Dramat odmawianych modlitw i kłopot z wiarą

Dramat odmawianych modlitw i kłopot z wiarą
(fot. Wonderlane/flickr.com)
7 lat temu
Logo źródła: Życie Duchowe ks. Krzysztof Grzywocz / "Życie Duchowe"

 
Historia brzmi być może humorystycznie, lecz kryje w sobie także ów dramat, który przenika życie wielu modlących się. Dlaczego moja modlitwa jest taka nużąca, dlaczego tak mało w niej pasji i zachwytu? Co zrobić, aby nie była tylko lękliwym obowiązkiem, który nie wystarczy, aby była źródłem siły, entuzjazmu i kreatywności? Co zrobić, aby - odmawiając modlitwę - nie odmówić spotkania?

Za dramatem odmawianych modlitw kryje się często kłopot z wiarą w Bożą obecność. Czy to możliwe, że Bóg tutaj, w moim świecie, mógłby się do mnie zwrócić? Może trzeba pojechać gdzieś daleko, na świętą górę Athos, do Fatimy albo na Jasną Górę? Czy Bóg nie wybiera szczególnych miejsc i odświętnego czasu, aby przemówić do ludzkości? A może potrzeba szczególnej ascezy, jak mozolnej tybetańskiej drogi, aby dotrzeć w rejony zamieszkiwane przez Boga i zadziwić Go swoją obecnością? Ale tutaj i teraz? Moja szara i nieprzygotowana codzienność: nieposprzątany pokój, chaotyczne myśli, niewyznane grzechy, włączony telewizor w sąsiednim pokoju, biegające dzieci. Teraz i tutaj? Gdzieś słyszałem o drzwiach, przy których On stoi i kołacze, ale pewnie należy rozumieć to symbolicznie i poetycko.

Kiedyś, pośród wydarzeń codziennego życia, kobieta przy studni usłyszała słowa: Daj Mi pić! (J 4, 7). Człowiek imieniem Zacheusz nawet się nie spostrzegł i siedział z Nim przy własnym stole (por. £k 19, 1-10). Chrystus wszedł w zawikłany świat Piłata i rozmawiał z nim (por. J 18, 28 -J 19, 16). Rozpoznała Go Teresa z Lisieux i Faustyna Kowalska. Studentka polonistyki poznała Go na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Inkarnacyjna tendencja Ducha świętego nie zakończyła się w dniu zwiastowania czy w betlejemską noc. To, co jest tak zadziwiające w wydarzeniu chrześcijaństwa, to doświadczenie niepojętej bliskości Boga: "Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej" (Sanctus).

Norwidowskie przekonanie "przez wszystko do mnie przemawiałeś Panie" pozostaje jednym ze śladów tego doświadczenia, które kształtuje tożsamość ludzi wiary.

Z drugiej jednak strony, człowiek nie może zagwarantować sobie prawa do bezbłędnego odczytywania Jego obecności. Nie ma klucza, dzięki któremu mógłby bezbłędnie powiedzieć: "Oto tu albo tam". Już w XVI wieku przestrzegał św. Jan od Krzyża: "Toteż dziwię się wielce, że spotyka się jeszcze dzisiaj dusze nie posiadające za cztery grosze rozwagi, które posłyszawszy w chwilach skupienia jakieś słowa, uważają je wszystkie za słowa Boże. Twierdzą, że tak jest i mówią: «Bóg mi to powiedział», «Bóg mi dał taką odpowiedź». Najczęściej oczywiście nie są to słowa Boże, lecz ich własne odpowiedzi".

To nie człowiek wyobraża i kreuje sobie obecność Boga pośrodku życia, lecz to On decyduje, kiedy i poprzez jaki "instrument" zagra człowiekowi swoją "pieśń nad pieśniami". Czyni to "wielokrotnie i na różne sposoby", ale to On wybrał Betlejem, to On przemówił do kobiety cudzołożnej i do Szawła, to On mówi poprzez kazanie wiejskiego proboszcza, Godzinki, popołudniowe nabożeństwo, uniesioną ponad twarzą księdza Hostię, umorusanego chłopca, cierpiącego przyjaciela.

