Zrozumieć Franciszka

Zrozumieć Franciszka
(fot. © Mazur/catholicnews.org.uk)

Pojechałem do Rzymu również z powodu Papieża. Byłem tu parę lat za Jana Pawła. Rok za Benedykta. Chciałem zobaczyć i Franciszka. A raczej zanurzyć się w uszach i sercu Wiecznego Miasta, by poznać fenomen papa Bergoglio. Po trzech miesiącach kilka myśli wydaje się być niezmiennych. W sprawie papieskich kontrowersji.

1. Najpierw uderza, że trudność ze zrozumieniem Papieża to nie jest sprawa Polska. To nawet nie jest sprawa księżowska. Papież bezsprzecznie jest kochany przez bardzo wielu. Jednak wcale nie pojedyncze głosy młodych, świeckich i duchownych różnych kontynentów, szczerze zaangażowanych od wielu lat dla dobra Ewangelii, pokazuje, że trudności z Papieżem Franciszkiem nie kończą się za granicami Polski. Nie wiem, jak to nazwać. Granica między zachwyconymi Ojcem Świętym a tymi od rezerwy czy krytyki biegnie w przestrzeni wielowymiarowej, gdzieś między socjalistami a kapitalistami, między lubiącymi porządek a nieprzewidywalnymi, między żołnierzami z pierwszej linii a spokojnymi kucharzami, między naturalną otwartością a naturalnym zamknięciem, między krótkowidzami a zatroskanymi o przyszłość, między ideowcami a pragmatykami. I choć trudno zdefiniować granice między zachwyconymi a tymi, którzy nie rozumieją Papieża, to na pewno nie jest to granica między Franciszkiem a Kościołem w Polsce i na pewno to nie jest granica między prawdziwymi i nieprawdziwymi chrześcijanami.

2. Drugie, i co wydaje się być najważniejsze, to zrozumienie, że Franciszek jest prorokiem. A prorok to ktoś, kto przekazuje słowo od Boga i robi to często w sposób niekonwencjonalny. Jak Jeremiasz, który wkłada jarzmo na szyję albo głosi konieczność poddania się wrogom. Jak Ezechiel, który zjada zwój. Jak Amos, który mówi, że nie jest prorokiem. Czy jak Ozeasz, który poślubia prostytutkę. Najważniejsze jest to, że proroka nie wolno odczytywać dosłownie. Zazwyczaj. Bo prorok to nie jest uczony w Prawie. Inaczej kompletnie miniemy się z przesłaniem od Boga.

We wrześniu 2013, podczas kazania w domu św. Marty, Papież powiedział, że pieniądze to "łajno diabła". Gdybyśmy chcieli zrozumieć to dosłownie, to skutki byłyby absurdalne. Jeśli bowiem pieniądze są łajnem diabła, to nie możemy ich dawać ubogim, bo co to za miłość, która chce dawać biednym łajno? Jeśli pieniądze są ekwiwalentem naszej pracy, a pieniądz to łajno, to znaczy, że również nasza praca jest łajnem. Powiedz komuś, kto pracował cały dzień na kasie, w szpitalu, w kopalni czy gdziekolwiek, że według Papieża jego praca jest łajnem. O to chodzi? Papież mówi mocno, ale tak mocno jak żona alkoholika, która widząc butelkę w jego ręku wyrywa ją i rzuca o ścianę krzycząc: "To dziadostwo cię zabije!". Czy to znaczy, że wódka jest dziadostwem? Skądże! Alkohol jest dobry. Ale w tej konkretnej sytuacji ona nie może powiedzieć: "Mężu kochany, subiektywnie nie radzisz sobie z alkoholem, który obiektywnie jest dobry". Sytuacja zwariowania wobec pieniądza jest taka, że Papież mówi mocno nie dlatego, żeby zmienić naukę na temat pieniądza, ale dlatego, że my wciąż nie widzimy wystarczająco zła, które przynosi rzecz sama w sobie dobra.

Również w czasie porannego kazania, w listopadzie tego roku, Franciszek, omawiając przypowieść o nieuczciwym rządcy, skoncentrował się na tym, że sługa zamiast służyć, wysługiwał się innymi. To pozwoliło Ojcu Świętemu na wprowadzenie wątku o karierowiczach w Kościele. Problem cały w tym, że Jezus opowiedział tę przypowieść nie po to, żeby zganić rządcę, ale żeby go pochwalić, pochwalić pewien sposób jego zachowania. To tak, jakby powiedzieć na kazaniu, że pasterz, który opuszcza 99 owiec i idzie za zagubioną, to obraz ludzi nieodpowiedzialnych w Kościele, którzy zamiast zajmować się tym, co mają, to gonią za drobiazgami, w czasie gdy to, co zasadnicze jest zaniedbywane. Gdyby interpretować dosłownie Papieża, to dochodzimy do absurdu. Tam, gdzie Jezus potrafi zobaczyć dobro, Franciszek widzi tylko zło. Znowu jednak nie chodzi o to, że Franciszek chce przekazać, co Jezus miał na myśli w tej perykopie, ale perykopa staje się dla niego punktem wyjścia do powiedzenia o sprawach, które są ważne i jako prorok uważa, że tu i teraz trzeba właśnie o tym powiedzieć.

