Stalowe różańce i Żołnierze Chrystusa

Stalowe różańce i Żołnierze Chrystusa
Zdjęcie z oferty sklepu Żołnierzy Chrystusa (www.sklep064690.shoparena.pl)
7 miesięcy temu

Przy okazji niedawnych uroczystości organizowanych przez Żołnierzy Chrystusa w Warszawie, media zwróciły uwagę na używane przez nich stalowe różańce, a także przypomniały kontrowersyjną ubiegłoroczną wypowiedź Wojciecha Cejrowskiego na temat pozareligijnego wykorzystania tego typu przedmiotów.

Teoretycznie różaniec może zrobić każdy i ze wszystkiego, co da się jakoś połączyć w jednej linii w dziesiątki i opatrzyć krzyżem. Są więc różańce ze szlachetnych kamieni i metali, bursztynu, szkła, drewna, ziaren i owoców rozmaitych roślin, plastiku itp. Zdarzało się, że robiono różańce z okruszyn chleba, uczepionych na nitce z więziennego koca. To one właśnie pokazują w sposób szczególnie jednoznaczny i wymowny, czym w swej najgłębszej istocie różaniec, jako przedmiot, jest. To nie tylko narzędzie ułatwiające modlitwę, ale również czytelny symbol wiary, nadziei, miłości.

Czy można zrobić różaniec ze stalowych kulek o średnicy jednego centymetra, nanizanych na spadochronową linkę? Można. Udowodniła to już jakiś czas temu pewna firma spod Częstochowy. Czy taki różaniec może być nie tylko narzędziem ułatwiającym najpowszechniejszą modlitwę, ale również symbolem wiary, nadziei i miłości? Może. Choć niektórzy mogą mieć problem z jego czytelnością. Mogą też mieć pokusę potraktowania go nie tylko jako przedmiotu o znaczeniu religijnym. Na przykład jako broni. Wcale nie w wymiarze walki duchowej.

Wytwórca stalowych różańców zapewnia, że nie słyszał, żeby ktoś użył produktu jego firmy do zrobienia komuś krzywdy. Bogu niech będą dzięki. Co jednak, jeśli ktoś poważnie potraktuje dostępne w internecie wywody pewnego celebryty, który niedwuznacznie sugeruje także dalekie od modlitwy zastosowanie żelaznych kulek na trwałej lince? Co, gdy ktoś rzeczywiście, w ramach samoobrony, różańcem używanym jak kastet komuś „twarz rozwali”? Albo ktoś inny z ciekawości postanowi sprawdzić, czy celebryta ma rację? Nigdy dotąd się nie zdarzyło? To bardzo dobrze. Warto jednak mieć świadomość, że ludzkie zachowania nie są w pełni przewidywalne. Zawsze może być ten pierwszy raz, zwłaszcza w sytuacji, gdy zarówno stalowe różańce, jak i wypowiedź celebryty, są nagłaśniane szeroko przez media. To zwiększa pokusę. Oby nikt nigdy jej nie uległ.

Przywołane wyżej celebryckie twierdzenia miały związek z innym przypadkiem pozareligijnego wykorzystania symbolu, jakim jest różaniec. Chodziło o logo ściśle politycznego wydarzenia. „Nie ma wątpliwości, że różaniec staje się narzędziem politycznej batalii. Brutalnej i brudnej” - alarmował wówczas jeden z ogólnopolskich dzienników. Wiele osób oczekiwało wtedy stanowczej reakcji Kościoła w Polsce. Reakcji wypowiedzianej ustami polskich biskupów. Nie doczekali się. Pojawiło się jedynie zamieszczone w internecie ogólnikowe przypomnienie przygotowane przez ówczesnego rzecznika Konferencji Episkopatu Polski. O czym? O tym, że różaniec jednoczy z Bogiem i bliźnimi, że nie może wywoływać sporów. O tym, że od wieków łączy wierzących, prowadzi do Boga i jest modlitwą niosącą pokój. O tym, że to modlitwa dla każdego i na różańcu modlą się ludzie różnych kultur i narodów na wszystkich kontynentach itp. Ani słowa o szacunku dla symbolu wiary, jakim różaniec jest i być powinien. Ani słowa o tym, że podobnie, jak innym symbolom chrześcijańskim i katolickim, należy mu się ochrona przed instrumentalnym i politycznym użyciem. A przecież w obronie innych znaków i symboli wiary oraz religii katolickiej polscy hierarchowie niejednokrotnie się w ostatnich latach wypowiadali, nie szczędząc mocnych określeń i zdecydowanych sformułowań.

Taka wybiórczość w ochronie ważnych dla polskich katolików emblematów i przedmiotów może wprowadzać zamęt w umysłach i sercach wielu ludzi. Może sugerować, że znaki nie podlegają ochronie zawsze, wszędzie i w każdej sytuacji, lecz mogą być używane (czasami nawet w charakterze gadżetów) przez niektóre grupy, bez rzetelnej weryfikacji ich intencji i zamiarów.

Problem szacunku i komercyjnego wykorzystania symboli katolickich, chrześcijańskich, religijnych nie dotyczy tylko różańca i nie zaczął się w zeszłym roku. Jest zauważalny od długiego czasu. Nie dotyczy tylko Polski. Pokusa sięgania po znaki kojarzące się religijnie dla uzyskania różnorakich (nie tylko czysto zarobkowych) korzyści jest mocna i nie brak tych, którzy jej ulegają. Nie jest dobrze, gdy reakcji Kościoła na takie przypadki brakuje jednoznaczności i stanowczości. Trzeba to powiedzieć wprost i bez rozmywania: Albo nasze symbole chronimy zawsze i wszędzie przed instrumentalnym użyciem do jakichkolwiek pozareligijnych celów, albo dajemy ogólne przyzwolenie, aby każdy robił z nimi co chce i używał według swojego upodobania. Ostre reakcje na niektóre przypadki i ich brak w innych sytuacjach to coś więcej niż niekonsekwencja. To zwiększanie zamieszania i wzmacnianie chaosu w sprawie ważniejszej, niż się niejednemu może wydawać.

Dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Grzegorz Strzelczyk, Aneta Kuberska-Bębas
27,93 zł
39,90 zł

Jak wiele dzisiejszy Kościół ma wspólnego z Jezusem?

Czy Kościół zabrał nam wolność, którą podarował nam Chrystus? Wierzymy w jednego Boga, czy może w trzech? Czy to, co święte, kończy się na progu świątyni? Czy...

Skomentuj artykuł

Stalowe różańce i Żołnierze Chrystusa
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.