Poznanie ludzkich uczuć

Poznanie ludzkich uczuć
(fot. kelby93/flickr.com)

Na pytanie uczonego w Piśmie: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą (Mk 12, 29-30).

Przykazanie to dotyczy całego człowieka i całkowitej zdolności kochania. Nie odnosi się w pierwszym rzędzie do rytuałów czy poglądów ani nie ogranicza się do ludzkiej woli. Dotyczy najpierw serca, które jako źródło uczuć podlega jedynie ograniczonej kontroli i jednocześnie jest gwarantem autentyzmu.

Jezus mówi o całkowitej miłości do Ojca, która - paradoksalnie - choć przykazana, ma być wolnym wyborem. Gdyby przykazanie dotyczyło jakiegoś prawa tylko, konkretnych działań czy nawet przekonań, człowiek mógłby go racjonalnie wypełnić według własnego planu. Tymczasem przykazanie dotyczy najpierw serca z jego uczuciami, które są przecież złożone, trudno uchwytne i często nie poddają się życzeniom umysłu.

Dlatego już na samym początku rekolekcji stajemy przed biblijnym paradoksem wiary. Mamy odbyć wędrówkę do naszego serca, lecz nie podług naszych zasad i wyobrażeń. Na to potrzebna jest nasza zgoda. Podczas wędrówki będziemy coraz bardziej poznawać siebie i coraz bardziej autentycznie przeżywać więź z Bogiem. Rozpoczynamy ją od rozmowy o sercu, o naszych uczuciach, co w zamierzeniu podkreśla wagę tematu. Temat uczuć jest ważny przynajmniej z kilku powodów.

1. Po pierwsze i poniekąd oczywiste: uczucia mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie, na reakcje, styl zachowania, a nawet percepcję. Dlatego staramy się o dobre, pozytywne uczucia, w tym również uczucia religijne. Ile człowiek jest w stanie zrobić dla dobrego samopoczucia! Tę potrzebę najlepiej wykorzystują reklamy, obiecując satysfakcję, spełnienie, pewność siebie czy poczucie szczęścia, "gwarantując" istnienie związku między upragnionymi uczuciami a posiadaniem konkretnej rzeczy lub skorzystaniem z oferowanej usługi. Również fenomen masowego uczestnictwa w wydarzeniach sportowych, dyskotekach, szaleństwie zakupów oraz poszukiwania "świetnej zabawy" i "superatmosfery" można sprowadzić do niekończącego się starania o to, by dobrze się poczuć.

Uczucia określają nasze relacje z innymi. To, że jednych lubimy, a innych nie, zależy na ogół od obustronnego oddziaływania pozawerbalnego. Czasem jeden incydent czyni z przyjaciela wroga, a kiedy indziej topi wieloletnie lody nieufności. Ile razy robimy coś z litości, ze współczucia, kiedy indziej z poczucia odpowiedzialności, wyrachowania lub by uśmierzyć niepokój? Złożoność i niejednoznaczność naszych odczuć i zachowań wobec innych ludzi nierzadko jest przyczyną wewnętrznego zamieszania i niepewności. Chcąc postąpić uczciwie, człowiek odwołuje się do swoich najgłębszych uczuć jako do ostatniej instancji. W przypadku niepewnego związku ktoś, kto stara się pomóc, pyta: Ale co czujesz wobec tej osoby? Czy ty ją/jego kochasz? Fakt istnienia miłości relatywizuje w tym wypadku inne kontrargumenty, a z kolei jej brak czyni każdą próbę racjonalnej rekompensaty mało wiarygodną.

Uczucia podlegają również modzie. Wiele promowanych i pożądanych dziś zachowań społecznych ma jak najbardziej związek z emocjami i przekonaniem o możliwości wpływania na nie. Przykładem może być chociażby pewność siebie, którą należy demonstrować, co niewątpliwie stanowi kontrast z preferowaną niegdyś skromnością. Również deklaracje bycia otwartym czy tolerancyjnym nierzadko mają emocjonalne podłoże. Wpasowują się w atrakcyjny styl myślenia o sobie, bez brania pod uwagę nie tylko ogólnej złożoności problemu, ale nawet faktycznego stanu własnych uczuć, który mógłby okazać się kłopotliwy.

