Utknął w tunelu niewiele szerszym od własnego ciała. 27 godzin dramatycznej walki o życie Johna Jonesa
To jedna z najbardziej dramatycznych historii w dziejach ratownictwa jaskiniowego. John Edward Jones zginął w miejscu, z którego mimo wielogodzinnej akcji ratunkowej nie udało się go wydobyć. Jego ciało pozostało 30 metrów pod ziemią - dokładnie tam, gdzie został uwięziony. Kilka dni później wejście do jaskini zalano betonem i zapieczętowano.
24 listopada 2009 roku John Edward Jones, wspólnie ze swoim bratem i grupą znajomych, dotarł do położonej w stanie Utah jaskini o niewinnie brzmiącej nazwie Nutty Putty.
Według relacji cytowanych przez Interię, John i jego brat mieli w sobie zaszczepioną pasję odkrywania podziemi przez ojca, który zabierał ich do najróżniejszych jaskiń w stanie. John planował zostać lekarzem – kardiologiem dziecięcym. Miał już dziecko, a jego żona była w kolejnej ciąży.
Miejsce, które przyciągało poszukiwaczy adrenaliny
Nutty Putty to jaskinia geotermalna, której korytarze powstały w wyniku działania wód przepływających przez skały znajdujące się głęboko pod powierzchnią ziemi. Z czasem utworzyły one system wąskich, śliskich przejść, z których słynęła ta jaskinia. Nic dziwnego, że - jak podaje Onet - Nutty Putty przyciągała ogromną liczbę miłośników adrenaliny. Nigdy jednak nie została w pełni zbadana i udokumentowana.
Co ciekawe, w latach 1999-2004 w jednym z wyjątkowo ciasnych korytarzy Nutty Putty utknęło sześć osób. Choć wszystkim uwięzionym udało się wyjść z tego cało, służby ratunkowe i biuro szeryfa hrabstwa Utah ostrzegały, że kolejny taki incydent może zakończyć się tragedią. Z tego powodu jaskinię zamknięto w 2006 r., jednak trzy lata później ponownie udostępniono ją zwiedzającym - podaje Onet.
Początkowo wszystko przebiegało spokojnie
John, wspólnie z bratem i znajomymi, badali jaskinię w dobrych nastrojach. W ciągu pierwszej godziny znaleźli się w przestronnej komorze. Później jednak John i trzy inne osoby wybrali się na dalszą eksplorację, zagłębiając się w bardzo wąski tunel, nazywany Kanałem Narodzin. Według dostępnych na tamten czas informacji na jego końcu miała znajdować się większa przestrzeń - czytamy na Interii.
"To tak, jakby przejść głową do przodu przez nieregularne drzwi pralki"
John znalazł się w wyjątkowo ciasnym kanale, jednak wciąż posuwał się do przodu, mając nadzieję, że w końcu dotrze do celu. Prawdopodobnie przez pomyłkę zagłębił się jednak w ślepy zaułek, w dodatku skierowany ku dołowi. Tak ciasny, że mężczyzna nie był w stanie się wycofać. Po prostu zaklinował się pod kątem 70 stopni. "To tak, jakby przejść głową do przodu przez nieregularne drzwi pralki, za którymi znajduje się wąska gardziel" - czytamy na Interii. Wszystko działo się 30 metrów pod powierzchnią.
A diagram of how John Edward Jones was stuck for 27 hours in nutty putty cave before passing away. pic.twitter.com/KUnpOiY2lT
— non aesthetic things (@PicturesFoIder) March 27, 2024
Modlitwa i wezwanie o pomoc
Brat Johna próbował go wyciągnąć, jednak bezskutecznie. Po tym, jak wspólnie się pomodlili, wyszedł na powierzchnię i wezwał pomoc. Jak podaje Onet, pierwszą osobą, która dotarła do Johna, była miejscowa wolontariuszka. Następnie przybyły inne osoby. W końcu pojawiła się nawet telewizja transmitująca wydarzenie. Pod ziemię wniesiono również radiostację, by John mógł porozmawiać z żoną.
Ponieważ mężczyzna przez wiele godzin pozostawał uwięziony głową w dół, jego organizm był pod ogromnym obciążeniem. Pozycja utrudniała oddychanie i krążenie krwi, dlatego każda minuta akcji ratunkowej miała znaczenie.
Nadzieja umiera ostatnia
Ratownicy wpadli na pomysł, by stworzyć system oparty na linie i przytwierdzonych do ścian bloczkach, który pozwoli wyciągnąć Johna. Gdy już udało się to zrobić, okazało się, że próby poruszania ciałem mężczyzny były dla niego bardzo bolesne. W końcu, po 19 godzinach, udało się podnieść Johna wyżej. Mógł nawet zobaczyć ratowników.
Kiedy wydawało się, że akcja zaczyna przynosić efekt, doszło do kolejnego dramatycznego zwrotu. Skała, do której był przytwierdzony wyciąg w pobliżu nóg Johna, oderwała się, a mężczyzna ponownie wpadł do szczeliny. Jeszcze głębiej niż wcześniej - podaje Interia.
Dramatyczny finał akcji ratunkowej
W chwili oderwania się skały jeden z ratowników został ranny i musiał zostać zastąpiony. Jego miejsce zajął ojciec, który również utknął w tunelu. Akcja ratunkowa stała się wtedy jeszcze bardziej dramatyczna.
Ratownik ostatecznie wydostał się na powierzchnię, jednak lekarz, który przybył do Johna, stwierdził jego zgon. Mężczyzna zmarł 25 listopada, po 27 godzinach akcji ratunkowej.
Aby podobny wypadek już nigdy się nie wydarzył, wejście do jaskini zostało zalane betonem i zapieczętowane. Nutty Putty została ostatecznie zamknięta, stając się miejscem spoczynku Johna Edwarda Jonesa.
Źródło: Interia / Onet / red
Skomentuj artykuł