Trzeci przykład z uchodźcami. We wrześniu tego roku, podczas Anioł Pański, Papież zaapelował, aby każda parafia czy zakon przyjęła jedną rodzinę uchodźców. Gdyby rozumieć to dosłownie, to znowu nasuwają się dziwne wnioski. "Papież jest przeciwko przyjmowaniu emigrantów, bo mówi tylko o uchodźcach. Papież nie chce, żeby rodziny były blisko siebie. Trzeba je rozdzielić między parafie. Papież mówi, że w Polsce należy przyjąć tylko 10 tys. rodzin. Nie więcej". Znowu nie można interpretować tego dosłownie, ale bardziej w znaczeniu: "Otwórzcie się na innych, są ludzie potrzebujący, myślcie konkretnie, jest was tak wielu, że możecie pomóc nawet niewielu. Ale zróbcie coś w tym kierunku!". Kto wie, myśląc mega globalnie, czy nie żyjemy w czasie wędrówki ludów, której Europa nie będzie w stanie powstrzymać i za 50, 100 lat, muzułmanie stanowiący większość na naszym kontynencie będą wspominali, że jedynym, który nigdy nie powiedział o nich złego słowa był Papież Franciszek. I to pozwoli uratować od prześladowań europejski Kościół, który będzie żył wtedy w niedemokratycznych państwach, pośród politycznie i religijnie islamskiej większości.

Ostatni przykład z reformą Watykanu. Nie jest tajemnicą poliszynela, że zarówno zmiany w stylu życia Papieża jak i prace nad reformą skutkują tym, że za Franciszka jest więcej wydatków niż za jego poprzedników. Gdyby interpretować to dosłownie, to znowu dochodzimy do absurdu. Mówi o ubóstwie, a wydaje więcej pieniędzy. Absurd jak za Jeremiasza. Niby mówił, że świątynia zostanie zburzona, a ona stała jak stała. Wrogowie Jeremiasza mieli rację. Jednak tylko do czasu. Bo w zrozumieniu proroka konieczny jest czas. Kto chce zrozumieć za szybko, zrozumie zawsze źle. W tym momencie trzeba uchwycić się symbolu, próbować przemyśleć swoje wydatki na poziomie lokalnym i poczekać na owoce. Może nieraz i kilka lat.

Nie da się zrozumieć Franciszka bez hermeneutyki proroka. Ona jest trudna, bo w dużej mierze zależy od naszego nastawienia. Ale też jest piękna, bo wierzy w inteligencję i miłość człowieka. Problemem nie są prorocy, tylko nasza zdolność otwarcia na to, co jest kontrowersyjne. Dlatego zamiast powtarzać: "Czemu Papież tak mówi?", lepiej zadać pytania: "Co dobrego mogę wyciągnąć  z tego, co on głosi". Prorok może niepokoić bardzo. Ale, osobiście dziękuje Bogu za to, że Papież Franciszek mówi czasem głośniej niż moje niby mówiące sumienie.

3. Trzecia sprawa, Papież też jest człowiekiem. A jako człowiek ma prawo do błędów. Ani więc podkreślanie błędów, ani bronienie nieskazitelności nie jest żadnym rozwiązaniem.  Chodzi o to, żeby tym, co mnie razi, nie zasłaniać sobie dobra pontyfikatu. Jeśli widzę coś, co uważam za niewłaściwe, to z jednej strony mam oficjalną drogę zwrócenia uwagi Papieżowi, a z drugiej strony, muszę to wykorzystać jako mój czas na to, żeby się skoncentrować na Panu Bogu. Bo może się okazać, że ani zachwyceni ani kontestujący Papieża nie wykorzystają łaski czasu i zamiast wprowadzać to, co dobre w życie, stracą siły na emocje albo pozytywne albo negatywne. Trzeba uczciwie powiedzieć, że trudność tej kategorii zrodziła się trochę z naszej winy. Kładliśmy za duży nacisk na nieskazitelną świętość i wszechobecną nieomylność papieży. Być może to dobry czas, żeby Bóg stał się Bogiem, a Papież papieżem.

4. Człowieczeństwo to również prawo do bycia sobą. Czemu Franciszek się tak zachowuje? Bo jest sobą. Jan Paweł II był inny. I też niektórzy go kontestowali. Benedykt był ideałem Papieża nie dla wszystkich. I kolejna głowa Kościoła też będzie budziła zachwyty i kontrowersje, choć pewnie u innej grupy ludzi. Ta różnorodność osobowości papieży osobiście podoba mi się najbardziej. Bo to tak jakby Duch Święty pobudzał różnych pasterzy dla różnych owiec, chociaż zarazem są oni dla wszystkich. Był czas, że księża byli tylko chwaleni. Mają co wspominać i oglądać. Wiedzą, że są potrzebni. Był czas, że ucieszyli się tradycjonaliści. Mają, co czytać. Niech nie narzekają. Pozwólmy też ucieszyć się w Kościele tym, dla których Papież Franciszek jest bardziej niż inni przemawiającym świadkiem Chrystusa. A przecież miliony zgodzą się z tym, co napisał jeden z internautów w pierwszych dniach po konklawe: "Boże, wreszcie rozumiem Papieża". I są miliony tych, których papież Franciszek przybliżył do Chrystusa. A to zawsze jest i będzie największym argumentem.

Pamiętajmy o modlitwie za Ojca Świętego. I o tym, że Kościołem kieruje Duch Święty. Franciszek jest tylko człowiekiem i aż Papieżem. Miejmy w sobie przynajmniej tyle miłosierdzia, żeby nie gasić ducha u tych, co cieszą się Papieżem i nie drażnić tych, dla których niezrozumienie może być łaską oczyszczenia.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Zrozumieć Franciszka
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.