Wobec wojny - wiara czy polityka?

Wobec wojny - wiara czy polityka?
(Fot. PAP/EPA/SERGEY DOLZHENKO)

Krańcowe wydarzenia, takie jest wojna, okazują się testem dla wyznawców różnych religii. Szczególny egzamin zdają przywódcy wspólnot wiary.

Papież Franciszek nie uchodzi za wielkiego poliglotę. Nawet przy okazji udzielania błogosławieństwa Urbi et Orbi nie wygłasza pozdrowień w kilkudziesięciu językach, jak to czynili jego poprzednicy. Dlatego komentatorzy od razu zwrócili uwagę na gest, który wykonał przy okazji modlitwy Anioł Pański w ostatnią niedzielę tegorocznego lutego. Widząc liczne niebiesko-żółte flagi powiewające na Placu św. Piotra, pozdrowił Ukraińców w ich języku. Powiedział „Sława Isusu Chrystu”. Przypominając już kilka dni wcześniej przedstawioną prośbę, aby 2 marca, Środa Popielcowa, była dniem modlitwy i postu w intencji pokoju na Ukrainie, Franciszek złożył jednoznaczną deklarację. Ma to być dzień, „w którym będziemy blisko narodu ukraińskiego i wszyscy będziemy czuli się braćmi, błagającymi Boga o koniec wojny”.

Tak jednoznaczna deklaracja była potrzebna, ponieważ - jak wskazywali analitycy - wcześniejsze głosy płynące z Watykanu, mogły być odbierane jako zrównywanie agresora z napadniętym. Dotyczyło to zwłaszcza oświadczenia sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej kardynała Pietro Parolina. Znalazło się w nim sformułowanie mówiące, że Papież „wezwał też wszystkie zaangażowane strony, by powstrzymały się od jakichkolwiek działań, które spowodowałyby jeszcze większe cierpienie ludzi, destabilizację współistnienia między narodami i pogwałcenie prawa międzynarodowego”. Biorąc uwagę, że zostało ono wydane już po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji w Ukrainie, faktycznie jego treść mogła rozczarowywać, wprowadzać w błąd, a nawet służyć do manipulacji.

Dla wielu niezrozumiałym gestem samego Franciszka okazała się jego osobista wizyta w rosyjskiej ambasadzie przy Watykanie. „Papież wyraził swoje zaniepokojenie wojną na Ukrainie i losem ludności” - poinformowało sucho watykańskie biuro prasowe, podkreślając, że Franciszek przybył do placówki dyplomatycznej mimo problemów z kolanem, które uniemożliwiają mu obecnie swobodne przemieszczanie się i udział w innych spotkaniach i zbliżających się celebracjach. Wielu spodziewało się, że tego typu inicjatywę poprzedzi wizyta w przedstawicielstwie Ukrainy. Trudno powiedzieć, czy trafne były podsuwane przez niektórych skojarzenia z sytuacją sprzed trzech lat, gdy Franciszek ucałował stopy przywódcom Sudanu Południowego. Wiadomo, że Papież rozmawiał telefonicznie z prezydentem Ukrainy, za co ten mu publicznie wyraził wdzięczność. Wiadomo też, że w drugim dniu rosyjskiej agresji Papież zadzwonił do zwierzchnika ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego arcybiskupa Światosława Szewczuka i zapewnił, że „zrobi wszystko, co w jego mocy”.

Problemów interpretacyjnych nie budzi natomiast stanowisko wobec dramatycznych wydarzeń w Ukrainie zaprezentowane w ostatnich dniach przez polskich biskupów. Zarówno apel przewodniczącego KEP abp. Stanisława Gądeckiego, jak i komunikat Rady Stałej, nie pozostawiają wątpliwości, kogo przedstawiciele Kościoła katolickiego w Polsce uznają za agresora, a kogo za ofiarę napaści. „Biskupi z całą mocą potępiają barbarzyńską decyzję prezydenta Rosji o rozpoczęciu działań militarnych przeciwko Ukrainie” - czytamy w wydanym w sobotę komunikacie. Jest w nim też mowa o uznaniu i szacunku dla narodu ukraińskiego, „który zdecydowanie broni suwerenności swego kraju i jego niepodległości”.

W piątek przedstawiciele różnych Kościołów obecnych w naszym kraju, a także wyznawcy judaizmu i islamu wspólnie zaapelowali o pomoc Ukraińcom uciekającym do Polski. Ich oświadczenie również jasno wskazuje, kto w tym konflikcie dokonał aktu międzynarodowego terroryzmu państwowego, a kto broni swej niepodległości.

Ważny apel w sprawie wojny na Ukrainie ogłosił Abel, prawosławny arcybiskup lubelski i chełmski. „Inwazja wojsk rosyjskich na Ukrainę budzi w nas zarówno poczucie zagrożenia, jak i głęboki sprzeciw” - napisał. Dodał, że zostały pogwałcone nie tylko prawa gwarantujące suwerenność i niezależność Ukrainy, ale również fundamentalne prawo człowieka do życia.

Ta ostatnia deklaracja ma szczególne znaczenie w kontekście dwóch innych wypowiedzi prawosławnych hierarchów związanych z wydarzeniami w Ukrainie.

Jedna, to wygłoszona dokładnie w przeddzień agresji przemowa patriarchy Moskwy i całej Rusi Cyryla. „Nasi wojskowi nie mogą mieć żadnych wątpliwości co do tego, że dokonali oni jedynie słusznego i prawidłowego wyboru” - oświadczył, a jego słowa zostały powszechnie odebrane, jako akceptacja i udzielenie błogosławieństwa dla rosyjskiej interwencji zbrojnej przeciwko Ukrainie.

Druga to wydane ustnie zarządzenie przez prawosławnego arcybiskupa grodzieńskiego i wołkowyskiego na Białorusi – Antoniego (Doronina), aby w czasie liturgii nie modlić się o pokój na Ukrainie.

To naturalne, że w tak drastycznych sytuacjach, jak wojna, od religijnych przywódców wielu (nie tylko wyznawcy) oczekuje zajęcia stanowiska i jednoznacznych deklaracji. Okazują się one testem, pokazującym, czy w kształtowaniu ich stanowisk dominuje wiara, czy polityka. Nawet jeżeli nie od razu wynik takiego testu jest widoczny.

 

Dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wobec wojny - wiara czy polityka?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.