Między skałą a drogą. Czy Franciszek był kontrowersyjnym papieżem?
Przez stulecia papież był dla wielu katolików symbolem pewności. Następca św. Piotra – skały, na której Chrystus zbudował swój Kościół – miał mówić jasno, rozstrzygać spory i rozwiewać wątpliwości. Pontyfikat Franciszka zachwiał tym wyobrażeniem. Zamiast gotowych odpowiedzi zaproponował coś znacznie trudniejszego: rozeznawanie.
Pontyfikat papieża Franciszka był jednym z najbardziej doniosłych w historii papiestwa. A jednocześnie – może właśnie dlatego – jednym z najbardziej kontrowersyjnych. Jak pisał po jego śmierci włoski dziennik „Il Giornale”, był papieżem niewygodnym: dla konserwatystów zbyt liberalnym, dla liberałów zbyt konserwatywnym. Paradoks polega jednak na tym, że źródłem tej kontrowersyjności nie były wcale jego pojedyncze wypowiedzi czy decyzje. To oczywiście najbardziej wybijało się w prasowych nagłówkach. Owa kontrowersja tkwiła znacznie głębiej, a mianowicie w sposobie, w jaki rozumiał on Kościół.
Franciszek nie był papieżem, który z wysokości papieskiego tronu mówił wiernym, jak mają żyć i co robić. Uczył raczej chrześcijańskiej dojrzałości – odpowiedzialnego rozeznawania własnych decyzji. Tego podejścia nauczył się w szkole św. Ignacego z Loyoli, założyciela zakonu jezuitów, do którego należał. I właśnie ten jezuicki rys okazał się dla wielu najbardziej niepokojący. Papież jest przecież następcą św. Piotra. A imię Piotr – Petrus – oznacza skałę. W powszechnym wyobrażeniu jego zadaniem jest być ostateczną instancją, opoką, kimś, kto rozstrzyga spory i mówi, jak jest, nie pozostawia miejsca na dyskusję czy wątpliwość.
Kościół w permanentnym stanie misji
Eklezjologię Franciszka, czyli jego rozumienie Kościoła, najlepiej ukazuje najważniejszy dokument jego pontyfikatu. Adhortacja Evangelii gaudium stanowiła podsumowanie prac Synodu Biskupów na temat nowej ewangelizacji, który odbył się w Watykanie w październiku 2012 r. To dokument programowy jego pontyfikatu, o czym sam pisał: „Marzę o wyborze misyjnym zdolnym przemienić wszystko, aby zwyczaje, style, rozkład zajęć, język i wszystkie struktury kościelne stały się odpowiednim kanałem bardziej do ewangelizowania dzisiejszego świata niż do zachowania stanu rzeczy” – wyznaje Franciszek.
Ewangelizacja, nie zachowanie status quo – to interesowało papieża. A ewangelizacja wymaga ciągłego rozeznawania, słuchania Ducha Świętego, zmagania się z wyzwaniami, odczytywania znaków czasu i dostosowywania przekazu do współczesnych uwarunkowań. Kościół nastawiony na ewangelizację, to Kościół w drodze, wychodzący do człowieka, nawet takiego, który znajduje się na szeroko rozumianym marginesie tej wspólnoty. To Kościół nie bojący się „pobrudzić” w trudzie dotarcia do ludzi, taki, który wstaje z kanapy, zakłada buty i wyrusza w drogę.
Według Franciszka Kościół musi być w „permanentnym stanie misji”. Wymaga to rezygnacji z wygodnego przekonania, że „zawsze tak było”. Zdaniem papieża „zawsze tak było” i „nigdy tak nie było”, to dwaj najwięksi przeciwnicy Ducha Świętego. Ojciec Święty uważał, że za każdym razem, „gdy staramy się powrócić do źródeł i odzyskać pierwotną świeżość Ewangelii, pojawiają się nowe drogi, twórcze metody, inne formy wyrazu, bardziej wymowne znaki, słowa zawierające nowy sens dla dzisiejszego świata”.