Uczucia zmuszają nas do modyfikowania opinii na swój temat. Złość i niecierpliwość, którą okazują sobie rodzice i przenoszą je na dzieci, uświadamia im nie tylko napięcie, w jakim żyją, lecz także brak kontroli nad swoimi emocjami. Eksplozja zazdrości, niepohamowane ambicje, pragnienie władzy, żądza zemsty czy notoryczne poczucie niższości to tylko niektóre przykłady dominacji uczuć, która człowieka z odrobiną samokrytycyzmu zdumiewa i często wywołuje łańcuchową reakcję w świecie uczuć, nierzadko poczucie winy, przerażenie sobą czy rozpacz. Poczucie bezsilności wobec własnego lęku, tendencji do agresywnych zachowań czy siły nałogów mogą być bardzo upokarzające, kwestionując deklaracje racjonalności naszych zachowań.

Dramatyzm ludzkich uczuć potęguje się najdotkliwiej w sytuacji cierpienia, śmierci kogoś bliskiego, w przypadku zdrady i odrzucenia. Siła uczuć, która nie daje się uśmierzyć argumentami i domaga się wyjaśnienia, nierzadko wtrąca człowieka w rozpaczliwe poczucie osamotnienia, braku sensu, aż po obłęd i chęć samounicestwienia. Dopiero sytuacje graniczne uświadamiają nam gwałtowność i potęgę natury uczuć.

Lista uczuć, ich przejawów i wpływu na zachowanie jest z pewnością długa. Zamiarem tego artykułu nie jest ich kategoryzacja, ale zwrócenie uwagi na zasadnicze elementy, które charakteryzują świat uczuć i które muszą być brane pod uwagę na duchowej drodze rekolekcji ignacjańskich. Tymi elementami są: złożoność i niejednoznaczność uczuć, ich ogromna siła oraz dominująca rola w życiu przy jednoczesnej nieświadomości lub bezsilności, które widoczne są szczególnie w momentach ulegania manipulacji, w chwilach kryzysu i wszelkich zachowaniach, w których okazujemy się "więźniami uczuć". To właśnie nieprzejrzystość źródłowych motywów czyni nasze zachowania i deklaracje tak zagadkowymi i niespójnymi.

Uczucia mają swoją historię rozwoju, często zapomnianą czy - jeśli są trudne - zepchniętą w nieświadomość. W ten sposób człowiek broni się przed cierpieniem, przed bolesnymi wspomnieniami, które wywołują "demony przeszłości". Jednak droga radzenia sobie z własną trudną przeszłością nie polega na zapomnieniu. Świat uczuć obdarzony jest perfekcyjną pamięcią i jeśli trudna przeszłość nie zostanie uleczona, to da o sobie znać w jakiś inny, ale problematyczny sposób.

Stworzeni jesteśmy tak, by ufać. Dziecko ufa spontanicznie i nie jest przygotowane na to, że może zostać oszukane czy wykorzystane, nie jest przygotowane na zakłamanie. Takie są początki każdego z nas, gdy przekaz rodziców odgrywa wielką rolę. W procesie samopotwierdzania dziecko otrzymuje różne przekazy, nierzadko sprzeczne. Charakter przekazu powinien być pozytywny i czytelny, dzięki czemu lepiej można decydować o tym, w co i komu wierzymy. Zakłamany przekaz wtrąca małego człowieka w niebezpieczny świat dwuznaczności i fałszywej tożsamości narzuconej przemocą. Zranienia w sferze emocjonalnej, traumatyczne przeżycia bolą przez długie lata, a czasem przez całe życie.

W czasie rekolekcji powinniśmy się przyjrzeć naszym emocjom i uczuciom oraz genezie ich rozwoju. To zadanie trzeba potraktować poważnie, by nie zatrzymać się na powierzchni i nie poprzestać na gazetowej psychologii oraz domowych poradach radzenia sobie w życiu. W metodzie rekolekcji nie chodzi o to, by od razu radzić sobie z własnymi uczuciami. Paradoksem życia człowieka jest to, że do pewnych granic potrafi dominować nad przyrodą, technologią czy nad innymi ludźmi, jednak w sferze najbardziej mu bliskiej - sferze uczuć - okazuje się bezradny i zagubiony. Jedną z wcale nierzadkich strategii jest odgrodzenie się od trudnych uczuć, czasem od uczuć w ogóle, rozwijając na przykład sferę intelektualną kosztem emocjonalnej. Można być człowiekiem o wielkiej inteligencji i równolegle wielkiej infantylności emocjonalnej, a co za tym idzie - duchowej. O niektórych ludziach mówimy "zimny typ", "człowiek bez skrupułów", "człowiek bez serca".

