Wywiad PRL traktował arcybiskupa Głódzia jako informatora. Śledztwo Onetu i Rzeczpospolitej

(fot. Michał Lewandowski)
wiadomosci.onet.pl/ KAI/ed

Metropolita gdański za informatora wywiadu wojskowego PRL uważany był co najmniej przez sześć lat, co wynika z dokumentów, znajdujących się do niedawna w zbiorze zastrzeżonym IPN - piszą dziennikarze. Abp Sławoj Głódź wydał w tej sprawie oficjalne oświadczenie.

Informacje, jakie uzyskiwano od ówczesnego pracownika Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich, uważano za "cenne i wartościowe" typu agenturalnego - piszą Andrzej Gajcy (Onet) i Tomasz Krzyżak ("Rzeczpospolita").

Wiadomości o tym, co dzieje się za Spiżową Bramą, były potrzebne władzom PRL do rozgrywki z Kościołem w Polsce. Po wyborze kardynała Karola Wojtyły na papieża, współpracowników szukano głównie wśród Polaków. Obok wywiadu cywilnego działał również wywiad wojskowy.

Płk. Franciszek Mazurek (pseudonim "Barcz"), który pracował jako kierownik przedstawicielstwa PLL LOT, miał rozpoznać zagraniczne kontakty władz Solidarności. To on w 1983 roku poinformował centralę w Warszawie, że poznał bliżej ks. Sławoja Leszka Głódzia. Jego zdaniem był odpowiednim kandydatem na informatora.

DEON.PL POLECA

Pisał o nim jako o osobie dobrze zorientowanej w tematyce politycznej w Polsce, która ma "wpyw na decyzje w sprawach polskich, ale nie tylko". Pułkownikowi polecono stopniowo rozszerzać kontakty z duchownym i podkreślano, że na razie będzie on traktowany jako informator nieświadomy. Nadano mu też kryptonim: "BA-10".

Zadaniem "Barcza" było przejście z księdzem Głódziem na kontakty nieoficjalne "bez afiszowania się i bez spotkań przy Watykanie" i uzyskiwanie od niego m.in.: charakterystyki "pracowników poszczególnych sekcji watykańskich", członków polskiego episkopatu, "grup nacisku działających w Watykanie" i ich międzynarodowych powiązań, "zbadać, czy będzie możliwe uzyskiwanie informacji o rozmowach głowy naszego episkopatu z papieżem i o treści tych rozmów" - jak podaje Onet.pl

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź był wykorzystywany przez wywiad wojskowy PRL jako informator. Artykuł Tomasza Krzyżaka >>

Abp Głódź odniósł się do informacji podanych przez Onet.pl i Rezczpospolitą w oficjalnym oświadczeniu, które przeczytacie poniżej.

Oświadczenie abp. Sławoja Leszka Głódzia ws. inwigilacji służb komunistycznych

"Byłem ofiarą inwigilacji, ale nigdy nie podjąłem żadnej współpracy ze służbami komunistycznymi, co zresztą wynika z przedstawionych dokumentów" - czytamy w oświadczeniu abp. Sławoja Leszka Głódzia ws. inwigilacji służb komunistycznych.

Publikujemy treść oświadczenia

Po raz kolejny padam ofiarą systemu totalitarnego. Po raz pierwszy padłem ofiarą tego systemu przed maturą, mając 17 lat. Zostałem wtedy osadzony w Centralnym Więzieniu Karno-Śledczym w Białymstoku na 3 miesiące.

Następniezostałem skazany wyrokiem sądu wojewódzkiego w Białymstoku na rok więzienia, w zawieszeniu na 5 lat i wydalony ze szkoły za przynależność do tajnej organizacji "Białe Orły" i namalowanie plakatu o szkodliwości sojuszu Państwa Polskiego ze Związkiem Radzieckim. Dnia 6 sierpnia 1963 r. wraz z czterema kolegami zostałem wyrzucony z Liceum Ogólnokształcącego w Sokółce, przez co musiałem rok później składać maturę korespondencyjnie.

Dziś po raz drugi padam ofiarą systemu, który podstępnie osaczał pracujących w Kurii Rzymskiej Polaków, często pod pozorem przygodnych rozmów z przedstawicielami Ambasady Polskiej w Rzymie, Konsulatu i LOT-u.

Byłem ofiarą inwigilacji, ale nigdy nie podjąłem żadnej współpracy ze służbami komunistycznymi, co zresztą wynika z przedstawionych dokumentów.

Abp Sławoj Leszek Głódź, Metropolita Gdański, Janów Podlaski, 8 czerwca 2018 r.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wywiad PRL traktował arcybiskupa Głódzia jako informatora. Śledztwo Onetu i Rzeczpospolitej
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.