Tak, pożary w Australii to konsekwencja grzechu

Tak, pożary w Australii to konsekwencja grzechu
(fot. depositphotos.com)

Znalazłam dwa mocne argumenty przeciw i jeden, który mnie przekonał.

Przy okazji pożarów, które od kilku miesięcy trawią Australię, wśród niektórych katolików pojawiły się głosy, że to pewien rodzaj Bożej interwencji.

Nie mogę się nadziwić, a jednak wydaje się, że część moich braci i sióstr w wierze naprawdę mocno w to wierzy, łącząc to bezpośrednio z liberalizacją prawa aborcyjnego w Australii. Wśród głosów tego rodzaju przewijają się dwie narracje. Po pierwsze: pożary są bezpośrednią karą Boga za grzechy ludzkości czy kraju (w internetowych komentarzach wprost pojawiają się sformułowania takie jak: „sprawiedliwy Bóg ukarał Australię za legalizację aborcji”). Po drugie: ponieważ „zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23), pożary są konsekwencją grzechu (domyślnie: legalizacji prawa aborcyjnego).

I jedna, i druga ścieżka to szkodliwe myślenie. Aczkolwiek, tak, jak napisałam w tytule: tak duża skala tego, co dzieje się w Australii to rzeczywiście konsekwencja grzechu.

Ale po kolei.

Argument numer 1: skąd wiesz, o czym myśli Bóg?

Właściwie to pytanie powinno brzmieć inaczej: naprawdę Ty, stworzenie i grzesznik, masz na tyle odwagi, żeby ogłaszać wyroki w imię Stwórcy?

Zawsze, kiedy przy tej lub podobnej okazji widzę komentarz o „karze, która spada na grzeszników”, nie mogę się nadziwić, jakim cudem można tak łatwo zapomnieć o swojej kondycji. O tym, że „wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego (…) wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3, 12.23) i wejść w kompetencje Tego, który „będzie sądził świat sprawiedliwie” (Ps 9, 9). A przecież Jego myśli nie są naszymi myślami (por. Iz 55,8).

Poza tym zastanawiam się też, na jakiej podstawie wszyscy samozwańczy prorocy, którzy mają własne rozumienie sprawiedliwości Bożej, przypisują Mu taką pedagogikę. Przecież sam Jezus wprost odpowiedział na pokusę takiego myślenia: „W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.” (Łk 13,1-5)

Chrystus obydwie sytuacje wykorzystuje, żeby zaapelować o nawrócenie słuchaczy, a jednocześnie wyraźnie podkreśla, że tragiczna śmierć nie jest konsekwencją wyjątkowo ciężkich grzechów - ani Galilejczyków zabitych przez Piłata, ani mieszkańców Siloam, którzy zginęli w katastrofie budowlanej.

Innym pytaniem jest, dlaczego tak wielu ludzi ma obraz Boga jako Zeusa, który ciska gromy? Według takiej logiki, ja, moja rodzina czy kraj i tak możemy nie uniknąć kary, ostatecznie nie mam wpływu różne rozwiązania prawne i bezprawne wprowadzane przez państwo. Dlaczego tak wielu ludzi przeżywa wiarę widząc Boga jako mściciela? Co gorsza, szerząc myślenie: „nie grzesz, żeby uniknąć kary”, a nie „poznaj Tego, który kocha cię do śmierci, bo tylko przy Nim jest Życie”? Straszak z Boga jest łatwiejszy niż towarzyszenie ludziom w drodze do momentu, gdy uświadomią sobie, że On ich kocha. A to zmieni wszystko.

Argument numer 2: jaki jest twój magiczny sposób na odkrycie połączenia między wydarzeniami?

Łączyliście kropki w dzieciństwie? Uwielbiałam tę zabawę; ołówek, minuta rysowania odcinków i nagle z rozsypanych na kartce kropek powstawał obrazek. Klucz był prosty, kropki były ponumerowane i wystarczyło połączyć je od pierwszej do ostatniej.

Zmierzam do banalnego obrazu. Świat to nie ponumerowane kropki do połączenia.

Oprócz wizji „kary Bożej” króluje przekonanie, że pożary w Australii to konsekwencja grzechu. Mówił o tym m.in. raper Tau w wideo na swoim profilu facebookowym: „Takie kataklizmy to znaki czasu. To konsekwencje grzechów. Pamiętajmy, że w Australii panuje straszliwe prawo aborcyjne, które pozwala zabijać dziecko nawet do samego momentu urodzenia. Oprócz tego Australia promuje LGBT i przeróżne inne ideologie niszczące moralność człowieka. A więc - co siali, teraz zbierają”.

