Różne wizje jedności

Różne wizje jedności
(fot. João Pedro Gonçalves) / Wikipedia.org / CC BY-SA 2.5)

Pan Jezus nie modlił się, żebyśmy byli jednakowi. Jaka jedność jest celem ekumenizmu? Dlaczego wciąż nie możemy z innymi wyznawcami Chrystusa stanąć przed tym samym ołtarzem?

Krótka historia ekumenizmu

DEON.PL POLECA

Dramat podzielonego chrześcijaństwa trwa od początku istnienia Kościoła. Z "braćmi odłączonymi" mieli już do czynienia Apostołowie. Znane są ekumeniczne dążenia Ojców Kościoła i katolickich pisarzy pierwszych wieków, którzy chrześcijanom inaczej patrzącym na Ewangelię wykazywali błąd i usilnie nawoływali, by powrócili do jedności. Po Wielkiej Schizmie jedność wyznawana w Credo i modlitwa Chrystusa wciąż mobilizowały do ekumenicznych wysiłków, czego przykładem były próby zawiązywania eklezjalnych unii. Nawet wielkie podziały po XVI-wiecznej Reformacji, mimo że jej wspólnoty przeformułowały się tak radykalnie, iż utraciły najważniejsze znamiona eklezjalności, nie zgasiły nadziei na jedność. Kościół poddał się reformie "trydenckiej" i znów wyciągnął ekumeniczne ramię, którego najsłynniejszym i chyba najskuteczniejszym wówczas orężem byli jezuici.

Jakość ekumenizmu zmieniła się w XX wieku. Zaczęło się w stale i szybko multiplikujących się wspólnotach protestanckich. Ciągłe doświadczenie rozłamu, prozelityzmu i konkurencji było męczące i gorszące, szczególnie podczas działań misyjnych. Dogadano się, spotykano na kongresach, powstały pierwsze ruchy i rady ekumeniczne. Z dystansu przyglądał się temu Kościół katolicki, w niektórych mniej pokornych jednostkach nawet nieśmiało bardziej się angażując.

Wreszcie na drugim soborze watykańskim w ekumenizmie dostrzeżono działanie Ducha Świętego. Dążeniom ku jedności chrześcijan poświęcono soborowy dekret, wyłożono zasady katolickiego ekumenizmu, powstały specjalne watykańskie dykasterie, komisje teologiczne, konferencje, debaty, wreszcie też nabożeństwa i wspólnoty.

Owoce

Przed 50 lat dużo się działo. Poznaliśmy się teologicznie, dołożyliśmy starań by spojrzeć na siebie bez uprzedzeń, zmieniliśmy język na życzliwszy i dialogiczny, możemy brać udział we wspólnych akcjach charytatywnych czy nawet spotkaniach modlitewnych, takich jak Taizé.

Przy takich właśnie okazjach możemy namacalnie dostrzec, że nasze pragnienie jedności, mimo że jesteśmy razem i możemy się wspólnie modlić, nie jest nasycone. Nie tylko dlatego, że nie możemy braci odłączonych zaprosić do głoszenia homilii nawet podczas Tygodnia modlitw o jedność chrześcijan. Brakuje najważniejszego - z przedstawicielami niekatolickich wspólnot i Kościołów nie możemy razem przystępować do Komunii (por. Redemptionis Sacramentum 84).

Komunia dla niekatolików

Zwrócił na to niedawno uwagę Piotr Żyłka, pisząc o swoim marzeniu - Komunii dla niekatolików. To marzenie łączy przecież wszystkich chrześcijan pragnących realnej jedności.  Redaktor Deon.pl uważa, "że ludzie Kościoła powinni poważnie zastanowić się, czy nie jest to najsensowniejsza droga do budowania realnej jedności wśród chrześcijan". Rzeczywiście, to ważne zagadnienie i warto poddać je refleksji i dyskusji. Szkoda tylko, że od jednego i drugiego Piotr Żyłka zdaje się uciekać.

Problemem nie jest tu jednak tylko fakt, że protestanci różnie patrzą na sakramenty i rzadko zdarzają się tacy, którzy podzielają katolickie spojrzenie na Eucharystię (z rozmów z współwyznawcami i obserwacji niestety wiem, że wielu katolików również czasem nie bardzo orientuje się, czym jest Najświętszy Sakrament, ale to inny problem). Niepokoi, że Eucharystię - najświętszą rzeczywistość na ziemi - niektórzy może nieświadomie chcą traktować instrumentalnie, jako środek do jakiegoś celu.

