Groźne spotkanie w Bieszczadach. Myśleli, że to jeleń. Chwilę później uciekali przed niedźwiedziem
W zeszłym tygodniu w okolicy miejscowości Czystogarb na Podkarpaciu niedźwiedź próbował zaatakować trzy osoby w Bieszczadach – informuje portal polsatnews.pl. Relację z przebiegu zdarzenia umieściła na Facebooku prowadząca profil "Alpaki u Klaudii".
Według wpisu do zdarzenia doszło w piątek 18 września około godziny 18:50. Autorka postu wraz z kolegą jechała konno w okolicy Czystogarbu, niedaleko Wachalowskiego Wierchu.
"Gdy zjeżdżaliśmy w dół skoszoną łąką (myślę że było to ok 1 km w linii prostej od pierwszych zabudowań) najechaliśmy na mężczyznę, który wybiegł z wysokiej trawy około 40 metrów przed nami. Był bardzo przestraszony, biegł, potykał się, oglądając się za siebie przerażony" – czytamy we wpisie.
Kobieta wraz z kolegą, widząc zachowanie mężczyzny, również postanowili uciekać.
"Spodziewaliśmy się pędzącego jelenia i w obawie o spłoszenie koni postanowiliśmy się bardzo szybko oddalić za wczasu. Kiedy odjeżdżaliśmy kolega odwrócił się i krzyknął ,,NIEDŹWIEDŹ NAS GONI! ". Odwracając się w galopie, zobaczyłam niedźwiedzia który za nami biegł. (…) W momencie kiedy się odwróciłam niedźwiedź był już w miejscu w którym zawracaliśmy. Więc zaledwie chwilę wcześniej musiał być bardzo blisko mężczyzny który upadł i chował się w trawie" – relacjonuje autorka wpisu.
Mężczyzna dwukrotnie upadł
Mężczyzna, którego spotkali, potwierdził, że był goniony przez niedźwiedzia. Podczas ucieczki przewrócił się dwa razy.
"Wtedy niedźwiedź stracił go z oczu, bo ten Pan leżał w trawie" – relacjonuje kobieta.
W pewnym momencie niedźwiedź dostrzegł konie i zaczął biec w ich stronę.
"Uciekaliśmy z powrotem w stronę Wachalowskiego Wierchu i do domu. Niedźwiedź gonił nas przez około trzysta metrów. Była to próba ataku! Ostatni raz widzieliśmy go jak dobiegał do szczytu góry, my zjeżdżaliśmy już w dół drugą stroną, bardzo baliśmy się że wróci po tego mężczyznę" – relacjonuje.
Zdołali uciec
Jak relacjonuje kobieta, wraz z kolegą dowiedzieli się, że mężczyzna został odebrany przez kolegę samochodem.
Autorka wpisu podkreśla również, że w pobliżu nie było młodych niedźwiedzi:
"Nie było młodych, dokładnie widzieliśmy jednego dużego niedźwiedzia który agresywnie rzucił się w pogoń za nami. Nie byliśmy dla niego żadnym zagrożeniem, oddaliliśmy się zanim go zobaczyliśmy. Było cicho, nie było słychać strzałów, nie było wiatru, nikt nie rozdrażnił niedźwiedzia. Każdy chciał się od niego jak najszybciej oddalić" – podkreśla.
Kobieta zakończyła swój wpis apelem do osób wybierających się w tamte okolice o zachowanie szczególnej ostrożności.
Źródło: Bartosz Przyborowski / polsatnews.pl / Alpaki u Klaudii / Facebook / red


Skomentuj artykuł