Czas wakacji, urlopu, odpoczynku daje nam możliwość pogłębionej refleksji nad życiem, także religijnym. Możemy próbować ocenić własne intencje oraz własne motywy przebywania z Jezusem. A co jeśli odkryjemy, że nasze motywy wiary i życia w Kościele nie były dotąd szczere, a raczej interesowne?
Czas wakacji, urlopu, odpoczynku daje nam możliwość pogłębionej refleksji nad życiem, także religijnym. Możemy próbować ocenić własne intencje oraz własne motywy przebywania z Jezusem. A co jeśli odkryjemy, że nasze motywy wiary i życia w Kościele nie były dotąd szczere, a raczej interesowne?
Mamy wybór. Możemy usiąść przy niedzielnym obiedzie i popsioczyć na proboszczów i biskupów. Mamy do tego prawo. Czy jednak coś dobrego z tego wyniknie? Dlatego możemy też inaczej.
Mamy wybór. Możemy usiąść przy niedzielnym obiedzie i popsioczyć na proboszczów i biskupów. Mamy do tego prawo. Czy jednak coś dobrego z tego wyniknie? Dlatego możemy też inaczej.
Chyba nikt, kto szczerze kocha Kościół, nie może nie cierpieć z powodu kryzysu w polskim Kościele: przestępstwa osób duchownych i nieudolność w zmaganiu się z nimi; sojusz Kościoła z partią rządzącą; brak empatii wobec „maluczkich”; coraz większe zgorszenie Kościołem instytucjonalnym, które wydają się dostrzegać tylko nieliczni biskupi; fala rezygnacji uczniów z katechezy szkolnej; liczne akty apostazji.
Chyba nikt, kto szczerze kocha Kościół, nie może nie cierpieć z powodu kryzysu w polskim Kościele: przestępstwa osób duchownych i nieudolność w zmaganiu się z nimi; sojusz Kościoła z partią rządzącą; brak empatii wobec „maluczkich”; coraz większe zgorszenie Kościołem instytucjonalnym, które wydają się dostrzegać tylko nieliczni biskupi; fala rezygnacji uczniów z katechezy szkolnej; liczne akty apostazji.
Nie wszystko w Kościele mi się podobało i podoba. Są kwestie, które mnie bulwersują i ranią. Dlatego bardzo cenię ludzi, którzy krytykują Kościół, ale jednocześnie nie zatrzymują się na samej krytyce, lecz biorą odpowiedzialność za naszą wspólnotę i szukają dróg wyjścia z kryzysu.
Nie wszystko w Kościele mi się podobało i podoba. Są kwestie, które mnie bulwersują i ranią. Dlatego bardzo cenię ludzi, którzy krytykują Kościół, ale jednocześnie nie zatrzymują się na samej krytyce, lecz biorą odpowiedzialność za naszą wspólnotę i szukają dróg wyjścia z kryzysu.
Przed tygodniem pisałem o tym, że Bóg na nas czeka, a także o tym, że możemy zobaczyć Jego działanie w historii naszego życia. Dobrze jednak wiemy, że nie zawsze łatwo przychodzi nam rozpoznawanie śladów Boga w codzienności, zwłaszcza w bolesnych doświadczeniach. Jest jednak miejsce, co do którego możemy być pewni, że Bóg tam właśnie na nas czeka.
Przed tygodniem pisałem o tym, że Bóg na nas czeka, a także o tym, że możemy zobaczyć Jego działanie w historii naszego życia. Dobrze jednak wiemy, że nie zawsze łatwo przychodzi nam rozpoznawanie śladów Boga w codzienności, zwłaszcza w bolesnych doświadczeniach. Jest jednak miejsce, co do którego możemy być pewni, że Bóg tam właśnie na nas czeka.
Kilka dni temu rozmawiałem z nastoletnią dziewczyną, jak na swój wiek bardzo dojrzałą i mądrą. Przyszła, by zupełnie szczerze powiedzieć mi, że jest niewierząca. Owszem, regularnie chodzi do kościoła, przystępuje nawet do sakramentów. Ale nie wierzy.
Kilka dni temu rozmawiałem z nastoletnią dziewczyną, jak na swój wiek bardzo dojrzałą i mądrą. Przyszła, by zupełnie szczerze powiedzieć mi, że jest niewierząca. Owszem, regularnie chodzi do kościoła, przystępuje nawet do sakramentów. Ale nie wierzy.
