Twórcza cisza. Medytacja Tomasza Mertona

Twórcza cisza. Medytacja Tomasza Mertona
(Fot. sxc.hu)
8 lat temu
Logo źródła: Życie Duchowe Tomasz Merton

Wyobraź sobie człowieka lub grupę ludzi, którzy samotnie lub wspólnie przebywają w miejscu, w którym panuje cisza, gdzie nie ma radia, nie słychać żadnej muzyki. Po prostu siedzą przez godzinę lub pół godziny w ciszy. Nie rozmawiają, nie modlą się głośno, nie czytają książek ani gazet, nic nie piszą, nie zajmują się niczym. Po prostu "wchodzą w siebie".

Nie po to, by analizować, testować, organizować, planować, lecz po to, by po prostu być. Chcą "pozbierać się" w ciszy. Chcą osiągnąć pewną syntezę, integrację, pragną odkryć siebie na nowo w jedności myśli i woli, rozumienia i miłości, która wykracza daleko poza słowa, poza analizę, nawet poza świadomość. Pragną modlić się nie swymi ustami, lecz ciszą swych serc, czymś, co ją przekracza - samą podstawą swojego istnienia.

Co skłoniłoby współczesnych ludzi do podjęcia takiej praktyki? Czy ich motywacją jest ludzka potrzeba ciszy, refleksji, wewnętrznego poszukiwania? Czy pragną choćby na krótko oderwać się od aktywności i napięcia współczesnego życia po to, by odprężyć swoje umysły oraz wolę i poszukiwać błogosławionego poczucia wewnętrznej jedności, pojednania i integracji?

Są to z pewnością wystarczające powody - lecz dla chrześcijanina istnieją jeszcze głębsze motywy niż te wymienione powyżej. Chrześcijanin może uświadomić sobie, iż jest wezwany przez Boga do przeżywania ciszy, refleksji, medytacji i "wsłuchiwania się". Być może jesteśmy zbyt rozgadani, zbyt aktywni w naszym rozumieniu życia chrześcijańskiego. Nasza służba Bogu i Kościołowi nie zawiera się jedynie w mówieniu i działaniu. Może również polegać na przebywaniu w ciszy - na słuchaniu i oczekiwaniu.

Być może bardzo ważne dla naszego wieku przemocy i niepokoju staje się ponowne odkrywanie medytacji - cichej wewnętrznej jednoczącej modlitwy oraz twórczej chrześcijańskiej ciszy.

Cisza ma wiele wymiarów. Może być regresem i ucieczką lub obecnością, świadomością, zjednoczeniem i samoodkryciem. Cisza negatywna zamazuje i wprowadza zamieszanie w nasz organizm (wpadamy wówczas w "sny na jawie") lub tłumi nasz niepokój. Pozytywna cisza zakłada dyscyplinę wyboru i to, co Paul Tilich nazywa "odwagą bycia". Na dłuższą metę dyscyplina twórczej ciszy wymaga pewnego rodzaju wiary. Kiedy stajemy twarzą w twarz z samym sobą w samotności, na gruncie naszego istnienia, konfrontujemy się z wieloma pytaniami dotyczącymi wartości naszej egzystencji, prawdziwości zaangażowania oraz autentyczności naszego życia codziennego.

Kiedy jesteśmy nieustannie w ruchu, zawsze zajęci wypełnianiem wymagań naszej społecznej roli, bierni, unoszeni przez strumień mowy rwący od rana do nocy, być może jesteśmy w stanie uciec od naszego głębszego "ja" i pytań, które ono stawia. Możemy być mniej lub bardziej zadowoleni z naszej zewnętrznej tożsamości, społecznego "ja", które tworzone jest przez nasze interakcje z innymi w pracowitym rytmie życia codziennego. Lecz bez względu na to, na ile uczciwi i otwarci potrafimy być w naszych relacjach z innymi, owo społeczne "ja" zakłada konieczny element sztuczności. Jest zawsze do pewnego stopnia maską. Musi być. Nawet amerykańskie upodobanie do szczerości, rodzinnej prostoty, uprzejmości, otwartości i poczucia humoru jest często tylko fasadą. Niektórzy ludzie bywają tacy w sposób naturalny. Inni uczą się odgrywania tych ról po to, by zdobyć akceptację innych. Ponieważ zachowanie takie niezupełnie jest udawaniem, dlatego do nas przemawia.