Przyjmijmy jednak, że papież będąc od wrażeniem marzeń i pragnień zmienił katolicką praktykę i pozwolił niekatolikom deklarującym wiarę w realną obecność Chrystusa w Eucharystii przystępować do Komunii. Problemu by nie było z prawosławnymi (którzy raczej taką interkomunią nie byliby zainteresowani poza przypadkami krytycznymi, np. w obliczu śmierci). Do komunii należałoby dopuścić np. brata odłączonego ze wspólnoty ewangelickiej, który żyje w pobłogosławionym przez pastorkę "małżeństwie" z innym mężczyzną. Deklaracja wiary w realną obecność nie pociąga za sobą nie tylko reszty dogmatyki, ale też odrzucenia światowej "moralności" przyjętej przez różne protestanckie wspólnoty (od antykoncepcji przez aborcję po rozwody). Czy to nie byłoby nieuczciwe wobec katolików zmagających się z takimi dylematami moralnymi - żyjących w kolejnych związkach, w związkach homoseksualnych, stosujących antykoncepcję etc.?

Znak jedności

Komunia, jak zresztą wskazuje już sama nazwa, jest mocnym znakiem jedności. Nie mogą przystępować do niej osoby, które ranią swoją relację z Bogiem, siebie i Kościół trwaniem w grzechu ciężkim, ani te, które do jedności Kościoła nie należą. Bo to byłoby po prostu wielkie kłamstwo i niegodne spożywanie chleba Pańskiego (por. 1Kor 11,27). Nie wyłożę tego lepiej niż Benedykt XVI, który wyjaśnia: "Eucharystia bowiem nie wyraża tylko naszej osobistej komunii z Jezusem Chrystusem, ale zakłada także pełną communio z Kościołem. To jest więc powodem, dla którego z bólem, ale nie bez nadziei, prosimy chrześcijan niekatolików, by zrozumieli i uszanowali nasze przekonanie, które sięga do Biblii i Tradycji. My utrzymujemy, że Komunia eucharystyczna i komunia Kościoła tak wewnętrznie nawzajem do siebie przynależą, że w zasadzie jest niemożliwe przystępowanie przez chrześcijan niekatolików do jednej bez cieszenia się z drugiej" (Sacramentum caritatis, 56).

Omawiane marzenie, żebyśmy o innych chrześcijanach nie mogli mówić "bracia odłączeni" i razem przystępowali do Komunii niech mocno motywuje do ekumenicznych wysiłków. Sama tęsknota za tą komunią już nas mocno do siebie zbliża. Nie zepsujmy tego, szukając dróg na skróty.

Jaka jedność

Tak długi brak widzialnej jedności niektórym podkopuje nadzieję w sens ekumenizmu, przez co próbują definiować jedność bardzo szeroko. Ładnie brzmi popularne szczególnie we wspólnotach protestanckich hasło "jedność w różnorodności". Niepokoić jednak może, jak wielka to różnorodność - za wystarczający cel ekumenizmu uważa się wzajemny szacunek i uznanie za Kościoły, a doktrynalnie nic nie musi się zmieniać ("niewidzialna jedność"). Mimo obecnej w tych wspólnotach interkomunii, teologicznie dalej są dość mocno podzielone.

Dużo bardziej optymistycznie cel ekumenizmu wskazuje ostatni sobór, i to jest wizja dla katolików wiążąca.

"Ekumenizm" ad intra

Cieszy ekumeniczne zaangażowanie młodych katolików. Świetnie, że są wrażliwi na brak jedności, otwarci na dialog, chętni do wspólnej modlitwy. Marząc o tym, że nadejdą czasy, kiedy z innymi chrześcijanami będziemy mogli przystępować wspólnie do Komunii, spójrzmy na nasze relacje z tymi, z którymi to już jest możliwe. Jak wygląda wewnątrzkatolicki dialog i współpraca? Jak wzajemnie na siebie patrzymy? Jak reagujemy na różnice i inną wrażliwość?

"Wiele mówi się o przywróceniu jedności z naszymi braćmi odłączonymi, i to jest dobrze; praca w tej dziedzinie ogromnie jest zasługująca i wszyscy powinniśmy współpracować w dziele postępu w tej jedności, z pokorą, uporem i ufnością. Ale nie wolno nam zapominać o ciążącym na nas  obowiązku tym gorliwszej pracy dla wewnętrznej jedności Kościoła, tak potrzebnej dla jego duchowej i apostolskiej żywotności. Jakżeż braciom naszym odłączonym damy przykład jedności, jakżeż złożymy im w podarunku ten dar nieoceniony, jeżeli my sami, katolicy, nie przeżywamy jej z całą wiernością i z tą pełnią, jakiej się ona domaga?" (Paweł VI, audiencja 31 III 1965 r).

dziennikarz. Interesuje się dogmatyką, liturgią, tradycyjną muzyką oraz sztuką

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Różne wizje jedności
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.