Wobec różnorodności uczuć, ich jawnych i ukrytych mechanizmów, wobec doświadczeń ogromnej siły uczuć, która potrafi doprowadzić człowieka zarówno do heroicznych czynów, jak i do samozniszczenia, musimy postawić sobie jedno pytanie: Jak postępować z własnymi uczuciami? Lub inaczej: Jaka jest chrześcijańska odpowiedź na pytanie o ludzkie serce?

Medytacje ignacjańskie prowadzą do odpowiedzi w specyficzny sposób. Św. Ignacy nie proponuje zbioru reguł, lecz duchowe doświadczenie cierpliwej medytacji. Doświadczenie można porównać do przebycia pewnej drogi również dlatego, że rozwiązanie nie leży w bezpośrednim sąsiedztwie naszych problemów. Aby znaleźć odpowiedź na nasze pytania, musimy udać się "w górę rzeki", do jej źródeł, by zobaczyć naturę początku, a także siebie w szerszej perspektywie stworzenia i odkupienia. Odpowiedź jest złożona i głęboko osobista.

2. Po drugie: uczucia są ważne, gdyż każdy z nas - jak należy założyć - szuka większej jasności odnośnie do siebie samego. Choć uczucia nie stanowią całej prawdy o nas, muszą być wzięte pod uwagę, jeśli chcemy odpowiedzieć na pytanie: Jaki naprawdę jestem? lub może nawet: Kim naprawdę jestem? Jest to szczególnie ważne, jeśli wcześniej ktoś inny wyręczał nas w odpowiedzi i sugerował lub wymuszał, jaki "powinienem być". Trzeba sobie uświadomić, że żyjemy w czasach nadmiaru informacji i wielości koncepcji, również odnośnie do tego, kim jesteśmy i co naprawdę jest w życiu ważne.

Na przykład bardzo popularnym pytaniem, które nierzadko staje się nadrzędną zasadą podejmowania decyzji, jest: Czego ja chcę? Zadanie sobie tego pytania może stać się przebudzeniem do świadomego życia (jeśli ktoś wcześniej żył według "scenariusza napisanego przez kogoś innego"). Może też być początkiem życia egoistycznego, jeśli człowiek zacznie konsekwentnie sprowadzać wszystko tylko do logiki swoich własnych potrzeb. Można również spekulować, czy rzeczywiście potrafimy odpowiedzieć na to pytanie. Szczere z pozoru odpowiedzi okazują się często powtarzaniem sloganów z najgłośniejszych reklam czy popularnych koncepcji krążących w naszej sferze kulturowej, a my ulegamy bardziej modzie czy manipulacji niż wymaganiom szczerości.

Nieodłącznym problemem nowoczesnych społeczeństw zindywidualizowanych są niepewność i poczucie zagubienia. Społeczeństwa najbardziej rozwinięte gospodarczo, z największymi możliwościami wyboru stylu życia, cierpią na największy procent ludzi z zaburzeniami psychicznymi.

Nieświadomość tego, kim jestem, stanowi przyczynę największych iluzji, jakie człowiek może stworzyć, poczynając od tych na swój temat. Każdy ma jakąś opinię o sobie, która tworzy podstawę deklaracji: "Jestem uczciwy", "Nikomu nie zrobiłbym krzywdy", "W przeciwieństwie do innych dobrze siebie znam". Stosunkowo często można usłyszeć: "Mówię ludziom prawdę" czy "Nie boję się komuś powiedzieć, co o nim myślę". W niektórych środowiskach taka postawa traktowana jest jak królowa wszystkich cnót. Rzadko jednak zdajemy sobie sprawę z kruchości podstaw takich deklaracji. Dopiero doświadczenie duchowe weryfikuje nasze iluzje.