Jeżeli prawdą jest, że Bóg jest tak blisko, że - tak zadziwiająco normalnie - obecny jest w naszym życiu, jak aniołowie na obrazach Jacka Malczewskiego, to dlaczego "oczy tak często pozostają na uwięzi"? W duchowości pierwszych wieków akcent zasadniczo nie był położony na szukanie woli Bożej czy "stopnie doskonałości". Podkreślano nade wszystko "czystość serca". św. Augustyn w jednym ze swoich kazań mówił: "Całe życie bracie polega na tym, aby oczyścić oczy serca, aby Boga oglądać mogły". Człowiek patrzy na świat poprzez głębię swojej wierzącej prawości i wrażliwości. Tylko ta głębia rozpozna głębię.

Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? (Łk 24, 32). Zamknięcie strefy spostrzegania do zmysłów "zewnętrznych", tego, co widać i słychać, jest okaleczeniem człowieka. To, co widzi, jest wtedy piekielnie nudne. ślepota serca jest najbardziej niebezpieczną chorobą człowieka.

W tradycji chrześcijańskiej pozostało przekonanie o istnieniu zmysłów duchowych, które pozwalają zauważyć głębszy, duchowy wymiar rzeczywistości. Pozostają one w istotnym związku z "czystością serca" i ukazują świat w jego prawdziwej postaci. Zmysły duchowe reaktywują się w człowieku przez spojrzenia w wierze. Jeżeli patrzę, słucham, dotykam, wierząc, że Bóg przez "wszystko może przemówić", wtedy zmysły stają się bardziej duchowe i potwierdzają mądrą intuicję wiary. A gdy odbieramy świat przez zmysły duchowe, wtedy nasza wiara staje się bardziej cielesna - uwrażliwiona na realność i codzienną konkretność.

Doświadczenie wiary nie musi wtedy uciekać poza banalność codzienności w daleki świat Boga, nie musi płacić za doświadczenie duchowe opuszczeniem nużącej realności swojego domu, pracy i kultury. Tu i teraz zadziwia niepojęte piękno, dobro i prawda. Można wtedy stać godzinami i wpatrywać się w kwiaty. Wydaje się, że wystarczy zapach kwitnącej akacji, aby przeżyć ten dzień. Jakie to wtedy oczywiste, że do wychowania syna o wiele bardziej konieczny jest długi spacer niż kupno komputera. Ileż piękna w ciszy, czułości, muzyce Mozarta, niedzielnej liturgii. To, o czym marzymy, za czym tęsknimy, jest tak blisko!

Wzrasta dzisiaj zainteresowanie światem mistyków - w ich życiu codzienność i Bóg pozostały nierozdzielone. W jednym ze swoich listów pisała św. Teresa z Ávila: "Niniejszym listem świadczę, jako dziś, w wigilię Oczyszczenia Pani naszej r. 1573, otrzymałam siedemdziesiąt i dwie sztuki kur; a iż tak jest, stwierdzam to własnoręcznym podpisem. Niechaj Pan nasz otacza was zawsze świętą opieką swoją i niech Boski Majestat Jego darzy was taką hojnością dóbr swoich, jaką mocną jest wam użyczyć, amen".

