Ks. Krzysztof Grzywocz: wielu nazywało Franciszka "zielonym papieżem"
Jeśli wierzymy, że Bóg mówi do nas przez żywą Tradycję Kościoła, że jest ona przestrzenią objawiania się Jego chwały, to wierzymy także, iż ów papieski dokument i jego temat jest też głosem Boga, a nie wymysłem człowieka.
Przeprowadzono kiedyś eksperyment: zebrano grupę studentów i wysłano ich, by przespacerowali się ulicami jednego z pięknych europejskich miast. Po przechadzce studenci usiedli razem w kręgu; każdy miał za zadanie opowiedzieć, co widział. Co też ci ludzie widzieli… I czego nie widzieli! Kobiety zwróciły uwagę głównie na sklepy odzieżowe; mężczyźni na najnowsze samochody. Prowadzący dopytywał, czy widzieli określony pomnik albo inny zabytek. Wielu powiedziało, że nie. To pokazuje, że każdy koncentruje się na tym, czym żyje jego serce - wewnętrzny organ służący do poznawania rzeczywistości. Gdy Salomon został królem, prosił Pana o "serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła" (1 Krl 3,9). W tekście hebrajskim znajdziemy zwrot "serce słuchające", czyli zdolne do słuchania. Oto mądrość: słuchające, rozważne serce, które odbiera realność, a nie tylko własne projekcje. Życzę wam, pisała do mnie przywołana już siostra urszulanka, aby wasze serca podążały za Jego głosem i za Jego milczeniem…
Po ukazaniu się encykliki Laudato si’ liczni teologowie zastanawiali się, dlaczego Ojciec Święty zdecydował się podjąć w niej właśnie taki temat. Myślę, że działo się tak, ponieważ ekologia czasami niestety źle nam się kojarzy - z działalnością polityków i aktywistów. Wielu "ekspertów" mówiło, że Franciszek jest "zielonym papieżem", że encyklika jest "ekologiczna" itp. Jeśli jednak wierzymy, że Bóg mówi do nas przez żywą Tradycję Kościoła, że jest ona przestrzenią objawiania się Jego chwały, to wierzymy także, iż ów papieski dokument i jego temat jest też głosem Boga, a nie wymysłem człowieka. Po raz pierwszy w historii Kościoła pojawia się tak ważny tekst poświęcony wprost tematyce ekologicznej. Oczywiście i Benedykt XVI, i Jan Paweł II, a także poprzedni papieże podejmowali kwestię natury w swoich wypowiedziach, ale po raz pierwszy ukazuje się cały dokument o darze, jakim jest dla nas świat. Ufając Bogu, można zrozumieć mądrość decyzji Franciszka. Szczególnie w naszych czasach, które mocno oddzielają nas od przyrody.
Papież porusza również problem technokracji. Nie jesteśmy, rzecz jasna, przeciwnikami techniki, podziwiamy jej "cuda", zachwycamy się tym, co człowiek potrafi zrobić - urządzeniami, które ułatwiają nam życie. Problem w tym, że ludzie zamknęli się dziś w swoim dorobku, otoczyli się swymi produktami. Technokratyczne myślenie, o którym pisze papież, polega na utracie kontaktu z naturą i skoncentrowaniu na wytworach ludzkiego umysłu. Badania pokazują, że coraz więcej czasu spędzamy dzisiaj (szczególnie dzieci i młodzież) poza łonem natury, zamykając się w mieszkaniach, placówkach oświatowych, w miejscach pracy…
U początku XX wieku wielu wybitnych architektów upominało się o miejsce dla przyrody. Tak czynił chociażby wielki architekt Ludwig Mies van der Rohe (1886-1969), zwolennik prostej architektury, w której mniej znaczy więcej. Zależało mu na tym, by wznoszone budowle nie przesłaniały przyrody. Słynne projekty van der Rohego, szczególnie domy jednorodzinne, mają duże, przeszklone ściany, co sprawia, że we wnętrzach jest mnóstwo światła, a one same są bardzo proste. Jego twórczość była próbą zaaplikowania do architektury filozofii pokazującej, że prawdziwy świat jest poza naszym własnym mieszkaniem. Wielu współczesnych architektów podjęło ten wątek w swojej pracy. Sądzę, że encyklika papieża Laudato si’ jest również tego rodzaju oknem - przeszklonym oknem w teologii. Natura nie jest bowiem dodatkiem do naszego życia.
Jednym z owoców technokratycznego myślenia jest pogląd, że natura jest czymś, co można lekceważyć i bez konsekwencji niszczyć. Najpierw jest człowiek, potem długo, długo nic i na końcu ewentualnie przyroda. A przecież jesteśmy częścią natury - przypomina papież na początku dokumentu. Ciało mamy zbudowane z pierwiastków naszej planety, jej powietrze pozwala nam oddychać, a woda ożywia nas i odnawia. Natura bierze nas w ramiona, karmi, otula, daje poczucie bezpieczeństwa, sens istnienia, wyzwala ducha radości i optymizmu. Dlatego papież w Laudato si’ oprócz wielu głębokich tematów ekologicznych omawia teologię stworzenia, pisząc o roli natury jako miejsca teologicznego (łac. locus theologicus). Zwróćmy uwagę, że młodzieńcy, których historię rozważamy, znajdują się w trudnej sytuacji życiowej. Jeżeli ktoś naprawdę wchodzi dzisiaj głęboko w świat duszpasterstwa i ludzkich problemów, często ma wrażenie, że wstępuje w trud, w płomień, który może wewnętrznie wypalić. Słyszymy o rozwodach, o dzieciach z rozbitych rodzin, przeczuwamy, jaka będzie ich przyszłość… Zauważmy, że młodzieńcy z Księgi Daniela wchodzą w hymn przyrody, a ich kantyk jest głównie uwielbieniem Boga przez naturę. Niewiele w nim elementów kulturowych, są głównie wątki dotyczące fauny i flory. Nie brakowało w tamtych czasach pięknych budowli, wspaniałych świątyń i teatrów, ale nie o nich śpiewają trzej mężowie. W tym trudnym momencie szukają ratunku w pieśni uwielbienia, w hymnie natury. Uwielbienie, które oddają Bogu chociażby rośliny i zwierzęta, jest silniejsze niż płomień ludzkiej głupoty, żar zła.


Skomentuj artykuł