Katolicy w TV, czyli Dawid w mediach Goliata

Katolicy w TV, czyli Dawid w mediach Goliata
Andrzej Sarnacki SJ
8 lat temu

W telewizji publicznej można czasem natrafić na debatę dotyczącą spraw wiary i Kościoła, głównie takich jak problem aborcji, in vitro, majątków kościelnych, ale też skandali czy sensowności celibatu. Ostatnio można było obejrzeć kilka takich debat, głównie w programie Tomasza Lisa. Były to m.in. sprawa pieniędzy Kościoła, przemocy wobec kobiet (i co Kościół na to), problem homoseksualizmu czy program o wystąpieniu z zakonu o. Jacka Krzysztofowicza.

Z jednej strony mieliśmy krytyków Kościoła, takich jak Joanna Senyszyn posłanka do Parlamentu Europejskiego, Tadeusz Bartoś, eks-zakonnik i wykładowca z Pułtuska czy Kazimiera Szczuka feministka i krytyk literacki. Z drugiej strony katolickich oponentów, w tym dziennikarzy i publicystów, jak Tomasz Terlikowski i Ewa Czaczkowska, czy o. Paweł Gużyński, dominikanin z Łodzi, duszpasterz i przeor tamtejszego klasztoru.

Pierwsze wrażenie po obejrzeniu tych debat, to stosunkowo mała wiarygodność reprezentantów Kościoła. Choć należy im się szacunek za odwagę podjęcia trudnych tematów w mediach Kościołowi nieprzychylnych, to po obejrzeniu debat pozostaje niesmak, niczym po meczu do jednej bramki. Zainteresowanych mogę co najwyżej odesłać do obejrzenia debat i analizy własnych wrażeń.

Przykładów zderzeń dwóch różnych narracji, z których jedna bazuje na technikach perswazji a druga na przekonaniu o słuszności moralnej, jest wiele. Mnie zaintrygowała rozmowa z udziałem o. Pawła Gużyńskiego. Choć z pewnością jest bardzo utalentowanym duszpasterzem, to już niestety nie równorzędnym dyskutantem z takim wyjadaczami, jak wyżej wymienieni (może z wyjątkiem Tadeusza Bartosia, który sprawia wrażenie, jakby trochę nie żył). Nie wiem czy to rezultat jednowymiarowej formacji, ale sam język teologiczny nie jest w stanie sprostać wyzwaniom debaty utrzymanej w konwencji agresywnego sporu. Gdy odpowiedzią na kwestionowanie zasadności celibatu (bodajże w TVN) była próba wyjaśnienia (ku uciesze oponentów), że "celibat to zupełnie co innego niż ślub czystości", można było odnieść wrażenie wyobcowania dzielnego zakonnika.

Widać też, że wynik szczególnie jednej z debat nie dawał mu spokoju, skoro nagrał później dwa dodatkowe komentarze "Mimochodem" 6 i 7, w których odnosi się do swego wystąpienia w programie Tomasza Lisa. Wynika z nich, że głównym problemem była "nieumiejętności skupienia się na tym, co rzeczywiście stanowi problem" (nieumiejętności innych) i zejściu "całej dyskusji na manowce" (z winy tychże). Następnie autor wyraża żal, że "nie udało mu się porozmawiać, tak jakby chciał" (czyli w cywilizowany sposób w tyradach koronkowych argumentów) i obnaża w swoim przekonaniu oponentów, którzy udowodnili swymi wypowiedziami, iż "ideologia jest ważniejsza od człowieka" (a mieli być humanistami na wskroś i na schwał).