Droga do codziennej realności prowadzi przez modlitwę. Jej brak otwiera bramy iluzji, która codzienność maluje w szarych barwach. Obiecuje kolorową rzeczywistość, piękną i nasycającą, której jedynym mankamentem jest to, że nie ma jej "tu i teraz". Kto oddziela realność od modlitwy, traci je obie. Są one dwiema stronami tej samej rzeczywistości, podobnymi do dwóch ustawionych naprzeciw siebie luster - w każdym z nich, w niekończący się sposób, odbija się ich wzajemne piękno.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Dramat odmawianych modlitw i kłopot z wiarą
Komentarze (38)
M1
marcin 1985
26 czerwca 2014, 20:27
dla niektórych frustratów, napiszę że, bóg pomaga tym któży prostują dla niego ścieżki, tzn, modlą się wytwale i szukają znaczeń zmieniających ich na tę drogę która jest zbawienna, nic ująć, może coś dodać, proszę bardzo...
A
andy
16 lipca 2013, 07:14
Gdybyś był kobietą to wymodlilibysmy ci za to zwątpienie wszystko co najgorsze, ale że jesteś mężczyzną, przyjmiemy cię z otwartymi ramionami, jak to (katolickie) pedały ... w moim środowisku za takie teksty dostałbyś kulturalny cios w ryj, ale żeś ciota to ci wybaczam "kochasiu" :D kieł mamuta :)))))))) Dobry goguś jesteś.
KM
Kieł Mamuta
16 lipca 2013, 01:59
Gdybyś był kobietą to wymodlilibysmy ci za to zwątpienie wszystko co najgorsze, ale że jesteś mężczyzną, przyjmiemy cię z otwartymi ramionami, jak to (katolickie) pedały.
A
andy
16 lipca 2013, 00:31
Boga nie trzeba uzasadniać. Bóg jest niezależnie od Toich uzasadnień. Ja jestem dowodem na Jego istnienie. Trucker nawet nie wiesz jak jesteś mi bliski. Dziś w nocy będę się modlił za Ciebie, to dziecko i jego matkę. Bardzo bym chciał, abyś życia nigdy już nie kojarzył z bólem. To nie jest normalne, że młody człowiek tak gada, że jest zgorzkniały i smutny. Jeśli to nie problem obejrzyj ten film. Jakiś czas temu dzięki niemu znowu coś poczułem http://www.youtube.com/watch?v=LmokzlrsH3s
TF
trucker filozof
15 lipca 2013, 23:36
Idę spać, dobranoc.
TF
trucker filozof
15 lipca 2013, 23:34
Do "gdzie jest Bóg". Boga nie ma i nie robi dla człowieka nic. 
TF
trucker filozof
15 lipca 2013, 23:33
Z resztą widzisz, to wszystko jest kompletnym chaosem. Życie jest chaosem, nawet, jeśli człowiek stara się je sobie ułożyć. Widzisz, ja jestem z wykształcenia mgr. filozofii, a pracuję jako kierowca tira. Nie narzekam, bo to kocham i jest to moja pasja. Jedynym, co łączy filozofię z jazdą jest przestrzeń - przestrzeń w sensie fizycznym i przestrzeń dla myślenia. Kiedy jeszcze wydawało mi się, że mam w sobie wiarę w Boga i wysłuchuje on moich modlitw, myślałem, że Bóg łączy wszystko w jakąś harmonijną całość. Teraz, kiedy nie wierzę, wiem, że to człowiek próbuje za wszelką cenę z chaosu rzeczywistości ulepić jakąś spójną bryłę, bo bezład życia sam w sobie jest czymś bolesnym. Stwierdziłem sięc, że jedyne, co mi pozostaje, to pogodzić się z tym bólem. Z bólem życia, w którym nie ma Boga.
GJ
gdzie jest Bóg?
15 lipca 2013, 23:30
To gdzie jest Bóg i co robi? Po co się głosi, że dla każdego człowieka chce jego dobra i szczęścia, jeśli nic nie czyni by to dobro i szczęście mu zapewnić? Pewnie,  można powiedzieć: "to nie Bóg przejechał dziecko, to nie Bóg wywołał wojnę, to nie Bóg sprawił, że ktoś umarł na raka, to nie Bóg ... itd" Ale wobec tego Co Bóg robi dla ludzi? Wygląda na to , ze nic.
TF
trucker filozof
15 lipca 2013, 23:25
