Najtrudniejsze są chwile, gdy twoje dziecko cierpi, a ty nie możesz zrobić nic [Siedem Boleści]

Nie możemy przeżyć życia za nasze dziecko. A tak często chciałybyśmy cierpieć zamiast naszych dzieci. Uchronić je jak najbardziej. Scena spod krzyża pokazuje, że to nie jest możliwe. I każda mama ma czasem takie chwile, w których stoi w bezsilności i nie może zrobić nic poza byciem obok, towarzyszeniem - mówią Magda Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu rozmów o cierpieniu.

W naszym piątkowym cyklu inspirowanym nabożeństwem do Siedmiu Boleści Maryi swoimi doświadczeniami z głębi macierzyństwa dzielą się nasze publicystki: Agata Rusek i Magdalena Urbańska. W serii rozmów dzielą się swoimi wyzwaniami i perspektywą życia i zabierają nas w podróż z cierpiącą Maryją, która dobrze rozumie nasze zranienia i niepokoje. W czwartym odcinku czytamy kolejną boleść Maryi: spotkanie swojego Dziecka niosącego krzyż.

W tym odcinku:

DEON.PL POLECA


Być obok, nie uciekać od cudzego bólu
Najtrudniejsze są chwile, w których nie możesz zrobić nic
Bóg nie zabiera mi cierpienia, ale daje swoją obecność
Nie możesz przyjąć cudzego cierpienia. I to czasem boli najbardziej
Pozwolić dziecku wybrać własną drogę
Liczy się to, że wytrwasz
Zaproszenie na live 17 marca o godz. 10.00

Być obok, nie uciekać od cudzego bólu

Magda Urbańska: Na początku naszych rozważań rozmawiałyśmy o proroctwie Symeona, który mówił, że duszę Maryi przeniknie miecz. Mam takie poczucie, że właśnie teraz się to dzieje… Matka patrzy na bestialsko pobite ciało swojego jedynego Syna. Nie może Go przytulić, ulżyć Mu w cierpieniu. Ale od tego bólu nie ucieka. Jest obok. Dla mnie to jest niezwykle mocny obraz macierzyństwa…

Agata Rusek: Mnie w tej scenie najbardziej zatrzymuje fakt, że Maryja towarzyszy Jezusowi w Jego drodze krzyżowej. Uderza mnie, że w tej scenie Matka nie tylko ze szczegółami widzi pobite ciało Syna, ale patrzy też, jak ten ból jest Mu wciąż i wciąż zadawany. To jest droga, proces, to nie jest jednorazowe wydarzenie. To się dzieje przed Jej oczami i Ona nic nie jest w stanie zrobić. Przyznam, że żadne z moich doświadczeń macierzyńskich nie daje mi namiastki wyobrażenia, jak bardzo może boleć serce matki, która widzi, jak jej dziecku zadawany jest ból.

I zastanawiam się, czy Maryja mogła w swoim sercu wołać do Pana Boga: “Nie wiem po co to, ale chcę ufać, że to ma jakikolwiek sens!”. I w tym kontekście staje mi przed oczami obraz kilku mam, dla mnie świętych kobiet, którym mam zaszczyt w jakiś sposób w życiu towarzyszyć, których dzieci bardzo ciężko chorują i muszą być poddawane rozmaitym, nierzadko szalenie bolesnym terapiom. Myślę, że one w tej właśnie boleści mogą się jak w lustrze bardzo wyraźnie przejrzeć. Zresztą i Ty, Madziu, sama - oczywiście zachowując skalę porównania - masz doświadczenie towarzyszenia cierpieniu, które w jakiś sposób musi być zadane, a ten ból to nie jest jednorazowy zastrzyk, tylko pewna droga, którą podąża się razem z dzieckiem. Prawda?

Najtrudniejsze są chwile, w których nie możesz zrobić nic

Magda Urbańska: Tak. Gdy patrzę na moje życie i macierzyństwo, mam czasem takie poczucie, że towarzyszę moim dzieciom w cierpieniach, które mają przynieść jakieś konkretne dobro, ale same w sobie są związane z bólem, które one odczuwają. Na przykład jeden z moich synów przez połowę swojego życia musiał być na bardzo restrykcyjnej diecie. Bez owoców, nabiału, bez pszenicy. Wiele razy patrzyłam na niego z bólem. Na urodzinach kolegi, gdzie nie mógł poczęstować się pizzą, czy tortem. Na wyjściach, gdzie musiał bardzo uważać na to, czym jest częstowany. Dla mnie jako matki był to ogromny ból. Widziałam jego psychiczne cierpienie. Jego tęsknotę za normalnością. I tak naprawdę nie mogłam zrobić nic, poza przyniesieniem dozwolonych zamienników. Dla mnie - jako mamy - takie sytuacje są pewnego rodzaju drogą krzyżową. Staniem w bezsilności. Towarzyszeniem. Myślę, że każda mama ma czasem takie chwile.