Lecz czy kiedykolwiek stwarzamy sobie możliwość zrozumienia tego, iż ta rozgadana i uśmiechnięta, być może nawet twarda i zwarta osobowość, jaką jawimy się sobie, nie jest w istocie naszym prawdziwym "ja"? Czy dajemy sobie możliwość rozpoznania czegoś głębszego? Czy potrafimy stanąć wobec faktu, że być może nie interesuje nas cały ten zgiełk i zapracowanie? Kiedy pozostajemy w ciszy nie tylko przez kilka minut, lecz przez godzinę lub kilka godzin, możemy stać się niespokojnie świadomi wewnętrznej obecności jakiegoś niepokojącego gościa, naszego "ja", którym jesteśmy my sami oraz ktoś jeszcze. To "ja" nie jest w pełni akceptowane w swym własnym domu, ponieważ jest tak różne od owej codziennej figury, którą skonstruowaliśmy z naszych relacji z innymi - i z naszych wewnętrznych niewierności.

Istnieje w nas ciche "ja", którego obecność jest niepokojąca właśnie dlatego, iż jest ono tak ciche i nie może być wypowiedziane. Musi pozostać ciche. Werbalizując je, jednocześnie je okrawamy i w pewien sposób niszczymy. Musimy zatem otwarcie wyznać, iż nasza kultura jest na wiele sposobów ukierunkowana na to, by umożliwić nam uchylanie się od potrzeby stanięcia wobec owego wewnętrznego, cichego "ja". Żyjemy w stanie ciągłej pseudouwagi skierowanej na głosy, muzykę, ruch uliczny lub ogólnie na hałas związany z tym wszystkim, co dzieje się wokół nas. To sprawia, że jesteśmy wciąż pogrążeni w powodzi dźwięków i słów rozproszonego środowiska, w którym nasza świadomość jest na wpół odurzona.

 

Nie w pełni myślimy, niecałkowicie odpowiadamy, ale bardziej lub mniej jesteśmy w danym miejscu. Nie jesteśmy w pełni obecni ani całkiem nieobecni, nie całkiem odeszliśmy i nie całkiem jesteśmy dostępni. Nie można powiedzieć, że prawdziwie w czymś uczestniczymy, ani że bylibyśmy w stanie uczestniczyć.

W istocie jesteśmy na wpół świadomi naszej alienacji czy oporu. Jednak czerpiemy pewne poczucie wygody z niejasnej świadomości tego, że jesteśmy "częścią" czegoś, chociaż nie jesteśmy w stanie zdefiniować, czym jest owo "coś" - prawdopodobnie nie chcielibyśmy definiować, nawet gdybyśmy potrafili. Po prostu dryfujemy wśród ogólnego hałasu. Zrezygnowani i obojętni trwamy wśród obojętności reklam, które chcą uchodzić za "rzeczywistość".

Oczywiście to nie wystarczy, by utrzymać w nas stan zapomnienia o tym nieproszonym "ja", które w dużej mierze skrywa świadomość. Niepokojąca obecność naszego głębokiego "ja" nieustannie usiłuje utorować sobie drogę ku powierzchni naszej świadomości. By dokonać na nim egzorcyzmu, potrzebujemy bardziej zdecydowanej stymulacji: rozproszenia, alkoholu, narkotyku, jakiejś sztuczki, gry lub rutynowego odreagowania naszego poczucia alienacji i niepokoju. W konsekwencji to "coś" odchodzi na jakiś czas i zapominamy o tym, kim jesteśmy.

Wszystkie te czynniki mogą być określone jako "hałas", przemieszczanie lub blokowanie, w którym toną owe głębokie, tajemnicze i wytrwałe żądania wewnętrznego "ja".

Jedynie w ciszy możemy dojść do zgody z owym wewnętrznym "ja". Dlatego właśnie należy wybierać ciszę. W ciszy możemy wyznać i stanąć wobec przepaści między głębią naszego istnienia, którą konsekwentnie lekceważymy, a jego powierzchnią, która jest niewierna naszej własnej rzeczywistości. Musimy zatem rozpoznać potrzebę oswojenia się z samym sobą po to, by wyjść ku innym, nie tylko z maską spolegliwości, ale z prawdziwym zaangażowaniem i autentyczną miłością.