Owszem, nie byłem nigdy chrześcijaninem, ponieważ uważam, że Boga nie ma i nie da się uzasadnić. Kiedy ktoś mówi mi "Bóg", nie czuję i nie rozumiem kompletnie nic. To tak jakby mówił: "Omnipompołek". A kiedy ktoś do tego mówi mi: "Uwierz w Boga", to tak jakby mówił: "pultalkuj w Omnipompołka", bo kompletnie nie pojmuję, nie czuję i nie rozumiem, co oznacza słowo: "wierzyć" w tym kontekście, czyli jako "wiara" (pikołońła). Przeczytałem kiedyś na jakimś katolickim forum, że Bóg wysłuchuje naszych modlitw i dla tych, którzy w niego wierzą, ma wspaniały plan już w tym życiu. W przypadku kilkulatka rozerwanego przez blachy nie miał. Osobiście bardzo pragnął bym, aby za chmurami żył jakiś wszechpotężny Łaskawca, który sprawia, że życie jest szczęśliwe, a kiedy już przeminie, to zmartwychwstaniemy i będziemy jeździć w jakimś niebie bezpiecznymi samochodami po bezpiecznych szosach, żyjąc wiecznie i bez cierpienia. Jest to jednak głodna wizja, bajka, rodzaj myślenia życzeniowego, które nie stanowi żadnego kryterium uprawomacniającego nas do przyjęcia, że taki byt istnieje. W sensie logicznym jest to błąd. Argument, że ów Bóg wymyka się wszelkiej logice jest nie do przyjęcia, ponieważ to wina Omnipompołka, że stworzył nasze umysły takie, a nie inne i teraz każe nam w niego pultalkować. Najwyższy szaman katolików powiedział ostatnio, że sceptykom cuda się nie dzieją. To tak jakby twierdzić, że tym, którzy nie pultalkują w Omnipompołka, pymparamtymty się nie zdarzają. Tak więc nie wiem zupełnie, o co temu szamanowi chodzi.
S
stokrotka
18 maja 2014, 20:37
Serdecznie Ci współczuję. Nawet nie wiesz, jak jesteś biednym człowiekiem. Proszę dla Ciebie o dar wiary. Bóg istnieje, czy wierzysz w to, czy nie. On nie potrzebuje Twojej wiary, by istnieć, ale Ty owszem. Sprawy ostateczne i tak Cię dosięgną, czy chcesz tego, czy nie.  Weź części komputera, włóż je do pudełka i potrząśnij. Komputer sam się złoży...? A o ileż bardziej złożony jest świat i my sami? Naprawdę samo to wszystko się tak ułożyło?Nie spotkałeś Go, bo zamknąłeś swoje serce na ciężką kłodkę. Pozdrawiam :)
A
andy
15 lipca 2013, 23:07
@trucker^ jakie inwektywy trucker?  Ja mówię ci prawdę, że po tym zdarzeniu z transportu nie zrezygnowałeś tylko z Boga. Ja twierdzę, że byłeś i pozostałeś dobrym truckerem, ale nigdy nie byłeś na prawdę chrześcijaninem. To nie Bóg przejechał to dziecko, tylko człowiek w samochodzie taki jak ty. Jakim prawem Boga oskarżasz o ten wypadek? Ludzie wsiadają do auta i podejmują ryzyko i Ty zawodowiec powinieneś o tym wiedzieć najlepiej. Bóg nie stworzył czowieka aby wytzymał 90km/h, a tam pewnie było dużo więcej (przy czołówce). Co ty myślałeś, że Bóg miał tych ludzi złapać i posadzić delikatnie na łączce? Takie rzeczy się dzieją trucker i to codziennie. Nikt przez to nie przestaje jeździć autem, chyba że ma fobię. Ludzie odchodzą z tego świata i jakie to ma znaczenie czy ładnie czy brzydko, ważne że oni już umarli. Ty się zastanów czy dobrze przemyślałeś co chcesz robić po śmierci, bo jak mówi święta wiara katolicka czeka cię tam wieczność z Bogiem czy bez. Wybrać musisz teraz. Co do psychologa, to już ktoś ci tam radził, ja myślę że prędzej czy później się z tym będziesz musiał zetknąć, bo wrażliwy facet jesteś i samo to z ciebie nie wyjdzie. Są dobrzy chrześcijańscy psychologowie z Persona Humana, sam przeżyłem tragedię w życiu i polecam ;)
TF
trucker filozof
15 lipca 2013, 21:52
Nie przeżywam za bardzo tej tragedii i już się z nią uporałem. Takie rzeczy po prostu się zdarzają. Boga winię - jak najbardziej, ponieważ jeśli coś / ktoś jest przedstawiane jako miłosierny i litościwy Pan, który wysłuchuje modlitw i kocha ludzi, to nie powinien do takich rzeczy dopuszczać. To, że one się dzieją, jest najwyżej dowodem na jego nieistnienie. Chrześcijan nie obrażam. To oni obrażają mnie, próbując okłamać mnie, że chochoł za chmurami istnieje. 
