Maryja to moja matka, siostra i przyjaciółka

(fot. unsplash.com)

Zapach bzu i ciepły wieczór. Białe plamy stokrotek w soczystej zieleni pod moimi stopami. Ptaki śpiewające na wiele głosów: “Chwalcie łąki umajone…”. Mam takie wspomnienie sprzed prawie trzydziestu lat: nabożeństwo majowe. Kolejne wezwania litanii jak kojąca kołysanka ludzkich głosów (módl się za nami, módl się za nami...). Spokój i zapach kwitnącego bzu. Tak było. A jak jest?

Wyrosłam z pierwszokomunijnej sukienki. Nie biegnę już do szkoły i ze szkoły w podskokach, nie zwisam z drabinek głową w dół. Dorosłam. Mam inne rzeczy na głowie i ech, jak dużo ich dźwigam!

Moja relacja z Maryją też się zmieniła. Był taki czas, gdy nie umiałam Jej zrozumieć. Wspomnienia z dzieciństwa zostawiły w pewnym sensie “lukrowaną” wersję pobożności maryjnej. Pasowało to pewnie dziewczynki w białych lakierkach. Z tej dziewczynki wyrosła jednak kobieta, która niekiedy gubiła różowe okulary i doświadczyła tego, że życie bywa ciężkie. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że Ona, Matka nieskalana, Panna czcigodna i Królowa Wszystkich Świętych, mogła czuć się czasem podobnie...

Matka

“Matka, która wszystko rozumie” - to była jedna z pierwszych pieśni maryjnych, jakie śpiewałam, jeszcze w czasach religii nauczanej w przykościelnych salkach.

DEON.PL POLECA

W ten sposób mówimy o Niej najczęściej: Maryja, Święta Boża Rodzicielka. Matka Zbawiciela, Matka Kościoła, Matka najmilsza. W moim odkrywaniu Maryi to był pierwszy krok do bliższej relacji. Pewnego dnia bardzo mocno poruszyły mnie te proste słowa: że Ona jest Matką Jezusa. Skoro Jezus jest kimś, kto mnie fascynuje i w kogo jestem wpatrzona, to niesamowicie byłoby poznać Jego Matkę, prawda? Dopiero po dłuższym czasie odkryłam dla siebie również to, że w czasie swojej męki, Jezus powiedział : “Oto Matka Twoja”. Podzielił się ze mną wszystkim, również Jej bliskością i troską.

Jej wzrok mówi: Spójrz na Niego. Jest piękny! Jest blisko!

Kilka kilometrów od miejsca, w który mieszkam, znajduje się piękne sanktuarium maryjne. Od wieków kobiety przychodzą tam, by wpatrywać się w oblicze Matki Bożej Brzemiennej. Uwielbiam panującą tam ciszę. Kiedy zamykam oczy, czuję bliskość Tej, która nosi pod swoim Sercem Jezusa - Zbawienie świata. Ten obraz Maryi jest mi najbliższy. Ona jest kobietą, która ma w sobie Życie. Będąc blisko Niej, jestem też blisko Jezusa, którego Ona nosi w sobie, którego niesie innym.

Będąc blisko Niej, mogę też dzielić jej zachwyt. Wyobrażam sobie, jak musiała patrzeć na małego Jezusa. Pewnie tak, jak każda z nas patrzy na swoje nowonarodzone dziecko - jak na największy z cudów. Czasem, gdy w codzienności nie widać nic oprócz tego, że jest pod górkę, i monotonnie, i góra naczyń do zmywania i hałas myśli… Czasem, gdy nie widać nic, prócz ciemności, można spojrzeć na nią i zobaczyć ten zachwyt. Jej wzrok mówi: “Spójrz na Niego. Jest piękny! Jest blisko!”.

Siostra

Miriam pokazuje mi, jak być matką. Pokazuje, że by móc dawać innym miłość, muszę pozwolić sobie na przychodzenie do jej źródła. By dawać życie, muszę to życie czerpać, czyli być w relacji z Bogiem i pozwalać sobie na dziecięcą ufność.

Uczę się tego od Niej - od pierwszej z kobiet, która w pełni doświadczyła słów: “dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie” (Ps 139,14). Ona pokazuje mi godność córki Boga - tego kim jestem, ale i kim mogę się stać, jeśli w pełni zaufam Jego prowadzeniu.

Maryja jest Mu w pełni posłuszna, ale to posłuszeństwo nie rodzi się z lęku. Jest w niej harmonia, współbrzmienie z tym, co jest Bożą wolą. Ona pokazuje mi Boga, który jest najlepszym i troskliwym Ojcem i chce mnie prowadzić przez życie. Nie boi się pytać Go o to, czego nie rozumie (“Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”). Nie boi się “wybrać i pójść z pośpiechem w góry” do swojej krewnej, Elżbiety. Nie boi się ciszy i szukania nieoczywistych odpowiedzi na pytania, które się w niej rodzą.