Jeśli obawiamy się ciszy, to przyczyną tego może być nasz ukryty brak nadziei na wewnętrzne pojednanie. Jeśli brak nam nadziei na pogodzenie się z samym sobą w naszej wewnętrznej samotności i ciszy, wówczas nigdy nie będziemy w stanie odkryć prawdy o sobie: będziemy ciągle uciekać i nigdy się nie zatrzymamy. Zaś owa ucieczka od siebie samego jest - jak wskazuje szwajcarski filozof Max Picard - "ucieczką od Boga". W końcu to właśnie w głębi naszego sumienia przemawia Bóg, zaś jeśli wzbraniamy się przed otwarciem naszego wnętrza oraz przed spojrzeniem w owe głębiny, to również wzbraniamy się przed konfrontacją z niewidzialnym Bogiem, który jest w nas obecny. Ta odmowa jest częściowym przyznaniem, iż nie chcemy, by Bóg był Bogiem, podobnie jak nie chcemy być naprawdę sobą.

Podobnie jak my, którzy mamy swoje zewnętrzne maski scalane w naszych słowach i czynach nie w pełni reprezentujących to, co w nas jest, tak samo niewierzący postępują z Bogiem, który stworzony jest ze słów, uczuć, budujących sloganów i w większym stopniu staje się On produktem religijnej i społecznej rutyny niż Bogiem wiary. Taki Bóg może stać się protezą prawdy o niewidzialnym Bogu wiary i chociaż ten uspokajający obraz może nam się wydawać realny, to jednak w istocie jest on rodzajem bożka.

 

Głównym jego zadaniem jest chronienie nas przed głębokim spotkaniem z naszym prawdziwym wewnętrznym "ja" oraz z prawdziwym Bogiem. Cisza jest zatem ważna nawet w życiu wiary, a także w naszym najgłębszym spotkaniu z Bogiem. Nie możemy ciągle rozmawiać, modlić się głośno, rozumować, kadzić lub słuchać obecnej w tle pobożnej muzyki.

Wiele z naszego wewnętrznego, pełnego dobrej woli, religijnego dialogu jest w istocie zasłoną dymną i pozorem. Jest po prostu samopotwierdzeniem się, a w ostatecznym rozrachunku jest czymś niewiele lepszym od samousprawiedliwiania się. Zamiast rzeczywiście spotykać się z Bogiem w wierze, w której nasza wewnętrzna istota stoi przed Nim obnażona, odgrywamy wewnętrzny rytuał, który nie ma żadnego innego celu, niż odpychanie niepokoju.

Najczystsza wiara powinna być sprawdzona w ciszy, w której nasłuchujemy nieoczekiwanego, w której jesteśmy otwarci na to, czego jeszcze nie znamy, oraz w której powoli i stopniowo przygotowujemy się do dnia naszego wejścia na inny poziom życia z Bogiem. Prawdziwa nadzieja sprawdza się w ciszy, w której musimy czekać na Pana w posłuszeństwie niekwestionowanej wiary.

 

Izajasz przypomina słowa Jahwe skierowane do Jego zbuntowanego ludu, który wciąż opuszcza Go po to, by wchodzić w bezwartościowe polityczne i militarne sojusze: W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności leży wasza siła (por. Iz 30, 15). Wiara wymaga uciszenia wątpliwych układów i strategii. Wiara wymaga integracji w wewnętrznej ufności, która daje w efekcie scalenie, jedność, pokój, autentyczne poczucie bezpieczeństwa. Widzimy tu twórczą moc oraz płodność ciszy.

Cisza nie tylko daje nam szansę zrozumienia siebie, dostrzeżenia prawdziwej i bardziej wyważonej perspektywy naszego życia w relacji do życia innych; cisza scala nas, jeśli jej na to pozwalamy. Cisza pozwala nam zebrać roztrwonione i rozproszone siły naszej zatomizowanej egzystencji. Pomaga nam skoncentrować się na celu, który nie tylko odpowiada głębokim pragnieniom naszej istoty, ale również Bożym zamiarom wobec nas.