A
AR
15 lipca 2013, 19:03
Mam wrazenie, ze bardzo przezywasz te straszna tragedie, ktorej byles swiadkiem. Bardzo ci wspolczuje. Moze powinienes z kims o tym porozmawiac, zamiast pisac w pustke i wyrazac ogromna zlosc i zagubienie na portalu skierowanym do Chrzescijan? Byc moze po takim strasznym zdarzeniu potrzebujesz pomocy psychologa, zeby sie z tym uporac? Czy piszac tu chcesz, zeby ktos pomogl ci zrozumiec to co sie stalo, z perspektywy chrzescijanskiej? Nie rozumiem dlaczego winisz Boga za zlo swiata i cierpienie i obrazasz wiare innych ludzi. Chcialabym, zeby ktos pomogl ci ukoic twoj bol i zagubienie. Byles swiadkiem strasznego wypadku. Nie badz z tym sam.
TF
trucker filozof
15 lipca 2013, 17:10
Bóg, który woła do mnie rozwalonym na ulicy dzieciaczkiem, jego flakami i mózgiem, chahahahaha, niech mnie w tyłek cmoknie taki palant, to tak jakby wmawiać Polakom, że zbrodnia wołyńska była znakiem od prawosławnego Jezusa, chahahahaha. Super po prostu. Super Panie Boże, dzięki ci za to, że rozpierdzieliłeś kilkulatka na ulicy!!!!
TF
trucker filozof
15 lipca 2013, 17:06
A źle to jest z tobą chłopie i wypraszam sobie takie inwektywy, bo ja żyję w realu, a ty w omamach wieczności. Nie ma żadnej wieczności. Zdechniesz, ja zdechnę, wszyscy zdechniemy, czy tego chcemy, czy nie. Urwie nam coś łeb, rak nas pożre w konwulsjach albo zejdziemy we śnie z tego śmiesznego padołu. Pogódź się z tym i nie wmawiaj mi czegoś, na co nie masz absolutnie żadnego dowodu prócz włąsnych iluzji.  
TF
trucker filozof
15 lipca 2013, 17:03
Andy, ja nie wierzę w samochody, tylko wiem, że one są. Użytkuję samochód, a nie imaginuję go sobie tak jak wy imaginujecie sobie jakiegoś chochoła w niebiosach pełnych szcześcia, gdzie lwy i owieczki się przyjaźnią, a ludzie rżną się na potęgę i nie przeludniają ziemi, bo to przecież kraina boskich paradoksów. Wiem, że w każdej chwili jakiś pajac z osobówki może mi się wryć pod zderzak, a wówczas będzie za późno na hamowanie i niestety jego jelita zapaćkają mi reflektory. Wiem, że sam mogę też zginąć, ale co za różnica, skoro i tak wszyscy zdechniemy jak psy. Nie muszę z tego powodu uciekać to fikcji. Do m na piasku to kościół. Nie ma żdanych fundamentów. Ja swój dom buduję na stali i na asfalcie. Na czymś realnie istniejącym. A wierzyć owszem, nigdy nie wierzyłem. Uświadomiłem to sobie i teraz uczę się żyć na nowo.  
A
andy
15 lipca 2013, 07:52
Od tamtego czasu przestałem również wierzyć (...) - Kolego ty nigdy na prawdę nie wierzyłeś. Zbudowałeś dom na piasku. Zostałeś tam na tej ulicy, a to nie koniec historii. Zapomniałeś o tym, że człowiek nie umiera razem z ciałem. Co ty myślisz, że prawa fizyki uszanują niemowlę? Dla czego nie straciłeś wiary w samochodową komunikację?!!! Dla czego nadal jeździsz samochodem wiedząc, że ty też mógłbyś niechcący przepiłować dziecko i urwać matce nogę? Boga który podtrzymuje cię przy życiu ty odrzucasz, Boga, który każdego dnia daje ci dowody na to że cię kocha, że pragnie abyś żył. W ciężarówkę, która pędzi szosami ty wierzysz, że jest dobra i bezpieczna, że daje ci chleb, że niesie dobro i życie. Zapominasz, że cały czas walczysz z prawami fizyki, nie z Bogiem, choć Bóg ciężarówki nie stworzył zakładając ten świat. Pamiętaj, że nic nigdy nie dzieje się przypadkiem i kto wie czy właśnie fakt że to zobaczyłeś nie jest wołaniem Boga do Ciebie - trucker nie trać wiary w Królestwo Niebieskie! Trucker ty zacznij myśleć o przyszłości, bo przed tobą wieczność!!! ...musi być z tobą na prawdę źle skoro potrzebowałeś aż takiego obrazka, żebyś zaczął myśleć o sensie istnienia.
