Czy nasz Bóg jest też Bogiem seksu?

Czy nasz Bóg jest też Bogiem seksu?
(fot. shutterstock.com)
Julia Płaneta

Modlitwa i seks? Jak to w ogóle połączyć? Czy istnieje jakieś połączenie? Rozumiałam, że Pan Bóg jest we wszystkich innych sferach mojego życia, ale jednak także w tej? Bez przesady!

Kiedyś natknęłam się na badania pokazujące, że najszczęśliwsze są te pary, które razem się modlą oraz że w małżeństwie istnieje silny związek między modlitwą a seksem. Małżonkowie, którzy razem się modlą, są bardziej zadowoleni ze swojego życia seksualnego niż inne pary.

Pamiętam swoje zaskoczenie, kiedy to przeczytałam. Modlitwa i seks? Jak to w ogóle połączyć? Czy istnieje jakieś połączenie? Rozumiałam, że Pan Bóg jest we wszystkich innych sferach mojego życia, ale jednak także w tej? Bez przesady!

Zapytałam o to jedną z żon. Odpowiedziała, że modlitwa otwiera współmałżonków, a do dobrego seksu potrzebna jest otwartość z obu stron. Przyznała, że razem z mężem zazwyczaj modlą się wspólnie, zdarza się, że także o dobry seks.

Na początku takie łączenie modlitwy mi trochę nie grało, dopiero Księga Tobiasza pokazała mi, że tak można. W kościele tak dużo mówi się o tym, że się nie powinno, że jak już w końcu można, to trudno się otworzyć na to, że Bóg stworzył też taki sposób okazywania miłości.

A po co się modlić o dobry seks? Po pierwsze, to Bóg zna instrukcję obsługi współmałżonka, więc żeby pomagał nam ją odnaleźć (swoją i tej drugiej osoby). W temacie seksu bardzo łatwo jest się poranić, szczególnie mężczyźni są tu delikatni. A po drugie, że Jezus jest jak przyjaciel od serca (wersja dla panów: najlepszy kumpel), na dodatek zapewnia 100% dyskrecji.

Czy w takim razie małżeństwa niewierzące mają mniej udany seks niż te wierzące? Myślę, że w każdej relacji bliskość możemy budować na dwóch filarach, czyli na modlitwie i rozmowie. Na początku chciałabym się zatrzymać na wspólnej modlitwie. Wydaje mi się, że zwłaszcza dla panów może to być zbyt osobista i intymna sfera, żeby tak po prostu wpuścić do niej kogoś innego. Często trzeba dać sobie na to czas i nie narzucać określonej formy. Chcecie pójść na mszę? Wolicie odmówić wspólnie Ojcze nasz? A może wystarczy wam... wspólne siedzenie w ciszy?

Idźmy dalej, może bardziej odnajdujecie się w konkretnych gestach miłości niż w odklepanych formułkach? Na dobry początek uczyńmy modlitwą kubek herbaty dla żony lub męża, świeżo upieczone ciasto albo naprawiony samochód. Skoro Pan Bóg jest w tak drobnych gestach, to czy nie ma Go w najgłębszym geście miłości, czy nie ma Go w seksie?

Wierzę, że jest, choć nie mam pojęcia jak i myślę, że... nie muszę tego wiedzieć, bo wiara to nie wiedza. Jeżeli wierzę, że jest z nami od początku małżeństwa, że tworzymy drużynę trzyosobową, to tworzymy ją nieustannie, każdego dnia. On jest z nami, kiedy rano zaspani przecieramy oczy i marzymy o kolejnej godzinie snu. Kiedy nie możemy dobudzić dzieci do żłobka, przedszkola, szkoły. Kiedy zmęczeni każdego dnia padamy do miękkiego i wygodnego łóżka. Kiedy kolejny dzień nie możemy się w jakiejś sprawie dogadać.

Powróćmy teraz do rozmów. To najbardziej powszechna metoda budowania bliskości, ale najbardziej... zaniedbywana i zapominana. Dlaczego tak się dzieje? Często brakuje nam czasu, jesteśmy zmęczeni, gonimy od obowiązku do obowiązku i nagle okazuje się, że od miesiąca ze sobą nie rozmawialiśmy.

Podobno przepis na udane małżeństwo to 30 sekund pocałunku, 30 minut rozmowy i, dla wierzących, 3 minuty modlitwy, codziennie. Myślę, że 30 minut dziennie to realne zadanie. To pół godziny w ciągu dnia, kiedy nie ustalamy, kto odbierze dzieci ze szkoły, gdzie pojedziemy na wakacje i kto jutro pójdzie na zakupy. Warto zapytać wtedy "jak się czujesz?", "jak ci minął dzień?", "co dzisiaj robiłeś?", "czy udało ci się zamknąć projekt w pracy?". Spróbujmy się dowiedzieć wtedy, co w nas gra.

Przypomina mi się pewne małżeństwo, które jeden wieczór w tygodniu przeznaczało właśnie na rozmowy i spędzanie czasu ze sobą. Nawet dzieci wiedziały, że rodziców wtedy nie ma. Albo wychodzą z domu na cały wieczór albo zamykają się w pokoju i nie można im przeszkadzać. Przesada? Nie sądzę, to zwykłe zadbanie o relację. Pamiętam jeszcze jedną historię, małżeństwa z 56-letnim stażem, o której pisał Grzegorz Kramer SJ.

Odwiedziłem dziś małżeństwo z 56-letnim stażem.
Pani Małżonka powiedziała mi:
- Chyba się nam proszę księdza udało.
- Chyba?
- No tak, bo to nie jest takie oczywiste. Ja często myślę sobie, że to dopiero początek, że ciągle go poznaję.
- A jak się to udało zrobić?
- Wie ksiądz, jednym z sposobów było to, że na samym początku umówiliśmy się, że raz w tygodniu przy lampce wina i ciastku będziemy sobie robić wieczór szczerości. No i tak przez wiele lat rozmawiamy. Bo my różni jesteśmy.

Nasz Bóg jest Bogiem codzienności małżeńskiej, czyli dobrych i złych chwil, wzlotów i upadków, śniadań i kolacji, seksu i tęsknoty za nim, zdrowia i choroby. Wierzę, że Bóg towarzyszy małżeństwom we wszystkim.

Julia Płaneta - dziennikarka i redaktorka portalu DEON.pl, prowadzi bloga wybieramymilosc.pl.

Dziennikarka i redaktorka, często ogarniacz wielu rzeczy naraz od terminów po dobrą atmosferę. Na co dzień pisze autorskie teksty oraz zajmuje się działem "Inteligentne życie" i blogosferą blog.deon.pl. Prowadzi także bloga wybieramymilosc.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Ksawery Knotz OFMCap

Przedstawione rekolekcje poświęcone są życiu seksualnemu małżonków. Prowadzący wyjaśnia naukę Kościoła w tym trudnym obszarze i pokazuje proces coraz piękniejszego przeżywania życie intymnego nie tylko bez poczucia winy i grzechu, ale w poczuciu szczęścia i...

Skomentuj artykuł

Czy nasz Bóg jest też Bogiem seksu?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.