Służenie prawdzie czasem musi boleć

Służenie prawdzie czasem musi boleć
(fot. Adam Walanus, CC BY-SA 4.0 // Copyright World Economic Forum (www.weforum.org)www.swiss-image.ch/Photo by Andy Mettler, CC BY-SA 2.0 // Eric Draper, Public domain, via Wikimedia Commons)
5 miesięcy temu

Czy papież Jan Paweł II wiedział o przestępstwach McCarricka? Czy papież Jan Paweł II nigdy nie słyszał o przeszłości McCarricka? A co z kardynałem Dziwiszem: oszukał papieża czy go chronił? Nagłówkami i oświadczeniami nie odpowie się na te pytania.

Od publikacji raportu na temat skandali seksualnych, których sprawcą był ekskardynał Theodore McCarrick nie tylko media, lecz także hierarchowie Kościoła zdają się nie ułatwiać odpowiedzi na powyższe pytania. Każdego dnia dostajemy solidną porcję twierdzeń obecnych w kolejnych oświadczeniach o winie konkretnych osób bądź jej braku, lecz te nie tworzą jakiejś spójnej narracji, a jasne, klarowne odpowiedzi, są w tym momencie na wagę złota. Nie tylko dla doczesnego, wizerunkowego dobra Kościoła, lecz przecież dla życia wiecznego licznych wiernych, którzy w perspektywie skandali są nimi po prostu zgorszeni. Część już teraz zastanawia się nad odwróceniem od Kościoła; innym, którzy w nim trwają, towarzyszy ból i poczucie zamętu.

TU PRZECZYTASZ CAŁY RAPORT (PDF) >>

Co może zrobić odpowiedzialny katolik w takim czasie? Sam sobie zadaję to pytanie i najprostsze rozwiązanie widzę w podejściu papieża Franciszka: trzeba zainwestować w pełną transparencję, nawet jeśli światło, które się rzuci, ma wyłonić brutalne fakty. Nie ma innej drogi od szukania odpowiedzi w dostępnych publicznie zweryfikowanych źródłach, a takim źródłem jest właśnie raport Sekretariatu Stanu w całości dostępny w sieci dla każdego zainteresowanego. Nie będę nikogo czarował, że przeczytałem całość, bo to ponad 450 stron tekstu, ale już z tych obszernych fragmentów, z którymi się zapoznałem wynika, że na pewne kwestie odpowiedzieć się da, co choć trochę jest w stanie ułatwić zagubienie w otaczających nas niejasnościach.

Skupię się na tym najciekawszym dla katolików z Polski fragmencie, który dotyczy kontrowersji z awansem McCarricka na stanowisko arcybiskupa Waszyngtonu. Wydarzenia związane z nominacją kardynała są opisane w rozdziałach XII-XVI raportu, czyli na stronach 129-184. Ten okres, obejmujący lata 1999-2000, związany jest z kontrowersją szczególnie interesującą właśnie dla Polaków, ponieważ wiąże się z decyzją Jana Pawła II o przydzieleniu McCarrickowi jednego z najważniejszych stanowisk w Kościele katolickim w USA i to pomimo wcześniejszych zgłoszeń o nadużyciach seksualnych jakich dopuszczał się były kardynał. Zapraszam zatem do wspólnej lektury watykańskiego raportu, zobaczymy, gdzie nas zaprowadzi. Rozpocznę ją odrobinę wcześniej, żeby zarysować większy kontekst sprawy.

Co może zrobić odpowiedzialny katolik w takim czasie? Sam sobie zadaję to pytanie i najprostsze rozwiązanie widzę w podejściu papieża Franciszka.

