Dlaczego w średniowieczu wierzono w sąd "rozgrzanego żelaza"?

Dlaczego w średniowieczu wierzono w sąd "rozgrzanego żelaza"?
Pojedynek sądowy w Augsburgu (początek XV w.). Miniatura pochodzi z poł. XVI w. (Domena publiczna)
3 lata temu
Logo źródła: histmag.org Marcin Tomczak

Ordalia, czyli sądy boże, były w średniowieczu jednym ze środków dowodowych w procesach. Dlaczego wierzono, że noszenie rozgrzanego żelaza czy pojedynek są w stanie rozstrzygnąć sądowy spór?

Każdy człowiek wierzy bez jakiejkolwiek wątpliwości w sąd boży.

Nie ulega wątpliwości, że ordalia były we wczesnym średniowieczu w pełni uznanym środkiem dowodowym. Świadczą o tym przywołane powyżej słowa Karola Wielkiego, a także obecność ordaliów w wielu pomnikach prawa, w tym w Księdze elbląskiej. Ze względu na oczywisty związek sądów bożych z religią można pomyśleć, iż to kościół wprowadzał je do średniowiecznej praktyki prawnej.

Było jednak zupełnie inaczej. Ordalia miały swoje korzenie w wierzeniach ludowych, a papież Innocenty III podczas soboru laterańskiego IV (1215) nie bez powodu zakazał ich stosowania. W oczach kościoła, który rozwijał prawo czerpiąc ze spuścizny rzymskiej, ordalia ocierały się o magię i zabobon i nie mogły stanowić środku dowodowego w procesach. Aby zrozumieć dlaczego sądy boże cieszyły się w średniowieczu dużą popularnością i przetrwały nawet zakaz papieski, należy przyjrzeć się wyobrażeniu ludzi średniowiecza o prawie.

Specyfika procesu średniowiecznego

Proces średniowieczny opierał się na zupełnie innych zasadach niż dzisiejsze procesy cywilne i karne, a jego specyfika może zdziwić dzisiejszego czytelnika. Opierał się on bowiem na zasadzie formalnych środków dowodowych. Oznacza to, iż sąd nie zajmował się ustaleniem prawdy materialnej, sprawdzeniem, czy określone wydarzenia lub czyny miały miejsce. Na pierwszym miejscu stawiano formalne środki dowodowe, takie jak przysięga, współprzysięga, pojedynek, czy właśnie sąd boży.

W niektórych wypadkach wystarczyło, że oskarżony złożył przysięgę oczyszczając by przekonać sąd co do swojej niewinności. Dotyczyło to osób, które cieszyły się dobrą sławą, lecz przysięga generalnie pozostawała najczęściej stosowanym środkiem dowodowym. Oczywiście łatwo wyobrazić sobie, że takie zasady mogły doprowadzić do nadużyć, ale musimy pamiętać o tym, że dla ludzi średniowiecza nieszczera przysięga w ogóle, a tym bardziej fałszywa przysięga na Pismo Święte, była ciężkim grzechem i mogła doprowadzić do potępienia duszy.

Podczas procesu wielką rolę przykładano do gestów i symboli, a pomylenie się w rocie przysięgi mogło przynieść za sobą przegranie procesu. Oto przykład następujących po sobie formalnych czynności w średniowiecznym procesie angielskim: w przypadku zarzutu zabójstwa odpierający posądzenie musiał rzucić na ziemię rękawiczkę, którą zobowiązany był podnieść oskarżyciel, utrzymujący, że oskarżony dopuścił się zarzuconego czynu. Następnie oskarżony, który nie przyznawał się do winy, zaprzeczał zarzutowi przez złożenie przysięgi według roty przewidzianej przez prawo. W prawej ręce trzymał Biblię, a w lewej dłoń oskarżyciela. Oskarżyciel odpowiedział mu przez wypowiedzenie określonej formułki. Jeżeli dwie strony pozostawały w ten sposób przy swoim, to środkiem dowodowym był pojedynek między nimi. Oskarżonego uznawano za niewinnego gdy zabił swojego przeciwnika bądź gdy pojedynek trwał od rana do wieczora i nie został rozstrzygnięty.

Ponadto w średniowieczu przestępstwa zwykle nie były ścigane z urzędu (ex officio). Obowiązywała zasada skargowości oznaczająca, iż do rozpoczęcia procesu potrzebna jest skarga powoda. W ten sposób część przestępstw nie była ścigana jeśli osoba pokrzywdzona nie chciała dochodzić swych praw. Jak podaje Zwierciadło Saskie, pomnik prawa z XIII w.:

Nikogo nie można zmusić do popierania skargi, której nie wniósł. Każdy może zamilczeć o swej szkodzie jak długo zechce.

W państwie Karola Wielkiego starano się zapobiegać tej sytuacji w tzw. postępowaniu rugowym. Wysłannicy królewscy wyznaczali osoby cieszące się dobrą opinią w określonym regionie, które miały donieść, czy w okolicy nie popełniono żadnych poważnych przestępstw.

Warto dodać, że w przypadku wniesienia lekkomyślnej, fałszywej skargi powodowi zasądzano karę pieniężną. Procesy były natomiast jawne i ustne. Odbywały się zwykle podczas wiecu albo posiedzenia ławników pod przewodnictwem urzędnika królewskiego pod gołym niebem. Zwracając uwagę na te zasady, a szczególnie na formalne środki dowodowe, łatwiej będzie nam zrozumieć w jaki sposób w prawie średniowiecznym mogły funkcjonować ordalia.