TF
trucker filozof
15 lipca 2013, 01:27
Od tamtego czasu przestałem również wierzyć w jakikolwiek sens i skuteczność modlitwy, po prostu zauważyłem, że w moim życiu żadna modlitwa nie poskutkowała ani razu, że żaden Jezus nie przezwyciężył śmierci, bo przeciez ona jest, a jeśli Bóg ma jakikolwiek moralny wytrych, który usprawiedliwi go przed tym, że dysponując wszechmocą i będąc ponoć wszędzie i przy każdym człowieku, pozwala na to, aby małe dziecko zostało rozszarpane na części wraz z rodziną. Matkę tego dziecka - jeśli przeżyła - wtrącił w otchłań już za żywota. Nie wierzę w takiego Boga i żaden bełkot o Hiobie na nic się tutaj nie zda.
TF
trucker filozof
15 lipca 2013, 01:21
Pracuję jako kierowca tira na trasach międzynarodowych. Jakieś dwa miesiące temu widziałem wypadek, gdzie zderzyły się dwa samochody osobe, z których nie zostało nic. Obok samochodu leżał pognieciony, zakrwawiony fotelik dziecka, dalej połowa tego dziecka, jeszcze dalej kolejna połowa, z główką rozgniecioną w plamie krwi. Obok leżała pokiereszowana matka z urwaną nogą i ręką, patrzyła na to wszystko i potwornie krzyczała z bólu i z rozpaczy, kiedy udzielano jej pomocy. Musiałem zatrzymać się na poboczu, aby zwymiotować i zrobić sobie godzinę przerwy, aby ochłonąć. Od tamtego czasu przestałem wierzyć w to, że rzeczywistość Tego Świata i Tamtego Świata są jak zwierciadła. Chyba, że Tamten Świat to również piekło, a Bóg albo jest jest bezwzględnym tyranem albo tym samym, co Szatan. 
MR
Maciej Roszkowski
16 lutego 2013, 17:01
"To nie człowiek wyobraża i kreuje sobie obecność Boga pośrodku życia, lecz to On decyduje, kiedy i poprzez jaki "instrument" zagra człowiekowi swoją "pieśń nad pieśniami". Jak to pięknie powiedziane. Wspaniały tekst, autorom komentarzy też dziękuję.
E
Ewka
16 lutego 2013, 14:59
piękny tekst^^ taka modlitwa to najpiekniejsze szczescie ^^ tak bardzo chcialabym znow tak sie modlic...
O
Ola
16 lutego 2013, 13:22
polecam książki Katarzyny de Hueck Doherty. "Pustynia" i "Dusza mojej duszy" http://www.wkb-krakow.pl/725/Pustynia.html http://www.wkb-krakow.pl/465/Dusza-mojej-duszy.html fenomenalne przewodniki po modlitwie serca...
S
Survival
4 września 2012, 08:11
Sama modlitwa, to już walka duchowa, i to że wciskają nam się różne mysli do głowy jest normalne, przynajmniej w pierwszych mieszkaniach. Do czasu gdy Pan Bóg ze swojej inicjatywy nie umocni nas i da nam dar kontemplacji jego miłości, te nasze walki z myślami na modlitwie trzeba dzielnie kontynuować i nie zrażać się trudnościami, bo one są miłe Bogu. Dobrze też na początku dostarczać sobie materiałów do rozmyslań tzw. pożywki duchowej, przez lekturę,  żeby sprawy tego świata zostawić. Trzeba przy tym pamiętać że nasza modlitwa to też Boża, a może przede wszystkim Boża inicjatywa, bo ona potrzebna jest nam a nie Panu Bogu.
2 marca 2012, 22:29
ulkas73 - Może i o regularną spowiedź też, skoro tak Ciebie natchnęło :) Ja to odbieram tak, że tu raczej chodzi o... "Matrix".. - patrzenie na otaczającą nas rzeczywistość przez pryzmat Prawdy. Wiem, że to, co widzi, słyszy i czuje moje ciało, to nie wszystko, jest coś więcej, Ktoś więcej ("przez wszystko do mnie przemawiałeś Panie"). Odczytuję to ciągłe oczyszczanie oczu serca jako ciągłe szukanie Bożej chwały, której "pełne są niebiosa i ziemia...", we WSZYSTKIM, co każdego dnia składa się na moją rzeczywistość, by dojść do tej Rzeczywistości Wiecznej, Prawdziwej... 
Ulka
Ulka
