Koziorożce nie są śmieszne

Koziorożce nie są śmieszne
(fot. shutterstock.com)
5 lat temu

Dlaczego to takie ważne? Czemu papież prosi nas o grzebanie w swoim sercu w kwestii tego, czy sprawdzaliśmy, co czeka Byka w tym tygodniu w życiu zawodowym i kiedy los sprawi wreszcie, że Panna pozna przystojnego bruneta?

"A spod jakiego znaku jest córka?" - pyta mnie bodaj co drugi przypadkowy rozmówca: pani z pieskiem, staruszka w kapeluszu, monter telewizji kablowej. "Nie mam pojęcia, nie interesują mnie znaki zodiaku" - odpowiadam, starając się połączyć delikatność z pewną dozą stanowczości. Chybione. Najwyraźniej takie kuriozum, co to nie wie, czy dziecko jest spod Raka, spod Koziorożca, czy spod innej Dżdżownicy, jest nie do przyjęcia. Pogawędka i tak musi powędrować w tę stronę i zaraz staję się posiadaczką tej cennej wiedzy, że skoro dziecko urodziło się tego a tego dnia, to będzie dumne, a nawet długowieczne. Mruczę sobie w myśli: długowieczne będą zatem wszystkie osoby urodzone w tym terminie - to jakieś niezniszczalne zastępy...

Te dialogi przypomniały mi się, gdy w ostatnią niedzielę w rozważaniu poprzedzającym modlitwę "Anioł Pański" papież Franciszek pytał, czy wierzymy horoskopom, czy też ufamy Chrystusowi: "Jezus przeciwstawia się fałszywym prorokom, wizjonerom, którzy przewidują bliski koniec świata, przeciwstawia się fatalizmowi. Jest u naszego boku, podąża wraz z nami, miłuje nas. Pragnie On wyrwać swoich uczniów każdej epoki z ciekawości dat, prognoz, horoskopów i skupia naszą uwagę na dziś historii. Chciałbym was zapytać, każdego z was, ale nie odpowiadajcie, niech każdy z was odpowie w swoim wnętrzu: ilu z was czyta horoskop na dany dzień? Cisza, niech każdy odpowie w swoim sercu".

Dlaczego to takie ważne? Czemu papież prosi nas o grzebanie w swoim sercu w kwestii tego, czy sprawdzaliśmy, co czeka Byka w tym tygodniu w życiu zawodowym i kiedy los sprawi wreszcie, że Panna pozna przystojnego bruneta? Reakcja jest przewidywalna: przecież czytanie horoskopów to tylko taka zabawa, dla śmiechu to robimy, nie ma się czego czepiać. A jednak ciekawe to zjawisko czytać dla rozrywki napisane banalnym językiem przepowiednie w kolorowych gazetach, przeklejane z tygodnia na tydzień pod inny znak zodiaku. Aby w tych ciągłych "zdrowie się pogorszy", "Merkury ci sprzyja", "uczucia przyniosą ci szczęście" dopatrzyć się czegoś zabawnego, trzeba mieć poczucie humoru cokolwiek przewrażliwione na bodźce. Zdarza się, owszem, do rozpuku uśmiać z samej litery A, ale żeby tak ciągle i żeby ten właśnie typ komizmu odpowiadał takiemu mrowiu osób, że pozwala to utrzymać co najmniej kilka wróżkarskich tytułów prasowych, portali i programów telewizyjnych - nie dowierzam. Plącze się w tym inna potrzeba.

Spytałam kiedyś jednego z moich rozmówców, czemu interesuje go akurat znak zodiaku mojej córki. Jak się dowiedziałam, jest to wiedza wprawdzie bezużyteczna, o której jednak miło się rozmawia. Równie bezużyteczna wydaje się wiedza na temat tego, ile też dziecko posiada na ciele pieprzyków, to jednak nigdy nie stało się przedmiotem czyjegoś zainteresowania. Na marginesie można by zresztą dodać, że jeszcze milej rozmawia się o wiedzy potrzebnej, a ponadto procentuje to na przyszłość.

