedno z trzech komplementarnych źródeł religii (obok Urzędu Nauczycielskiego i Tradycji)...  Ad. 2 ; 3 :  W takim razie prezentujemy nieco inne spojrzenie w tej kwestii... Owszem, radość ta jest wpisana w strukturę człowieczeństwa każdego z nas, jednak potrzeba tę prawdę, wartość wciąż w sobie na nowo odkrywać, pogłębiać... Tak, jak należy stale odkrywać ów pierwiastek Boży obecny w nas od chwili stworzenia... To ciągły proces... Tak, jak procesem ciągłym jest wewnętrzna formacja człowieka, pogłębianie wiary, która jest łaską, i wymaga tak przyjęcia, jak i pełnej realizacji... I myślę, że tak należy to wezwanie odczytywać... Właśnie jako wezwanie do odkrywania w sobie tej pierwotnej radości, radości wnętrza, wypływającej z nadziei życia wiecznego... Wiara bez uczynków jest martwą, miłość bez uczynków jest martwą, wreszcie radość, choć również wpisana w naturę człowieczą, bez należytego pogłębienia, odkrycia jej prawdziwie w sobie jest martwą, jest uśpioną... Z Panem Bogiem :)
jazmig jazmig
jazmig jazmig
8 grudnia 2013, 17:22
@Scarlett Moja babcia była najbardziej pogodną osobą, jaką znam. Uwielbiała się śmiać, żartować, była bardzo silną i zdecydowaną kobietą. Całe życie powtarzała, że "bez Boga ani do proga". A w czasie wojny była wraz z rodziną wywieziona na Syberię, tam zginęli jej rodzice. Żeby przeżyć potrzebowali tego promyka radości, nadziei i wiary. Babcia opowiadała, że byli tam ludzie, którzy się załamali tą sytuacją, nie mieli siły pracować, więc nie dostawali jedzenia i umarli z głodu. Twierdzisz, że Papież nie zna życia. A powiedz, jakie Ty życie znasz? Bo ja na własne oczy widziałam życie człowieka-mojej Babci, która mimo ogromnych cierpień, które przeżyła, miała w sobie tę radość chrześciajańską. ... Serdecznie wątpię, czy twoja babcia w drodze na Syberię i podczas pobytu w tej krainie, była stale w szampańskim humorze. Jeżeli na stare lata żyło jej się dobrze, to cóż w tym dziwnego, że miała dobry humor? Ale nie każdemu układa się w życiu dobrze, dlatego nie można oczekiwać, a tym bardziej żądać, żeby każdy był stale radosny. Radośni i szczęśliwi będziemy w Raju, ale na tej ziemi będzie różnie, raz fajnie, raz niefajnie. Żadne zaklęcia tego nie zmienią, bo Ziemia nie jest Rajem.
jazmig jazmig
jazmig jazmig
8 grudnia 2013, 17:18
@Rafał Borkowski - czego w związku z tym oczekujesz od Franciszka? ... Oczekuję od niego konkretów, a nie frazesów. Jeżeli on uważa, że katolicy powinni być radośni, to niech ich jeszcze nauczy, jak tę stałą radość osiągnąć, ale bez kolejnych frazesów, bo ja mam ich serdecznie dosyć.
C
chrysorroas
8 grudnia 2013, 16:30
ad "AR" 1. Podajesz słowa św. Pawła z Flp 4. Nie są to słowa Pana Jezusa. 2. Św. Paweł podaje zarówno rodzaj jak też powód radości w odniesieniu do konkretnej sprawy i sytuacji, konkretnie: wskazanie na powód do radości i wypełnienie ludzkiego pragnienia radości. A więc nie jako generalny nakaz dla chrześcijan. 3. Radość przychodzi sama w tym znaczeniu jak owoc w roślinie. Wezwanie do radości to tak jak powiedzieć do jabłoni: masz rodzić jabłka!
K
klara
8 grudnia 2013, 16:26
@AdRem Dla przypomnienia warto zwrócić uwagę na sylwetki wielkich świętych Kościoła, św. Jana Bosko chociażby... Czyż on nie był przepełniony radością i nadzieją chrystusową?? ... A taka Matka Teresa - czyż nie była przepełniona smutkiem  przez długie dziesięciolecia. Ledwo zipała z poczucia beznadziei.
8 grudnia 2013, 16:14
@chrysorroas Po pierwsze, apeluję o większy szacunek względem osoby Namiestnika Chrystusowego!! Proszę pamiętać, iż jest on widzialną głową Kościoła i w pewnych kwestiach jest nieomylny... Niektóre określenia są więc nie na miejscu... Ad rem:  "Radujcie się zawsze w Panu ; jeszcze raz powtarzem: radujcie się!" św. Paweł  Radość chrześcijanina ściśle powiązana jest z nadzieją... Głęboko ufamy, iż Chrystus ponosząc ofiarę Krzyża wysłużył nam Niebo, zwyciężył śmierć!! I to stanowi o naszej radości, owa nadzieja na dostąpienie chwały Niebieskich Ołtarzy!!!  Owszem, potrzebna jest w życiu pewna stałość... Są chwile smutku i radości, ale zawsze winniśmy w sercach zachowywać ową niezbywalną wartość i prawdę nadziei. Cóż to za bzdury... Nie, nie przychodzi sama... Ku temu potrzeba pełni zawierzenia Panu, oddania się mu, ciągłej formacji wewnętrznej, ciągłego siebie poznawania, odkrywania w sobie wciąż na nowo pierwiastka Bożego w każdym z nas zawartego.. Dla przypomnienia warto zwrócić uwagę na sylwetki wielkich świętych Kościoła, św. Jana Bosko chociażby... Czyż on nie był przepełniony radością i nadzieją chrystusową?? A przecież jakże potężnych upokorzeń i cierpień doznawał...  Przetrwał bowiem był przepełniony potężną pokorą , nadzieją i ufnością!!  Z Panem Bogiem... 