Ten typ argumentacji nie jest rzadki w kręgach duchownych. Prawość oczekuje racjonalnej dyskusji w atmosferze szacunku, a może i empatii. Spodziewamy się uczciwej, logicznej i odnoszącej się do filozoficznych aksjomatów debaty. Nawet - dodajmy - w programie Tomasza Lisa (sic!). Ta naiwność jest dość powszechna wśród prostodusznych ludzi Kościoła, w których niczym u Natanaela nie ma podstępu. Później przychodzi rozczarowanie i oburzenie zachowaniem strony przeciwnej. Lecz jeśli ktoś zwala wszystko na brak fair play u przeciwników, to może i ratuje dzięki temu samozadowolenie, ale traci okazję do wyciągnięcia wniosków. A tak bardzo przydałoby się nazwanie rzeczy po imieniu i wypracowanie nowej, adekwatnej taktyki rozmowy. Przydałby się ponadto lepszy kontakt z rzeczywistością, również tą niekatolicką. Bo nie wystarczy dużo wiedzieć.

Może najpierw potrzeba większej świadomości, o co w takich programach chodzi. Trzeba dobrze rozumieć, czym jest manipulacja, PR trzeciej generacji, interes grupowy, socjotechnika czy choćby retoryka. Wspomniana wcześniej Kazimiera Szczuka sporo korzysta z socjotechniki, a reakcje rodem z tej samej szkoły można zaobserwować u Magdaleny Środy i wielu innych dyżurnych uświadamiaczy. Nie chodzi oczywiście o to, by nauczyć się podobnych technik i je stosować, tyle że pewnie lepiej. Nie chodzi o pokonanie oponentów za wszelką cenę, ale przynajmniej o to, by być przeciwnikiem równorzędnym. "Znaj wroga i znaj siebie, a choćbyś stoczył sto bitw, nic ci nie grozi", mówi chiński traktat o sztuce wojennej z VI w. pne.

Dlaczego warto się do takich dyskusji lepiej przygotować? Blog, na którym o. Paweł przedstawił swoje wyjaśnienia obejrzało jak dotąd … 6 osób. A program Lisa? Prostowanie wpadek to czasochłonne zajęcie, a efekt jak z bananami.

Trzeba sobie uświadomić, że dobór dyskutantów w telewizji nieprzychylnej Kościołowi jest pewną ustawką. Nierównomierność sił jest zabiegiem zaplanowanym, dlatego TV np. do dyskusji o homoseksualizmie nie zaprosi już ks. prof. Dariusza Oko, gdyż po mieście-bez-Boga zbudowanym z argumentów strony lewicowej ten nieugięty żołnierz zostawiłby tylko zgliszcza. Zaprasza się więc płotki, choćby i znane, by prowadziły uczoną dyskusję z rekinami. Zrozumiałe, że TV osiąga przez to zamierzony efekt deprecjacji. Nawet Redakcja Programów Katolickich zapraszając do programu "Między niebem a ziemią" laickiego filozofa, a z drugiej strony aktorkę, która może co najwyżej powiedzieć "a moim zdaniem to …", nie sprzyja zapewnieniu równowagi. Nie znaczy to bynajmniej, że katolicy zawsze są na straconej pozycji, ale gdy Dawid staje do walki z Goliatem, to nie mieczem ma wojować. I nie może pozwolić Goliatowi na dyktowanie warunków pojedynku.

Przydałaby się jakaś skuteczniejsza taktyka. Co zatem zrobić, gdy karty rozdaje tylko jedna strona? Na dzisiaj katoliccy oponenci stawiani są pod mur i jedyna rola, jaka im przypada, to tłumaczenie się. Nie wystarczy jednak biadolenie i poczucie "zwycięstw moralnych". Jeśli nie widzi się mechanizmów, to człowiek bierze udział w grze, wobec której reguł jest onieśmielony i bezradny. Jeśli nie zna reguł, nie ma możliwości wyjścia poza system, który z góry przesądza o wyniku. Mało kto potrafi przebić się z własną narracją. A trzymanie dłoni w geście wszechwiedzy wcale nie dodaje autorytetu.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Katolicy w TV, czyli Dawid w mediach Goliata
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.