Na przyszłość można jednak różnie patrzeć i okazuje się, że jakaś potrzeba sprawia, że dla części z nas właśnie informacja o zodiaku jest wiedzą istotną, pozwalającą zaprognozować coś na temat naszego losu i charakteru.

Swego czasu w "Tygodniku Powszechnym" (nr 42/2014) Olga Tokarczuk ubolewała, że "dostało się jej za zabawy z astrologią z przedostatniej książce". Dalej mówi autorka: "Pogarda do tego, co nienaukowe, w katolickim społeczeństwie powinna dziwić. Kwestionuje się istnienie wpływu Księżyca na człowieka - jego siła porusza miliardami hektolitrów wody w oceanach - wierząc jednocześnie w dużo bardziej irracjonalne rzeczy, np. poczęcie z ducha czy powstanie z martwych". Mnie dziwi co innego: z jednej strony chrześcijanie interesujący się horoskopami, z drugiej podzielanie tego zainteresowania przez osoby, które są skłonne utożsamiać Kościół z ciemnotą i zacofaniem (zodiakalne wieści są zapewne źródłem oświecenia).

Proste ćwiczenie dla umysłu: jeśli nasza przyszłość zapisana jest w gwiazdach, to co od nas zależy? Można sobie dać dowolnie dużo czasu do namysłu nad tym pytaniem, natomiast ja daję odpowiedź, że nic. Logicznym następstwem wiary w horoskopy jest to, że de facto przyjmujemy myślenie deterministyczne, fatalistyczne, w którym nasza przyszłość jest nieuchronna, a więc nasze decyzje i czyny niczego nie zmienią. Możemy się czuć zwolnieni od odpowiedzialności, znowu udało nam się uciec od wolności. W efekcie oglądamy film o własnym życiu - jesteśmy jego bohaterami z wyraźnie rozpisaną rolą, a nie osobami, które stoją przed istotnymi wyborami i podejmują trud samostanowienia. Niewiele zmienia fakt, że tego typu refleksja na ogół zapewne nie poprzedza sięgnięcia po horoskop - decyzja, by przyjąć ten typ myślenia, nie jest świadoma i zwerbalizowana. Mało kto przyznałby się przed sobą do tego, że zrzeka się odpowiedzialności za własne życie i powierza swoją przyszłość ruchom planet.   

Pasjonaci zodiaku, wierzący czy niewierzący, może zechcą przemyśleć, czy na pewno odpowiada im taka wizja świata i samych siebie. Chrześcijanie może rozpatrzą to z tym jeszcze dodatkiem, że deklarując swoje pójście za Chrystusem, zdecydowali się na wizję, w której niezwykle istotne są właśnie wolność oraz waga własnych wyborów i działań. Mając przed sobą te dwa typy spojrzenia na życie (Chrystusowy i "zodiakalny"), trudno byłoby wykonać łamigłówkę "wskaż wszystkie różnice". Polecenie powinno brzmieć: "znajdź jakiekolwiek podobieństwo".  O przewrocie, jaki przyniosły narodziny Chrystusa, Benedykt XVI napisał: "Losem Dziecięcia nie będzie rządziła gwiazda - to Dziecię kieruje gwiazdą".

Redaktorka w Wydawnictwie „Więź”, autorka książek „Osobliwe skutki małżeństwa”, „Zostały mi słowa miłości. Maria Hiszpańska-Neumann: życie i twórczość” oraz wywiadu rzeki z bp. Michałem Janochą „A piękno świeci w ciemności”. Publikowała m.in. w „Kontakcie”, „Tygodniku Powszechnym”, „Przewodniku Katolickim”, „W Drodze”. Żona i matka.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Koziorożce nie są śmieszne
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.