C
chrysorroas
8 grudnia 2013, 16:02
ad "Scarlett" Typowe brednie bergogliańskie, czyli pomieszanie prawdy z kłamstwem. Czyżby Pan Jezus kiedykolwiek nawoływał do radości? Radość, ta prawdziwa czyli z życia w prawdzie i miłości, przychodzi sama, nie trzeba się na nią wysilać i tym samym wzywanie do niej jest absurdalne. Wzywać można tylko do radości udawanej, albo jako celu samego w sobie, czyli jako przyjemnego samopoczucia dla ucieczki od nieprzyjemnej czy wręcz przygnębiającej prawdy. Bergoglio dobrze wie, że każdy człowiek woli radość niż smutek. Także szatan o tym wie i dlatego odpowiednio wywołuje w człowieku uczucia według swojego celu.
8 grudnia 2013, 15:23
"Kto może pojąć, niech pojmuje!" Papież Franciszek, 24 III 2013: "(...) pierwsze słowo, jakie chcę wam powiedzieć: radość! Nigdy nie bądźcie ludźmi smutnymi: chrześcijanin nigdy nie może być smutny! Nie ulegajcie nigdy zniechęceniu! Nasza radość nie z pochodzi z posiadania wielu rzeczy, ale rodzi się ze spotkania Osoby: Jezusa, który jest pośród nas; rodzi się z tego, że wiemy, iż z Nim nigdy nie jesteśmy sami, nawet w chwilach trudnych, nawet kiedy na drodze życia napotykamy problemy czy przeszkody, które wydają się nie do pokonania, a jest ich tak wiele! W takich chwilach przychodzi nieprzyjaciel, przychodzi diabeł, wielokrotnie przebrany za anioła, i podstępnie wypowiada swoje słowo. Nie słuchajcie go! Idźmy za Jezusem! My towarzyszymy Jezusowi, idziemy za Nim, ale przede wszystkim wiemy, że to On nam towarzyszy i bierze nas na swoje ramiona: stąd bierze się nasza radość, nadzieja, którą musimy wnosić w nasz świat. I proszę was, nie pozwólcie okraść się z nadziei! Nie pozwólcie, by wam skradziono nadzieję! Tę nadzieję, którą daje nam Jezus."
C
chrysorroas
8 grudnia 2013, 15:09
Wystarczy najbardziej elementarna zasada rozróżniania duchów. Mówi on wyraźnie, że nie wystarczy samo odczucie, gdyż konieczne jest je skonfrontować z rzeczywistością czyli prawdą: - u człowieka żyjącego w grzechu szatan wywołuje przyjemne odczucia, radość itp. - Duch Sw. odwrotnie, tzn. u takiego człowieka wywołuje nieprzyjemne uczucia, jak wyrzuty sumienia itd. Bergoglio natomiast głosi radość jako wartość samą w sobie, chcąć wmówić, jakoby smutek sam w sobie był niechrześcijański. Jest to nic innego jak perfidny przekręt i oszukiwanie.
8 grudnia 2013, 15:00
@Scarlett   Dziękuję Ci serdecznie za ten komentarz... To samo starałem się przekazać... Chrześcijanin to przecież człowiek nadziei i ufności a wartości te wiążą się z radością... W ostatecznej perspektywie nadzieja ta oznacza zaś wiekuistą radość chwały Nieba... Pozdrawiam serdecznie :) :) Z Bogiem... 
Janusz Brodowski
Janusz Brodowski
8 grudnia 2013, 14:55
@jazmig "Ten świat nie jest rajem i nim nie będzie. Jest i będzie na nim więcej cierpienia niż radości." Masz problem chłopie ...
K
Kassandra
8 grudnia 2013, 14:52
@Rafał Borowski - czego w związku z tym oczekujesz od Franciszka? Żeby mówił: "O, tyle zła, cierpienia na świecie, smućcie się więc, miejcie zatroskane miny, użalajcie się nad sobą, płaczcie, wzdychajcie, pomstujcie!". ... Bo gdy Titanic tonął, to też orkiestra grała....
8 grudnia 2013, 14:51
... Typowe franiczkowe bajdurzenie. Trzeba pozwolić, tajemnicza mocna ufność itd. itp. Widać, że jest to człowiek oderwany od życia, który nigdy nie zaznał prawdziwych problemów w życiu, albo o nich zapomniał i opowiada banialuki. Ten świat nie jest rajem i nim nie będzie. Jest i będzie na nim więcej cierpienia niż radości. Franciszek wydaje się nie zdawać sobie z tego sprawy. ... @jazmig Moja babcia była najbardziej pogodną osobą, jaką znam. Uwielbiała się śmiać, żartować, była bardzo silną i zdecydowaną kobietą. Całe życie powtarzała, że "bez Boga ani do proga". A w czasie wojny była wraz z rodziną wywieziona na Syberię, tam zginęli jej rodzice. Żeby przeżyć potrzebowali tego promyka radości, nadziei i wiary. Babcia opowiadała, że byli tam ludzie, którzy się załamali tą sytuacją, nie mieli siły pracować, więc nie dostawali jedzenia i umarli z głodu. Twierdzisz, że Papież nie zna życia. A powiedz, jakie Ty życie znasz? Bo ja na własne oczy widziałam życie człowieka-mojej Babci, która mimo ogromnych cierpień, które przeżyła, miała w sobie tę radość chrześciajańską. Część komentujących tutaj myli radość z wesołością. Dzisiaj na kazaniu u mnie w kościele ksiądz powiedział, że kiedy jesteśmy blisko Boga, mamy wewnątrz takie poczucie szczęścia, nawet jeśli na zewnątrz nie ma żadnego powodu do radości. Nie możecie tego zrozumieć, bo widocznie tego nie doświadczacie. Brak wam ufności w Boga, która daje siłę żyć pomimo przeciwności.
C
chrysorroas
8 grudnia 2013, 14:20
Więcej życia w Kościele? A co było / jest dotychczas? Kto wprowadził niebywałe w 2000-letniej historii Kościoła - wymieranie klasztorów, zakonów, - wypróżnienie seminariów, kościołów, domów rodzinnych, - wrogość par i całych społeczeństw wobec potomstwa czyli nowego życia? TO MA BYC "życie", które forsuje Bergoglio.