I tak w przypadku mówienia prawdy, jeśli człowiek sam nie żyje w "prawdzie", nie może komuś innemu powiedzieć "prawdy". Paradoksalnie, jeśli żyje w prawdzie, to nie spieszy się z powiedzeniem komuś innemu "prawdy", która często jest niczym innym, jak popisywaniem się własną rzekomą szczerością, przy braku szacunku dla innych, usprawiedliwioną sakramentalnym "bo tak czuję". Ta "szczerość" dziwnie szybko znika, jeśli trzeba za nią zapłacić, na przykład narazić się w pracy. Nieświadomość czyni nas groteskowymi. Sknera sprzedaje swoje skąpstwo jako cnotę skromności, a "religijne" decyzje mają niewiele wspólnego z miłosierdziem. "Większość z nas kocha całą ludzkość. Jeśli mamy problem z miłością, to wobec sąsiada" (Anthony de Mello SJ).

Rekolekcje, choć nie wprost, stawiają pytanie o to, kim jestem. Z odpowiedzią nie trzeba się spieszyć, a wcześniejszych odpowiedzi nie powtarzać automatycznie. Kiedy badamy świat uczuć, kiedy wypowiadamy się na ich temat, potrzebujemy pokory, by nie wypowiadać się definitywnie. Rekolekcje są najpierw czasem wyciszenia się, otwierania się, tak by odkrywać prawdę, czekać w pokorze na jej objawienie się. Chodzi o to, by się nie okłamywać. W odkrywaniu, w czekaniu, kryje się wiele pasywności.

Ćwiczeniach duchownych jest też miejsce na aktywność, ale najpierw zaczynamy od postawy pasywnej, by samemu nie tworzyć życzeniowych "prawd", nie tworzyć na przykład mozaiki z najlepszych czy najgorszych elementów, co na tym etapie byłoby zabawą w boga, ale pozwolić przemówić rzeczywistości. Prawda nie jest jednowymiarowa. Hans Urs von Balthasar, szwajcarski teolog, jeden z najważniejszych w XX wieku, pisał o symfonicznym charakterze prawdy. Prawda ma wiele tonów, które składają się na melodię. Jeśli nie harmonizują, to muzyka brzmi fałszywie. Mając wewnętrzny zmysł "muzyczny", potrafimy wyłapać harmonię i fałsz.

Poznawanie siebie rozpoczyna się od zwrócenia uwagi na uczucia, te, które będą dawały o sobie znać w trakcie rekolekcji. Na początku można mieć poczucie chaosu i nieuchwytnej złożoności uczuć. Jednak w miarę postępu duchowego ta początkowa złożoność upraszcza się. Jeśli zaczynamy od chaosu, to z czasem dostrzegamy pewną logikę uczuć, zasady, którym są posłuszne. Podobnie rozpoczynając od wielu problemów, dochodzimy ostatecznie do jednego. Choć odpowiedź jest złożona intelektualnie, to duchowo pozostaje prosta.

 

Dopóki nie rozumiemy swoich uczuć, jesteśmy ich niewolnikami. Historie wchodzenia w patologiczne związki i w destruktywne relacje są powszechne, a sama świadomość nie chroni jeszcze przed mechanizmem uzależniania się. Na drodze duchowej chodzi jednak o to, by nie być niewolnikiem uczuć. Prawdziwe życie, do którego zostaliśmy stworzeni, jest życiem w wolności.

Rekolekcje odbywają się w całkowitym milczeniu, chwilowym odizolowaniu się od świata, żeby móc zapytać się o własne uczucia, o to, co jest w sercu. Medytacja ma służyć temu, by odpowiedź przyszła z głębi serca. Nawet jeśli na wprowadzeniach do modlitwy usłyszymy o pewnych obiektywnie ważnych sprawach, to trzeba pozwolić, by to serce pokazało, które z tych spraw i na ile są istotne.

3. Po trzecie: temat uczuć jest ważny, gdyż dotyczy modlitwy i w ogóle duchowego rozwoju. Uważność skierowana na wewnętrzne poruszenia jest podstawową zasadą, jaką św. Ignacy podaje we wskazówkach do medytacji. Jeśli coś mnie porusza: pozytywnie lub negatywnie, to - według Ignacego - należy się nad tym zatrzymać. Medytacja weryfikuje, na ile jesteśmy w harmonii z własnymi uczuciami.

Doświadczenie dawania rekolekcji pokazało, że Ćwiczenia duchowne lepiej jest zaczynać nie od pierwszego tygodnia, tylko od fundamentu, który pierwotnie był pomyślany jako integralna część pierwszego tygodnia. Fundament został wyodrębniony ze względu na konieczność spędzenia dłuższego czasu w świecie własnych uczuć. Bez dania czasu na wydawałoby się proste ćwiczenia, stosunkowo duży procent uczestników nie jest w stanie dotrzeć do własnego serca i w konsekwencji odprawia dalsze medytacje czysto intelektualnie, bez zaangażowania serca.

