Książka o siostrach z Broniszewic powinna być obowiązkowa dla każdego ewangelizatora

Książka o siostrach z Broniszewic powinna być obowiązkowa dla każdego ewangelizatora
(fot. Dariusz Kobucki / Studio Inigo)
4 miesiące temu

"Czytając książkę, poczułem, że muszę do Broniszewic zaglądnąć, jako człowiek, ksiądz, ewangelizator, teolog i wykładowca, rekolekcjonista i misjonarz miłosierdzia. Potrzebuję dotknąć Ciała Chrystusa, w tej Jego szczególnej części, tam w Wielkopolsce, u Sióstr Dominikanek i Domu Chłopaków" - pisze ks. Przemysław Sawa.

Niesamowite świadectwo wiary, miłości Bożej i ludzkiej oraz człowieczeństwa. Do tego jednoznaczny wyraz miłości do Kościoła, budowanego w oparciu o Ewangelię. Nie teoria, ale praktyka. Chyba najtrafniej życie i misję sióstr dominikanek, zwłaszcza tych z Broniszewic, określić można hasłem Życie z Ż(ż)ycia! Dlatego właśnie warto przeczytać książkę "Siostry z Broniszewic. Czuły Kościół odważnych kobiet", w której Łukasz Wojtusik i Piotr Żyłka rozmawiają z s. Elizą Myk i s. Tymoteuszą Gil.

Świadectwo: prawdziwe człowieczeństwo

W świadectwie kobiet w białych habitach uderza piękno człowieczeństwa. Po pierwsze, słuchając Siostry czy oglądając ich zdjęcia, chce się lepiej żyć, bo wszystko, co robią aż krzyczy normalnością. Pokój na twarzy i w słowach dominikanek buduje. Nie jest to udawana poza do kamery czy dla pióra redaktorów książki. Kiedy Siostry z Broniszewic posiadają (prowadzą) prawdziwe życie, są po prostu ludzkie, bardzo kobiece, a ich świadectwo to siła dla każdego: duchownych, świeckich czy konsekrowanych. 

Po drugie, Dom Chłopaków, który Siostry z pomocą wielu ludzi stworzyły, to przestrzeń normalności. Świadectwo s. Elizy i s. Tymoteuszy oraz pozostałych Sióstr nie jest próbą odmalowania jakiejś sielanki, ale codzienności przepełnionej miłością. Radość i cierpienie, wzniosłość i zwyczajność, siła i słabość, życie i śmierć.

Czego mogę nauczyć się od Dominikanek z Broniszewic? Bardziej dbać o różne aspekty człowieczeństwa, by prawdziwe żyć w wolności, pochodzącej od Jezusa i z Jego miłości.

Świadectwo: kontemplacja i aktywność

"Contemplare et contemplata aliis tradere – Kontemplować i innym przekazywać owoce kontemplacji". Zdanie to oddaje w trafny sposób duchowość dominikańską, o ile można o takiej mówić (sami dominikanie mają tu wątpliwości), ale przede wszystkim opisuje w syntetyczny sposób drogę chrześcijańskiego postępowania. Podczas modlitwy prawdziwie poznajemy Jezusa, trwamy w Bogu, a sprawdzianem autentycznego spotkania z Panem jest zaangażowanie ewangelizacyjne – chcę innym dać to, co dla mnie jest ważne. Nie zawsze będzie to nauczanie czy jakieś ustne świadectwo; nieraz będą to rękawy zakasane do pracy i pomocy potrzebującym, chorym, wykluczonym. Ten model realizowany jest w Broniszewicach.

Dom Chłopaków, który Siostry z pomocą wielu ludzi stworzyły, to przestrzeń normalności

To z modlitwy Sióstr i wolontariuszy wypływa skuteczna, pełna miłości, służba tym najbardziej bezbronnym. Jeśli w modlitwie doświadcza się czułości Boga, to także w relacji do bliźnich będzie coraz więcej zdolności do okazywania czułości. Wyczytać to można w zapisie rozmowy z Siostrami od Chłopaków – naturalna modlitwa, nieraz „kłócenie się” z Bogiem przekłada się na cierpliwość, siłę i miłość okazywaną wszystkim podopiecznym.

Czy Chłopcy to rozumieją? Część tak, duża część nie. Ale przecież tutaj ewidentnie nie chodzi o intelekt, pojęcia, ale o serce. W kontekście Ewangelii i impulsów, które wychodzą od papieża Franciszka nikt nie może się dziwić. Życie Ewangelią zaczyna się nie od głowy, ale od stóp.

Czego mogę nauczyć się od Dominikanek z Broniszewic? Dbać o głębokie życie duchowe i odważne przekuwać je na służbę, nie tylko tą w wymiarze religijnym.