Jest to naprawdę bardzo ważny moment. Kiedy żyjemy powierzchownie, kiedy wciąż jesteśmy na zewnątrz siebie, nigdy naprawdę w sobie, zawsze podzieleni i rozrywani na różne strony przez plany i projekty, które stoją ze sobą w sprzeczności, wówczas odkrywamy, że czynimy wiele rzeczy, których w rzeczywistości czynić nie chcemy, że mówimy to, czego mówić nie chcemy, że pragniemy tego, czego w istocie nie potrzebujemy, że marnotrawimy naszą energię na rzeczy, co do których żywimy ukryte przeczucie, iż są bezwartościowe i bez znaczenia dla naszego życia. Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę - na to, co nie nasyci? (Iz 55, 2).

Erich Fromm wskazuje, że wewnętrzne sprzeczności zakorzenione w alienacji i frustracji amerykańskiego życia są jednym ze źródeł przemocy tego społeczeństwa. Jesteśmy skłóceni ze sobą i szukamy wyzwolenia w fantazjach i dramatach przemocy. Są to po prostu wzmocnienia wewnętrznego hałasu i oporu, który wypełnia nas, gdy ignorujemy wymagania naszej wewnętrznej, prawdziwej istoty i Boga w nas ukrytego.

W wielu religiach zwraca się dużą uwagę na praktykę cichej medytacji. Jest to szczególnie prawdziwe w hinduizmie i buddyzmie, gdzie sztuka medytacji i zachowywanie wewnętrznej ciszy są istotą pobożności. Ale jest to również prawdziwe w odniesieniu do chrześcijaństwa. Monastycyzm katolicki zawsze podkreślał wagę cichej medytacji nad słowem Bożym. Kwakrowie zawsze przywiązywali wielką wagę do wspólnotowego wsłuchiwania się w poruszenia Ducha. Nawet Dietrich Bonhoffer, apostoł radykalnego i "świeckiego" chrześcijaństwa, podkreślał wagę ciszy. W listach więziennych pisał o niechęci, jaką odczuwał wobec plotkarskiego ekshibicjonizmu współwięźniów.

"Tutaj wszyscy bez wyjątku zdają się plotkować o swoich prywatnych sprawach, bez względu na to, czy ktoś odczuje zainteresowanie, czy nie. Jedynie po to, by usłyszeć swój głos. Jest to niemal fizyczny popęd, ale jeśli zdołasz zdusić go przez kilka godzin, czujesz się zadowolony z tego, że się mu nie poddałeś". Dodawał, iż wprawia go w zakłopotanie sposób, w jaki ludzie "poniżają siebie" tylko po to, by usłyszeć swą mowę. A jednak nie ma w tym nic z głębszej formy wyrazu, która mogłaby zaistnieć, gdyby zwracali się ze swoimi obciążeniami do przyjaciela, któremu ufają, mówiąc o tym, co jest najbardziej intymne w ich życiu.

