W oczach większości mamy fatalny fejm

W oczach większości mamy fatalny fejm
(fot. archiwum prywatne autorek)

To właśnie ludzie uświadomili mi, że takiego Kościoła im brakuje, za takim tęsknią. Oczekują, że kiedy wejdą do niego ze swoim popapranym życiem, albo jakąś jednorazową wpadką, to poczują się przytuleni, a nie wykluczeni.

Czego dziś najbardziej potrzebuje Kościół w Polsce? W kontekście spadku zaufania, kryzysów i braku konsekwencji.

Kobiecego oblicza pełnego czułości, miłości, matczyności, naturalności i poczucia humoru.

Ludzie są zniechęceni twarzami ponurych "czarnych" Panów, którzy zdominowali wizerunek Kościoła. Bardzo często, gdy my, siostry z Broniszewic, pojawiamy się w mediach lub przy okazji masowych spotkań o charakterze niereligijnym, słyszymy: "Gdyby Kościół miał Wasze oblicze, to bym do niego chodził!". Zwykle wtedy mówimy, że Kościół ma różne oblicza i my też jesteśmy jednym z nich. Niestety ludzie nie są do takiego wizerunku przyzwyczajeni. Ludzi niezwiązanych z Kościołem w spotkaniu z nami szokują (na szczęście pozytywnie) tak zwyczajne zachowania jak: poczucie humoru, śmiech, dystans do siebie. To, co bardzo ludzi zaintrygowało, kiedy budowałyśmy Dom Chłopaków, to fakt, że o naszych Chłopakach mówimy "Synowie", a nie "podopieczni" czy "wychowankowie". A przecież jako zakonnice nie wyrzekamy się bycia mamami. Jednak większości społeczeństwa zakonnica nie kojarzy się z nikim pozytywnym. Mamy fatalny fejm.

Moja współsiostra Benedykta w kapitalny sposób uchwyciła trzy stereotypy na temat zakonnic, jakie noszą w sobie ludzie. Pierwszy to "Kobieta-Wampir" – bezduszna istota, trzymającą kabel od żelazka w ręku, pijącą krew dzieci. Drugi – Kobieta "Przepraszam, że żyję", która edukację zakończyła na podstawówce. Trzeci – "Ikona Kościoła" – czyli ma tylko duszę bez ciała. Chuda, blada, żywi się tylko chlebem i wodą. Gardzi światem, ważna dla niej jest tylko modlitwa. Na szczęście są w zakonach kobiety, które w żaden z tych stereotypów nie chcą się zmieścić. I poza tym, że wśród zakonnic są osoby z wysokim wykształceniem, przedsiębiorcze, twórcze, z poczuciem humoru i z tzw. "jajem", to jednak najbardziej ludzi przyciąga nasza czułość, to, że kochamy i to, że jak każda matka nie mamy granic w przebaczaniu i zrozumieniu. To właśnie ludzie uświadomili mi, że takiego Kościoła im brakuje, za takim tęsknią. Oczekują, że kiedy wejdą do niego ze swoim popapranym życiem, albo jakąś jednorazową wpadką, to poczują się przytuleni, a nie wykluczeni. Poczują uścisk matczyny i przebaczenie, które dodadzą im siły i nadziei do dalszego życia. Tęsknią za czułością, która ich wysłucha, nie oceni i sprawi, że będą po każdym upadku chcieli wrócić.

To właśnie ludzie uświadomili mi, że takiego Kościoła im brakuje, za takim tęsknią. Oczekują, że kiedy wejdą do niego ze swoim popapranym życiem, albo jakąś jednorazową wpadką, to poczują się przytuleni, a nie wykluczeni.

Niestety teraz ludzie częściej doświadczają surowej sprawiedliwości, braku miłosierdzia, jak choćby mój znajomy. Poszedł do spowiedzi po kilkunastu latach od poprzedniej, solidnie się przygotował, kosztowała go ta spowiedź dużo pokory i oddalenia wszystkich uprzedzeń do Kościoła i księży. I co usłyszał? "Ty, grzeszniku, jak mogłeś tyle lat lekceważyć Boga?!". Został "opierniczony" z góry na dół. W księdzu nie było żadnej radości z nawracającego się mężczyzny, zero ucieszenia się z odzyskania grzesznika. Co powiedział znajomy? Że już nigdy więcej do spowiedzi nie pójdzie. Tego typu historii noszę w sercu bardzo wiele. Ludzie często nas, siostry, traktują jako alternatywę do księży i choć wiedzą, że nie uzyskają od nas rozgrzeszenia, to spowiadają się nam ze swojego życia. Nieraz robią to na pierwszym spotkaniu z nami. Dlaczego? Mówią, że z powodu doświadczonego ciepła, serdeczności i uśmiechu. I nieraz tylko tyle wystarczy, aby ktoś się otworzył.

