Męczennicy prześladowanego Kościoła

Męczennicy prześladowanego Kościoła
(Fot. sxc.hu)
Sebastian Duda/deon.pl

Po raz pierwszy obchodzimy dziś w Polsce Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. Nieczęsto zdarza nam się myśleć w naszej bezpiecznej codzienności o tych, którzy w różnych częściach świata muszą cierpieć, bo wierzą w Chrystusa. Według kościelnych statystyk chrześcijanie są atakowani z powodu swej wiary aż w 75 krajach świata!

 

To powinno dawać nam do myślenia, pobudzać do refleksji, czy sami zdolni bylibyśmy do znoszenia takich cierpień. Czy gotowi jesteśmy na męczeństwo?

 

Rzadko dziś pamiętamy, że pierwszymi uznanymi w Kościele świętymi byli właśnie męczennicy. I tak naprawdę rzadko się zastanawiamy, dlaczego chrześcijanie dawnych wieków tak wielką otaczali czcią tych, co znosili dla wiary prześladowania i oddawali za nią życie. Znany polski hagiolog (specjalista od świętości i żywotów świętych), ks. prof. Ireneusz Werbiński tak ową niegdysiejszą cześć dla męczenników i chrześcijan cierpiących z powodu Chrystusa tłumaczy:

 

„Sytuacja, w jakiej znalazło się chrześcijaństwo pierwszych wieków, wpłynęła na model świętości w tym czasie. Z racji prześladowań zasadniczy akcent położono na męczeństwo za wiarę jako najdoskonalsze świadectwo dane Chrystusowi. Podkreślenie znaczenia męczeństwa znalazło także swoje odbicie w tym, że oddanie życia za wiarę traktowano na równi z przyjęciem sakramentu chrztu, stąd mówiło się o męczeństwie jako o „chrzcie krwi”. Świadczy to o tym, że Kościół w tamtych czasach na pierwszym miejscu oczekiwał od swoich członków świadectwa, które najbardziej uwiarygodniało wyznawane przekonania. Perspektywa oddania życia za wiarę, nawet jeśli egzekucja z przyczyn niezależnych od mającego oddać życie nie doszła do skutku (z wyjątkiem apostazji w czasie przewodu sądowego), stawiała takiego wyznawcę w bardzo korzystnym świetle w oczach wspólnoty”.

 

Czyli widziano w męczennikach świętych, bo pamiętano o słowach Jezusa, iż „nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Okazji do tej miłości u początków Kościoła było sporo: przez pierwsze trzy wieki swego istnienia chrześcijaństwo nieustannie doświadczało prześladowań. Greckie słowo martyr oznaczało jednak najpierw świadka a nie męczennika. Mimo to historycy i teologowie podkreślają, że już w Nowym Testamencie wyrażenie „dawać świadectwo wierze” utożsamione jest ze „stawać się męczennikiem”.

 

Dobrze wie pewnie o tym przebywający dziś w Polsce abp Raphael Cheenath z indyjskiego stanu Orisa, gdzie raz po raz dochodzi do gwałtów zadawanych chrześcijańskiej wspólnocie.

 

Co robimy my – chrześcijanie bezpiecznych pieleszy, by gwałty te powstrzymać? Czy sami gotowi jesteśmy na to, by dawać świadectwo czyli by stawać się męczennikami?

Samo sentymentalne wspominanie cierpień współwyznawców w Indiach, Sudanie czy Timorze nie czyni przecież jeszcze tej pożądanej przemiany serca, na której opiera się wiara autentyczna.

 

Świadectwo naszych prześladowanych braci i sióstr jest wezwaniem dla nas do nawrócenia i miłości czynnej - do pomocy, jaka nie jest tylko pustą deklaracją. Do otwartego i głośnego mówienia o doznających krzywd chrześcijanach. Do skutecznej reakcji, by krzywdy te powstrzymać. Wielokrotnie wskazywał na to Jan Paweł II, gdy wspominał nie tylko wielką godność, ale i odnawiającą moc krwi męczenników dla całego Kościoła.

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Męczennicy prześladowanego Kościoła
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.