8 grudnia 2013, 11:47
@veritas ------------------------- Ad 2. Annuncio vobis gaudium magnum: habemus papam - biernik od papa. --------------------------- Owszem, wiem o tym, ale jak pisałem, sądzę, iż to określenie miało mieć charakter ironiczny... Taka, myślę, była Twoja intencja... A intencje są niezmiernie istotnie... Stąd rozważ więc w sercu swą intencję... Czyż była ona właściwą i stanowiła wyraz chrześcijańskiej miłości braterskiej?? Wreszcie, pamiętaj, iż Namiestnik Chrystusowy jest w pewnych kwestiach nieomylny... Nie, nie sugeruję, iż akurat w tej konkretnej, ale przez sam fakt tego... niektóre zachowania są po prostu nie na miejscu... Ponadto jeśli ja określiłbym Ciebie pojęciem wulgarnym, gdyż takie jest zawarte np. w słowniku, to stanowi to usprawiedliwienie mego czynu?? Z Panem Bogiem :) :)
8 grudnia 2013, 11:43
@veritas  ---------------------------- Ad 1. Jezus powiedział, ze kto chce być Jego uczniem ma się zaprzeć samego siebie, wziąć krzyż i podążać za Nim. I oto okazuje się ten bolesny proces ma się odbywać tanecznym krokiem wśród wybuchów śmiechu. (Przymykając oczy na tych licznych, którzy z tej drogi zostali zepchnięci na pobocze i nigdy nie dojdą do celu) Czy Jezus idąc na Golgotę posyłał na prawo i lewo promienne uśmiechy? A może powinien? Przecież szedł zbawić ludzkość... ------------------------------ Pisałem, iż ta radość oznacza raczej nadzieję... I w tym kontekście należy moje słowa rozpatrywać... Należy naturalnie zachować stałość... Jak pisałem, są chwile smutku i radości... Owszem, Chrystus zapowiedział, iż droga ku Niemu i z Nim nie będzie łatwą... Tak, mówił, iż trzeba wziąć swój krzyż... Mówił nawet, że z powodu Jego imienia wielu narażonych będzie na straszliwe prześladowania i cierpienia... Ale przekazywał w tym orędziu ponadczasowym pewną niezbywalną prawdę... Prawdę o potrzebie zachowania nadziei. Do końca... Bowiem ufamy, iż Chrystus dokonał ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią, odkupił rodzaj ludzki!! I stąd religia chrześcijańska jest religią radości!!! Bowiem wiemy, iż mamy nagrodę w Niebie...  Wiemy, że mamy ku niej nieustannie i wytrwale dążyć... Wiemy też, że w chwilach próby On przy nas trwa, że nas nie opuścił, jest aż do skończenia świata...  I stąd nasza radość wypływa!! Co nie oznacza, że "mamy posyłać na prawo i lewo promienne uśmiechy" w chwilach trudu, cierpienia... Mamy jednak, jako chrześcijanie, zachować w sercu nadzieję, która, jak przypominam, w ostatecznej perspektywie oznacza wiekuistą radość w chwale Niebieskich Ołtarzy, ku której zmierzamy przecież wszyscy... I tych braci błądzących należy naturalnie wspierać...  Z Panem Bogiem :) :)
8 grudnia 2013, 11:02
Widać, że jest to człowiek oderwany od życia, który nigdy nie zaznał prawdziwych problemów w życiu, albo o nich zapomniał i opowiada banialuki. Ten świat nie jest rajem i nim nie będzie. Jest i będzie na nim więcej cierpienia niż radości. Franciszek wydaje się nie zdawać sobie z tego sprawy. @jazmig - czego w związku z tym oczekujesz od Franciszka? Żeby mówił: "O, tyle zła, cierpienia na świecie, smućcie się więc, miejcie zatroskane miny, użalajcie się nad sobą, płaczcie, wzdychajcie, pomstujcie!". A poza tym, nawiązując do mojego wcześniejszego postu pod tym artykułem, jeszcze jedno. Gdzie jest źródło Twojej niezwykłej mądrości, że przewyższasz nią Papieża Franciszka?
jazmig jazmig
jazmig jazmig
8 grudnia 2013, 09:17
@Beniemin Jazmig papieżem...podoba się wam ?nadal chcecie być w takim Kościele?Dla kogo taki Kościół dla bezgrzesznych jazmiga i veritasa? ... Dziękuję Beniaminie za twój komentarz, ponieważ nie znalazłeś żadnych argumentów obalających moje poglądy, pozostała ci kpina, aby tylko zaistnieć w dyskusji. Brak argumentów oznacza, że przyznajesz mi rację i za to ci dziękuję.
jazmig jazmig
jazmig jazmig
8 grudnia 2013, 09:12
Scarlett Rozumiem osoby skłaniające się do smutku z powodu doświadczania poważnych trudności, jednak trzeba pozwolić, aby powoli zaczęła się budzić radość wiary jako tajemnicza, ale mocna ufność, nawet pośród najgorszej udręki". ... Typowe franiczkowe bajdurzenie. Trzeba pozwolić, tajemnicza mocna ufność itd. itp. Widać, że jest to człowiek oderwany od życia, który nigdy nie zaznał prawdziwych problemów w życiu, albo o nich zapomniał i opowiada banialuki. Ten świat nie jest rajem i nim nie będzie. Jest i będzie na nim więcej cierpienia niż radości. Franciszek wydaje się nie zdawać sobie z tego sprawy.
jazmig jazmig
jazmig jazmig
8 grudnia 2013, 09:07
XsaweryRicci. Wdowa może się zawsze modlić i pościć żeby nie tracić ducha. To zawsze może. Siła takiej modlitwy jest ogromna. ... Owszem, może się modlić, ale nie ma czasu na filozofowanie, zgłębianie siebie i swojego ducha itp. Na takie rzeczy nie każdy ma czas i możliwości.
