Służby widzą prawie wszystko. Raport Panoptykonu obnaża prawdę o Pegasusie
Ponad pół tysiąca osób w Polsce padło ofiarą inwigilacji systemem Pegasus, a mimo zmiany władzy i licznych obietnic, systemowa ochrona obywateli przed nadużyciami służb wciąż pozostaje w sferze planów. Fundacja Panoptykon w najnowszym raporcie „Demokracja na podsłuchu” alarmuje, że oprogramowanie szpiegowskie stało się „bronią atomową”, która odziera ludzi z wszelkiej prywatności. Fakty są niepokojące: sądy zatwierdzają ponad 99% wniosków o kontrolę operacyjną, często nie mając świadomości, jakich narzędzi użyją funkcjonariusze.
W latach 2017–2022 trzy polskie służby – CBA, ABW oraz SKW – stosowały Pegasusa wobec co najmniej 578 osób. Narzędzie to, pozwalające na zdalne przejęcie kontroli nad mikrofonem i kamerą telefonu, dawało władzy wgląd w najbardziej intymne zakamarki życia inwigilowanych: od haseł do bankowości po korespondencję z najbliższymi. Głównym użytkownikiem systemu w Polsce było Centralne Biuro Antykorupcyjne, co odróżnia nasz kraj od innych państw, które częściej uzasadniały takie działania walką z terroryzmem.
Najbardziej jaskrawym przykładem instrumentalnego wykorzystania technologii była sprawa polityka Krzysztofa Brejzy, wówczas szefa sztabu wyborczego opozycji. Z jego telefonu wykradziono 80 tysięcy wiadomości SMS z okresu dziewięciu lat, a ataki pokrywały się z kluczowymi momentami kampanii wyborczej w 2019 roku. Sędzia Wojciech Hermeliński ocenił wprost, że choć wybory te nie zostały sfałszowane, to ze względu na skalę inwigilacji nie można ich uznać za uczciwe.
Inwigilacja bez granic etycznych
Problem nie dotyczy tylko Polski, a jego wymiar społeczny i etyczny budzi sprzeciw w wielu krajach europejskich. We Włoszech prokuratura potwierdziła, że w 2024 roku celem inwigilacji oprogramowaniem Graphite stał się m.in. dziennikarz śledczy oraz ksiądz kapelan pracujący na statku ratującym migrantów na Morzu Śródziemnym. Takie działania zacierają granicę między zapewnianiem bezpieczeństwa a nadużyciem władzy wobec osób zaangażowanych w pomoc bliźnim.
W Grecji afera związana z programem Predator doprowadziła do poważnego kryzysu politycznego i dymisji szefa wywiadu. Tamtejszy wymiar sprawiedliwości wykazał się jednak determinacją – w lutym 2026 roku zapadły pierwsze wyroki skazujące dla kierownictwa firmy Intellexa, opiewające na 126 lat więzienia. Z kolei w Wielkiej Brytanii saudyjski aktywista wywalczył 3 miliony funtów odszkodowania za inwigilację, choć sam przyznaje, że rządy osiągnęły swój cel, uciszając go i blokując jego pracę.
Technologiczna pułapka na obywatela
Współczesne spyware to nie jest „zwykły podsłuch”, lecz narzędzie totalne, które pozwala na modyfikowanie zawartości urządzenia, czyli m.in. podrzucanie dowodów. Służby mogą sprawdzić historię zakupów na Vinted, przejrzeć aktywność w bankowości elektronicznej czy monitorować lokalizację użytkownika w czasie rzeczywistym. Co gorsza, oprogramowanie to pozwala na dostęp do danych historycznych sprzed wielu lat, co stoi w sprzeczności z ideą kontroli operacyjnej, która powinna być nakierowana na przyszłość.