2 marca 2012, 11:47
Prawda z tym szukaniem Pana Boga poza codziennością.. I dobry cytat ze św. Teresy:) Taki inny, niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. A co znaczy "oczyścić oczy serca" - czy tu chodzi o regularną spowiedź?
S
sn
15 lutego 2012, 08:28
Cytat z "Dzienniczka" nr 146 Modlitwa. Dusza zbroi się przez modlitwę do walki wszelakiej. W jakimkolwiek dusza jest stanie, powinna się modlić. Musi się modlić dusza czysta i piękna, bo inaczej utraciłaby swą piękność; modlić się musi dusza dążąca do tej czystości, bo inaczej nie doszłaby do niej; modlić się musi dusza dopiero co nawrócona, bo inaczej upadłaby z powrotem; modlić się musi dusza grzeszna, pogrążona w grzechach, aby mogła powstać. I nie ma duszy, która by nie była obowiązana do modlitwy, bo wszelka łaska spływa przez modlitwę.
G
Gość
29 sierpnia 2011, 15:34
Najlepsze modlitwy do Pana Boga to Psalmy i oczywiście Modlitwa Pańska.
G
Gość
29 sierpnia 2011, 13:51
Czym więcej modlitw się zna na pamięć i jescze się modli z modlitewnika to jest podejrzane.Bóg nie oczekuje aby człowiek wyrecytował modliwy na pamięć jak aktor na przedstawieniu.
M
marija
4 lipca 2011, 21:40
Amen!!!
PS
Panie spraw
4 lipca 2011, 20:26
 Och, artykul wywarl na mnie duze wrazenie.  Panie spraw, abym patrzyla  na swiat i innych oczami czystego serca.
Jurek
Jurek
4 lipca 2011, 19:58
Dobrze, że pojawił się ten teks ~332SW. Nie można spotykac się z Bogiem przy okazji.
3
332SW
4 lipca 2011, 17:01
MODLITWA PORANNA "Ojcze nasz który jesteś w niebie.. (myję twarz biorę grzebień) .. Święć się Imię Twoje Przyjdź królestwo Twoje.. a myśli - błądzą gdzieś z niepokojem .. bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi... szef znowu nie dał premii .. chleba naszego, powszedniego daj nam dzisiaj.. a nowych butów potrzebuje Krysia! ... i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy... Muszę zajrzeć do mamy ... naszym winowajcom i nie wódź nas na pokuszenie.. coś trzeba zrobić z tym bolącym ramieniem! ... ale nas zbaw ode złego.. Zapłacić muszę za gaz - tylko z czego??..." Amen. I dobrze. Nie róbcie z Boga tyrana który ma w nosie nasze ziemskie zmartwienia.
E
emi
4 lipca 2011, 11:52
prawdziwa modlitwa, tak to wygląda.
T
teresa
4 lipca 2011, 09:06
Widocznie wszystkie miałyśmy nadzieję,że przyjedzie ktoś na białym koniu i zabierze nas do swojego domu, gdzie będziemy mogły odpocząć.Pobożne życzenia a realny brud.
JI
jest i trwa wiara na ziemi
23 lipca 2010, 11:43
..walka Króla na Niebie kiedyś się odbyła... dotad się jeszcze w świecie Bożym nie skończyła... ciemność walczy ze światłością... zło się ciągle sroży bo chce świat opanować, znieść porządek Boży...
K
katolik
22 lipca 2010, 23:29
Łk 18:8 "Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" Czy jest jeszcze wiara na ziemi?
CT
czasem tak
22 lipca 2010, 22:56
MODLITWA PORANNA  "Ojcze nasz który jesteś w niebie.. (myję twarz biorę grzebień) .. Święć się Imię Twoje Przyjdź królestwo Twoje.. a myśli - błądzą gdzieś z niepokojem .. bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi... szef znowu nie dał premii .. chleba naszego, powszedniego daj nam dzisiaj.. a nowych butów potrzebuje Krysia! ... i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy... Muszę zajrzeć do mamy ... naszym winowajcom i nie wódź nas na pokuszenie.. coś trzeba zrobić z tym bolącym ramieniem! ... ale nas zbaw ode złego.. Zapłacić muszę za gaz - tylko z czego??..." Amen.
S
sgi
22 lipca 2010, 13:05
 mądre słowa.

Skomentuj artykuł

Dramat odmawianych modlitw i kłopot z wiarą
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.