D
Dextimus
8 grudnia 2013, 00:07
Franciszek, Radość Ewangelii, N. 32: "Konferencje Episkopatów mogą «dziś wnieść wieloraki i owocny wkład do konkretnego urzeczywistnienia się poczucia kolegialności». Jednak to życzenie nie urzeczywistniło się w pełni, ponieważ nie przyjął jeszcze wystarczająco wyraźnego kształtu statut Konferencji Episkopatów, który by pojmował je jako podmioty o konkretnych kompetencjach, łącznie z pewnym autentycznym autorytetem doktrynalnym" Jeśli konferencje episkopatów otrzymają "pewien" autentyczny autorytet doktrynalny, to biskupi niemieccy zaczną udzielać, oczywiście tylko w wyjątkowych przypadkach i po roztropnej ocenie każdej sytuacji z osobna, zgody na udzielanie Komunii świętej rozwodnikom żyjącym w grzechu w nowych związkach, biskupi holenderscy zezwolą - oczywiście tylko w wyjątkowych przypadkach i po roztropnej ocenie każdej sytuacji z osobna - na eutanazję czy antykoncepcję, biskupi brazylijscy - oczywiście tylko w wyjątkowych przypadkach i po roztropnej ocenie każdej sytuacji z osobna - zezwolą na aborcję i błogosławienie homozwiązków. Takie zwierzę to się fachowo zwie "protestantyzm". Ciekawe, czy papież Franciszek wyda stosowny kwit w 2017 roku, w pięćsetną, okrągłą rocznicę...
7 grudnia 2013, 22:56
@veritas  Owszem, nie wszyscy wejdą... To naturalne... Wszyscy jednak kroczymy...  Nie pisałem, iż wszyscy wejdą, pisałem, że wszyscy na tej drodze kroczymy... Nie rozumiem więc zarzutu... :) :) :) :) :) :)  --------------------------------------- "P.S. A papieżowi w niczym nie uchybiłem."  Nie jestem pewien, czy określenie "papa" jest adekwatnym względem osoby Namiestnika Chrystusowego... Musisz to w swym sercu właściwie rozważyć... Tym bardziej, jak sądzę, miało ono charakter ironiczny... Nie jest też bynajmniej wyrazem "szczególnej więzi" między Tobą a Ojcem Świętym... :) :) :) :)  Także... Krocz mężnie, drogi Przyjacielu, zachowując nadzieję i życzę Ci byś pewnego dnia dotarł do rzeczywistości wiecznej, pełnej szczęśliwości, radości...  Z Panem Bogiem :) :) :)
7 grudnia 2013, 22:21
@veritas  Apeluję o większy szacunek względem osoby Namiestnika Chrystusowego...  Pamiętaj, iż jest on widzialną głową Kościoła...  Ponadto stosujesz wyrwane z kontekstu słowa Pisma i na ich podstawie budujesz całość konstrukcji. Chrystus powiedział również do uczniów po Zmartwychwstaniu: "Pokój wam" Kościół raduje się ostatecznym zwycięstwem Chrystusa Pana nad śmiercią...  Wierzymy bowiem, iż ponosząc ofiarę Krzyża, wysłużył On nam Niebo... I to stanowi podstawę naszej radości!! Chrystus posyła uczniom przecież nie kogo innego, a jak sam Go określa: "Pocieszyciela"... właśnie... Słowo to ma swą określoną wymowę... Owszem, jest czas smutku, ale jest i czas radości... Tutaj radość rozumiana jest raczej jako nadzieja... Bowiem chrześcijanin to człowiek nadziei i pokory... Nadziei potrzeba w każdej z sytuacji życia... Przykładem niech będzie chociażby postawa życia św. Jana Bosko, który z nadzieją i potężną radością spoglądał w przyszłość nawracając wielu młodych i realizując mimo trudów wielkie dzieło Miłosierdzia... Czyż on nie doznał upokorzenia?? Bólu??  Chrześcijanin to człowiek, który nawet w ekstremalnie trudnej sytuacji życia nie powinien tracić nadziei... A nadzieja w szerszej perspektywie zawsze oznacza radość... W perspektywie ostatecznej zaś, radość niebieskiego Jeruzalem, ku któremu wszyscy kroczymy... Z Panem Bogiem :) :) :)
H
Hubertus
7 grudnia 2013, 21:32
@Rafał Borowski >Na czym polega fenomen, że w słowach Papieża Franciszka, które zawierają w sobie tyle prawdziwego dobra, odniesienia do Ewangelii, żywego Boga, żywej wiary, a nie martwych zapisów litery prawa, doktrynerstwa, dewocyjnej ich realizacji, można znaleźć tyle zła? W tych słowach jest wiele potępienia wobec inaczej myślących. Co do papieża, jak się jego podejściu dobrze przyjrzeć, to w pewnym sensie jest kaznodzieją w starym stylu, gromiącym pryncypialnie pewne wady, grzechy i rzeczy, które mu się nie podobają. Jednak ma to u niego nową, powiedziałbym nowoczesną, oprawę i nową nomenklaturę, bo odwołuje się do otwartości, radości, chęci zmieniania. Tutaj o. Piórkowski dobrze tę nomenklaturę wypunktował. Zresztą jest to podobne do Twojej wypowiedzi. > A co do żonglowania słowami Papieża, że będą (i są) tacy, którzy źle zinterpretują, wykorzystają fragmenty wyrwane z kontekstu niezgodnie z intencją Autora, dla swoich celów, dla własnej skrzywionej argumentacji i to już czynią. Dobrze jest tak się wypowiadać, żeby jednak nie ułatwiać takich interpretacji. Papieżowi potrzebna jest na pewno nasza modlitwa.
N
nobody
7 grudnia 2013, 21:27
Jak komuś dobrze, to niech się śmieje, ale nie głoście, że wszyscy mają szczerzyć zęby, bo są katolikami. Tyle się mówi o prześladowanych i mordowanych chrzescijanach; proszę wystąpić do nich z przesłaniem że mają z entuzjazmem iść na śmierć. Albo głodującym dzieciom w Afryce nakazać energetyczną, żywiołową radość z pustym brzuchem..
7 grudnia 2013, 21:12
@Tomek Napisałeś, że "siebie samego łamać nie będziesz". I słusznie. Czy nie czytałeś, że "łaska buduje na naturze". Bóg Cię zna! Wie, jaki jesteś i Cię akceptuje takim, jakim jesteś. Mówisz: "dogmat", "grzech". A głównym wyzwaniem tej adhortacji jest właśnie to, żeby zmienić o tym myślenie. Papież mówi, że ma być głoszona Ewangelia, a nie niektóre akcenty doktrynalne lub moralne (nr 39). Czytaj Słowo Boże. Czy tam Jezus potępił kogoś za jego nieśmiałość? Czy raczej powiedział: "błogosławieni cisi"? Dobrze, że Papież jest taki otwarty, bo wychodzi do wszystkich, do śmiałych i nieśmiałych, do ekstrawertyków i intrawertyków. Papież pisze, że nie można mówić więcej o prawie niż o łasce, o Kościele niż o Jezusie, o Papieżu niż o Słowie Bożym (nr 38). Skoncentruj się na Bogu, na Ewangelii! Nie daj się oszukać, że to nie dla Ciebie, bo to nie jest prawda.
