Nowe fakty ws. tragedii w kopalni "Wujek - Śląsk"

Nowe fakty ws. tragedii w kopalni "Wujek - Śląsk"
Prezes WUG Piotr Litwa (fot. PAP/Andrzej Grygiel )
PAP / zylka

Skutki piątkowej katastrofy w kopalni "Wujek-Śląsk", widoczne w podziemnych wyrobiskach, wskazują, że doszło tam nie tylko do zapalenia, ale i następującego po nim wybuchu metanu - ocenia prezes Wyższego Urzędu Górniczego (WUG), Piotr Litwa.

Taką możliwość już wcześniej sygnalizowała część ekspertów. Zapalenie tym różni się od wybuchu, że nie powoduje skutków dynamicznych - gaz spala się, nie ma natomiast eksplozji i podmuchu.

Aby metan zapalił się, potrzebna jest iskra. Może ona powstać np. w wyniku pracy podziemnych urządzeń lub uderzenia o siebie twardych skał. W przypadku kopalni "Wujek-Śląsk" wykluczono już, by iskra mogła być następstwem robót strzałowych (tego dnia ich nie prowadzono) lub wcześniejszego wstrząsu górotworu.

- Najprawdopodobniej to był zapłon i w wyniku zapłonu nastąpił wybuch metanu. Możemy tak dzisiaj powiedzieć dlatego, ponieważ mamy informacje od ratowników górniczych jakie skutki są w wyrobiskach. Skutki raczej wskazują na to, że wybuch metanu był - powiedział we wtorek Litwa w porannej rozmowie w Polskim Radiu Katowice.

Prezes nie wykluczył, że duża ilość metanu w feralnym wyrobisku mogła wiązać się z tzw. metanową pułapką. To sytuacja, w której nagle i niespodziewanie uwalnia się duża ilość metanu, ukrytego w skałach. Do takich zdarzeń dochodziło np. w ubiegłym roku w kopalni "Sośnica-Makoszowy", a kilkanaście dni temu w kopalni rud miedzi "Rudna" w Polkowicach. Cztery lata temu gwałtowny wyrzut metanu i skał miał też miejsce w kopalni "Zofiówka".

We wtorek w kopalni po raz pierwszy zbierze się powołana przez prezesa WUG komisja, która ma wyjaśnić przyczyny katastrofy. Prezes ma nadzieję, że uda jej się w miarę szybko przeprowadzić w rejonie katastrofy wizję lokalną. Nie nastąpi to jednak we wtorek ze względu na wciąż trudne, choć poprawiające się, warunki w wyrobisku.

- Wczoraj mieliśmy jeszcze problemy w dwóch tematach: w dalszym ciągu były podwyższone stężenia metanu, ponieważ doszło do zniszczenia urządzeń wentylacyjnych na dole i ratownicy muszą to odtworzyć, po drugie, zbyt wysoka temperatura. Ale dało się ją już zbić do wartości, która jest graniczna dla osoby, która nie jest ratownikiem, by mogła tam wejść - powiedział prezes.

Dodał, że jeżeli działania ratowników pójdą zgodnie z planem, na wtorkowym posiedzeniu komisja będzie mogła zdecydować o terminie wizji, która mogłaby odbyć się np. w środę albo w czwartek.

Odnosząc się do medialnych doniesień o tym, że po katastrofie ktoś miał odkręcić czujnik metanowy, Litwa ocenił, że nie ma tu żadnej sensacji.

- W ramach prowadzonej akcji ratowniczej jej kierownik nakazuje wymianę czujnika z uszkodzonego na sprawny technicznie, a ten uszkodzony nakazuje, żeby wywieźć na powierzchnię, by zabezpieczyć go do badań - wyjaśnił prezes, zaznaczając, że w sztabie akcji cały czas przebywa przedstawiciel nadzoru górniczego, który o wszystkim wiedział. Czujnik został przyniesiony przez ratownika do sztabu akcji i przekazany policji.

W katastrofie w kopalni "Wujek-Śląsk" zginęło 14 górników, a blisko 40 jest w szpitalach. Stan kilku z nich jest bardzo ciężki.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nowe fakty ws. tragedii w kopalni "Wujek - Śląsk"
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.