Ks. Adam Boniecki: śmierć kogoś, kogo się kochało, zostaje w człowieku

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. KatarinaGondova / Depositphotos
Ks. Adam Boniecki

„(...) dorosłe życie niesie ze sobą wiele zgryzot, ale dodam, że niesie także ze sobą pewną liczbę znaków wskazujących na inny świat poza tym, który znamy. Jedni nic takiego nie zauważyli, inni starają się perswadować, że takiego świata nie ma, inni wreszcie swoje wiedzą” - pisze ks. Adam Boniecki.

Publikujemy fragment książki „Co słychać w ciszy”.

Dorosłość znaczy wielki smutek. Powodów jest tyle, że nie ma co ich wyliczać. Wymieńmy więc tylko dwa: zawód i odejście. Zawód wynika z pragnienia tak mocnego, że bierze się je za rzeczywistość. Mądrość przychodzi potem, gorzka i często wydaje się, że spóźniona. Odejścia zaś mogą być stopniowane, mogą być tylko odczuwane. Ale mogą też być całkowite i definitywne – takim odejściem jest śmierć. Choć tu również nie jestem ścisły: śmierć może nie być odejściem ani całkowitym, ani definitywnym.

DEON.PL POLECA



Smutek niekoniecznie jest widoczny. Śmierć kogoś, kogo się kochało jak siebie samego albo bardziej niż siebie, zostaje w człowieku. Są tacy, którzy po takiej śmierci już nie potrafią żyć: po prostu umierają lub żyją, jakby umarli. Ale są i tacy, którzy podejmują to, co zostawił zmarły, i często w sposób heroiczny kontynuują dzieło rozpoczęte we dwoje. Oczywiście są i tacy, którzy niczego nie kontynuują i zaczynają od początku. Czasem jest to możliwe, ale często się nie udaje. Pisanie ogólnikowe o tym wszystkim – wiem dobrze – nie jest ciekawe, jest wręcz nieużyteczne, bo mimo podobieństw te ludzkie sytuacje są zawsze specjalnego rodzaju, są niepowtarzalne jak opowieść Urszuli Zajączkowskiej, której wysłuchała Katarzyna Kubisiowska („Tygodnik Powszechny” nr 9/2026). Mimo podobieństw każdą trzeba poznawać osobno, ze świadomością, że nigdy się jej nie pozna naprawdę, że każda jest subiektywna, każda unikalna mimo zewnętrznych podobieństw. W moim zawodzie-nie-zawodzie człowiek poznaje przedziwne sytuacje ludzi, których spotyka czasem tylko raz w życiu. Nie są to historie do opisywania, lecz do zachowania w sercu. Wśród nich szczególnie ważne miejsce zajmują oczywiście historie tych, którzy odeszli. Ale i tych, którzy nie odeszli, również są ważne, nawet bardzo. I nigdy o nich nie piszę ani nie mówię, co z czasem staje się odruchem.

Łączność z tymi, którzy byli z nami, byli blisko i teraz odeszli, jest fenomenem chyba powszechnym i (tak się przynajmniej wydaje) niezależnym od nas. Ta łączność nie ogranicza się tylko do wspomnień. Bo to nie tylko wspominanie, ale też przekonanie, że oni nam coś mówią, o czymś przypominają, przed czymś ostrzegają. Mówienie o tym jest krępujące, stawia nas w głupiej sytuacji wobec ludzi, którzy myślą trzeźwo. Czujemy, że za nimi nie nadążamy. Nigdy na ten temat nie powiedziałem kazania ani (chyba) nie mówiłem publicznie, jednak w życiu widziałem dosyć takich zjawisk, żeby je traktować poważnie.

Napisałem na początku, że dorosłe życie niesie ze sobą wiele zgryzot, ale dodam, że niesie także ze sobą pewną liczbę znaków wskazujących na inny świat poza tym, który znamy. Jedni nic takiego nie zauważyli, inni starają się perswadować, że takiego świata nie ma, inni wreszcie swoje wiedzą.

Są i tacy (i do tych ostatnich się zaliczam), którzy mówią: zobaczymy.

DEON.PL POLECA

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ks. Adam Boniecki: śmierć kogoś, kogo się kochało, zostaje w człowieku
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.