Popieram Lemańskiego - nie ma dla mnie miejsca?

Popieram Lemańskiego - nie ma dla mnie miejsca?
Konrad Sawicki

"Czy jeśli jestem całym sercem po stronie księdza Lemańskiego i podpisuję się wszystkimi kończynami pod tym co mówi, i skoro jest on persona non grata w naszym Kościele - czy ja też powinnam się uznać za niemile tu widzianą? Serio, chciałabym klarownej odpowiedzi".

Taki komentarz internautki znalazłem na jednym z serwisów społecznościowych. I nie ma co się dziwić. Ta głośna suspensa nie jest jedynie wymierzeniem kanonicznej kary konkretnemu duchownemu diecezji warszawsko-praskiej. Jego osobisty spór z abp. Henrykiem Hoserem już dawno stał się sporem dużo szerszym, ukierunkowanym nie tylko na los byłego proboszcza Jasienicy, ale i na przyszłość polskiego Kościoła.

Faktem bezspornym jest to, że ks. Lemański stał się dla wielu polskich katolików osobą ważną. Części z nich, owszem, wystarczyło samo to, iż "miał odwagę postawić się" kościelnej hierarchii. Ale nie o tych mi tu chodzi. Raczej o tych, których ujęły autentyczne talenty duchownego: do rozmowy bez wykluczania, do dialogu z innymi, do biblijnych refleksji z aktualnym przesłaniem, do roztropnej troski o pamięć po naszych żydowskich współobywatelach.

Ci ludzie czytali na jego blogu coniedzielne refleksje nad Słowem Bożym, lubili słuchać jego wystąpień w mediach, odwiedzali parafialną świątynię w Jasienicy, czasem jeżdżą na modlitwę do Treblinki. Ja sam kilka lat temu uczestniczyłem w takiej modlitwie na terenie byłego obozu. Do dziś pamiętam z jakim znawstwem tematu ks. Lemański opowiadał o tragicznych losach setek tysięcy Żydów z Warszawy, Mińska Mazowieckiego czy też Otwocka, z jaką pasją snuł historyczną opowieść, z jaką gorliwością prowadził modlitwy pod Pomnikiem Ofiar Obozu Zagłady.

Tak, jest i druga strona tego medalu. Podczas jakiejś uroczystości obserwowałem tłumek adoratorów i adoratorek bardziej skupionych na osobie proboszcza niż na istocie wydarzenia. Nie mam pewności, ale ks. Lemański chyba dobrze czuł się otoczony takim wianuszkiem wielbicieli. Mnie ten widok wydał się niesmaczny, zrezygnowałem więc z podejścia i przywitania się, choć wcześniej miałem taki zamiar.

Lecz mimo to - mimo ewidentnych wad, które uwydatniły się w sporze ze zwierzchnikiem - wielu ludzi i tak nadal uważa go za "swojego" księdza. Pomimo osobistego dystansu szanuję to, doceniam. I dlatego powtarzam pytanie z początku tego felietonu: co suspensa ks. Lemańskiego oznacza dla katolików, którzy uznają go za swego duszpasterza? Czy Kościół, który chce odebrać im przewodnika, potrafi tę decyzję odpowiednio wyjaśnić? I czy ma dla nich jakąś duszpasterską alternatywę?

Naturalnie wiem, że alternatywy istnieją. Ale ja miałem szczęście spotkać w życiu kilku innych dobrych księży o podobnych walorach. Martwię się zatem nie tylko o samego ukaranego, ale tak samo o tych, którzy ową karę odebrali jako osobisty policzek.

Chciałbym tu zwrócić się do was, przyjaciół ks. Lemańskiego. Nawet jeżeli bardzo boli was ta suspensa, nawet jeżeli czujecie się odepchnięci przez własny Kościół - trwajcie w tym Kościele, tak jak ks. Lemański mimo trudności chce trwać w swoim kapłaństwie.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Popieram Lemańskiego - nie ma dla mnie miejsca?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.