Matyjaszczyk przegrywa przez nokaut. Druzgocący wynik referendum w Częstochowie
Częstochowa odwołała prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka, który rządził miastem przez 16 lat, a także całą radę miejską. W niedzielnym referendum za odwołaniem włodarza opowiedziało się około 97 proc. głosujących, a za rozwiązaniem rady – ponad 96 proc. Głosowanie odbyło się w cieniu śledztwa korupcyjnego, w którym prezydent usłyszał zarzuty. W nocy po ogłoszeniu wyników przed magistratem pojawiła się symboliczna taczka. Teraz miasto czeka na wyznaczenie komisarza i przedterminowe wybory.
Referendum to sprawdzian społecznego zaufania, który w Częstochowie zakończył się nokautem dla dotychczasowych rządzących. Krajowe Biuro Wyborcze ogłosiło oficjalne dane ze 134 obwodów głosowania, potwierdzając przekroczenie wymaganych progów frekwencyjnych. Aby referendum w sprawie odwołania prezydenta uzyskało ważność, przy urnach musiało pojawić się minimum 46 625 osób, tymczasem zagłosowało 51 863 mieszkańców. Wynik okazał się miażdżący: aż 97 procent osób wrzucających karty opowiedziało się za usunięciem Krzysztofa Matyjaszczyka z urzędu.
Głosujący nie ograniczyli się jednak wyłącznie do rozliczenia włodarza – odesłali do domu także całą radę miasta, w której większość posiadała koalicja Nowej Lewicy oraz Koalicji Obywatelskiej. Przy progu ważności wynoszącym 48 754 głosów, w kwestii rozwiązania rady wypowiedziało się 51 844 mieszkańców, z których 96,2 procent poparło wniosek referendalny. Taki rezultat pokazuje niezwykłą mobilizację lokalnej społeczności oraz jednoznaczny sprzeciw wobec dotychczasowych praktyk w samorządzie.
Taczka przed urzędem i „efekt Gibały”
Inicjatorzy protestu nie czekali do świtu z przypomnieniem o woli wyborców. Jeszcze w nocy po ogłoszeniu wyników pojawili się pod częstochowskim magistratem, przywożąc ze sobą rekwizyt w postaci taczki. – Podpisy zebrane, kampania zrobiona. Prezydent odwołany, rada odwołana, taczka podstawiona. Szanowni mieszkańcy, meldujemy wykonanie zadania – mówi na nagraniu opublikowanym przez portal miejska.pl Marcin Nocoń, pełnomocnik inicjatywy referendalnej. Aktywista podkreśla, że obywatele wysłali jasny sygnał: władza samorządowa nie jest własnością polityków.
Ruch mieszkańców Częstochowy wpisuje się w szerszy trend polityczny w polskich miastach. – W Częstochowie zadziałał efekt Łukasza Gibały – ocenia Marcin Nocoń, nawiązując do niedawnego referendum w Krakowie, gdzie po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego z Koalicji Obywatelskiej fotel prezydenta objęła właśnie niezależna inicjatywa. Organizatorzy częstochowskiego protestu skierowali już list do premiera Donalda Tuska z apelem o wyznaczenie komisarza spoza lokalnych struktur. Zwracają uwagę, że odwołana rada miasta udzielała prezydentowi wotum zaufania mimo ciążących na nim zarzutów.
Osiem miesięcy bez wstępu do magistratu
Trzęsienie ziemi w częstochowskim samorządzie to pokłosie wydarzeń z 25 lutego 2026 roku, kiedy Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało Krzysztofa Matyjaszczyka. Prokuratura przedstawiła politykowi ciężkie zarzuty korupcyjne – przyjęcie co najmniej 40 tysięcy złotych w zamian za korzystne dla jednego z przedsiębiorców zmiany w budżecie oraz łączne przyjęcie od wielu osób łapówek na kwotę nie mniejszą niż 129 tysięcy złotych. W konsekwencji śledczy nałożyli na prezydenta zakaz pełnienia funkcji, wstępu do urzędu oraz kontaktowania się z pracownikami, przez co od ośmiu miesięcy miastem kierował jego zastępca Zdzisław Wolski.
Afera posiada szeroki zasięg, a zarzuty usłyszało w tym śledztwie już ponad dwadzieścia osób. Wśród nich znaleźli się m.in. były wiceprezydent Częstochowy i późniejszy wicemarszałek województwa śląskiego Bartłomieja S., lokalni biznesmeni oraz dwaj radni reprezentujący Lewicę i Koalicję Obywatelską. Krzysztof Matyjaszczyk konsekwentnie twierdzi, że padł ofiarą pomówień, choć władze Nowej Lewicy zawiesiły go w prawach członka partii. Zgoda na podawanie pełnego nazwiska nie uchroniła go jednak przed surową oceną ze strony mieszkańców.
Zarzuty nepotyzmu, długi i brak stadionu
Referendum zainicjowała grupa aktywistów miejskich oraz kandydatów Trzeciej Drogi, których wsparły ugrupowania prawicowe z Prawem i Sprawiedliwością na czele. Organizatorzy wytykali władzom miasta nie tylko prokuratorskie śledztwo, ale również nepotyzm i zaniedbania w zarządzaniu. Oburzenie opinii publicznej wywołał fakt, że partnerka prezydenta (obecnie jego żona) objęła kierownictwo nowo utworzonego Biura Ładu Korporacyjnego, co doprowadziło niedawno do likwidacji tej jednostki przez p.o. prezydenta. Do tego doszły narzekania na brak kluczowych inwestycji, w tym opóźnienia w budowie stadionu dla mistrzowskiego Rakowa Częstochowa oraz narastające zadłużenie miasta.
Odebranie władzy Krzysztofowi Matyjaszczykowi zawiera w sobie wymowną lekcję historii. Samorządowiec rządził Częstochową nieprzerwanie przez 16 lat – urząd objął w 2010 roku w wyniku przedterminowych wyborów po odwołaniu w referendum poprzedniego, prawicowego prezydenta Tadeusza Wrony. Dziś historia zatoczyła koło, a prezydent odchodzi w cieniu prokuratorskich zarzutów i społecznego sprzeciwu. Częstochowa czeka teraz na ruch premiera i wyznaczenie komisarza, który poprowadzi miasto do przedterminowych wyborów.
Skomentuj artykuł