Franciszek chciał, by wszystkie struktury kościelne stały się bardziej misyjne. Zachęcał je „do wejścia w zdecydowany proces rozeznania, oczyszczenia i reformy”. Także papiestwo i centralne struktury Kościoła powszechnego wzywał do takiego nawrócenia. Franciszek ponawiał więc prośbę bł. Jana Pawła II o pomoc w znalezieniu nowego sposobu sprawowania prymatu. Tworzył Kościół, który zadaje więcej pytań niż przedstawia gotowych odpowiedzi – Kościół, który w niepewnych czasach, w których szukamy jasnych i prostych rozwiązań złożonych problemów, nie spełniał naszych oczekiwań. Stał się więc papieżem, który nie spełniał naszych oczekiwań. To klucz do zrozumienia dlaczego odbierany był, jako kontrowersyjny.
Towarzyszyć, rozpoznać i włączyć to, co kruche
Owocem takiego myślenia była również adhortacja apostolska Amoris laetitia. Wielu było zgorszonych możliwością dopuszczenia do komunii świętej osób po rozwodach. Najwięcej polemik wzbudził rozdział zatytułowany „Towarzyszyć, rozpoznać i włączyć to, co kruche”, dotyczący właśnie sytuacji osób rozwiedzionych będących w nowych związkach. Papież zwraca w nim uwagę na „niezliczoną różnorodność sytuacji” osób, które rozwiodły się i zawarły ponowny związek cywilny. W trosce o ich dobro duchowe konieczne jest rzetelne rozeznanie ich sytuacji, biorąc pod uwagę fakt, że stopień odpowiedzialności nie jest taki sam za każdym razem. Wielu uznało to za relatywizację i radykalne odejście od dotychczasowej nauki Kościoła o małżeństwie a także porzucenie tradycyjnej sakramentologii.
Jednak Franciszek mówił o potrzebie odniesienia normy ogólnej do konkretnych osób i ich szczegółowych sytuacji i zaznaczał, że duszpasterskie towarzyszenie osobom będącym na drodze rozeznania musi odbywać się „zgodnie z nauczaniem Kościoła i wytycznymi biskupa”. W procesie tym nie może zabraknąć przeprowadzenia rachunku sumienia, obiektywnej analizy sytuacji dzieci i opuszczonego współmałżonka, prób i możliwości pojednania, uwzględnienia konsekwencji nowej relacji wobec pozostałej rodziny i lokalnej wspólnoty wiernych. Chodzi o właściwą ocenę i rozważny wybór. Rozeznawanie jako dynamiczny proces zawsze powinno być otwarte na nowe etapy rozwoju i nowe decyzje podjęte w sumieniu, a pozwalające na zrealizowanie ideału w pełniejszy sposób.
To postawa na wskroś ewangeliczna, w duchu miłosiernej miłości Chrystusa, który nie redagował kodeksów praw, ale ze współczuciem pochylał się nad biedą każdego napotkanego człowieka. Jednak takie podejście, dalekie od jurydyzmu, do którego tak jesteśmy w Kościele przyzwyczajeni, dla wielu katolików było nie do zaakceptowania – wielu traciło poczucie bezpieczeństwa wynikające ze świadomości istnienia stabilnej i nieznoszącej wyjątków doktryny, która jednak stosowana bez rozeznania staje się faryzejskim prawem, które miast wyzwalać, staje się narzędziem zniewolenia, zabijającym ducha Ewangelii.