W lipcu 1999 roku papież Jan Paweł II dał do zrozumienia kardynałowi Johnowi J. O’Connorowi z Nowego Jorku (który był wtedy członkiem Kongregacji ds. Biskupów), że zamierza awansować McCarricka na nową pozycję. O’Connor podejrzewał, że McCarrick może być przeniesiony na jego miejsce, ponieważ sam od czterech lat był już w wieku emerytalnym i borykał się z problemami zdrowotnymi. Warto nadmienić, że O’Connor znał się z McCarrickiem osobiście, w latach 80. blisko z nim współpracował, a nawet rekomendował do objęcia diecezji Newark, lecz z czasem kardynał nabierał licznych wątpliwości co do samego profilu kandydata do objęcia biskupstwa. Przełom w opinii O'Connora nastąpił na początku lat 90, gdy otrzymał trzy anonimowe listy donoszące o niechlubnych czynach McCarricka. Przesłał je nawet do samego sprawcy, który w odpowiedzi podziękował za poinformowanie o anonimach i przyznał, że przekazał je znajomym w FBI oraz policji z prośbą o znalezienie ich nadawców. Z biegiem lat kardynał O’Connor prowadził swoje osobiste śledztwo, w którym pojawiały się kolejne doniesienia na temat McCarricka, sam też bezpośrednio się z nim kontaktował i napominał (w raporcie jest zacytowana rozmowa telefoniczna, jaką mieli stoczyć). Dlatego gdy w 1997 roku McCarrick miał przejąć diecezję w Chicago i dwa lata później, czyli wtedy, gdy McCarrick miał trafić do Nowego Jorku, O’Connor protestował. Kardynał napisał wtedy na prośbę nuncjusza Montalvo obszerny list, w którym zgromadził wszystkie nazbierane przez siebie tropy i podzielił się swoją negatywną opinią o McCarricku. W liście, opublikowanym w raporcie na stronach 131-140, O’Connor przywołuje zarzuty, które dopiero po dwóch dekadach stały się przyczyną pozbawienia McCarricka godności kapłańskiej: dzielenie łoża z zapraszanymi mężczyznami, prowadzenie nadmorskiego „domku” dla seminarzystów (w którym dochodziło do orgii, o czym dowiedzieliśmy się już niedawno) czy kontakty seksualne z księżmi, którzy następnie leczyli się psychiatrycznie. O’Connor dołączył do swojego listu m.in. anonimy, które otrzymał kilka lat wcześniej i własny list z 1986 roku, w którym rekomendował McCarricka na biskupa w Nowym Jorku wiedziony przeszłymi dobrymi doświadczeniami współpracy. Uczciwie przyznaje, że McCarrick to człowiek licznych talentów, a przy tym życiowo doświadczony jako sierota, czym próbuje tłumaczyć jego podejście do zapraszanych do domu chłopaków określanych przez McCarricka jako „kuzyni”, lecz podkreśla, że nominacja na kolejną pozycję może zaskutkować zgorszeniem.

Nuncjusz zapoznawszy się z listem, skierował go 5 listopada 1999 roku do kard. Moreiry Nevesa z Kongregacji ds. Biskupów i do abp Giovanniego Battisty Re, pełniącego funkcję substytuta w Sekretariacie Stanu. Ten drugi hierarcha miał za zadanie „poinformować o sprawie Ojca Świętego w sposób, który uzna za stosowny” (s. 141). W swoim piśmie, które towarzyszy listowi, nuncjusz dodaje, że przeniesienie McCarricka z Newark do większej diecezji wywoła skandal, dlatego rekomenduje by „zachować go na obecnej placówce lub powierzyć inne obowiązki poza Stanami Zjednoczonymi” (s. 141). Dalej w raporcie czytamy, że substytut Re „działając zgodnie z instrukcją papieża Jana Pawła II”, poprosił o konsultację doniesień z poprzednim nuncjuszem apostolskim w USA, abp Cacciavillanem, który określił informacje podane przez O’Connora jako „plotki i oskarżenia” (s. 142).

22 listopada 1999 roku abp Re napisał do nuncjusza Montalvo z prośbą wychodzącą bezpośrednio od Ojca Świętego, który miał poprosić nuncjusza o weryfikację doniesień w sprawie McCarricka niezależnie od samej sprawy obsadzenia Nowego Jorku, w którym „prałat McCarrick i tak nie jest pożądany” (s. 145). Dwa i pół miesiąca później nuncjusz otrzymał kolejną instrukcję, która abstrahując od jego śledztwa (z raportu dowiadujemy się, że nie przyniosło wiążących konkluzji pozwalających na oskarżenie McCarricka) podejmowała decyzję: McCarrick nie będzie przeniesiony na kolejną placówkę.

Nuncjusz dodaje, że przeniesienie McCarricka z Newark do większej diecezji wywoła skandal, dlatego rekomenduje by „zachować go na obecnej placówce lub powierzyć inne obowiązki poza Stanami Zjednoczonymi”.

Nowe fakty pojawiają się w rozdziale XVI, w którym upubliczniono list McCarricka z 6 sierpnia 2000 roku do Dziwisza. McCarrick odnosi się w nim bezpośrednio do zarzutów O’Connora. McCarrick twierdzi, że to osobiste ataki związane z tym, że nie chciał oddać Nowego Jorku i kłamie pisząc, że nigdy nie znajdował się w żadnych seksualnych relacjach oraz nikogo nie skrzywdził. W watykańskim raporcie zostaje podkreślone, że nie wiadomo w jaki sposób McCarrick dowiedział się o liście O’Connora, ale w jednym z wywiadów przyznał, że „ma w Kurii przyjaciół i jeden z nich poinformował go o tym, ale nie pamięta kto to był”. Zacytuję obszerny fragment listu w tłumaczeniu KAI:

