Szczepionkowe dyskusje dotyczą spraw fundamentalnych: życia i śmierci

Szczepionkowe dyskusje dotyczą spraw fundamentalnych: życia i śmierci
fot. PAP/EPA/NEIL HALL

Mam problem z ludźmi, którzy potrafią dać wiarę największym bzdurom, całkowicie negując naukę, wiedzę, autorytety. Bo jakiego argumentu użyć i jak przekonać człowieka, który twierdzi, że żyrafa jest ptakiem, ponieważ jakiś influencer stwierdził tak na swoim kanale na YouTube'ie?

Słowem kluczowym w roku 2021 od dawna jest dla mnie słowo „szczepionka”. Tylko ona może zwrócić nam tzw. normalność. Na razie normalność jest gdzieś daleko na horyzoncie. To godzi nawet w filmowy drobiazg - lada dzień znów ogłoszą przesunięcie premiery Bonda „Nie czas umierać”, tym razem z kwietnia na listopad 2021 r. A ja, kurczę blade, chciałbym go jak najszybciej zobaczyć. 

Wokół szczepionki toczy się też wiele naszych codziennych konwersacji. Burzliwa dyskusja przetoczyła się przez mój facebookowy profil, gdy zamieściłem na nim informację, że papież Franciszek nie tylko się zaszczepi, ale też twierdzi, że „z etycznego punktu widzenia wszyscy powinni się zaszczepić”. Te „szczepionkowe dyskusje” – w mojej opinii – nie miały na celu ustalenie, czy lepszy na ból gardła jest Cholinex, czy woda z solą; czy na śniadanie lepiej zjeść owsiankę, czy może lepsza będzie jajecznica na maśle. Te dyskusje dotyczą kwestii fundamentalnych – życia i śmierci. Dotyczą naszych wyborów, które w pewnym stopniu nas definiują, pokazują naszą wizję świata i system wartości, jakim się w życiu kierujemy.

Po tej dyskusji grono moich facebookowych znajomych zmniejszyło się o kilka osób. Nie napiszę, że nie jest mi przykro. Jest. I to bardzo. Mam jednak problem z ludźmi, którzy potrafią dać wiarę największym bzdurom, całkowicie negując naukę, wiedzę, autorytety. Boję się takich ludzi, bo ich postępowanie jest nielogiczne i nierozsądne, a oni sami nieprzewidywalni. Boję się ludzi, którzy bardziej wierzą przysłowiowemu Marianowi Nowakowi z YouTube'a, który swoją edukację zakończył na gimnazjum w Pcimiu Dolnym, niż specjaliście, wybitnemu naukowcowi, który całe życie poświęcił, by zbadać daną kwestię. Obawiam się ludzi, którzy potrafią nazywać białym to, co jest czarne i odwrotnie. Przy tym są tak bardzo zacietrzewieni i zamknięci na jakąkolwiek racjonalną argumentację, że nie sposób z nimi dyskutować. Bo jakiego argumentu użyć i jak przekonać człowieka, który twierdzi, że żyrafa jest ptakiem, ponieważ jakiś influencer stwierdził tak na swoim kanale na YouTube'ie? Nie ma szans. To bardzo niebezpieczne. Dlatego lepiej nie mieć takich osób wśród „znajomych”. 

Prawdą jest, że każdy ma wolną wolę i każdy sam podejmie decyzję o przyjęciu, bądź nie przyjęciu szczepionki. Nie mam do nikogo o to pretensji. Nie zamierzam też nikogo przekonywać i „nawracać”. Natomiast nie mogę zgodzić się na promowanie fejkowych informacji, promocję teorii spiskowych czy rozpowszechnianie bzdur (np. „szczepionki to eksterminacja ludzkości”, „czipowanie”, „szczepionka powstała z abortowanych dzieci” – nb. proszę zapoznać się z Komunikatem Kongregacji Nauki Wiary). Nie zgadzam się też na obrażanie papieża Franciszka. Najbardziej obrzydliwymi inwektywami i obelgami obrzucają Ojca Świętego w komentarzach na fanpage’ach mediów katolickich nie antyklerykałowie czy sataniści, ale ludzie, którzy uważają się za arcykatolików, którzy w miejsce zdjęć profilowych mają wstawione wizerunki Pana Jezusa i Matki Bożej, którzy każdego dnia inspirują się objawieniami z Medugorje, którzy w swoim życiu kierują się tzw. ideałami „pro life” i których życiową misją jest walka z aborcją, którzy są zasłuchani w konferencjach „księdza rotmistrza” Dominika Chmielewskiego i którzy w ogromnej części należą do jego „szwadronów” i „bojówek”. Przejrzyjcie sobie ich profile. Włos na głowie się jeży. Nie mogę obok tego przejść obojętnie. 