7 grudnia 2013, 21:12
@Tomek Bycie introwertykiem to nie jest grzech. Możesz być całkowicie spokojny. Radość, o której mówi Papież w tej adhortacji to jest "promyk światła rodzący się z osobistej pewności, że jest się nieskończenie kochanym" przez Boga. To jest ta radość chrześcijańska, o której mówi Papież. Mam świadomość, jestem tego pewna, że Bóg mnie kocha, jest zawsze ze mną, troszczy się o mnie i zajmuje się mną. To jest to "doświadczanie słodkiej radości z Jego miłości" (Evangelii gaudium nr 2). A kiedy czujesz się kochany, to chcesz się dzielić swoją radością. Ale niekoniecznie poprzez gadanie z innymi o tym czy o czymkolwiek innym. Też jestem introwertyczką. Radość chrześcijańska w moim życiu wyraża się w tym, że kiedy czuję się kochana przez Boga, jestem lepsza dla bliźnich. To samo działa, a raczej to Bóg działa i Sam sprawia te owoce ducha, czyli miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. To również sprawia, że kiedy przeczytałam Twój komentarz, postanowiłam, że muszę Ci odpisać - o tym pisze Papież: "Nie powinny więc nas dziwić niektóre wypowiedzi św. Pawła: «miłość Chrystusa przynagla nas» (2 Kor 5, 14); «Biada mi [...], gdybym nie głosił Ewangelii!» (1 Kor 9, 16)". 
7 grudnia 2013, 20:35
Zastanawia mnie jedna rzecz. Na czym polega fenomen, że w słowach Papieża Franciszka, które zawierają w sobie tyle prawdziwego dobra, odniesienia do Ewangelii, żywego Boga, żywej wiary, a nie martwych zapisów litery prawa, doktrynerstwa, dewocyjnej ich realizacji, można znaleźć tyle zła? A co do żonglowania słowami Papieża, że będą (i są) tacy, którzy źle zinterpretują, wykorzystają fragmenty wyrwane z kontekstu niezgodnie z intencją Autora, dla swoich celów, dla własnej skrzywionej argumentacji i to już czynią. Otóż cóż Franciszek, człowiek. Sam Bóg, Jezus Chrystus, Słowo wcielone, a więc Mistrz słowa, wypowiedział dużo słów i od samego początku, do tej pory, różni ludzie różnie sobie nimi żonglują... Czy to w jakikolwiek sposób podważa ich intencję Bożą, inspirację Duchem Św., prawdziwe dobro, które z nich wynika dla ludzkości?
AC
Anna Cepeniuk
7 grudnia 2013, 20:33
Dobre!!... ~Beniamin... strach się bać, gdyby się oczywiście zgodził......
T
Tomek
7 grudnia 2013, 20:31
I znowu się łapię na tym, że Franciszek to dla mnie zbyt "ekstrawagancka" propozycja. Nie jestem ekstrawertykiem, duszą towarzystwa, wstydzę się odzywać nawet na imieninach teścia wśród kilkunastu ludzi, a co dopiero otwierać się na innych, obcych. Jestem zbyt "zamknięty", "introwertyczny", a czuję się tak, jakby za chwilę Watykan miał ogłosić dogmat o tym, że "introwertycy zostaną strąceni tam, gdzie zgrzytanie zębów." Cały ten pontyfikat to jeden wielki wykwit ekstrawersji, z czym jest mi TOTALNIE nie po drodze. Nie dlatego, że straciłem wiarę w katolicyzm, ale dlatego, że jestem innym człowiekiem niż Papież, innym niż jego fani. Wolę skromnie zapełniony kościół niż tłumy śpiewające gromkie pieśni pochwalne. Ale czy to grzech? Nie wiem... Wiem, że nie jestem w stanie spraostać wyzwaniom ten adhortacji a siebie samego łamać nie będę, by odwrócić swoją naturę o 180 stopni.
Krzysztof Seremak
Krzysztof Seremak
7 grudnia 2013, 20:24
Jazmig papieżem...podoba się wam ?nadal chcecie być w takim Kościele?Dla kogo taki Kościół dla bezgrzesznych jazmiga i veritasa?
N
nie
7 grudnia 2013, 19:41
"Zdaniem Papieża, chrześcijanie często nie pociągają, bo są smutni. Nie widać na ich twarzach piękna i entuzjazmu, lecz zmęczenie, a nawet zniechęcenie..." ... A czy nie ma w Piśmie słów: "Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni"? Poza tym niektórzy ludzie naprawdę mają całą masę dramatów w życiu, o których ani Papież, ani Autor nie mają  pojęcia.
7 grudnia 2013, 19:39
jazmig Zdradziłeś się, że krytykujesz to, czego nie znasz. Szkoda, że nie przeczytałeś adhortacji Papieża (ale jeszcze wszystko przed Tobą). Papież inaczej rozumie radość niż Ty to przedstawiłeś. Oto cytat: "Przyznaję jednak, że radości nie przeżywa się w ten sam sposób na wszystkich etapach i w każdych okolicznościach życia, nieraz bardzo przykrych. Dostosowuje się ona i zmienia, i zawsze pozostaje przynajmniej jako promyk światła rodzący się z osobistej pewności, że jest się nieskończenie kochanym, ponad wszystko. Rozumiem osoby skłaniające się do smutku z powodu doświadczania poważnych trudności, jednak trzeba pozwolić, aby powoli zaczęła się budzić radość wiary jako tajemnicza, ale mocna ufność, nawet pośród najgorszej udręki".
Paweł Tatrocki
Paweł Tatrocki
7 grudnia 2013, 19:22
Jazmig. Wdowa może się zawsze modlić i pościć żeby nie tracić ducha. To zawsze może. Siła takiej modlitwy jest ogromna.
