Wyrok w sprawie dominikanina Pawła M. Ważny krok ku sprawiedliwości

Wyrok w sprawie dominikanina Pawła M. Ważny krok ku sprawiedliwości
Droga Krzyżowa. Relief z kościoła oo. dominikanów w Wiedniu (fot. depositphotos)

Sprawiedliwości, tak po ludzku, powoli staje się zadość. Wyrok - wciąż jeszcze nieprawomocny - na dominikanina Pawła M. jest istotnym krokiem na tej drodze. Wcześniej był oddający skrzywdzonym głos raport i wypłata odszkodowań.

To nie jest jeszcze koniec procesu odbudowywania sprawiedliwości. Wyrok wciąż nie jest prawomocny, część skrzywdzonych wciąż jeszcze nie zdecydowało się powiedzieć o swoich cierpieniach, wiele z krzywd wciąż jest nieuleczonych. Także dominikanie, choć pewne decyzje już podjęli, a ich działanie wciąż jeszcze pozostaje czymś wyjątkowym w polskim Kościele, mają jeszcze trochę do zrobienia, by rzeczywiście zmierzyć się do końca ze sprawą Pawła M. Można mieć też wątpliwości, biorąc pod uwagę ogrom przestępstw popełnionych przez charyzmatycznego zakonnika, czy kara jest rzeczywiście adekwatna. To wszystko nie powinno jednak przesłaniać faktu, że elementarnej sprawiedliwości powoli staje się zadość. Odbudowa sprawiedliwości jest zaś dopiero pierwszym krokiem na drodze moralnego i religijnego uzdrowienia. Drugim, nie mniej istotnym krokiem jest miłosierdzie, przede wszystkim wobec skrzywdzonych. Droga do okazania właśnie jego, do prawdziwego towarzyszenia skrzywdzonym w ich bólu, cierpieniu, wierze i niewierze, jest jeszcze daleka. Daleko nam także do wyciągnięcia wniosków z tej sprawy, i chodzi nie tylko i nawet nie przede wszystkim o kary dla winnego czy osądzenie współwinnych, ale także o poważne potraktowanie systemowych przyczyn tego, że to, co się stało było możliwe.

Ale to wszystko nie powinno przesłaniać tego, co się udało. Odwaga prowincjała dominikanów, by powołać komisję, determinacja jej członków i wreszcie opublikowanie dokumentu, a także dalszy proces prowadzony już przez dominikanów i osoby pomagające skrzywdzonym sprawił, że można powiedzieć, że model załatwienia tej sprawy powinien stać się wzorcowy dla innych. Niezależne Komisje powinny powstać także w innych sprawach, na początku historycznych (choćby w sprawie ks. Andrzeja Dymera, ks. Henryka Jankowskiego czy kard. Henryka Gulbinowicza). Ludzie Kościoła mają prawo wiedzieć, czy oskarżenia są prawdziwe, a osoby skrzywdzone mają prawo do jasnego zakomunikowania, że to nie one są odpowiedzialne czy winne. Nie widać też powodu, by niezależna Komisja nie zaczęła badać skali zjawiska nadużyć seksualnych czy po prostu badać dokumenty zachowane w diecezjach czy zakonach. Komisja ds. Pawła M. pokazała, że to da się zrobić, że wystarczy odwaga i konsekwencja, by proces uzdrawiania rozpocząć. Czy znajdą się inni, którzy zdecydują się wyruszyć drogą o. Pawła Kozackiego OP i Zakonu Kaznodziejskiego?

Niestety nie wierzę w to. I tu zacznie się gorzka część tego tekstu. Mam świadomość, że wiele się udało, że - być może nawet biorąc po ludzku - na więcej nie należało liczyć. Ale… mam poczucie, że ogromna wiedza i doświadczenie zebrane przez członków Komisji mogłoby zostać wykorzystane dla dobra Kościoła, a tak nie jest. Mam wrażenie, że kolejne Komisje mogłoby skorzystać z tej wiedzy, tyle, że kolejnych komisji nie ma. I co najbardziej bolesne mam wrażenie, że ich - w najbliższym czasie - nie będzie. Osoby zaangażowane w proces oczyszczania mają świadomość, że innej drogi, niż takie Komisje nie ma, ale osoby sprawujące w Kościele władzę są wciąż przekonane, że nadużycia seksualne w Kościele da się zamieść pod dywan, że da się uniknąć pokazania dokumentów i osądzenia winnych, że władza ochroni przed odpowiedzialnością. I ani kolejne wyroki, ani badania opinii publicznej nie są w stanie zachwiać tym przekonaniem znaczącej części hierarchii. Efekt będzie zaś taki, że wreszcie jakaś władza wprowadzi do kurii (kolejnych) policję, skonfiskuje dokumentację i przestanie prosić, a zacznie zabierać dokumenty, które zwyczajnie się sądom i prokuraturze należą. I krzyk wówczas nic nie pomoże. Tak jak nie pomoże narzekanie, gdy sądy zaczną już seryjne orzekać coraz większe odszkodowania dla osób skrzywdzonych. Komisję zaś, której nie chcą powołać biskupi, powoła Sejm, tyle, że w jej skład nie wejdą już ludzie Kościołowi jakoś przychylni, ale zdecydowanie mu niechętni. I znowu będzie krzyk, tyle, że będzie to możliwe, bo samemu nic się nie zrobiło.

Ale dla Kościoła wcale nie to będzie (i jest) najgorsze. O wiele groźniejsze jest to, że skrzywdzeni, ofiary przemocy (nie tylko) seksualnej, wciąż widzą, że od ich krzywdy, od sprawiedliwości i miłosierdzia wobec nich istotniejszy jest interes instytucji, dobre samopoczucie biskupów i księży, i stan konta. Jedna Komisja, jeden raport, i jeden wyrok - choć pomogły załatwić jedną sprawę - nie są w stanie tego zmienić.

 

Od Redakcji: Tomasz P. Terlikowski był przewodniczącym niezależnej komisji eksperckiej powołanej przez Zakon Kaznodziejski (dominikanów) do zbadania sprawy zakonnika Pawła M. Komisja przed rokiem wydała raport w tej sprawie.

Doktor filozofii, publicysta Telewizji Republika i felietonista Plusa Minusa, autor wielu książek, a prywatnie mąż i ojciec.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Adam Żak SJ

Rozliczenie z problemem pedofilii w polskim Kościele

Ujawnienie skali wykorzystywania seksualnego nieletnich przez osoby duchowne wstrząsnęło Kościołem w Polsce i na świecie. Reakcje hierarchów były skrajne: od lęku przed ujawnieniem długo skrywanej prawdy po chęć...

Skomentuj artykuł

Wyrok w sprawie dominikanina Pawła M. Ważny krok ku sprawiedliwości
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.