Przybywa ludzi, którzy jeżdżą z „eventu” na „event”, bo potrzebują placebo, potrzebują się lepiej poczuć. Tradycyjny katolicyzm zaczyna ich uwierać, a pociąga to, co tajemnicze i nieznane.
Przybywa ludzi, którzy jeżdżą z „eventu” na „event”, bo potrzebują placebo, potrzebują się lepiej poczuć. Tradycyjny katolicyzm zaczyna ich uwierać, a pociąga to, co tajemnicze i nieznane.
Wielu dzisiaj elektryzuje pytanie o ilość: „Ilu ludzi jeszcze do nas – do naszych kościołów – przychodzi?”. Liczymy i sprawdzamy, ilu przyszło. Ale nie pytamy, ilu z nas wyszło ku innym. Wyszło ze świadectwem wiary.
Wielu dzisiaj elektryzuje pytanie o ilość: „Ilu ludzi jeszcze do nas – do naszych kościołów – przychodzi?”. Liczymy i sprawdzamy, ilu przyszło. Ale nie pytamy, ilu z nas wyszło ku innym. Wyszło ze świadectwem wiary.
Boga, który jest przyjacielem, nie wystarczy już tylko odwiedzać w kościele, adorować, okadzać, po czym można wyjść ze świątyni i spokojnie oczekiwać na rewanż. Bóg, który jest przyjacielem, jest kimś najbliższym, codziennym uczestnikiem mojego życia.
Boga, który jest przyjacielem, nie wystarczy już tylko odwiedzać w kościele, adorować, okadzać, po czym można wyjść ze świątyni i spokojnie oczekiwać na rewanż. Bóg, który jest przyjacielem, jest kimś najbliższym, codziennym uczestnikiem mojego życia.
Mówi bowiem o pełnej miłości i troski relacji dwojga ludzi – kobiety i dziecka. Dziecko symbolizuje tutaj człowieka słabego, osamotnionego, zalęknionego, pogrążonego w rozpaczy i zagubionego.
Mówi bowiem o pełnej miłości i troski relacji dwojga ludzi – kobiety i dziecka. Dziecko symbolizuje tutaj człowieka słabego, osamotnionego, zalęknionego, pogrążonego w rozpaczy i zagubionego.
W pandemicznej rzeczywistości z dużym niepokojem obserwuję lawinowy wzrost zagubionych i zalęknionych ludzi, którzy chodzą od kościoła do kościoła, szukając tej jednej właściwej i wymarzonej parafii, w której będą mogli praktykować własne formy pobożności i księdza, który utwierdzi ich w ich błędnych przekonaniach.
W pandemicznej rzeczywistości z dużym niepokojem obserwuję lawinowy wzrost zagubionych i zalęknionych ludzi, którzy chodzą od kościoła do kościoła, szukając tej jednej właściwej i wymarzonej parafii, w której będą mogli praktykować własne formy pobożności i księdza, który utwierdzi ich w ich błędnych przekonaniach.
W pierwotnym Kościele „nikt nie cierpiał niedostatku (...), a każdemu rozdzielano według potrzeby” – czytamy w Dziejach Apostolskich. Krótko mówiąc, w pierwotnym Kościele praktykowano uczynki miłosierdzia. Żyjecie tak?
W pierwotnym Kościele „nikt nie cierpiał niedostatku (...), a każdemu rozdzielano według potrzeby” – czytamy w Dziejach Apostolskich. Krótko mówiąc, w pierwotnym Kościele praktykowano uczynki miłosierdzia. Żyjecie tak?
Jest również w tych wszystkich „anonimowych chrześcijanach”, daleko za widzialnymi granicami Kościoła. Jest we wszystkich, którzy szukają prawdy, piękna, miłości i dobra. Jest z nami zawsze i wszędzie!
Jest również w tych wszystkich „anonimowych chrześcijanach”, daleko za widzialnymi granicami Kościoła. Jest we wszystkich, którzy szukają prawdy, piękna, miłości i dobra. Jest z nami zawsze i wszędzie!
Jaki jest sekret życia? Co przynosi nam szczęście? Podwyżka? Awans? Przejście na emeryturę z okrągłą sumą pieniędzy zaoszczędzonych na koncie? Może wygrana w loterii i przeprowadzka do wspaniałej rezydencji z basenem? Chyba raczej nie. Dodatkowe zera na koncie nie sprawiają, że jesteśmy bardziej szczęśliwi.
