O arcybiskupie, Magdzie Mołek i etyce pracy

O arcybiskupie, Magdzie Mołek i etyce pracy
(fot. Patrycja Malinowska / DEON.pl)
7 lat temu

W ubiegły piątek w trakcie otwarcia galerii handlowej Centrum Riviera w Gdyni doszło do zdarzenia, które w manierze godnej prasy bulwarowej opisała trójmiejska "Gazeta Wyborcza". Prezenterka Magda Mołek poskarżyła się, że abp Leszek Sławoj Głódź "zniszczył jej sukienkę" wodą święconą.

Wydarzenie samo w sobie jest mocno "pudelkowe", ale warto przy jego okazji postawić sobie kilka pytań, dotyczących nie tylko handlu w niedzielę. Pierwsze brzmi: czy tego typu "święcenie" galerii handlowych ma jakąś rzeczywistą wartość ewangelizacyjną, czy jest jedynie pustym gestem? Czy zapraszanie osoby duchownej wynika z wiary i troski - choćby o to, jakie standardy pracy będą przestrzegane w tym miejscu (gdzie handluje się także w niedzielę)?

A może mamy do czynienia jedynie z pustym gestem, rytuałem, który polega na tym, że obecność biskupa dodaje splendoru imprezie, na której bawi się lokalna śmietanka polityczna, biznesowa i towarzyska? A przy tym cała sytuacja pozwala na takie opisy medialne: "Arcybiskup pokropił następnie ubrane w seksowne sukienki hostessy zwracając się do nich »anioły i archanioły« (…). Postał [przy nich] chwilę, a potem szybko przeniósł się do innej części centrum. Tam ustawił się pierwszy w kolejce do cateringu »w stylu śródziemnomorskim». Podawano tam smaczne greckie i włoskie przekąski oraz mołdawskie wino". Czy to jeszcze ewangelizacja, czy już tylko "bywanie na salonach"?

Szersze zagadnienie odnosi się do tego, jak wiele miejsca we współczesnym przekazie Kościół w Polsce poświęca etyce pracy i jej różnorodnym realiom, a także kulturowym i społecznym uwarunkowaniom. To bardzo ważne, skoro większość pracujących (także na czarno) Polaków znaczną część swojego życia spędza właśnie w pracy. Nie mówię tutaj tylko o problemie z pracoholizmem, ale o fakcie, że praca dla bardzo wielu osób staje się drugim domem, naturalnym środowiskiem bytowania. A czasem wręcz ten dom zastępuje, bo przy polskich płacach często nie da się wyżyć z jednej pensji.

Wątek pracy, owszem, pojawia się w kazaniach. Sam słyszałem takie, w czasie których kapłani zwracali się zarówno do pracowników, jak do pracodawców. Ale to jednak wciąż marginalnie występująca kwestia. Może także dlatego kazania sprawiają niekiedy wrażenie ładnych baloników, unoszących się nad głową wiernych, którzy zniechęceni śledzeniem lekkości ich lotu, zwracają głowy ku ziemi?

A jest o czym mówić. Niewypłacane w terminie wypłaty, czyli kredytowanie się kosztem "najsłabszego ogniwa", jakim jest z reguły pracownik, to dość powszechna już bolączka. Według danych Państwowej Inspekcji Pracy zaległości płacowe firm wobec pracowników tylko w pierwszym kwartale 2013 r. wyniosły 64 miliony złotych. I dotyczy to bardzo różnych firm, nie tylko tych drobnych, działających na prowincji... Ostatnio głośnym echem na lewicy odbiła się sprawa właściciela "Dziennika Trybuna", który najpierw zdecydowanie obniżył, a później w ogóle przestał płacić dziennikarzom comiesięczne wierszówki.

Inną kwestią (wartą przywołania w kontekście galerii handlowych) jest to, że duże i bardzo duże firmy programowo potrafią zwlekać z płaceniem swoim dostawcom i podwykonawcom. Są to często podmioty zagraniczne, które i tak znaczą część swoich zysków wyprowadzają za granicę (bo kapitał jednak ma ojczyznę). A przecież i to składa się na rażącą nieuczciwość - jest formą okradania słabszych, żerowania na desperacji właścicieli mniejszych firm, którzy chcą się utrzymać na rynku, zatem pokornie dostarczają towar, czy wykonują usługi/prace, a ostatecznie odprawiani są z kwitkiem. Klasa polityczna woli udawać, że problem nie istnieje - ponieważ tak właśnie zdefiniowano "atrakcyjność" polskiego rynku dla kapitału zewnętrznego.

Na to nakłada się kolejna kwestia. Polskie państwo jest niestety skorumpowane. Sitwy polityczno-biznesowe zaczynają się już na poziomie małych gmin, a ich częścią bywają także Urzędy Skarbowe i lokalne oddziały PIP. Sprawiedliwość w takiej sytuacji nic nie znaczy. Ludzie dają sobą poniewierać, bo boją się nie tylko tego, że zostaną z pustymi portfelami, ale również tego, że gdy upomną się o swoje, informacja o tym rozejdzie się wśród innych pracodawców.

Praca przy znacznym bezrobociu jest towarem na tyle deficytowym, że staje się kartą przetargową także przy politycznych roszadach. Nie bez powodu mówi się dziś, że, by dostać pracę sprzątaczki w jakimś urzędzie, trzeba "mieć plecy". Sam niedawno słyszałem historię pewnej małomiasteczkowej spółdzielni, której szefostwo wójt gminy poinformował, że jeśli chcą się utrzymać, muszą zatrudnić "kogoś od niego". I myślę, że to jest właśnie ta dziedzina, w której kapłani jak najbardziej powinni "mieszać się do polityki", także tej lokalnej. I nieustannym wzorem takiego kapłana jest dla mnie ksiądz Jerzy Popiełuszko, który miał odwagę wstawiać się za robotnikami, za ludźmi pracy. Czy jest dziś ktoś tak wyrazisty jak On w polskim Kościele?

Istnieje jeszcze jedna kwestia, która wiąże się z kulturą pracy w kraju, czy przyzwoleniem na bylejakość, fuszerkę. Polak za granicą często pracuje wydajnie i bardzo dobrze. Czy w grę wchodzą tylko wyższe zarobki? Czy może ogólny klimat społeczny, kultura miejsca, do której dostosowujemy się w zmienionych warunkach? Według mnie rzecz przede wszystkim wiąże się z tym, że w Polsce niestety wciąż bardzo niska jest świadomość naszych praw jako konsumentów, bardzo słabe są organizacje konsumenckie. I do tego także odnosi się katolickie ujęcie pracy. Jej częścią jest rzetelność i uczciwość, której mamy prawo wymagać od tych, którzy podejmują się wykonać pracę na naszą rzecz.

Częsty jest rozziew między praktyką społeczną, odnoszącą się do pracy, a rozumieniem i głoszeniem Katolickiej Nauki Społecznej. Czy brak odwagi, czy umiejętności by mówić o tych sprawach? A może my sami nie jesteśmy zainteresowani, by nasi duszpasterze mówili nam o tych sprawach? Bo to nie ma nic wspólnego z Ewangelią, troską o duszę... A przecież wołanie świętego Jakuba jest częścią Nowego Testamentu (i sięga tradycji starotestamentalnych proroków): "Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów". Przemiana, jakiej dokonał w pogańskim świecie pierwotny Kościół, polegała także na zmianie podejścia do pracy. Czy dziś aby nie poddajemy się światu, głosząc bezalternatywność rządzących nim realiów?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

O arcybiskupie, Magdzie Mołek i etyce pracy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.