Mężczyźni wciąż nie wrócili z Marsa

Mężczyźni wciąż nie wrócili z Marsa
(fot. youtube.com)
5 lat temu

Salve TV (inter­ne­towa tele­wi­zja die­ce­zji warszawsko-praskiej) nagrała krótki wywiad z Jadwigą i Jac­kiem Puli­kow­skimi - pol­skimi świec­kimi audy­to­rami na syno­dzie o rodzi­nie. Jacek Puli­kow­ski powta­rza w nim swoją od lat gło­szoną tezę o róż­ni­cach mię­dzy kobie­tami i męż­czy­znami, które przed­sta­wiają się następująco:

"Do czego innego są stwo­rzone kobiety, do czego innego męż­czyźni. Kobiety są bar­dziej nasta­wione na czło­wieka i tam są nie­za­stą­pione, w mat­ko­wa­niu bez­po­śred­nim czy pośred­nim, takim szer­szym i na pewno w dzie­łach misyj­nych, cha­ry­ta­tyw­nych, w spo­tka­niu z czło­wie­kiem, ogromną rolę do ode­gra­nia mają kobiety.

Nato­miast męż­czy­zna ukie­run­ko­wany jest swo­imi talen­tami na świat, na mate­rię, na orga­ni­za­cję, na pro­jekty, ma nawet na to ukie­run­ko­wa­nie stwo­rzony umysł, spo­sób myśle­nia, struk­turę mózgu, więc niech męż­czyźni zostaną na tych miej­scach stra­te­gicz­nych, a kobiety zostaną tam, gdzie potrzebne jest spo­tka­nie z czło­wie­kiem. Tylko pro­blem w tym, że te miej­sca stra­te­giczne, rzą­dzące zostały nazwane waż­nymi, a tro­chę spo­nie­wie­rano god­ność tych opiekuńczych".

Zgoda co do ostat­niego zda­nia (wyrzu­ci­ła­bym tylko z niego słowo "tro­chę"). Cały wcze­śniej­szy frag­ment nato­miast wpraw­dzie nie zaska­kuje - prze­cież teo­rie Jacka Puli­kow­skiego są dosko­nale znane i podzie­lane przez sze­ro­kie kręgi osób - budzą jed­nak mój sprze­ciw, bo naj­zwy­czaj­niej roz­mi­jają się z moim doświad­cze­niem. Spo­tka­łam w swoim życiu zbyt wielu empa­tycz­nych męż­czyzn, wraż­li­wych na dru­giego czło­wieka i goto­wych do wspie­ra­nia go nie tylko w sfe­rze mate­rii, ale także uczu­ciowo, żebym mogła mil­cząco przejść przy tego rodzaju tezach (dodam, że nie­stety spo­tka­łam też nie­jedną kobietę tych umie­jęt­no­ści pozba­wioną). To tylko moje oso­bi­ste, wąskie doświad­cze­nie - zbyt mało, gdy­bym chciała oprzeć na tym teo­rię, że wszy­scy męż­czyźni są empa­tyczni; dość dużo, by oba­lić tezę, że męż­czyźni tacy nie są (wia­domo, że w logice dla sfal­sy­fi­ko­wa­nia twier­dze­nia natury ogól­nej wystar­czy zna­leźć jeden prze­czący mu przykład).

"O zmierz­chu życia sądzeni będziemy z miłości" - mówił św. Jan od Krzyża. Czy według Jacka Puli­kow­skiego pozy­tyw­nie przez ten sąd mia­łyby przejść tylko kobiety? Prze­cież miłość doko­nuje się w rela­cji mię­dzy­ludz­kiej, wymaga odnie­sie­nia nie do świata mate­rii i pro­jek­tów, ale do dru­giego czło­wieka, do czego rze­komo męski umysł nie jest dosto­so­wany. Oczy­wi­ście, miłość reali­zuje się poprzez czyny, także przez "mate­rię, orga­ni­za­cję i pro­jekty", ale nie ist­nieje wśród monad poru­sza­ją­cych się tylko w takim świe­cie, nasta­wio­nych wyłącz­nie zada­niowo, pozba­wio­nych zdol­no­ści rela­cyj­nych. Czy zamiast dopro­wa­dzać róż­nice mię­dzy męż­czy­znami i kobie­tami do skraj­no­ści i two­rzyć z płci dwa oddzielne kosmosy, nie­malże oddzielne gatunki,  mogli­by­śmy w końcu zacząć bar­dziej niu­an­so­wać i dostrze­gać, że róż­nice te są raczej innym roz­miesz­cze­niem akcentów?

Bar­dzo czarna per­spek­tywa przed męż­czy­znami, jeśli mie­li­by­śmy wie­rzyć sło­wom Jacka Puli­kow­skiego. Może pocie­sze­nie przy­nie­sie im face­bo­okowy komen­tarz o. Kaspra M. Kapro­nia OFM:

"No to mój święty Fran­ci­szek prze­grał na całej linii: zre­zy­gno­wał w swym życiu ze stra­te­gicz­nych pozy­cji w spo­łe­czeń­stwie i Kościele, wybie­ra­jąc bli­skość, wręcz czu­łość w sto­sunku do trę­do­wa­tych, opusz­czo­nych. Wybrał takie matkowanie".

Od spraw zba­wie­nia i od św. Fran­ciszka przejdźmy na chwilę na rynek pracy. Nie od dziś wia­domo, jak ważne stały się tutaj tzw. umie­jęt­no­ści  mięk­kie, a więc m.in. wła­śnie empa­tia czy zdol­ność współ­pracy oraz komu­ni­ka­cji wer­bal­nej i nie­wer­bal­nej, wszyst­kie te kwe­stie, które wyma­gają uwagi na dru­giego czło­wieka. Ist­nieje obawa, że męż­czyźni ze świata Jacka Puli­kow­skiego nie­długo zupeł­nie nie będą w sta­nie odna­leźć się w świe­cie real­nym. Zna­jący się tylko na "rze­czach", pozba­wieni mięk­kich kom­pe­ten­cji, nie spraw­dzą się w owych "miej­scach strategicznych".

Wydaje się, że wielu męż­czyzn chcia­łoby wró­cić z Marsa i wielu kobie­tom znu­dził się pobyt na Wenus. Chęt­nie zamiesz­ka­liby wspól­nie na Ziemi, ale są spe­cja­li­ści, z któ­rych słów wynika, że to nie­moż­liwe. Wołam jed­nak: wracajcie!

Ewa Kiedioredaktorka "Więzi" i "Dywizu", autorka książki "Osobliwe skutki małżeństwa", żona i matka. Tekst pierwotnie ukazał się na stronie pisma "Dywiz".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Mężczyźni wciąż nie wrócili z Marsa
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.