Świadectwo: prawda, naturalność i pokora

Nie sposób nie zauważyć, poznając życie i myślenie Sióstr, naturalność w ich postępowaniu, wynikającą z prawdy, której ostatecznym źródłem jest Jezus. Prawda wybrzmiewa w relacji z Bogiem, z bliźnimi, bliskimi czy dalszymi, co kreuje autentyczną wolność. Nie jest to możliwe bez pokory, która generuje zdolność do podjęcia ryzyka, by stracić w czyichś oczach, a nawet, by zostać odrzuconym. Zbudowany jestem świadectwem tej normalnej wspólnoty, na wskroś ludzkiej, z jej blaskami i cieniami, która jest budowana przez więź każdej z Sióstr z Jezusem.

Poza tym, Siostry są wolne od opinii innych, także tych związanych ze środowiskiem kościelnym, a to jest możliwe tylko dzięki poszanowaniu prawdy na co dzień.

Czego mogę nauczyć się od Dominikanek z Broniszewic? Troski o naturalność w życiu, pokory i wolności od układów.

Świadectwo: budować żywy Kościół

Siostry z Broniszewic dają świadectwo „czucia” Kościoła, który w centrum ma Jezusa i Jego Ewangelię, który tworzony jest przez braterstwo i przyjaźń (philadelphia). Ważna jest oczywiście doktryna, struktura, moralność, ale pierwsze jest spotkanie żywego Jezusa i prawdziwe, naturalne, szczere relacje. Niesamowicie poruszają mnie słowa o pozytywnych odczuciach po spotkaniu z Siostrami i Chłopcami wśród osób niewierzących czy słabo praktykujących.

Czytając o tym, wzmacnia się moje marzenie o Kościele bliskim ludziom, przyjaznym dla wierzących i niewierzących, Kościele, który realnie jest wspólnotą przyciągającą oraz wychodzącą poza jego mury i struktury.. To wizja papieża Franciszka. Konfrontuje się ona z różnymi trudnymi doświadczeniami w Kościele: grzechem, skoncentrowaniem na religijności, a nie żywej wierze, skandalami, fatalnymi w wielu obszarach relacjami między duchownymi oraz między duchownymi i świeckimi czy świeckimi między sobą, różnymi wyrazami ideologizowania.

Czego mogę nauczyć się od Dominikanek z Broniszewic? Większego słuchania kobiet.

Widzę, jak bardzo świadectwo z Broniszewic koresponduje z Ewangelią i adhortacją apostolską "Evangelii gaudium" papieża Franciszka. Jeśli Kościół ma naprawdę podjąć nową ewangelizację, to konieczna jest jego bardziej ewangeliczna i ludzka twarz. Dlatego duchowo wspieram Ojca Świętego i Dominikanki oraz decyduję, że chcę być coraz bardziej jak oni.

Tu znajdziesz książkę "Siostry z Broniszewic. Czuły Kościół odważnych kobiet"

W rzeczonej książce w kontekście Kościoła jest jeszcze coś ważnego: świadectwo o sposobie zarządzania w Zgromadzeniu. Aż chce się pogratulować Matce Generalnej i wszystkim Siostrom normalności, którą nie powinniśmy się zachwycać, bo jeśli zachwycalibyśmy się nią, to oznaczałoby, że w Kościele, w tym aspekcie, coś nie działa właściwie. Co więc porusza u Dominikanek? Realny dialog, właściwa polityka personalna (bierze się pod uwagę czynnik ludzki, by Siostrom dobrze się żyło i razem pracowało), zaufanie. Myślę, że Jezus powoła wiele kobiet do tego Zgromadzenia, w którym szanuje się człowieka, jego pragnienia, uczucia, stan.

Czego mogę nauczyć się od Dominikanek z Broniszewic? Kościoła chwały Bożej i Kościoła służącego, pokornego, nie narzucającego.

Inspiracja: być kreatywnym

Prawdziwe człowieczeństwo i autentyczna wiara jako osobowa więź z Jezusem prowadzi do kreatywności. Dominikanki z Broniszewic są tego bardzo dobrym przykładem. I nie chodzi o jakieś dziwactwa, ale o kreatywną zwyczajność. Poruszające jest świadectwo domowej „liturgii” Triduum Paschalnego w czasie pierwszej fali pandemii koronawirusa w kwietniu 2020 roku: mycie nóg domowników, przechodzenie z krzyżem po pokojach, czułość chłopaków okazywana Jezusowi w znaku krucyfiksu. Ta kreatywność wciąż jest konieczna, także poza kontekstem religijnym. Dlaczego? Bo miłość jest twórcza.

Czego mogę nauczyć się od Dominikanek z Broniszewic? Słuchania Boga i ludzi, słuchania serca, by w Jezusowy sposób odpowiedzieć na potrzebę chwili.

Inspiracja: weryfikować patrzenie na rzeczywistość

Siostry patrzą oczami Jezusa, tak to rozpoznaję. Widzieć bliźniego z jego potrzebami, być gotowym do pomocy, by nie spóźnić się choćby 5 minut, umiejętność współpracy z ludźmi dobrej woli, bez uprzedniej oceny i nastawienia, patrzyć sercem (to zdecydowanie kobiece). Przyznam, tak bardzo osobiście, że słowa Sióstr pomogły mi inaczej popatrzeć na różne problemy i procesy społeczne. Dotknęło mnie świadectwo otwartości Jerzego Owsiaka, przy niedostatecznej otwartości, delikatnie mówiąc, środowisk katolickich.