Tłumaczył Wacław Grzybowski

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Twórcza cisza. Medytacja Tomasza Mertona
Komentarze (18)
Ulka
Ulka
11 marca 2012, 19:13
Kultury Panu R. to na pewno brakuje. Niby chce do Boga, ale po swojemu. Przepraszam za "ryje" i korzę się. Ale nie moglem znieść tyle gadulstwa o ciszy. Poniosło mnie. Brawo. I to jest wielkość człowieka.
R
R
3 grudnia 2010, 23:08
Kultury Panu R. to na pewno brakuje. Niby chce do Boga, ale po swojemu. Przepraszam za "ryje" i korzę się. Ale nie moglem znieść tyle gadulstwa o ciszy. Poniosło mnie.
Ż
Żałość
1 grudnia 2010, 02:33
Kultury Panu R. to na pewno brakuje. Niby chce do Boga, ale po swojemu.
R
R
1 grudnia 2010, 00:24
Zamknijcie ryje i pomilczcie.
M
Max
1 grudnia 2010, 00:21
Alfist, chyba nie doceniasz Benedykta XVI. To geniusz  potęgi duchowej i intelektualnej. Bardziej martwie się o to, aby współczesni potrafili Go właściwie rozumieć i docenic. Podziwiam BXVI! To wielka łaska Boga, że dał nam taaaakiego Papieża! Jego Tylko czytać, słuchać i wprowadzać w życie, a świat będzie lepszy.
A
Alfista
30 listopada 2010, 09:35
Buddyzm, hinduizm jak można coś dobrego z tego brać toż to pogaństwo. Przed paruzją cały świat ma poznać Jezusa Chrystusa i módlmy się o to nieustannie by papież Benedykt XVI nie stawiał znaku równości w imię źle pojętego ekumenizmu.
BS
benek sikstin
31 sierpnia 2014, 23:19
lepszy dobry poganin niż zły katolik...
S
Satyr
30 listopada 2010, 03:49
R pewnie byłby zadowolony, gdybył sieę tu pojawił humor o blondynkach.
KP
ku Prawdzie
30 listopada 2010, 03:46
Panie Miłośniku Mertona, napisałes cos od siebie i co jaka ja mam z Twojego pisania strawę duchową? Trzeba bardziej kochać Boga niż Mertona!
MM
miłosnik mertona
29 listopada 2010, 23:21
... nie kopiujcie tutaj tekstów, bo tych pełno w internecie, ale napiszcie coś od siebie, od serca, z własnego umysłu, coś ciekawego; napiszcie, jak się wam Merton podoba; co jeszcze innego czytaliście Mertona, np. Siedmiopiętrową Górę, a może Znak Jonasza, a może Nikt ie jest samotną wyspą... Merton to geniusz...
R
R
29 listopada 2010, 23:10
Ciekawi ludzie tu piszą. Bezrobotni, samotni? Żeby takiego dlugiego, nudnego posta wywaylić to trzeba miec zaparcie. Szacunek.
P
pyza
29 listopada 2010, 19:28
" Kiedy moja modlitwa stała się bardziej skupiona i wewnętrzna, to miałem coraz mniej do powiedzenia. W końcu zamilkłem "                                                                Soren Kierkegaard
M
Michaela
29 listopada 2010, 05:26
Verbum Domini - o Słowie Bożym w życiu i misji Kościoła - Benedykt XVI Słowo i milczenie 66. Ojcowie synodalni w licznych wystąpieniach podkreślali wartość milczenia w odniesieniu do słowa Bożego i jego recepcji w życiu wiernych.[231] Słowo może być bowiem wypowiedziane i usłyszane jedynie w ciszy, zewnętrznej i wewnętrznej. Nasze czasy nie sprzyjają skupieniu i niekiedy ma się wrażenie, że oderwanie się choćby na chwilę od środków masowego przekazu budzi niemal lęk. Dlatego jest dzisiaj rzeczą konieczną wpajanie ludowi Bożemu, że milczenie jest wartością. Odkrycie na nowo, że słowo Boże odgrywa centralną rolę w życiu Kościoła, oznacza również odkrycie sensu skupienia i wewnętrznego spokoju. Wielka tradycja patrystyczna poucza nas, że tajemnice Chrystusa wiążą się z milczeniem [232] i tylko w ciszy Słowo może w nas zagościć, jak w przypadku Maryi, niewiasty, w której Słowo było nieodłącznie związane z milczeniem. Nasze liturgie powinny sprzyjać temu autentycznemu słuchaniu: Verbo crescente, verba defi ciunt.[233] Niech tę wartość uwidocznia w szczególności w liturgii Słowa, którą „należy sprawować tak, aby sprzyjała medytacji”.[234] Milczenie, kiedy jest przewidziane, należy traktować „jako część celebracji”.[235] Dlatego wzywam pasterzy, by zachęcali do znajdowania czasu na skupienie, dzięki któremu z pomocą Ducha Świętego słowo Boże jest przyjmowane w sercu.
J
Jan
29 listopada 2010, 05:22