Wie, że Bóg chce mówić do niej w ciszy Jej Serca. I to jest jedna z najbardziej poruszających dla mnie rzeczy, bo wiem, jak sama reaguję na sytuacje, w których pojawia się niepewność i trudno podjąć dobrą decyzję. Często miotam się, szukam dobrych rad, pytam innych o zdanie. A Maryja? Rozważała wszystko w swoim sercu. To tam szukała odpowiedzi. Najbardziej pokorna, a jednocześnie niesamowicie pewna siebie - pewna tego, że jest Bożą córką, że może szukać głosu Ojca, mówiącego w ciszy Jej serca i dzięki temu, iść przez życie najlepszą z możliwych dróg.

Patrząc na Nią, widzę kim mogę się stawać - kobietą pełną godności i odwagi, świadomą swojej misji.

Maryja, moja Siostra, nazywana w jednym z wezwań litanii loretańskiej “Zwierciadłem sprawiedliwości”, odbija w sobie obraz dobrego Ojca. Patrząc na Nią, widzę Jego troskę i prowadzenie. Patrząc na Nią, widzę kim mogę się stawać - kobietą pełną godności i odwagi, świadomą swojej misji i ufającą życiu, które choć niesie niespodzianki, prowadzi w określonym kierunku. Do bycia bliżej Ojca, do stawania się bardziej podobną do Syna, do życia w miłości, jaką rozlewa w naszych sercach Duch Święty.

Przyjaciółka

Znacie takie chwile, gdy świat się kończy? One spadają jak grom z jasnego nieba. Przychodzą w trudnej wiadomości, zaskakują niespodziewanymi wydarzeniami i nie pytają o zdanie. Tak, czasami tak właśnie jest - że świat niemalże się kończy lub że wszystko wywraca się do góry nogami (jak, nie szukając daleko, chociażby ostatnio, przez to co dzieje się w związku z pandemią).

Ona też tego doświadczyła. Wie, jak to jest. Zastanawiałam się kiedyś, jak czuła się, uciekając wraz z rodziną przed grożącym im niebezpieczeństwem.

Co spakowała, ruszając w drogę? Czy obejrzała się za siebie, próbując utrwalić w pamięci krajobraz, który zdążyła oswoić - dom, synagogę, widok z okna? Ruszyła w drogę, uciekając do Egiptu. Weszła w nieznane, stając się przybyszem w obcej ziemi i próbując od nowa budować dom - nie z cegieł, ale z tych wszystkich drobnych elementów, niezbędnych by poczuć się “u siebie”: bezpieczeństwa, stabilności, ciepła.

Na każdej z dróg, na którą wchodzę z niepewnością, mogę być z Nią. Na każdej z dróg prowadzącej do tego, co nieznane, mogę liczyć na Jej zrozumienie. Ona, jak każdy z nas, dźwigała ciężar codziennych wyzwań i niepewności, umiała jednak patrzeć na rzeczywistość w inny sposób, dostrzegając w niej Boże działanie. Jak każda Matka, może mnie tego uczyć, powoli i z cierpliwością, której tak bardzo potrzebuję.

Litania

Maryja - matka, siostra, przyjaciółka. Kobieta o najpiękniejszym sercu i wielkiej odwadze. Kobieta, która mówi mi, że nie muszę się bać, bo Bóg prowadzi niezależnie od okoliczności i wielkie rzeczy chce mi czynić On, Wszechmocny.

Bez pachnie dzisiaj tak, jak dawniej. Wsłuchuję się w słowa litanii. W sercu i w myślach przepisuję ją po swojemu. Tłumaczę ją na swoje życie i codzienność, upraszczam i pozbawiam ozdobników:

Matko - naucz mnie patrzeć na Jezusa tak, jak Ty.

Siostro - naucz mnie ufać Ojcu, jak Ty

Przyjaciółko - naucz mnie podążać za głosem Ducha Świętego, jak Ty.

Maryjo, która jesteś bliżej niż nasze wyobrażenia o Tobie - módl się za nami.

Aktywna zawodowo mama dwójki dzieci, na co dzień dentystka i magister psychologii. Od lat zakochana w swoim mężu, od zawsze i chyba z wzajemnością - w życiu i górach. Autorka bloga Chrześcijańska Mama i autorka książek "Pogoda ducha. Pełna uczuć jesteś boska!" i "Ile lat ma Twoja dusza?"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Maryja to moja matka, siostra i przyjaciółka
Komentarze (1)
MJ
~Mar Ja
25 maja 2020, 18:58
Pięknie