Paweł Tatrocki
Paweł Tatrocki
7 grudnia 2013, 19:18
Papież zapomina, że działalność misyjna Kościoła powinna być realizowana w oparciu o Boga a nie o własne siły. Zatem dopiero wzrost pobożności Trynitarnej będzie się przekładał na wzrost aktywności misyjnej na zdolność do życia życiem charyzmatycznym przez kapłanów i osoby konsekrowane w pierwszej kolejności a później przez cały Kościół. Ponadto powinno się zalecić post o chlebie i wodzie raz w miesiącu w dowolny dzień oprócz niedzieli w intencji działalności misyjnej Kościoła. Bez rozwiniętego życia modlitewnego, bez adoracji Chrystusa w Kościele raczej niemożliwe będzie wyjście ot tak sobie na peryferie. To zadanie będzie zawsze w sferze pobożnych życzeń a nie faktu z życia Kościoła. Bez umocnienia z wysoka będzie to niemożliwe. Tak jak z Apostołami w Wieczerniku. Nie ruszli na misje dopóki nie zostali umocnieni Duchem Świętym. Sam chrzest i bierzmowanie to za mało. Łaski chrzcielne należy rozwijać tak jak dary bierzmowania. Dopiero z tak rozwiniętym, życiem duchowym można realizować zadania misyjne.
Paweł Tatrocki
Paweł Tatrocki
7 grudnia 2013, 19:17
Życiem w Kościele jest Duch Święty Odnowiciel. Żeby Kościół był radosny i odmieniony, żeby nie poprzestawał tylko na swoim status quo należy nie tyle odnowić co stworzyć pobożność skierowaną ku Trzeciej Osobie Boskiej. Przykład: zamiast uroczystości Zesłania Ducha Świętego powinna to być oktawa świąteczna trwająca co osiem dni tak jak Boże Narodzenie i Zmartwychwstanie. Ponadto przed przeistoczeniem podczas każdej Mszy Świętej powinna być dłuższa modlitwa do Ducha Świętego wypowiadana przez wiernych w łączności z kapłanem, mocą którego dokonuje się przeistoczenie a nie tylko przy okazji wyznania wiary. Na rozpoczęcie Mszy Świętej powinno się śpiewać obowiązkowo pieśń do Ducha Świętego np. O Stworzycielu Duch Przyjdź lub Przybądź Duchu Święty. Powinno się rozwijać pobożność do Ducha Świętego poprzez wydzielenie miesiąca poświęconego tej Osobie Boskiej np. sierpnia lub września i odmawianie w tym czasie w Kościele litanii do Ducha Świętego. W styczniu powinno się odmawiać w Kościele litanię do Boga Ojca (wszystkie pierwociny powinny należeć do Boga Ojca). Dopiero jak uczcimy należycie wszystkie trzy Osoby to dostaniemy łaskę misyjną i będziemy mogli ewangelizować świat. Kościołowi brakuje daru męstwa w wyznawaniu wiary a to możemy otrzymać jak będziemy bardziej czcili Ducha Świętego. Ponadto można rozszerzyć Drogę Krzyżową o stację Zmartwychwstanie kończącą dzieło odkupienia a nie złożenie do grobu. Tak samo można rozszerzyć Różaniec do siedmiu cząstek po jednej na każdy dzień tygodnia i do siedmiu tajemnic w każdej cząstce.
T
tomek
7 grudnia 2013, 19:09
@Jazmig, Złote słowa. 100% poparcia! pzdr
jazmig jazmig
jazmig jazmig
7 grudnia 2013, 18:16
@Rara avis Należy jednak pemiętać, iż w każdym z nas obecne jest pragnienie Boga... Wielu chce je zrealizować... Jak?? Zaczynając od podstaw... Najpierw należy się zwrócić ku poznaniu siebie samego, swego wnętrza, swej natury, odkryć ten Boży pierwiastek w sobie... itd., itp. ... ...slogany, slogany i raz jeszcze slogany. Czy was to nie nuży? Powiedz to młodej wdowie z dwójką małych dzieci, zarabiającej poniżej średniej krajowej i z nędzną renciną na jej pociechy. Ona ma rzeczywiście czas poznawać siebie, swoje wnętrze itp. Ludzie, ocknijcie się i przestańcie wreszcie paplać te pseudopobożne slogany, bo was nikt nie słucha i słuchać nie będzie!!! Opróżnicie kościoły w tempie szybszym, niż się to udało Niemcom i Austriakom!
jazmig jazmig
jazmig jazmig
7 grudnia 2013, 18:08
Kolejne słodkie pitu pitu o Franciszku i jego radości. Papież chce radości, to niech poprowadzi ludzi ku niej. Niech ich nauczy, co zrobić, żeby być zawsze w szampańskim humorze. I niech mi nikt nie wciska kitu, że ludzie, którzy nie kipią humorem nie radują się Zmartwywstaniem itp. paplaniny, bo najbardziej pobożni są właśnie ci, którzy zmęczeni swoimi obowiązkami, życiem, problemami itp. mają jeszcze chęć i siłę, aby pójść do kościoła na mszę, różaniec itp. Radość cechuje głównie ludzi bezmyślnych, całkowicie bezkrytycznych, którzy się niczym nie przejmują, bo wszystko mają głęboko w nosie. Nadają stale ładne slogany, z których nic konkretnego nie wynika. Ot, takie typowe, franciszkowe ple ple. Jacy mamy być, to my mniej więcej wiemy. Papież, zamiast nam mówić jacy mamy być, niech głosi, jak to osiągnąć. Niech po prostu wskazuje drogę, daje konkretne rady, a nie powtarza sloganów, bo ja po PRL mam sloganów powyżej dziurek w nosie.
H
H
7 grudnia 2013, 17:42
... z bardzo serdecznym i przyjacielskim spojrzeniem kierowanym szczególnie na nauki faryzeuszy i uczonych w Piśmie naródu żydowskiego (247 - 249). ... Hm, tam nie ma ani słowa o faryzeuszach i uczonych w Piśmie. O tolerancji też nie. Ale jak widac, niektórzy widzą dokładnie to, co chieliby zobaczyć.