Efekt ciszy...Modlitwa uwielbienia Miłości moja, jak mam Ci dziękować za to, że po dniach suszy znów wprowadzasz mnie w rajską krainę pełną piękna Twojej miłości. Unosisz i przyciągasz do Siebie swoją mocą i pozwalasz przebywać w Twej nieskończonej głębi. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za Twą miłość, która przygarnia mnie do Ciebie i łączy ze wszystkimi ludźmi na całej ziemi, z całym Twoim stworzeniem. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za każde dobro, które z Twojej woli istnieje na ziemi! Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za wszechmoc, którą przeobrażasz serca i zaradzasz potrzebom Twoich dzieci! Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za mądrość, która przenika serca wszystkich i prowadzi do Twojej miłości. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za miłość, która daje światu życie. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za Twoją delikatność, która odsłania w nas Twoje łaski. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za ciszę, która każe nam Ciebie nasłuchiwać. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za piękno Twojej miłości, która uczy nas pragnąć piękna i miłości Twojej. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za Słowo, które dało początek Słowu Wcielonemu. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za mój krzyż, który mnie z Tobą łączy. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za Twoją żywą obecność pośród nas. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za cud Eucharystycznej przemiany. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny. Bądź uwielbiony Boże w Trójcy Jedyny, Ojcze, Synu i Duchu święty, przez każde bijące serce, każdą duszę wielbiącą Ciebie w niebie oraz oczekującą Twojego Miłosierdzia. (...) Matko Boża Rodzicielko wspieraj nasze prośby! Amen.
J
Jan
29 listopada 2010, 02:09
Efekt ciszy...Modlitwa uwielbienia Miłości moja, jak mam Ci dziękować za to, że po dniach suszy znów wprowadzasz mnie w rajską krainę pełną piękna Twojej miłości. Unosisz i przyciągasz do Siebie swoją mocą i pozwalasz przebywać w Twej nieskończonej głębi. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za Twą miłość, która przygarnia mnie do Ciebie i łączy ze wszystkimi ludźmi na całej ziemi, z całym Twoim stworzeniem. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za każde dobro, które z Twojej woli istnieje na ziemi! Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za wszechmoc, którą przeobrażasz serca i zaradzasz potrzebom Twoich dzieci! Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za mądrość, która przenika serca wszystkich i prowadzi do Twojej miłości. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za miłość, która daje światu życie. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za Twoją delikatność, która odsłania w nas Twoje łaski. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za ciszę, która każe nam Ciebie nasłuchiwać. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za piękno Twojej miłości, która uczy nas pragnąć piękna i miłości Twojej. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za Słowo, które dało początek Słowu Wcielonemu. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za mój krzyż, który mnie z Tobą łączy. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za Twoją żywą obecność pośród nas. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za cud Eucharystycznej przemiany. Uwielbiam Ciebie Boże i dziękuję za Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny. Bądź uwielbiony Boże w Trójcy Jedyny, Ojcze, Synu i Duchu święty, przez każde bijące serce, każdą duszę wielbiącą Ciebie w niebie oraz oczekującą Twojego Miłosierdzia. (...) Matko Boża Rodzicielko wspieraj nasze prośby! Amen.
T
tolek
28 listopada 2010, 20:03
Brakuje tej ciszy na każdym kroku, szczególnie brakujeje jej w kościele. Człowiek ma tyle do powiedzenia, tyle do obgadania, tyle do uzgodnienia, tak jak by od tego zależało czyjeś życie. Z nutą nostalgi wspominam mój fundament ćwiczeń duchowych, wspominam, że w tej głębokiej ciszy tak wiele usłyszałem i zrozumiałem. Od tamtej pory już nigdy nie zaznałem tego wspaniałego uczucia.
T
teresa
27 listopada 2010, 08:51
Śliczne to zdjęcie drzewa życia,bo tak je nazwałam i pięknie się komponuje z widokiem krzyża w pałacu prezydenckim RP. Pokażcie mi ciszę przed obrazem MB Jasnogórskiej- chyba o 3 rano, kiedy sprząta się kaplicę.
O
Orek
29 grudnia 2009, 10:54
Myślę, że cisza jest tym do czego powinno się powracać coraz jaśniej i pewniej. Podkreśla się bogactwo życia duchowego, w odnowie charyzmatycznej jest mocny nacisk na uczucia i modlitwę radości a zapomina się, by życie duchowe mogło się rozwijać potrzebne jest proste bycie przed Bogiem jak kwiat rosnący na łące. Tylko jak do tego mamy dotrzeć, jak to zrozumieć brakuje wokół nas nauczycieli? Religie wschodu to oferują, Merton, który także czerpał z tych źródeł jest tego przykładem, a ilu jest w śród katolików osób, które mogą wesprzeć drugiego na trudnej ścieżce modlity?

Skomentuj artykuł

Twórcza cisza. Medytacja Tomasza Mertona
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.