Wychowałam się w Szczecinie, w środowisku zdystansowanym do Kościoła. W 37-osobowej klasie tylko 4 osoby chodziły w niedzielę na Mszę św. Ci, którzy chodzili do kościoła, wydawali się nam nieudacznikami życiowymi i średniowieczem. Nagle na drodze naszej klasy stanął ksiądz radosny, serdeczny, ludzki. I to właśnie jego postawa powiedziała mi najwięcej i najmocniej o Bogu. Już przy tym pierwszym spotkaniu z tym księdzem wiedziałam, co chcę robić w moim dalszym życiu – przyciągać ludzi do Boga serdecznością, radością, czułością. Już wtedy podjęłam decyzję tak bardzo wówczas abstrakcyjną, że chcę być zakonnicą. Pomimo że Bóg i Kościół do tej pory były dla mnie bardzo obcą rzeczywistością. Doświadczyłam na sobie jaką siłę oddziaływania i dotykania najgłębszych pokładów serca mają: czułość, miłość, naturalność i poczucie humoru.

Wychodzenia do ludzi będących poza Kościołem i zapraszania ich do relacji

Budowanie Domu Chłopaków w Broniszewicach sprawiło, że do pomocy włączyło się, obok ludzi Kościoła, bardzo dużo osób żyjących poza Kościołem. Kiedy przekraczali próg naszego domu byli bardzo zdystansowani, nie spodziewali się po zakonnicach niczego innego niż to, co znali z panujących stereotypów. Zapraszałyśmy te osoby na kawę, siadałyśmy z nimi przy stole i zamiast płakać nad cierpieniem naszych Chłopców opowiadałyśmy śmieszne historie z naszego wspólnego życia z nimi. Naszym rozmowom przy wspólnym stole towarzyszyły salwy śmiechu i łzy wzruszenia, zarówno zakonnicom, jak i osobom niewierzącym. Ludzie nie mogli się nadziwić, że z zakonnicami może być tak normalnie, tak swojsko. Że nie nawracamy nikogo, że nie mamy uprzedzeń do ludzi ze względu na ich przekonania, stację telewizyjną, w której pracują, czy orientację seksualną. Przy odrobinie dobrej woli i życzliwości udawało się nam stwarzać wspólnotę stołu, wspólnotę niesienia pomocy naszym niepełnosprawnym Chłopakom.

W księdzu nie było żadnej radości z nawracającego się mężczyzny, zero ucieszenia się z odzyskania grzesznika. Co powiedział znajomy? Że już nigdy więcej do spowiedzi nie pójdzie. Tego typu historii noszę w sercu bardzo wiele.

Cieszę się, że papież Franciszek tak dużo mówi o budowaniu mostów pomiędzy ludźmi i sam to robi. Wyciąga ręce do drugiego człowieka bez względu na poglądy, religię czy orientację. Jest dla nas ogromnym wsparciem podczas ataków na nas za podobną postawę. Wielu z tych naszych Znajomych pod wpływem Broniszewic poszło po raz pierwszy od wielu lat do kościoła, do spowiedzi, wzięło ślub kościelny… a nikogo do tego nie nakłaniałyśmy.

Doprowadzenie do spotkania z żywym Bogiem, obecnym w drugim człowieku, a nie tylko do sakramentów

Jedna ze znajomych sióstr zapytała biskupa z Azji, o to, jak to się dzieje, że u nich Kościół rośnie, rozkwita, rozwija się, a u nas w Europie Kościół pustoszeje, gaśnie, ludzie z niego uciekają. Biskup odpowiedział: "bo wy w Europie doprowadzacie ludzi do przyjęcia sakramentów, a my w Azji doprowadzamy do spotkania z Żywym Bogiem. I nasi wierni po spotkaniu Boga pozostają przy Nim na zawsze. A wasi wierni po przyjęciu ostatniego sakramentu, najczęściej bierzmowania, rozstają się z Kościołem, bo nie poznali w nim Żywego Boga, a jedynie sakrament".

Odnoszę wrażenie, że w polskim Kościele ludzie najczęściej słyszą, że najważniejsza obecność Boga jest w Chlebie, w Eucharystii. Gdyby z taką samą mocą słyszeli od księży, że Bóg obecny jest w drugim Człowieku nie byłoby podziałów, poniżania, gorszenia się. A Jezus tak prosto pokazuje, o co Mu chodzi i z czego będzie nas rozliczał na końcu życia. Z relacji z ubogimi, chorymi, więźniami, głodnymi… Kiedy się wsłuchuję w Serce Boga odnoszę wrażenie, że najważniejsze dla Niego jest to, aby Go odkryć w drugim Człowieku.

Dominikanka, pracuje w Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży w Broniszewicach "Dom Chłopaków"; "Jesteśmy siostrami zakonnymi i mamy 56 synów. Jedni z zespołem Downa, inni z dziecięcym porażeniem mózgowym, a jeszcze inni zmagający się z autyzmem. Niektórzy z naszych synów nie widzą, niektórzy nie słyszą, a niektórzy nigdy nie opuszczą swoich łóżek i nie będą mogli się cieszyć widokiem świata". Więcej informacji na temat tego pięknego dzieła znajdziesz tutaj

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
25,83 zł
36,90 zł

Są takie momenty, kiedy brakuje nam tchu.
Są takie chwile, kiedy nie mamy już na nic sił.
Są takie dni, kiedy trudno nam dostrzec nadzieję.

Nadziejnik, który trzymasz w swoich rękach, jest właśnie...

Skomentuj artykuł

W oczach większości mamy fatalny fejm
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.