Produkcja szczęścia

Produkcja szczęścia
Anna Sosnowska
9 lat temu

Jakiś czas temu, pewnie w Wielkanoc, bo to mi się rzeczywiście zdarza od święta, sięgnęłam po jedno z tak zwanych czasopism kobiecych. Trafiłam w nim na artykuł, w którym radzono mi, w jaki sposób siedzieć, chodzić, a także spać, żeby maksymalnie opóźnić proces powstawania zmarszczek na mojej szyi. To sprawa o tyle istotna, że zmarszczki w tym właśnie miejscu nie są jakimiś cieniutkimi, ledwo widocznymi zagięciami skóry, ale długimi, a z wiekiem coraz grubszymi krechami, bezlitośnie odliczającymi kobiece lata.

Spróbowałam sobie przez chwilę wyobrazić, że podane przez autora wskazówki potraktuję poważnie i na przykład spać będę wyłącznie na plecach, z głową lekko odchyloną do tyłu. I wtedy wpadłam w przerażenie, nawet podwójne. Bo, po pierwsze, zdałam sobie sprawę z tego, ile zaangażowania i poświęcenia wymaga moja szyja, a po drugie uświadomiłam sobie, że przecież ona to tylko kawałek mnie. A co z dbaniem o resztę ciała, o komforcie psychicznym nie wspominając?

Ta cała historia przypomniała mi się, kiedy przejrzałam podesłany przez znajomego niemiecki katalog wydawniczy, w którym najwięcej miejsca zajmowały wszelkiej maści poradniki. Można się z nich dowiedzieć, jak zapewnić sobie dobry sen, jak uporać się z alergią czy zaburzeniami jedzenia, jak zapobiegać/żyć/wyleczyć się z ciężkiej choroby, pozbyć się stresu w 10 minut, rzucić palenie, skutecznie i stylowo flirtować, jak zbudować trwały związek, błyskawicznie zapamiętać niezliczoną ilość informacji, a także jak alternatywnymi metodami wyleczyć… duszę. Tyle obszarów trzeba ogarnąć, tyle się naharować.

"Nasi przodkowie budowali katedry - pisze niemiecki psychiatra i teolog Manfred Lütz - my budujemy kliniki. Nasi przodkowie padali na kolana, my robimy skłony tułowia. Nasi przodkowie ratowali swoje dusze, my nasze figury". A w innym miejscu dodaje: "Ludzie nie wierzą już w dobrego Boga, ale w zdrowie, a wszystko, co wcześniej czyniono dla dobrego Boga - pielgrzymki, posty, dobre uczynki - dzisiaj czyni się dla zdrowia" ("Szczęście w pigułce. Kiedy troska o zdrowie staje się chorobą").

Co się z nami stało, że tak chętnie sięgamy po poradniki (coraz więcej ich w księgarniach), a często szerokim łukiem omijamy Ewangelię, czy pisma Ojców Pustyni, z których przecież mądrość życiowa aż kipi? Co się z nami stało, że zamiast powierzać się Bogu i prosić Go o pomoc, wybieramy filozofię samoprzemiany, samouzdrowienia, samouszczęśliwienia?

Odpowiedź znalazłam u Lütza: "Podczas gdy człowiek średniowieczny miał przed sobą życie doczesne plus życie wieczne, dzisiejszy człowiek ma do dyspozycji tylko swoje ograniczone czasowo życie ziemskie".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Produkcja szczęścia
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.