Słabość, która okaże się mocna

Słabość, która okaże się mocna
Dariusz Piórkowski SJ
8 lat temu

Benedykt XVI przyznał się do słabości. Mało kto oczekiwałby tego od Papieża, zwłaszcza w kontekście jego odejścia z urzędu. Ojciec Święty tym gestem większość z nas zaskoczył, niektórym być może podciął skrzydła, a nawet stał się powodem specyficznego zgorszenia. Uważam jednak, że ten śmiały krok jest aktem wielkiej pokory i otwartości na Ducha. Ten Papież w swoich wystąpieniach jest precyzyjny, nie pisze zbędnych słów. Z pewnością starannie przygotował to, co chciał powiedzieć. Dwie rzeczy szczególnie mnie zaintrygowały.

Papież podaje kilka bezpośrednich i pośrednich powodów swojej rezygnacji z urzędu: wiek, słabość ciała i ducha, ale również, co szczególnie zastanawia, "szybkie przemiany w świecie", i "kwestie ważne dla wiary, które targają światem". W Roku Wiary Benedykt XVI ocenił, że Kościół i świat potrzebuje innego Papieża, bo obecny nie potrafi już sprostać wyzwaniom. Czy nie jest to największa niespodzianka, znak czasu, a może nawet kamień, o który mamy się potknąć, by zrozumieć coś ważniejszego?

Benedykt XVI zaskakuje również, kiedy pisze, że cierpienie i modlitwa stanowią ważny wymiar posługi duchowej Biskupa Rzymu, ale jednak nie najważniejszy, a przynajmniej nie na tym etapie dziejów Kościoła katolickiego. W przeciwieństwie do Jana Pawła II, mimo wszystko oddaje ster Kościoła "silniejszemu" następcy, co świadczy o wewnętrznej wolności i niezależności obecnego Papieża.

W związku z tym rodzi się mnóstwo pytań. Czy Benedykt XVI chce powiedzieć, że dzisiejszy świat potrzebuje innego rodzaju świadectwa ze strony następcy św. Piotra? Jak to pojąć, że jeden Papież - Jan Paweł II trwał na urzędzie do końca życia, chociaż wielokrotnie pojawiały się głosy i naciski, by ustąpił, a drugi - Benedykt XVI, kierując się podobnymi motywami, podjął decyzję o abdykacji? Co ciekawe, obaj powoływali się na dogłębne rozeznanie i modlitwę przed Bogiem. Obaj uczynili tak a nie inaczej, bo mieli wzgląd na dobro całego Kościoła. Jeden miał trwać do końca, a drugi ustąpić. Czy nie zachodzi tutaj sprzeczność? Czy Papież nie powinien być wierny wielowiekowej tradycji, skoro urząd Piotrowy jest tak istotnym symbolem w Kościele? Czy Benedykt XVI nie wycofuje się z tego, co trudne? Czy nie zwyciężył w nim pragmatyzm? Czy nie poddaje się własnej słabości?

Tak, właśnie owo poddanie się słabości wydaje się tutaj kluczowe. To paradoks. W wystąpieniu Benedykt XVI najpierw podaje, że nie jest w stanie sprostać obowiązkom z powodu podeszłego wieku, ale nieco dalej rozwija uzasadnienie swojej decyzji, powołując się nie tylko na słabość ciała, ale i ducha. O ile łatwo jeszcze zrozumieć ułomność ciała, mającą zapewne związek z wiekiem i chorobą, o tyle kłopotliwe dla mnie staje się wyrażenie "słabość ducha".  Czy to oznacza, że Papież zmęczył się natłokiem spraw i problemów, które wypiętrzają się w Kościele i świecie?

Na większość z tych pytań nie mam odpowiedzi. Trzeba by pewnie zapytać samego Papieża.

Niemniej słabości ducha nie należy kojarzyć wyłącznie z wypaleniem zawodowym. Tak pewnie podeszłaby do sprawy psychologia. Ale Ewangelia kieruje się nieco innymi prawami. Słabość ducha może się okazać duchową mocą, tyle że jeszcze tego nie widzimy. Duch wieje w Kościele i w świecie kędy chce, czasem wydaje się, że nakazuje rzeczy wzajemnie się wykluczające, a jednak z jakichś nieznanych dla nas względów konieczne. Poza tym, Bóg nie jest również zakładnikiem tradycji, prawa i zwyczajów, które, jak widać, podlegają zmianom. I nie można ich się sztywno trzymać, bo grozi nam rozczarowanie.

Co więcej, każdy człowiek, także Papież, jest inny, podąża swoją własną drogą do Boga. To chyba ważne przypomnienie dla nas wszystkich. Dla jednego człowieka poddanie się słabości byłoby aktem tchórzostwa, ale dla drugiego, żyjącego w nieco innym kontekście, uznanie własnej słabości to konieczny krok na drodze chrześcijańskiej dojrzałości. Jak trudno nam pogodzić się z powolnym obumieraniem, z utratą kontroli, z zależnością od innych, widać chociażby podczas własnej choroby, nie mówiąc już o umieraniu. Człowiek zazwyczaj chce być samodzielny i niezależny, nie dopuszcza innej opcji. Odsłonięcie własnej słabości przez Benedykta XVI jest równie silnym znakiem co powolne odchodzenie Jana Pawła II. Dotrze to do nas w pełni po czasie.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Słabość, która okaże się mocna
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.