Odpowiadając na głosy krytyki, w wywiadzie dla włoskiego katolickiego dziennika Avvenire Franciszek podkreślił, że głównym celem Kościoła jest realizacja miłosiernego planu Boga, a nie bycie strażnikiem prawa. Zauważył, że podczas Soboru Watykańskiego II Kościół poczuł swoją odpowiedzialność, by być w świecie żywym znakiem miłości Ojca, zaś w konstytucji Lumen gentium powrócił do swych źródeł – Ewangelii. Zatem w centrum jego przepowiadania jest nie tyle pewien legalizm, ile osoba Boga, który we wcieleniu Syna stał się Miłosierdziem.
Kuria Rzymska jako dynamiczny ośrodek misyjny
Wyrazem takiego rozumienia Kościoła była próba zreformowania Kurii Rzymskiej, której papież podjął się zaraz na początku swojego pontyfikatu. W 2013 r. zwołał Radę Kardynałów, która stała się organem doradczym Ojca Świętego w procesie reformy. Kulminacją jej prac stała się konstytucja apostolska Preaedicate Evangelium. To efekt ponad ośmiu lat pracy rady. Jej głównym przesłaniem jest transformacja Kurii Rzymskiej z instytucji biurokratycznej w dynamiczny ośrodek misyjny, którego głównym celem jest umożliwianie głoszenia Ewangelii na całym świecie.
Papież złączył w jednej dykasterii, kierowanej osobiście przez niego, wiekową Kongregację Ewangelizacji Narodów i młodą Papieską Radę ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. Wskazuje to na absolutnie priorytetowe traktowanie ewangelizacji w Kościele. Papież uznał ją za pierwsze i najważniejsze działanie Kościoła. Tak rozumiany Kościół nie może być cerberem doktryny, ale musi być wciąż rozwijającym się, rozeznającym żywym organizmem, który nie zamyka się na nowość Ducha Świętego.
To wizja dla wielu porywająca, a dla innych przerażająca – kojarzona z porzuceniem wielowiekowej tradycji, sprawdzonych schematów, które dawały poczucie bezpieczeństwa, stabilności i trwałości. Jednak wizja Kościoła Franciszka daleka była od takiego rozumienia wspólnoty eklezjalnej. Kojarzyła się mniej z szacownymi soborami a bardziej z grupą przepełnionych Duchem Świętym Apostołów, którzy porzucając lęk wychodzą z Wieczernika, by głosić Dobrą Nowinę całemu światu.
Tekst konstytucji bezpośrednio nawiązywał do wytycznych Soboru Watykańskiego II, którego najważniejszym celem, była odpowiedź na pytanie: jak głosić Ewangelię w epoce zmian, które następnie okazały się – jak zauważał Franciszek – zmianą epoki. Ojciec Święty chciał, by instytucje kościelne stały się bardziej misyjne, wspierające Kościoły lokalne i dzieło ewangelizacji. Podkreślał, że Kuria nie jest narzędziem w służbie papieża, ale wspólnotą działającą dla dobra Kościoła Powszechnego i będącą przedłużeniem misyjnej służby Chrystusa.
Inny punkt przypomina, że członkowie Kurii Rzymskiej nie są wszechwiedzącymi omnibusami, ale „uczniami-misjonarzami”. To też burzyło wizerunek doktrynalnej opoki, na jaki Kuria pracowała przez wieki. Ponadto jako zwyczajny sposób pracy Kurii Rzymskiej została wskazana synodalność, którą należy coraz bardziej rozwijać. Konstytucja stanowi, że „każdy wierny może przewodniczyć dykasterii lub innemu organowi kurialnemu”, a więc także osoba świecka. Oznacza to, że ten, kto kieruje dykasterią lub innym organem kurii, nie posiada władzy ze względu na święcenia, ale ze względu na władzę powierzoną mu przez papieża i którą sprawuje w jego imieniu, niezależnie czy otrzymuje ją biskup, zakonnik czy osoba świecka. Potwierdza to, że władza rządzenia w Kościele nie pochodzi z sakramentu święceń, ale z misji kanonicznej.