Zgadzam się, że każdy może „po swojemu sobie tłumaczyć” kwestie dot. szczepień, jak napisała pewna kobieta. Zgadzam się, że każdy wszystko może sobie tłumaczyć „po swojemu”. Tylko dokąd nas doprowadzi takie myślenie „po swojemu”? Proszę zatem tłumaczyć sobie po swojemu. Ja przyjmuję tłumaczenia naukowców, lekarzy, wirusologów, a także papieża i Kongregacji Nauki Wiary. Nie jestem specjalistą. Bóg dał mi jednak rozum, którym staram się kierować. Dał mi też znajomych i przyjaciół, pośród których są lekarze i naukowcy. Nie sądzę, by wszyscy byli w zmowie i niczego bardziej nie pragnęli, jak tylko tego, by mnie oszukać, zaszczepić i przejąć kontrolę nad moim życiem. 

Nie tłumaczę sobie zatem „po swojemu” kwestii dotyczących np. dogmatu o Niepokalanym Poczęciu. Choć jestem teologiem, przyjmuję prawdy objawione i to, co z tych prawd wywiedli mądrzejsi ode mnie. Nie tłumaczę sobie „po swojemu” i nie próbuję na własną rękę wymieniać kolumny MacPhersona w samochodzie. Choć mam prawo jazdy, to jednak zostawiam tę robotę fachowcom, którzy znają się lepiej ode mnie. Nie tłumaczę sobie „po swojemu”, jaką rolę w zębie pełni zębina, miazga czy dziąsło i nie próbuję leczyć bolącego zęba przy pomocy trawy od inż. Zięby. Choć skończyłem szkołę średnią i miałem świetną nauczycielkę biologii (śp. Wiesława Wyszyńska), to jednak leczenie zębów zlecam specjaliście. Jasne, że to ryzykowne. Nawet bardziej ryzykowne niż przyjęcie szczepionki. A jednak ryzykuję. 

Powtórzę tutaj to, co kilka dni temu napisał ks. prof. Andrzej Draguła: „Jestem z pokolenia powszechnych szczepionek. Był kalendarz szczepień przez nikogo niekwestionowany. Uczono nas prostej zasady: szczepionka chroni przed zachorowaniem na szczególnie niebezpieczne i śmiertelne choroby. Przyznam, że było dla mnie dużym zaskoczeniem, gdy dowiedziałem się o antyszczepionkowcach. Tak, szczepionka może mieć uboczne negatywne skutki. Ja jestem prostym człowiekiem i jeśli prawdopodobieństwo skutków negatywnych jest znikome wobec korzyści, jaką jest radykalne zmniejszenie ryzyka zachorowania, to ja się oczywiście zaszczepię. Raz jeszcze powiem: zbyt wielu bliskich mi zmarłych odprowadziłem na cmentarz, zbyt wielu chorych i cierpiących było/jest w moim otoczeniu z powodu wirusa, zbyt wielu zmarło księży w naszej diecezji, zbyt wielu... Jeśli ta szczepionka ma pomóc mnie bądź komukolwiek, to absolutnie tak. Jestem szczęściarzem, bo choroba mnie nie dotknęła albo miała przebieg bezobjawowy. I dlatego się zaszczepię. By być uczciwym wobec Losu”. 

Kończę ten przydługi wywód interesującą i bardzo sugestywną informacją, którą podzielił się ze mną Artur Kieruzal. W czasach wiktoriańskich wierzono w tzw. „szaleństwo kolejowe”. Jak wiadomo, parowozy były wówczas czymś tak nowym, jak dziś nadajniki 5G (nota bene przez niektórych uznawane za źródło koronawirusa). Wielu ludzi uważało, że podróżowanie koleją parową jest zbyt szybkie, by psychika człowieka mogła to znieść i powoduje szaleństwo. Widać współczesna nauka również pędzi jak szalona i zwyczajnie nie czeka na wszystkich ze zrozumieniem. Ja również nie zamierzam być wyrozumiały dla tych, którzy za nic mają dokonania nauki. Mogą wysiąść. Z nimi, czy bez nich, ten pociąg i tak pojedzie dalej. Sapere Aude! Miej odwagę być mądrym!

Goniec, 2021

Proboszcz parafii na South Kensington w Londynie

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Andrzej Zwoliński
37,00 zł

Historia chorób jest tak stara, jak sama ludzkość. Już pierwsi ludzie szybko sobie uświadomili – według biblijnej Księgi Rodzaju: dowiedzieli się o tym tuż po grzechu pierworodnym – że atak choroby wiąże się z bólem...

Skomentuj artykuł

Szczepionkowe dyskusje dotyczą spraw fundamentalnych: życia i śmierci
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.