Czytając słowa Sióstr, pomyślałem, że być może zbyt surowo osądziłem kiedyś pana Owsiaka? Oczywiście nie zgadzam się, tak jak Siostry, z wieloma ideami WOŚP, ale - stawiam pytanie - może jednak bardziej powinniśmy postawić na dialog i współpracę? Przecież Kościół nie ma monopolu na czynienie dobra. Zatem kobieca wrażliwość Sióstr pomaga lepiej zrozumieć napięcia związane z protestami kobiet. Odcinając się od chamstwa niektórych i nie zgadzając się na ekstremizmy, czuję jak bardzo potrzebne jest najpierw wzajemne wysłuchanie, spotkanie. To wyzwanie dla wszystkich stron społecznego konfliktu.

Czego mogę nauczyć się od Dominikanek z Broniszewic? Odważniejszego łączenia sił w dobru i służbie człowiekowi.

Inspiracja: więcej kobiecego spojrzenia

Bóg stworzył kobietę i mężczyznę. Ta prawda jest ważna nie tylko w kontekście wzajemnych relacji małżeńskich czy w ogóle damsko-męskich, ale także w całokształcie życia społecznego. Powinno to stać się również ważne w Kościele. Tak, Siostry mają rację mówiąc głośno o tym, że w procesie zarządzania, a przede wszystkich rozeznawania w Kościele, głos kobiet jest za mało obecny. Dobrze, że papież Franciszek daje jasne sygnały konieczności zmian w tym zakresie.

Podczas lektury rozmowy z Siostrami zacząłem, jako teolog, zadawać sobie istotne pytania eklezjologiczne: czego brakuje w naszej strukturze Kościoła, że nie doceniamy geniuszu kobiet? Jak przełamać stereotypy myślenia o kobiecie zaangażowanej w życie Kościoła (matka, gospodyni itd.)? Gdzie są kobiety w rozeznawaniu na poziomie synodów ogólnokościelnych, w gremiach diecezjalnych czy innych? Mamy co przemyśleć.

Czego mogę nauczyć się od Dominikanek z Broniszewic? Większego słuchania kobiet.

Inspiracja: mieć marzenia

I na koniec: wielkie rzeczy Boże rodzą się z marzeń. Z wielu słów Sióstr wybrzmiewa to, że z ich modlitwy rodzą się marzenia, a te, powiązane z szukaniem Bożej i ludzkiej pomocy, w końcu znajdują realizację. W Broniszewicach przykładem tego jest nowy dom, liczni darczyńcy, grono wolontariuszy, rzesza przyjaciół, niezależnie od orientacji politycznej czy zaangażowania w wiarę.

Czego mogę nauczyć się od Dominikanek z Broniszewic? Nie ustawać w marzeniach i wszystkie swoje pragnienia łączyć z Bogiem, mówić Mu o nich.

* * *

Można lubić Siostry z Broniszewic i dominikanki w ogóle albo nie przepadać za nimi. Można myśleć jak one albo odczuwać dystans. Jednak nie można wobec ich świadectwa przejść obojętnie. Książka "Siostry z Broniszewic. Czuły Kościół odważnych kobiet" będzie się jednym podobała, inni zostawią lekturę po kilku stronach. Nie to jest istotne. Mądrość domaga się popatrzenia na świat, ludzi, Kościół oczami tego szczególnego miejsca, w którym bez żadnej pompy usiłuje się budować dom, rodzinę, Kościół. Dlatego uważam, że publikacja ta powinna być obowiązkowa dla każdego ewangelizatora. Wiem też, że, przynajmniej jej fragmenty, zadam jako obowiązkowe podczas uniwersyteckich zajęć z duchowości współczesnej.

I jeszcze jedno: czytając książkę, poczułem, że muszę do Broniszewic zaglądnąć, jako człowiek, ksiądz, ewangelizator, teolog i wykładowca, rekolekcjonista i misjonarz miłosierdzia. Potrzebuję dotknąć Ciała Chrystusa, w tej Jego szczególnej części, tam w Wielkopolsce, u Sióstr Dominikanek i Domu Chłopaków.

doktor teologii, pracownik Instytutu Nauk Teologicznych UŚ, dyrektor Szkoły Ewangelizacji Cyryl i Metody, misjonarz miłosierdzia

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
s. Eliza Myk, s. Tymoteusza Gil, Łukasz Wojtusik, Piotr Żyłka
27,93 zł
39,90 zł

Odważne kobiety. Niepokorne siostry. Czułe matki

Jedyna taka rozmowa. Wyjątkowe spotkanie. Siostry Tymka i Eliza w osobistym i bardzo intymnym wywiadzie odsłaniają prawdziwy obraz kobiet w habitach – z głową na karku, czułymi sercami i...

Skomentuj artykuł

Książka o siostrach z Broniszewic powinna być obowiązkowa dla każdego ewangelizatora
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.