Niech powstanie uwielbienie!

fot. depositphotos.com

Jezus nie miał lekko w swoim nauczaniu. Choć głosił Dobrą Nowinę o zbawieniu, napotykał w ludzkich sercach przeszkody, które stawiali ludzie broniący się przed miłością i przed wolnością, która jest jej naturalną konsekwencją. W ubiegłą niedzielę słyszeliśmy, jak Mistrz z Nazaretu został wezwany do tablicy, by wyjaśnić swój stosunek do prawa podatkowego. Dzisiaj jesteśmy świadkami tego, jak „(…) jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?»” (Mt 22,35-36). Możemy w tym pytaniu dostrzec tendencję, która jest obecna w sercach wielu ludzi: co jest najważniejsze, co jest pierwsze, co najpierw powinienem zrobić.

„On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem». To jest największe i pierwsze przykazanie” (Mt 22,37-38). Odpowiedź Jezusa – choć niesie ze sobą konkretne teologiczne konsekwencje, bo ustawiła cały chrześcijański system religijny pod „dyktando” miłości – w praktyce może wydawać się mało konkretna. „Czymże jednak jest miłość? Co to znaczy kochać Boga?” – zapyta niejeden, szukając odpowiednich środków wyrazów dla tego, co nazywamy miłością do Stwórcy. O to, co zewnętrznie miałoby świadczyć o tym, że kochamy Boga, pokłóciliśmy się w Kościele już wiele razy, nie dopuszczając myśli, że ktoś może inaczej niż my wyrażać swoje oddanie i miłość do Pana.

W miniony piątek miałem po raz kolejny okazję uczestniczyć w Wieczorze Modlitwy Młodych. Od lat w archidiecezji gdańskiej organizowane są te połączone z konferencją (niekiedy z pantomimą czy teatrem) uwielbieniowe spotkania trwające do późnych godzin wieczornych. To, co tym razem bardzo mnie poruszyło, to fakt, że całość przygotowana była przez rówieśników dla rówieśników – spektakl, śpiew i modlitwa. Usłyszeć śpiew prawie 500 młodych osób wołających o przebudzenie dla swojego pokolenia – to niesamowite przeżycie dające nadzieję, że Kościół wcale nie umiera, jak chcieliby czy wręcz życzą mu tego niektórzy (choć nie ma powodów do nadmiernego optymizmu co do jego kondycji), ale przede wszystkim było to przeżycie wskazujące drogę mi samemu.

„Niech powstanie uwielbienie, które zmieni to pokolenie! Niech powstanie pokolenie, które żyje przez uwielbienie” – słowa piosenki „Odezwa” autorstwa Mai Sowińskiej przeszywają na wskroś, bo w nich jest zawarta kwintesencja tego, co znaczy kochać Boga. Polecam wsłuchać się w jej słowa, tutaj zamieszczę tylko niektóre: „Przychodzę na Twą głowę wylać drogocenny olej. Przynoszę wszystko, co moje, abyś rzucił na to ogień. Przychodzę czas tu marnować, nie negocjować, lecz adorować”. Uwielbiać to podporządkowywać swojemu Bogu całe swoje życie, minuta po minucie oddychać ze świadomością, że ostatnie tchnienie będzie momentem wejścia do Królestwa chwały.

We wskazaniu zewnętrznych form wyrażania miłości lepiej nam idzie w stosunku do ludzi. Pewnie wszyscy przyznamy, że kto kocha, ten przytula i całuje, dba i troszczy się, martwi się i tęskni, cieszy się i odzyskuje sens życia, gdy ma ukochaną osobę obok siebie. Rozumiemy, co to znaczy kogoś kochać i uwielbiać, i wiemy, jak mu to okazać. Stary Testament jest w tym bardzo konkretny: „Nie będziesz gnębił ani uciskał przybysza, bo wy sami byliście przybyszami w ziemi egipskiej. Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy ani sieroty. (…) Jeśli pożyczysz pieniądze ubogiemu z mojego ludu, żyjącemu obok ciebie, to nie będziesz postępował wobec niego jak lichwiarz i nie każesz mu płacić odsetek” (Wj 22,20-21.24). Jezus podkreśla jednak, że pierwsze i najważniejsze przykazanie dotyczy miłości wobec Boga – i to nie takiej, która jest jedną z wielu miłości w naszym życiu, lecz miłością największą: całym sercem, całą duszą i całym umysłem. Miłość do Boga ma nas ogarnąć całkowicie. Dopiero wtedy możliwe będzie zrozumienie i spełnienie kolejnego przykazania: „Drugie podobne jest do niego: «Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego»” (Mt 22,39).

Wskazanie przykazań dotyczących miłości wobec Boga, bliźniego i samego siebie – to jedno, ale to, co pada z ust Jezusa na końcu Jego wypowiedzi, to już całkowity „kosmos”: „Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy” (Mt 22,40). Prawo, czyli przykazania, normy życia moralnego i wszystkie inne przepisy religijne, ma sens jedynie wtedy, gdy jest wypełnione miłością. Gdy rozumie się, że wynika ono z ojcowskiej miłości naszego Boga względem każdego człowieka i że dla miłości między nami zostało dane. Prawo bez miłości to prosta droga do pełnego opresji systemu, w którym łaja się za wykroczenie, a nagradza za bycie grzecznym. Dopiero gdy Prawo rozumie się jako wyraz miłości Boga do człowieka, można wypowiedzieć słowa Psalmu: „Miłuję Cię, Panie, Mocy moja, Panie, Opoko moja i Twierdzo, mój Wybawicielu. Boże, Skało moja, na którą się chronię, Tarczo moja, Mocy zbawienia mego i moja Obrono” (Ps 18,2-3).

Miłość nadaje sensu także temu, co nazywamy proroctwami, czyli wyjaśnianiem i interpretacją Bożego Słowa, które zawiera w sobie wolę Najwyższego względem każdego człowieka. Kiedy odczytuje się Słowo, jak też całe swoje życie, z założeniem, że kieruje je Ojciec do ukochanego dziecka, wtedy dopiero można wszystko właściwie zrozumieć. Odkrywając, że Bóg jest Miłością, możemy zacząć prawdziwie kochać. Próbując kochać, odkrywamy Bożej Miłości jeszcze więcej, a im bardziej jej doświadczamy, tym bardziej ją okazujemy innym. I tak dalej, i tak dalej. Tak właśnie działa Miłość – daje życie, wprawia w ruch i nie pozwala stać w miejscu na drodze do domu Ojca.

Nie dziwią więc słowa Apostoła Pawła zachwyconego miłością i jej mocą, którą widział we wspólnocie Tesaloniczan: „A wy, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego, staliście się naśladowcami naszymi i Pana, tak że okazaliście się wzorem dla wszystkich wierzących w Macedonii i Achai. Dzięki wam nauka Pańska stała się głośna nie tylko w Macedonii i Achai, ale wasza wiara w Boga wszędzie dała się poznać, tak że nawet nie potrzebujemy o tym mówić” (1 Tes 1,6-8). Wiarę żywą widać. Miłości też nie da się przegapić. One mówią same przez się. I choć nie trzeba nic dodawać, to jednak z radości chce się o tym opowiadać bez końca. Tym właśnie jest wynikające z miłości uwielbienie.

Kierownik redakcji gdańskiego oddziału "Gościa Niedzielnego". Dyrektor Wydziału Kurii Metropolitalnej Gdańskiej ds. Komunikacji Medialnej. Współtwórca kanału "Inny wymiar"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Niech powstanie uwielbienie!
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.