Jak połączył te kropki? Z czym łączy kropki innych państw, w których aborcja jest dozwolona w każdym wypadku lub w pewnych okolicznościach? Z czym łączy kropki innych grzechów? Bo przecież nie tylko aborcja albo, na co się powołuje, „promocja LGBT i innych ideologii niszczących moralność człowieka”? Albo odwrotnie: z czym połączył tsunami, pożary, powodzie…? Na jakiej podstawie stwierdza, że „co siali, teraz zbierają”?

Nie wiadomo.

Łatwo jest rzucić emocjonalne, mocne, obrazowe stwierdzenie. Jak je uargumentować? Mniejsza z tym. Ważne, że krótki, chwytliwy przekaz spełnił swoją funkcję: ma ponad 4800 reakcji, 1600 komentarzy, a co najważniejsze - i najsmutniejsze - 3800 udostępnień.

„Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy, miłości i trzeźwego myślenia” (2 Tm 1,7). Bóg dał nam rozum i to naprawdę świetne narzędzie, żeby oceniać rzeczywistość i znajdywać połączenia między kropkami, a nie bawić się w domorosłych czytelników rzekomych znaków czasu. I akurat w tym wypadku, dzięki klimatologom, możemy łatwo narysować linię przyczynowo-skutkową. Zacznie się od działalności człowieka (nie tylko w Australii) i dojdzie do wyjątkowo tragicznych pożarów. Dokąd dalej? To też jest do przewidzenia: wystarczy poczytać raporty naukowców.

Dochodzimy do sedna.

Dlaczego pożary w Australii to konsekwencja grzechu?

Bo grzeszymy ekologicznie bez opamiętania.

Topnienie lodowców i podniesienie poziomu oceanów są naszą winą. Smog w Małopolsce i wzrost poziomu temperatury są naszą winą. Zmarnowane tony jedzenia w jednej części świata i głód w innej są naszą winą. Wysychanie Noteci i dantejskie sceny w Australii są naszą winą. Są sumą i konsekwencją wszystkich wyborów, które podejmujemy.

Tak, koncerny i politycy na wysokim szczeblu mają większą decyzyjność i świadomość - a więc i odpowiedzialność. Ale to nie oczyszcza naszego sumienia. Strażnicy moralności albo trąbią o wszystkich grzechach i zagrożeniach wokół, albo skupiają się na walce z „ekologizmem”, zamiast wskazywać ludziom drogi nawrócenia. A te są w zasięgu ręki przeciętnego Kowalskiego: segregowanie śmieci, mniejsza konsumpcja, picie wody z kranu, niemarnowanie jedzenia…

Według słów, które bardzo chętnie przywołują wszyscy przeciwnicy „eko-terroryzmu” (cokolwiek rozumieją pod tym stwierdzeniem), Bóg dał człowiekowi ziemię, aby uczynił ją sobie poddaną. Nie przywoływałabym tak lekko fragmentu, który jest dla nas poważnym wyrzutem sumienia. Jakimi jesteśmy panami planety, naszego kontynentu, kraju, województwa, gminy i własnego podwórka, skoro doprowadzamy nasz wspólny Dom do takiego stanu?

„Trzeba więc pobudzać i popierać »nawrócenie ekologiczne«, które w ostatnich dziesięcioleciach sprawiło, że ludzkość stała się bardziej wrażliwa na niebezpieczeństwo katastrofy. Człowiek, który zamiast być »sługą« Stwórcy, stał się niezależnym despotą, zaczyna rozumieć, że musi się zatrzymać w obliczu otchłani. »Należy z zadowoleniem powitać także wzrost zainteresowania jakością życia oraz ekologią, jaki nastąpił zwłaszcza w społeczeństwach o wysokim stopniu rozwoju, w których ludzie dążą już nie tyle do zapewnienia sobie podstawowych środków do życia, ile do globalnego polepszenia warunków życia«.”

To nie Greta Thunberg. Ani nawet papież Franciszek.

Ze wzrostu zainteresowania „jakością życia i ekologią” ucieszył się Jan Paweł II podczas audiencji generalnej 17 stycznia 2001 roku.

Redaktorka i dziennikarka DEON.pl, autorka książki "Pełnymi garściami". Prowadzi blog dane wrażliwe.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
25,83 zł
36,90 zł

Są takie momenty, kiedy brakuje nam tchu.
Są takie chwile, kiedy nie mamy już na nic sił.
Są takie dni, kiedy trudno nam dostrzec nadzieję.

Nadziejnik, który trzymasz w swoich rękach, jest właśnie...

Skomentuj artykuł

Tak, pożary w Australii to konsekwencja grzechu
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.