„Myślałem, aby nie pisać do Ciebie o tym strasznym zarzucie i pozostawić sprawę w rękach Boga, który jest Sędzią wszystkich rzeczy. Przedyskutowałem to jednak dogłębnie z moim spowiednikiem i doradził mi, abym przynajmniej skontaktował się z Tobą, którego uważam za dobrego przyjaciela i brata. (...) Z drugiej strony, jeśli Jego Świątobliwość straciłby zaufanie do mnie jako biskupa, chętnie zrezygnowałbym z mojej diecezji i przyjąłbym jakąkolwiek posługę, którą by mi powierzył. Wiem, jaki szacunek żywi do mnie Ojciec Święty - i darzę go wielką miłością. Najbardziej bolesne jest dla mnie to, że zasmuciłoby to Ojca Świętego i pozwoliło mu poczuć, że go zawiodłem. Teraz, gdy mam okazję pisać do Ciebie, pozwolę Panu czynić to, co chce i pogodzę się z tym. Dziękuję, że jesteś kimś, do kogo mogę pisać i komu mogę szczerze powiedzieć, że jeśli rozumiem oskarżenia, jakie mógł postawić kardynał O'Connor, to nie są one prawdziwe”.

List dotarł do sekretarza Dziwisza, kiedy ten przebywał z papieżem i bp Jamesem Harveyem, prefektem Domu Papieskiego, w Castel Gandolfo. Bp Harvey zeznał, że Dziwisz przekazał mu kopię listu McCarricka i poprosił o jego tłumaczenie dla papieża. „To był absolutny wyjątek, nigdy mnie o coś takiego wcześniej nie proszono” – twierdzi Harvey, który przetłumaczył list na włoski i przekazał go wraz z oryginałem Dziwiszowi, aby ten dał je Ojcu Świętemu. Jak twierdzi kardynał Dziwisz list został przekazany do papieża, z którym miał o tej sprawie nie dyskutować, a następnie skierowany do abp Re, jednak w zeznaniach zawartych w raporcie pojawia się jeszcze jedna istotna informacja: ksiądz (w raporcie anonimowy), który pomagał nuncjuszowi Montalvo w sprawie biskupstwa w Waszyngtonie zeznał, że nuncjusz Montalvo otrzymał w liście od bp Dziwisza przepisaną na maszynie kopię listu McCarricka do „dobrego przyjaciela i brata”. Prócz tego Montalvo miał otrzymać osobny list opisujący sprawę, który zgodnie z treścią, zawierał instrukcję przekazaną przez papieża Jana Pawła II (przypis 578 na stronie 173). W watykańskim raporcie czytamy, że w liście biskupa Dziwisza zawarta była prośba o usunięcie nazwiska Dziwisza z kopii listu McCarricka i aby taka nieco ocenzurowana wersja trafiła do dokumentów nuncjatury. Nuncjusz nie zdradził księdzu co zrobił z listem Dziwisza, ale też w trakcie niedawnego śledztwa nie znaleziono żadnego takiego dokumentu.

Papież Jan Paweł II dał się przekonać własnej obronie McCarricka do tego stopnia, że późniejszymi decyzjami wprowadził ponownie biskupa Newark na listę kandydatów do objęcia arcybiskupstwa w Waszyngtonie, a wraz z kolejnymi rekomendacjami kurialistów (m.in. Cacciavillana) urosła do rangi numeru jeden. 14 października 2000 roku papież nominował McCarricka na arcybiskupa w Waszyngtonie.

Podsumujmy co wiemy z tej historii i tylko przypomnę, że poniższe rzeczy są wprost wyrażone w raporcie Sekretariatu Stanu. Po pierwsze Jan Paweł II musiał się czegoś dowiedzieć od watykańskich urzędników w 1999 roku, czyli po liście O’Connora zbierającym konkretne zarzuty wobec McCarricka. Nie wiadomo czego dokładnie się dowiedział, bo nie wiemy jaki sposób udzielenia informacji uznał za stosowny abp. Re, zobligowany do tego, by je przekazać, ale w 2000 roku obecny w Nowym Jorku kardynał Sodano miał powiedzieć McCarrickowi, że papież czytał list O’Connora (s. 174).

Po drugie z raportu wynika, że papież zmienił swoją decyzję pod wpływem jednego, prywatnego listu do jego sekretarza, którego McCarrick określa jako bliskiego przyjaciela. Po trzecie w watykańskich zeznaniach pojawia się trop, który unieważnia twierdzenie, że rola kardynała Dziwisza sprowadziła się do przekazania listu. Jeśli historia podana przez asystenta nuncjusza Montalvo jest prawdziwa, to kardynał Dziwisz zrobił znacznie więcej, to znaczy skierował swój list z rzekomą instrukcją postępowania od Jana Pawła II i z prośbą o ocenzurowanie listu McCarricka, tak aby nie można było wskazać na jego osobę w związku ze sprawą. Tego jak dużo zrobił kardynał Dziwisz w dyskutowanej sprawie nie wiadomo z tego względu, że w raporcie pojawia się tylko zeznanie asystenta nuncjusza i właśnie dlatego ta sprawa wymaga dalszego zbadania. Póki co nie można powiedzieć, że cała rola Dziwisza sprowadziła się do bycia pośrednikiem w przekazywaniu listu, skoro w watykańskich zeznaniach pojawiają się również inne informacje.