Być może w pierwszym odruchu pomyślimy, że to nic takiego, bo jak to się ma do drogi krzyżowej Jezusa. A ja myślę, że się ma. Że ta boleść też jest o nas. Umniejszanie i ocenianie swojego bólu go nie uśmierzy…

DEON.PL POLECA


Bóg nie zabiera mi cierpienia, ale daje swoją obecność

Agata Rusek: Myślę, że to jest bardzo ważny wątek! Po pierwsze dlatego, że wiele z nas, mam, ma tendencje do bagatelizowania swojego bólu, ale też po drugie dlatego, że jako ludzie bombardowani cierpieniem i rozmaitymi treściami, które podsycają w nas złudne wizje świata bez bólu, uciekamy od niego. Chcę przy tym wyraźnie podkreślić, że to jest normalne, że nikt z nas o cierpienie się nie prosi ani że taplanie się w bólu nie uszlachetnia, ale jednocześnie widzę, także sama po sobie, że czyjś ból i cierpienie mnie przerażają, robię wszystko, by odwrócić wzrok i uciec od niego, bo nie wiem, często po prostu nie wiem, jak się zachować.

Nie mamy dziś żadnych problemów, by zapełnić niemal wszelki dyskomfort jakąś złudą: odmóżdżania mózgu, znieczuleń (ile tu można wymieniać popularnych znieczulaczy: scrollowanie, alkohol, praca, rozmaite idee, które mają nam pomóc osiągnąć stan pełnego szczęścia), pokus rozmaitych. W tym sensie boleść Maryi, która spotyka swojego Syna niosącego krzyż, mnie osobiście bardzo dobitnie przypomina, że cierpienie istnieje. Ono rzeczywiście obecne w naszym świecie, i choć najczęściej fizycznie w żaden sposób nie jesteśmy w stanie pomóc cierpiącemu, kroczącemu swoją drogą krzyżową człowiekowi, to zawsze coś możemy zrobić. Tym “czymś” jest to, że nie odwrócę wzroku. Że wejdę w to czyjeś cierpienie z pełną świadomością bólu, na który się wystawię i z pragnieniem, by dać drugiemu chociaż tyle: milczącą obecność. Zresztą ta “milcząca Obecność” to dla mnie bardzo często doświadczenie miłości Pana Boga w moim życiu, to te wszystkie chwile, gdy On mi wcale nie zabiera trudu czy cierpienia, tylko po prostu przy mnie i ze mną w tym jest…

Nie możesz przyjąć cudzego cierpienia. I to czasem boli najbardziej

Magda Urbańska: Agato, myślę, że się ze mną zgodzisz, że często mamy taką myśl, że chciałybyśmy cierpieć za nasze dzieci. Uchronić je jak najbardziej. Wziąć ich cierpienie na siebie. Ta scena spod krzyża pokazuje, że to nie jest możliwe. Jezus cierpi, Jego Matka cierpi. To są jednak różne boleści. Ani On nie wziął cierpienia Matki na siebie, ani Ona nie mogła wziąć na siebie cierpienia Jezusa. Dla mnie to jest niezwykle ważny wątek tej sceny. Nie możemy przeżyć życia za nasze dziecko. Nie tędy droga…

Agata Rusek: Dokładnie tak. Wydaje mi się, że to, jak Maryja w tej scenie się zachowuje - że nie rzuciła się na oprawców z pazurami, nie zaczęła głośno lamentować w swojej boleści, nie bluźniła przeciwko Bogu - to wszystko jest powiązane z wcześniejszą boleścią. Tam, gdzie się jej Syn zgubił, tam przyszedł pierwszy moment zrozumienia, że On nie pójdzie szlakiem, który Ona by dla Niego najchętniej napisała. I myślę, że w tym lustrze każda z nas może się przejrzeć (znowu - zachowując skalę porównania!). Są przecież takie decyzje, w których Twoje dziecko decyduje się wejść albo po prostu jest “wepchnięte” na drogę, która wiąże się z niesamowitym cierpieniem.