K
Krzysiek27
7 grudnia 2013, 17:42
"jednym z najtrudniejszych zadań, jakie stoją dziś przed nami, jest przekonanie ludzi, by wciąż pokładali nawzajem nadzieję w swojej dobroci, gdyż jedynie w ten sposób będą mogli zacząć od nowa". Nie wiem, na ile jest to mirodajne dla poglądów kard. Tagle. Brzmi to na zdanie wyrwane z kontekstu. Dla chrześcijanina nadzieją jest Chrystus i to w nim mamy właśnie pokładac nadzieję, a nie w dobroci swojej lub innych. Człowiek jest grzeszny, co przypomniał Franciszek. ... Z jednej strony tak... ale też jest i druga strona. Kościół, choćby w Polsce jest w rozsypce, gdyż jest to zapatrzenie na drugiego człowieka. Ze względu na grzechy i błędy innych (pedofilia u księży, wszechobecna pornografia, itp..) ludzie się odwracają... to właśnie belka w oku bliźniego. "Co ja będę się wygłupiał jak ksiądz w mojej parafii robi to i tamto" ... właśnie po części chodzi o ten element. Nie tracić wiary przez drugiego człowieka... dawać mu przykład, być wsparciem by miał siłę walczyć z pokusą. Ale nie przekonywanie siłą, czy persfazją... tu chodzi o wywodzące się z wnętrza przekonania... to do nich trzeba dojrzeć,... i dla tego Papież pisze o czasie, który jest wymagany.  Pozdrawiam Krzysiek27
TT
to takie oczywiste
7 grudnia 2013, 16:45
"Opis stanu Kościoła, który przedstawia Franciszek, przypomina sytuację uczniów tuż po śmierci Jezusa. Chrześcijanie "zamkniętego Wieczernika", wyznawcy "duchowości lęku i niepewności". Uczniowie siedzą wprawdzie razem, ale wystraszeni, "z obawy przed Żydami", czyli przed różnego rodzaju zagrożeniami i wrogim światem. Wycofują się i są radykalnie niepewni tego, co się z nimi stanie". A przecież Apostołowie poszli odważnie w świat głosząc światowy pokój i tolerancję w dialogu ekumenicznym (244 - 246) i międzyreligijnym (250 - 254) z bardzo serdecznym i przyjacielskim spojrzeniem kierowanym szczególnie na nauki faryzeuszy i uczonych w Piśmie naródu żydowskiego (247 - 249). Dlatego "od chwili, gdy zostałem wezwany, by żyć tym, o co proszę innych, muszę również myśleć o nawróceniu papiestwa".
H
Hestus
7 grudnia 2013, 16:38
" Ponieważ ten dokument jest bardzo niewygodny, a miejscami nawet "niebezpieczny". Czy ja wiem, czy to jest tekst niebezpieczny? Na pewno jest jednak wygodny dla osób, które zechcą nauczaniem papieskim manipulować. Można łatwo powyrywać z kontekstu różne zdania i negatywne określenia i użyć ich w stosunku do osób, broniących nauczania KK. Np. "chrześcijanie często nie pociągają, bo są smutni", albo "urząd celny", "grób", "folklorystyczne muzeum lokalnych pustelników", "izba tortur", "sąd", "zamkniętą grupa dla wybranych elit" czy "gąszcz obsesji i procedur". To słowa, których można używać jak pałki, ale z pewnością nie taka jest intencja papieża Franciszka.
Dariusz Piórkowski SJ
Dariusz Piórkowski SJ
7 grudnia 2013, 16:38
"jednym z najtrudniejszych zadań, jakie stoją dziś przed nami, jest przekonanie ludzi, by wciąż pokładali nawzajem nadzieję w swojej dobroci, gdyż jedynie w ten sposób będą mogli zacząć od nowa". Nie wiem, na ile jest to mirodajne dla poglądów kard. Tagle. Brzmi to na zdanie wyrwane z kontekstu. Dla chrześcijanina nadzieją jest Chrystus i to w nim mamy właśnie pokładac nadzieję, a nie w dobroci swojej lub innych. Człowiek jest grzeszny, co przypomniał Franciszek. ... Ani Pismo święte, ani teologia katolicka nigdy nie mówiły, że człowiek jest tylko grzeszny. Zdanie kard. Tagle nie jest wyrwane z kontekstu. Z racji stworzenia jest w człowieku również piękno, wiele darów naturalnych. Dlatego Kościół katolicki nie twierdzi, ze człowiek jest zepsuty do cna, jest zraniony, skłonny do grzechu, ale nie jest złem. "Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych"
RA
Rara avis
7 grudnia 2013, 16:23
@Hastatus  Nie do końca się z Tobą zgodzę :) :)  W wymiarze ogólnym, swoiście, ostatecznym, owszem, Chrystus pełnię nadziei stanowi i to w Nim mamy ją naturalnie pokładać... Należy jednak pemiętać, iż w każdym z nas obecne jest pragnienie Boga... Wielu chce je zrealizować... Jak?? Zaczynając od podstaw... Najpierw należy się zwrócić ku poznaniu siebie samego, swego wnętrza, swej natury, odkryć ten Boży pierwiastek w sobie... Musimy bowiem pamiętać, że Bóg, powołując człowieka do istnienia, zawarł w jego istocie ten pierwotny Boży pierwiastek, element Bożej natury (wszakże jesteśmy na obraz Boga stworzeni)... Istotą życia człowieka winno być odkrywanie w sobie tego elementu, tej prawdy... Następnie powinien on skupić się na poznaniu drugiego, na dostrzeżeniu w drugim owego pierwiastak... (zgodnie z tym co nauczał Chrystus, zgodnie z potrzebą miłości bliźniego, przestrzeganiem przed krzywdą czynioną "najmniejszym" a pośrednio więc i Jemu)... W innych kolejny element "mozaiki" odnajdziemy... A to da nam pewien zarys istoty Absolutu... Wówczas dopiero... I wtedy możemy śmiało naszą nadzieję w Panu zawrzeć, zawrzemy ją w pełni...  I to działanie będzie miało sens... Na drodze tego procesu o nadzieję zaś możemy się do Boga modlić, a raczej o siły, o moc, o łaskę... By to dzieło dokonywać...  Pozdrawiam :):) Pamiętam w modlitwie... Z Bogiem :) :)
H
Hastatus
7 grudnia 2013, 16:03
"jednym z najtrudniejszych zadań, jakie stoją dziś przed nami, jest przekonanie ludzi, by wciąż pokładali nawzajem nadzieję w swojej dobroci, gdyż jedynie w ten sposób będą mogli zacząć od nowa". Nie wiem, na ile jest to mirodajne dla poglądów kard. Tagle. Brzmi to na zdanie wyrwane z kontekstu. Dla chrześcijanina nadzieją jest Chrystus i to w nim mamy właśnie pokładac nadzieję, a nie w dobroci swojej lub innych. Człowiek jest grzeszny, co przypomniał Franciszek.