Rodzaje ordaliów i ich istota

Sens sądów bożych wiązał się z wyobrażeniem, iż Bóg jest obecny wśród ludzi i interweniując w ich losy wspiera stronę, która jest wolna od grzechu. Same ordalia były ostatecznym środkiem dowodowym - sięgano po nie wówczas, gdy inne środki okazywały się niewystarczające. W praktyce o wyniku ordaliów decydowała specjalna komisja w której znajdował się m.in. duchowny oraz przedstawiciele każdej ze stron.

Komisja mogła nakazać powtórzenie sądu bożego - zarówno tego, który przyniósł korzystny wynik dla oskarżonego, jak i tego, który przyniósł wynik skazujący. Często przypisywano jej działanie pod wpływem opinii publicznej. Ordalia można podzielić na jednostronne oraz dwustronne. Do dwustronnych należał pojedynek oraz próba krzyża. Pojedynek był uznawany za idealne ordalium, gdyż polegał na bezpośredniej konfrontacji dwóch stron, a ta, która wygrała, miała uczynić to dzięki bożej pomocy. O pojedynkach jako sposobie rozwiązywanie sporów wśród plemion germańskich pisze już Juliusz Cezar.

Reguły pojedynku obowiązujące na ziemiach polskich po raz pierwszy zostały spisane w "Najstarszym zwodzie prawa polskiego", pomniku prawa powstałym w II poł. XIII bądź na początku XIV wieku. Przedstawiciele stanu szlacheckiego walczyli na miecze, a chłopi na kije. Szlachcic mógł pojedynkować się z chłopem, lecz mógł także wyznaczyć zastępcę, który pochodził z tego samego stanu co rywal. Pojedynek odbywał się przed władcą bądź przez sędzią, który go reprezentował, a strony musiały stoczyć go w ciągu 14 dni od zasądzenia tego środka dowodowego.

Próba krzyża polegała natomiast na tym, że strony sporu stawały pod dwoma krzyżami i podnosiły ręce. Ta strona, która pierwsza opuściła ręce, przegrywała proces. Ordalium to stosowane było często w sprawach między mężem a żoną. Starcy (po 60 roku życia) mogli wystawiać w zastępstwie swoje dzieci.

Jeżeli chodzi o ordalia jednostronne, to wyróżniamy próbę wody, próbę gorącego żelaza i próbę poświęconego kęsa. Próba wody mogła przybrać postać próby zimnej wody oraz próby gorącej wody. Ta pierwsza polegała na tym, iż oskarżonego umieszczano w dużej kadzi (która mogła znajdować się w kościele) lub w naturalnym zbiorniku wodnym. Tonięcie oskarżonej osoby oznaczało, iż jest ona niewinna, gdyż woda jako czysty żywioł nie przyjęłaby nikogo nieczystego.

Próba gorącej wody polegała natomiast na tym, że we wrzącej wodzie umieszczano jakiś przedmiot, który poddawany sądowi bożemu musiał wyciągnąć. Następnie po upływie czasu badano, czy rany goją się należycie i zależnie od ich stanu orzekano o winie. Podobnie było z próbą gorącego żelaza. Oskarżony musiał przejść trzy kroki z rozżarzoną i pobłogosławioną sztabką żelaza a następnie położyć ją na ziemię. Inny wariant tej próby polegał na przejściu po rozżarzonych sztabkach. O winie decydowało tempo gojenia się ran. Podczas próby poświęconego kęsa oskarżony połykał kęs pobłogosławionego chleba. Krztuszenie się świadczyło o winie.

Choć trudno powiedzieć, że dziś w Europie "Każdy człowiek wierzy bez jakiejkolwiek wątpliwości w sąd boży", to warto zaznaczyć, że ordalia nie występowały jedynie na naszym kontynencie, a na niektórych terenach Azji utrzymują się do dziś. Należy jednak zwrócić uwagę, iż określenie ordalium (angielskie ordeal) w odniesieniu do praktyk związanych z hinduizmem ma także inne znaczenie i nie można utożsamiać go ze średniowiecznymi europejskimi ordaliami.

W Indiach i w innych państwach hinduistycznych ordalia to religijne rytuały, które często związane są z samookaleczeniem i mają na celu oczyszczenie duszy. Jednym z takich ordaliów jest satitwapariksza, która polega na samospaleniu wdowy wraz ze zwłokami męża na stosie pogrzebowym. Rytuał ten jest zakazany w Indiach, lecz praktykuje się go na niektórych obszarach wiejskich. Ostatni poświadczony przypadek miał miejsce w 2008 roku.

Artykuł pierwotnie opublikowano na łamach portalu historycznego Histmag.org, pod adresem: https://histmag.org/Kazdy-czlowiek-wierzy-bez-jakiejkolwiek-watpliwosci-w-sad-bozy.-Sredniowieczne-ordalia-14062


Marcin Tomczak - student historii ogólnej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Postrzega dzieje jako całość i jako takie uznaje je za interesujące. Najbardziej jednak ciekawi go historia XX i XXI w.

Wolna licencja - ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Dlaczego w średniowieczu wierzono w sąd "rozgrzanego żelaza"?
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Dlaczego w średniowieczu wierzono w sąd "rozgrzanego żelaza"?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.