Osobny, ale ogromnie ważny element watykańskiego raportu, zawiera się w przypisie 580. Możemy w nim przeczytać, że wielu hierarchów (kard. Ouellet, kard. Dziwisz, kard. Sandri czy kard. Harvey) zeznało, że papież Jan Paweł II uważał, że wiele z zarzutów pojawiających się na tle seksualnym wobec duchownych jest fałszywa, a to przekonanie opierał na swoich doświadczeniach z Polski, gdzie za czasów komunizmu takich doniesień używała Służba Bezpieczeństwa do dyskredytowania księży. „Jeśli cię nienawidzą, oskarżą o romanse z kobietami. Jeśli tobą gardzą, powiedzą, że robisz to z mężczyznami” – mówił w trakcie zeznań kard. Harvey. To ogromnie istotna informacja, rzucająca światło na zasadnicze podejście papieża do kwestii oskarżeń o pedofilię czy molestowanie: papież Jan Paweł II miał im być co do zasady nieufny. Dziś wiemy, patrząc choćby na kontekst polski, a zwłaszcza na niedawne oskarżenia w stosunku do kard. Gulbinowicza, że sprawa jest znacznie bardziej złożona. Oskarżenia SB nie były wyłącznie sztucznie skonstruowanymi hakami, ale również faktami zbieranymi skrupulatnie przez służby. To prawda, że wykorzystywanymi do uderzania w księży, lecz niepozbawionymi realnych źródeł w postaci pedofilii duchownych. W każdym przypadku należy prześledzić jak wyglądają relacje przyczynowo skutkowe, bo te prowadziły w różne strony: niekiedy służby zmyślały zarzuty, lecz w innym wypadku po prostu korzystały z tego co sam przyszły współpracownik „podrzucał”. To po czwarte.

A po piąte? To już uwaga najbardziej osobista, lecz trzeba to powiedzieć otwarcie. Jeśli w świetle zarzutów podnoszonych wobec McCarricka rekomendacją nuncjusza jest, aby pozostawić biskupa na dotychczasowej placówce, albo wysłać poza Stany, to praktyka przenoszenia hierarchów okazuje się być standardem potwierdzonym w watykańskim śledztwie. Nie ma tu żadnej odpowiedzialności za uczynione krzywdy, nie ma albo pogłębionych śledztw wtedy, gdy pojawiają się oskarżenia, lecz jest zbiór opinii kolegów kolegi. Nie ma tu perspektywy ofiar, pokrzywdzonych, lecz jest szukanie pomówień i zewnętrznych wrogów Kościoła. Jest wreszcie ogromnie bolesny dla mnie jako zwykłego katolika obraz całej instytucji ostatnich lat pontyfikatu Jana Pawła II bardziej przypominającej arenę starć kolejnych kurialistów, niż dom Boży.

Ale to przecież nie nowy obrazek. Przecież już Salome, matka synów Zebedeusza, chciała u Jezusa wychodzić, by jej synowie zasiadali Mu przy boku w wiecznej chwale. Jeszcze lepiej od ewangelisty Mateusza ujmuje to Marek, bo cóż winić matkę za to, że chce dobrze dla dzieci, i przypisuje spór o pierwszeństwo Jakubowi z Janem. Apostołowie licytują się, który będzie ważniejszy, który będzie bardziej władał, lecz Jezus ostro rozstrzyga ten spór. „Kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”. W tym całym trudnym obrazku, który nie potrzebuje oświadczeń, lecz wymaga zdecydowanych, klarownych odpowiedzi na postawione pytania, ta rada Jezusa jest tym, co mnie samemu daje jakieś światło. Zadaniem Kościoła jest służyć prawdzie – niech jaśnieje jej światłem, nawet jeśli czasem to musi zaboleć.

Redaktor i publicysta DEON.pl, pracuje nad doktoratem z metafizyki na UJ, współpracuje z Magazynem Kontakt, pisze również w "Tygodniku Powszechnym"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Adam Żak SJ
18,83 zł
26,90 zł

Rozliczenie z problemem pedofilii w polskim Kościele

Ujawnienie skali wykorzystywania seksualnego nieletnich przez osoby duchowne wstrząsnęło Kościołem w Polsce i na świecie. Reakcje hierarchów były skrajne: od lęku przed ujawnieniem długo skrywanej prawdy po chęć...

Skomentuj artykuł

Służenie prawdzie czasem musi boleć
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.