7 grudnia 2013, 15:30
Dziekuję za ten artykuł. To bardzo ważny głos. Oby takich więcej! Żeby nie stało się tak, jak napisał Papież Franciszek: "(...) dzisiaj dokumenty nie budzą takiego zainteresowania jak w innych czasach i szybko się o nich zapomina" (Evangelii Gaudium 25). Napisał Ojciec: "Ze zdumieniem odkryłem, że ten kardynał myśli niemalże tak samo jak Franciszek. Ich wizje są uderzająco podobne. Może dlatego, że obaj nie pochodzą z Europy." Też czasami towarzyszy mi to uczucie zdumienia, kiedy gdzieś przeczytam albo usłyszę coś dosłownie podobnego. Ale myślę, że tu nie chodzi o kraj, region, tradycję czy warunki życia, ale o Ewangelię. W przepowiadaniu Papieża Franciszka Ewangelia jest na pierwszym miejscu, On się trzyma Słowa Bożego i nie wypuszcza Go z rąk. A my tak często zapominamy, że "żywe jest Słowo Boże i skuteczne". Wydaje mi się, że ten obraz Boży tyle razy już zamalowaliśmy, żeby się "zachował od zniszczenia", a trzeba by było właśnie te wszystkie warstwy po kolei zdjąć i zobaczyć, jak to wyglądało na początku, wrócić do Ewangelii. Jak bardzo wiarę można poznać po tym, co ktoś mówi o Ewangelii. Czy ją rozumie jako prawo, zespół reguł, jako historyjkę sprzed wieków czy jest dla niego żywe. Ale jeszcze samo rozumienie nie wystarczy, jeżeli "Mówią bowiem, ale sami nie czynią" (Mt 23,3). Jestem przekonana, że jedyną drogą do tego, żeby w Kościele było lepiej jest powrót do Słowa Bożego. Jezus przyniósł nam Dobrą Nowinę, a nie coś innego. A my tak bardzo boimy się wziąć tego daru z Jego ręki! Wolimy szukać, gdzie indziej, pukać do innych drzwi, pytać fałszywych nauczycieli. To jest główny problem. Dbamy tylko o zewnętrzne rzeczy, całe życie "zbieramy podpisy" jak przed bierzmowaniem pod kolejnymi nabożeństwami i modlitwami, ale to wszystko jest bez sensu, jeśli nie ma wiary (a nie tylko religijności). Bogu dziękuję za wszystkich ludzi, którzy mi to uświadomili.
RA
Rara avis
7 grudnia 2013, 15:28
@veritas  I jeszcze... Napisałem: "zmierzającą"... Nie: "wchodzącą"...  Ps. Cieszę się natomiast, że są wśród komentujących tak uważni i czujni obserwatorzy... Bóg wam zapłać!!! :) :) :) :) :) :) :) :) :) 
RA
Rara avis
7 grudnia 2013, 15:25
@veritas  Owszem, racja, jednak jeśli idzie o tę właśnie płaszczyznę zmierzania to wszyscy w istocie jesteśmy grzesznikami... :) :) W tej konkretnej kwestii idzie bowiem raczej nie o to, że do chwały Nieba wejdą, niejako z miejsca, ludzie w stanie grzechu, niepojednani z Bogiem... Nie, nie w tym rzecz... :) :) Akurat w tym ujęciu, idzie o tą pierwotną skłonność do grzechu, której wyeliminować się nie da.... I w tym właśnie sensie idziemy jako "wspólnota grzeszników"... Stąd niczym dziwnym nie jest też to, że wśród ludzi Kościoła obecne jest niejednokrotnie zło... Bowiem ta pierwotna skłonność jest obecna... Niczym dziwnym jest też to, że wielokrotnie upadamy w tej drodze, błądzimy, i chodzi o to, że tak naprawdę, ze względu na ową skłonność, mamy niejako do tego prawo... Ale już nie mamy prawa nie podjąć próby powstania.... Pozdrawiam serdecznie :) :) Z Panem Bogiem :) :)
RA
Rara avis
7 grudnia 2013, 15:00
@Dariusz Piórkowski SJ   Zgadza się... W wielu obecny jest ten potężny strach przed rzeczywistym, ciągłym oczyszczaniem Kościoła... A przecież jest to proces naturalny... Kościół, owszem, jest święty, uświęcony mocą Chrystusa, ale przecież jego struktury tworzą ludzie grzeszni, słabi, marni, niejednokrotnie upadający, przelęknieni... I to im właśnie to ciągłe nawrócenie jest niezmiernie potrzebne. A przekłada się ono bezpośrednio na faktyczny stan Kościoła. Kościół również więc powinien stale czuwać, stale zabiegać o swe umocnienie, oczyszenie, niekiedy niezbędne otwarcie na głos Pański.  Franiciszek jest dla wielu środowisk właśnie niewygodny dlatego, iż często prawdę o tym podkreśla... Jesteśmy bowiem wspólnotą grzeszników, którym grzesznik przewodzi, zmierzającą w obranym jasno kierunku, ku rzeczywistości niebieskiego Jeruzalem... Jeśli Kościół czynił będzie siebie zamkniętą twierdzą, a z papieża (zgodnie z pragnieniem części skrajnych tradycjonalistów) na nowo uczynimy "marionetką", "kukłą" o obojętnym wyrazie twarzy, to upadek stanie się bliski...  Bowiem te rozwiązania w dobie współczesności już się nie sprawdzą. Stąd potrzeba nowej ewangelizacji, pełnego wejścia w III tysiąclecie!!  Dziękuję Ojcu serdecznie za ten tekst. Będę pamiętał w modlitwie. :) :)

Skomentuj artykuł

Franciszek chce więcej życia w Kościele
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.