Pozwolić dziecku wybrać własną drogę

Każda mama towarzysząca cierpiącemu dziecku ma też swoją mamę - ile jest heroicznych babć czy teściowych, które pomagają swoim dorosłym dzieciom w ich życiowych zmaganiach i nie komentują podejmowanych wyborów, terapii czy kolejnych zakrętów, z którymi muszą zmagać się ich dorosłe dzieci! Stoją na tej drodze i są milczącym, czasem bardzo aktywnym wsparciem. Myślę też o tych wszystkich zaprzyjaźnionych rodzinach, w których matka widzi, że dorosłe dziecko wchodzi w małżeństwo, budując związek na emocjach, a nie na świadomych decyzjach. Albo gdy decyduje się podjąć jakąś ryzykowną pracę. Matka często widzi już Golgotę na horyzoncie, ale nie jest w stanie wpłynąć na decyzję dziecka. Może nie przypadkiem Jezus w Ogrodzie Oliwnym rozmawia tylko z Bogiem Ojcem, bo Maryja wystosowałaby do Niego szereg bardzo racjonalnych argumentów płynących z matczynego, życiowego doświadczenia, które mogłyby Mu zasiać wątpliwości co do obranej drogi “kariery”? Oczywiście, uderzam tu w mocno żartobliwy ton, ale myślę, że to jest bardzo typowe doświadczenie rodzicielskie: pozwolić dziecku wybrać własną drogę, na bazie jego własnego rozeznania i potem bez “mycia mu głowy” i wymawiania mu w tej drodze towarzyszyć.

Magda Urbańska: Taaak... Właśnie sobie wyobraziłam, jakbym się zachowała, będąc na miejscu Maryi. Szłabym u boku swego dorosłego dziecka, ale nie w milczeniu. Pewnie bym nie ustawała w słowach w stylu: a nie mówiłam ci, żebyś nie szedł do Jerozolimy!?! A nie mówiłam?!?”.

Liczy się to, że wytrwasz

Agata Rusek: Otóż to... Mnie w tej scenie mocno zatrzymuje jeszcze to, że z Pisma Świętego właściwie trudno wywnioskować, jak Maryja się zachowywała. W Ewangelii Łk 23, 27-31 mamy potwierdzenie, że szły z nim kobiety, które płakały i zawodziły, i wiemy, że wśród nich była Maryja (bo zaraz będziemy Ją widzieć u stóp krzyża na Golgocie). Ale trzymając się tej Łukaszowej relacji, przyznam, że bardzo mnie dotyka ten brak bezpośredniego opisu postawy Maryi. Myślę, że to kolejny dowód na mądrość Pana Boga, bo dzięki temu, o czym Słowo milczy, każda z nas, niezależnie od tego, jak na nią działa udział w cierpieniu swojego dziecka, może odkryć bliskość Maryi. Bo koniec końców liczy się nie to, czy Maryja płakała, wkurzała się, pluła jadem na oprawców, ale to, że przeszła z Jezusem tę drogę. Wytrwała.

Magda Urbańska: Dokładnie. I dla mnie Maryja jest tu wzorem wytrwałości. Stała mimo bólu. Miała obok siebie Jana, umiłowanego ucznia i kobiety, które ją wspierały, a jednocześnie obie wiemy, co czuje serce matki, której dziecko cierpi. Samotność. Ból. Niemoc. Maryja też mogła to czuć. Nikt nie chce patrzeć na takie cierpienie. Ona jednak wytrwała do końca. Może właśnie dlatego Jezus właśnie w tej scenie daje nam Maryję za Mamę? Żeby nas tego nauczyła?

Agata Rusek: O tym porozmawiamy już w kolejnym odcinku.

Zaproszenie na live 17 marca o godz. 10.00

Drogi Czytelniku, jeśli po przeczytaniu tego tekstu chciałbyś spotkać się z nami i spojrzeć w ten temat trochę głębiej, zapraszamy na kolejny live. Odbędzie się w najbliższy wtorek, 17 marca, od godz. 10:00, na naszych instagramowych profilach: @magda_urbanska_blog i @dobra.wnuczka. Podzielimy się szerzej doświadczeniem zarówno naszym, jak i tych, którzy w jakiś sposób nam zaufali i pokazali również swoją perspektywę. Tak jak na naszych wcześniejszych spotkaniach nasz live chcemy zakończyć wspólną modlitwą, więc zapraszamy serdecznie już w najbliższy wtorek!

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Najtrudniejsze są chwile, gdy twoje dziecko cierpi, a ty nie możesz zrobić nic [Siedem Boleści]
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.