Jaki jest sekret życia? Co przynosi nam szczęście? Podwyżka? Awans? Przejście na emeryturę z okrągłą sumą pieniędzy zaoszczędzonych na koncie? Może wygrana w loterii i przeprowadzka do wspaniałej rezydencji z basenem? Chyba raczej nie. Dodatkowe zera na koncie nie sprawiają, że jesteśmy bardziej szczęśliwi.
Jezus pokazuje mi dzisiaj, że dotyk przywraca życie. Dlatego nie mogę go nikomu odmawiać. Także Charlie’mu. Nie dlatego, jakoby w nim nie było życia. Skoro ja boję się go dotknąć, to znaczy, że to ja jestem umarły i bardziej od Charliego życia potrzebuję. A Wy?
Jezus pokazuje mi dzisiaj, że dotyk przywraca życie. Dlatego nie mogę go nikomu odmawiać. Także Charlie’mu. Nie dlatego, jakoby w nim nie było życia. Skoro ja boję się go dotknąć, to znaczy, że to ja jestem umarły i bardziej od Charliego życia potrzebuję. A Wy?
Twierdzą, że znają odpowiedzi na wszystkie pytania. Arbitralnie i bez wątpliwości mówią innym, jak mają żyć. Nie wierzę takim ludziom.
Twierdzą, że znają odpowiedzi na wszystkie pytania. Arbitralnie i bez wątpliwości mówią innym, jak mają żyć. Nie wierzę takim ludziom.
W czasach, gdy przygotowywałem się do kapłaństwa, a więc wcale nie tak dawno temu, seminarzystom (a w zakonach nowicjuszkom i nowicjuszom) powtarzano, że tylko w celibacie można służyć Bogu niepodzielnym sercem. Czasem, zdecydowanie rzadziej, można było usłyszeć nawet, że celibat jest „białym męczeństwem”. Nie wiem jak to wygląda obecnie.
W czasach, gdy przygotowywałem się do kapłaństwa, a więc wcale nie tak dawno temu, seminarzystom (a w zakonach nowicjuszkom i nowicjuszom) powtarzano, że tylko w celibacie można służyć Bogu niepodzielnym sercem. Czasem, zdecydowanie rzadziej, można było usłyszeć nawet, że celibat jest „białym męczeństwem”. Nie wiem jak to wygląda obecnie.
Pytam siebie i Boga, czego dzisiaj potrzebujemy, by chrześcijaństwo znów zachwycało, inspirowało, przyciągało.
Pytam siebie i Boga, czego dzisiaj potrzebujemy, by chrześcijaństwo znów zachwycało, inspirowało, przyciągało.
Chciałbym wyrazić moją wdzięczność wobec Was wszystkich, którzy każdego dnia troszczycie się o swoje rodziny, czasem nawet ofiarnie walcząc o ich przetrwanie i ocalenie wiążącej je miłości. W pewnym sensie zazdroszczę Wam tego doświadczenia, że ktoś Was kocha, czasem nawet na przekór całemu światu.
Chciałbym wyrazić moją wdzięczność wobec Was wszystkich, którzy każdego dnia troszczycie się o swoje rodziny, czasem nawet ofiarnie walcząc o ich przetrwanie i ocalenie wiążącej je miłości. W pewnym sensie zazdroszczę Wam tego doświadczenia, że ktoś Was kocha, czasem nawet na przekór całemu światu.
9 miesięcy temu
facebook.com / jb
"Kolejny raz przekonałem się, że Kościół zawsze musi być z ludźmi, którzy źle się mają i znajdują się w trudnej sytuacji. To lekcja dla nas wszystkich. W takich sytuacjach nie możemy być obojętni i zajęci sobą. Musimy działać i wychodzić do ludzi" - pisze ks. Bartosz Rajewski.
"Kolejny raz przekonałem się, że Kościół zawsze musi być z ludźmi, którzy źle się mają i znajdują się w trudnej sytuacji. To lekcja dla nas wszystkich. W takich sytuacjach nie możemy być obojętni i zajęci sobą. Musimy działać i wychodzić do ludzi" - pisze ks. Bartosz Rajewski.