Eksperci Panoptykonu wskazują, że stosowanie Pegasusa w Polsce odbywało się w próżni prawnej. System ten nigdy nie uzyskał wymaganej akredytacji bezpieczeństwa teleinformatycznego ABW, co oznacza, że informacje pozyskiwane przez polskie służby mogły trafiać do serwerów kontrolowanych przez producenta oprogramowania za granicą. W praktyce polski wywiad mógł dzielić się wiedzą o swoich zainteresowaniach operacyjnych z podmiotami trzecimi, co stanowi realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.
Sądy w cieniu pieczątek
Teoretycznie nad działaniami służb czuwają sędziowie, jednak w praktyce ich kontrola jest często iluzoryczna. Sędzia Igor Tuleya przyznał, że prawdopodobnie wydawał zgody na użycie Pegasusa, nie mając świadomości, o jaki system chodzi. W Sądzie Okręgowym w Warszawie, gdzie trafia większość wniosków, jeden sędzia dyżurny musi rozpatrzyć ich nawet 25 dziennie, co prowadzi do „taśmowego” akceptowania dokumentów.
Z danych Prokuratora Generalnego wynika, że w 2024 roku służby złożyły 5818 wniosków o kontrolę operacyjną, z czego prokuratorzy odrzucili zaledwie 95, a sądy jedynie 26. Oznacza to, że obywatele praktycznie nie mają ochrony przed arbitralnymi decyzjami aparatu państwowego. Część sędziów wciąż posługuje się pieczątkami zamiast rzetelnych uzasadnień, tłumacząc to brakiem czasu i zasobów kadrowych.
Obietnice kontra rzeczywistość
Mimo że obecna koalicja rządząca wpisała wprowadzenie kontroli nad służbami do umowy koalicyjnej, realne zmiany legislacyjne utknęły w martwym punkcie. Wicepremier Krzysztof Gawkowski stwierdził niedawno, że „w Polsce nie dochodzi do żadnej inwigilacji obywateli”, co autorzy raportu nazywają niebezpieczną abdykacją państwa z funkcji ochronnej. Tymczasem do listopada 2025 roku status pokrzywdzonych w śledztwie dotyczącym Pegasusa miało zaledwie 38 osób, a nikt z odpowiedzialnych funkcjonariuszy nie usłyszał aktu oskarżenia.
Przyjęte przez rząd rozporządzenia są oceniane jako niewystarczające i częściowo nieskuteczne. Choć wprowadzono nowe wzory wniosków, w których służby muszą deklarować rodzaj narzędzia, to wciąż brakuje mechanizmu informowania obywatela o tym, że był inwigilowany. Fundacja Panoptykon podkreśla, że konflikt między skutecznością służb a prawami człowieka jest fałszywy – można zapewnić bezpieczeństwo bez niszczenia prywatności.
Droga do odzyskania prywatności
Rekomendacje zawarte w raporcie są jasne: Polska potrzebuje „adwokata prywatności”, który brałby udział w sądowym postępowaniu o zgodę na podsłuch, oraz niezależnego organu kontrolnego. Niezbędne jest wprowadzenie obowiązku powiadamiania osoby inwigilowanej o fakcie bycia pod obserwacją, co najmniej 12 miesięcy po zakończeniu działań. Bez tych zmian obywatele pozostają bezbronni wobec technologii, którą sami sfinansowali z budżetu państwa.
Oprogramowanie szpiegujące powinno być dopuszczalne tylko w sprawach o najwyższym ciężarze gatunkowym, takich jak terroryzm, a jego funkcje aktywne – polegające na modyfikowaniu plików – muszą zostać całkowicie zakazane. Strategia Cyberbezpieczeństwa RP wspomina o stworzeniu krajowego narzędzia inwigilacyjnego, co zdaniem ekspertów mogłoby pomóc wyeliminować dostęp zagranicznych firm do wrażliwych danych. Jednak bez systemowej reformy sądownictwa, każda nowa technologia w rękach służb będzie kolejnym krokiem w stronę cyfrowego więzienia.
Panoptykon/łs
Skomentuj artykuł