Internauci oburzeni. Fundacje dostają wezwania do zapłaty 2000 zł za zdjęcie Łukasza Litewki. Na fotografkę wylał się hejt
"Pani fotograf zażądała od fundacji pozarządowych zapłaty 2000 zł za użycie w social mediach zdjęcia Łukasza Litewki przy informacji o jego śmierci." Taka informacja od wczoraj rozgrzewa internety, bo zbulwersowała wiele osób, dla których społeczne działania nieżyjącego posła Łukasza Litewski były ważne. Wyjaśniamy, o co chodzi w sprawie.
Społeczność Litewki prześcigała się w dobroczynności i życzliwości, a teraz ludzie nie mogą uwierzyć, że kilka miesięcy po śmierci posła ktoś może domagać się zapłaty za użycie zdjęcia posła (ustawionego jako profilowe na oficjalnym, facebookowym fanpage’u Litewki) tylko po to, by poinformować o jego śmierci.
Fundacje mają zapłacić 2000 zł za użycie zdjęcia bez licencji
Żądanie zapłaty dostało przynajmniej kilka organizacji: jedną z nich jest krakowska fundacja „Z rąk do rąk”. To właśnie na ich profilu został opisany dokument datowany na 21 lipca 2026, który właśnie trafił do fundacji.
„Są takie pisma, po których człowiek najpierw sprawdza jeszcze raz, czy dobrze przeczytał. A później zostaje już tylko zdziwienie i zwyczajne zażenowanie” – czytamy we wpisie opublikowanym 25 sierpnia w grupie prowadzonej przez fundację. Jak się okazuje, przynajmniej kilka organizacji pozarządowych dostało wezwanie dotyczące naruszenia praw autorskich i zapłaty 2000 złotych na rzecz fotografki, która – jak opisuje na swoim profilu na Facebooku – wykonała dla Łukasza Litewki i jego #teamlitewka trzy sesje fotograficzne. Jedno ze zdjęć, bez podania autora, było używane na publicznym profilu posła jako zdjęcie profilowe.
"Nie była to reklama, nie zarabialiśmy na jego wizerunku"
Jak wyjaśnia fundacja, w piśmie chodzi o zdjęcie, które po śmierci Łukasza Litewki zostało opublikowane na profilu fundacji. „Nie była to reklama, nie sprzedawaliśmy produktu, nie zarabialiśmy na jego wizerunku. Było to zwyczajne, ludzkie pożegnanie zmarłego człowieka” – czytamy we wpisie.
Autorzy posta podkreślają, że użyte zdjęcie „funkcjonowało publicznie w mediach społecznościowych” i „było używane jako zdjęcie profilowe”, a przy fotografii „nie znajdowały się informacje wskazujące jej autora ani komunikat pozwalający przeciętnemu użytkownikowi ustalić, że jej dalsze wykorzystanie może wiązać się z koniecznością uzyskania licencji”.
„Rozumiemy prawa autorskie” – dodaje fundacja. – „Organizacje pozarządowe nie stoją ponad prawem. Ale poza przepisami istnieje jeszcze coś takiego jak kontekst, proporcja, zdrowy rozsądek i zwykła ludzka przyzwoitość.”
Komentujący są oburzeni, choć nikt nie zna zapisów umowy
O identycznej sytuacji z wezwaniem poinformowała w tym samym czasie Fundacja na Rzecz Zwierząt Marzenia i Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, a z komentarzy wynika, że podmiotów, które dostały to samo pismo, jest więcej.
Niemal każdy wpis na Facebooku dotyczący sprawy ma setki komentarzy: komentujący są jednak podzieleni. Jedni są oburzeni chęcią zarobienia na zdjęciu w takich okolicznościach i mnożą obraźliwe określenia pod adresem autorki zdjęcia. Inni zdecydowanie popierają prawa autorskie fotografa do jego twórczości. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że nikt nie zna treści umowy na robienie zdjęć, zawartej między fotografką a Łukaszem Litewką (o ile taka umowa była zawarta), a w związku z tym nie wiadomo, kto i jakie prawa ma aktualnie do zdjęcia. Co więcej, na skutek – łagodnie mówiąc – sporów o schedę po śmierci Litewki działają aktualnie dwie fundacje jego imienia: jedna założona przez rodzinę posła posługuje się wciąż tym samym zdjęciem profilowym, o które rozpętała się cała awantura, a druga używa całkiem nowego logo. Żadna z organizacji nie odniosła się jednak (do dziś do 11.00) do faktu, że po Polsce krąży wezwanie do zapłaty za użycie bez licencji zdjęcia, które widnieje ciągle na profilu Fundacji im. Łukasza Litewki.
Na fotografkę wylał się hejt. Pytanie, czy słusznie
Jeszcze wczoraj facebookowy profil fotografki był dostępny – dziś już nie jest. Mimo, że zablokowała możliwość komentowania, można przypuszczać, że wylało się na nią morze hejtu. Z komentarzy internautów, którzy odwiedzili jej profil i zostawili komentarz z prośbą o wyjaśnienie sytuacji wynika, że usuwała komentarze i banowała osoby zainteresowane sytuacją ze zdjęciem posła. Niektóre z komentarzy pod jej adresem są naprawdę niewybredne, nic więc dziwnego, że profil oficjalny znikł z Facebooka, a na Instagramie został schowany przed światem jako prywatny. Fotografka ma też wyłączony telefon i nie udało nam się z nią skontaktować, by dowiedzieć się, czy była świadoma faktu, że wezwania dotyczące jej zdjęcia zostały wysłane do organizacji pozarządowych.
Prawnik: organizacja mogła wysłać pisma bez wiedzy autorki zdjęcia
To istotne w sprawie, bo wezwanie do zapłaty nie przyszło od samej pani fotograf. Zostało wysłane przez firmę Picfollow zajmującej się prawami autorskimi. Pismo zaczyna się od słów „Działając w imieniu i na rzecz" – i tu pada nazwisko fotografki.
„Mogło dojść do sytuacji, w której organizacja bez wiedzy autorki zdjęcia i stanowczo bez przemyślenia tego konkretnego przypadku zaczęła masowo kierować wezwana do różnych organizacji” - komentuje w nagraniu opublikowanym dziś rano na swoim facebookowym profilu "Kancelaria Radcy Prawnego Karol Hojda" radca prawny Karol Hojda. „O ile samo w sobie żądanie ma podstawy prawne, tak mam duże wątpliwości, czy w tych konkretnych okolicznościach zostałoby ono uwzględnione przez sąd” – dodaje.
Sytuacja może więc być bardziej skomplikowana, niż się to wydaje na pierwszy rzut oka – i zdecydowanie rozwojowa. A fundacje, które dostały wezwanie z cennikiem, zapowiadają zbiorowy pozew.
Źródło: Facebook / mł


Skomentuj artykuł