Synodalność to wspólna droga słuchania Ducha Świętego
Obawy budziła również wspomniana już synodalność, która kojarzyła się z demokratyzacją Kościoła i utratą jednoznaczności przekazu. Po raz pierwszy w pracach Synodu Biskupów znalazły się osoby świeckie, w tym kobiety – w sumie 70 osób nie mających święceń biskupich. Papież bardzo wzmocnił wspólnotowy przekaz zgromadzenia, nie decydując się na wydanie posynodalnej adhortacji, ale jako oficjalny tekst synodu uznając jego dokument końcowy wypracowany przez uczestników. Ten gest sprawia, że tekst stworzony także przez świeckich staje się częścią Magisterium, a więc oficjalnego nauczania Kościoła.
Dokument przynosi szereg propozycji reform, które – jeśli zostaną wprowadzone w życie – mogą w dużej mierze zmienić oblicze Kościoła katolickiego, w tym panujące w nim relacje między duchownymi i świeckimi. Wymagać to jednak będzie nie tylko wskazanych w dokumencie zmian strukturalnych, ale przede wszystkim zmiany mentalności samych ochrzczonych. Decyzja o uznaniu tego dokumentu za oficjalny tekst była podjęta synodalnie i uosabiała to, co jest w nim zawarte.
Pontyfikat, który wciąż jest dla nas wyzwaniem
Pontyfikat papieża Franciszka można odczytać jako moment głębokiego napięcia pomiędzy dwiema wizjami Kościoła: Kościoła jako stabilnej instytucji strzegącej niezmiennych form oraz Kościoła jako wspólnoty będącej w nieustannym ruchu, szukającej nowych dróg głoszenia Ewangelii, słuchającej delikatnych powiewów Ducha Świętego. Spór, który towarzyszył jego nauczaniu, nie był w istocie jedynie sporem o konkretne decyzje duszpasterskie czy reformy instytucjonalne. Dotykał raczej pytania o to, czym Kościół ma być w świecie gwałtownych przemian kulturowych i społecznych. Franciszek proponował odpowiedź wymagającą odwagi: odejście od przekonania, że bezpieczeństwo wiary można zagwarantować wyłącznie przez powtarzanie dawnych schematów. W zamian wskazywał na potrzebę duchowej dojrzałości wierzących, zdolnych do podejmowania odpowiedzialnych decyzji w świetle Ewangelii i własnego sumienia. Taki model chrześcijaństwa jest znacznie bardziej wymagający niż system oparty jedynie na jasnych normach, ponieważ zakłada osobiste zaangażowanie i nieustanne zmaganie się z pytaniem o to, jak w konkretnych okolicznościach realizować przykazanie miłości.
Z tej perspektywy kontrowersje wokół Franciszka mogą okazać się jednym z najbardziej charakterystycznych znaków jego pontyfikatu. Pokazały bowiem, jak głęboko w świadomości wielu katolików zakorzenione jest pragnienie pewności i jednoznaczności, a zarazem jak trudne jest przyjęcie wizji Kościoła, który nie zawsze daje natychmiastowe odpowiedzi. Dziedzictwo Franciszka nie polega więc wyłącznie na dokumentach czy reformach instytucjonalnych, lecz na przesunięciu akcentów w myśleniu o chrześcijaństwie: od logiki kontroli ku logice towarzyszenia, od jurydyzmu ku duszpasterstwu, od obrony struktur ku misji. Czy ta zmiana okaże się trwała, zależeć będzie już nie tylko od kolejnych papieży, ale przede wszystkim od samych wiernych – od ich gotowości, by przyjąć odpowiedzialność za wspólnotę Kościoła i podjąć trud wspólnej drogi. W tym sensie pontyfikat Franciszka pozostawia Kościół nie tyle z zamkniętym programem reform, ile z pytaniem o jego przyszły kształt i o to, czy będzie on rzeczywiście wspólnotą uczniów-misjonarzy w drodze.
Skomentuj artykuł