Jest to fundamentalny problem, rzeczywiście na miarę fundamentu. Choć dzisiaj o uczuciach wiemy teoretycznie więcej niż poprzednie pokolenia, to wcale nie jesteśmy wobec nich mniej bezradni. Jeśli uczucia są poblokowane, to teksty biblijne nie przemawiają do naszej głębi, nie poruszą nas. Człowiek albo wikła się w intelektualne eskapady, albo zaczyna się nudzić. W obu przypadkach traci czas. Medytacja, zamiast spotkaniem z Nieznanym, przemienia się w fabrykowane fantazjowanie. Symetryczny problem występuje w przypadku rozchwiania emocjonalnego, gdy uczucia w oczywisty sposób dominują nad zachowaniem człowieka, który nie ma do nich dystansu, a jego huśtawka emocjonalna jest udręczeniem i dla niego samego, i dla otoczenia.

Na medytacji, z upływem czasu, wracamy do czegoś pierwotnego w nas. Nawet jeśli w życiu w jakiś sposób udaje nam się przed czymś uciekać, to po paru dniach milczenia przestaje się to udawać. Jeśli w życiu coś pozorujemy, to w medytacji szybko się przekonujemy, że udawanie zamyka nas na Boga. Przed Bogiem opadają nasze zasłony i stajemy nadzy jak biblijni Adam i Ewa. Przeszkodą może być jedynie to, że przestraszymy się takiego doświadczenia. Przeszkodą nie jest prawda o nas. Przeszkodą mogą być jedynie próby dalszego udawania. Przeszkodą jest kłamstwo, w którym żyjemy, które sami wytworzyliśmy, w które daliśmy się uwikłać.

Człowiek może się łudzić zarówno własną wielkością, jak i własną niegodnością. Każdy ma jakąś historię zakłamania. Chodzi bardziej o wewnętrzną postawę niż o przypadki jawnych kłamstw wobec innych. Jednak skoro stać nas na przemyślne budowanie iluzji, to stać nas też na przerwanie tego procesu. Medytacja powinna nam pomóc obnażyć kłamstwo, stanąć w szczerości przed naszym Panem. Uczucia będą kluczem do tej postawy otwarcia się przed Bogiem.

Niewrażliwość duchowa jest na ogół związana z brakiem emocjonalnego zaangażowania. Tę podstawową zależność można zaobserwować w Ćwiczeniach duchownych, których nie da się odprawić "bez serca". Medytacje z zaangażowaniem serca nie są żadnym sentymentalnym ćwiczeniem, lecz doświadczeniem podobnym do spotkania, jakie przeżyli uczniowie na drodze do Emaus. Przypominając sobie rozmowę z Jezusem, zauważają: Czyż serce w nas nie pałało? (Łk 24, 32). Tak, dlatego zostali uczniami. Istnieje cała rzesza ludzi, których serce nie zabiło mocniej i dlatego nie wybierają się w żadną ryzykowną podróż duchową. Jeśli człowiek poprzez medytację chciałby jedynie przemyśleć sobie pewne sprawy albo dowiedzieć się czegoś, to w najlepszym wypadku będzie tylko wzmacniał swoje iluzje, a po pewnym czasie zacznie się nudzić.

W pierwszej uwadze do Ćwiczeń św. Ignacy mówi, czym one są w odniesieniu do celu: "Ćwiczeniami duchowymi nazywa się wszelkie sposoby przygotowania i usposobienia duszy do usunięcia wszystkich uczuć nieuporządkowanych, a po ich usunięciu - do szukania i znalezienia woli Bożej w takim uporządkowaniu życia, żeby służyło dla dobra i zbawienia duszy" (Ćd 1). Chodzi zatem o dwie warunkujące się rzeczy: o uporządkowanie uczuć i o pełnienie woli Bożej. W tym momencie, to jest na początku ignacjańskiej drogi rekolekcyjnej, trzeba powstrzymać się od definiowania, czym jest uporządkowanie uczuć i czym wola Boża. Bardzo łatwo o pomyłkę, gdzie "porządkowanie uczuć" rozumiane jest wolitywnie, tak jakby człowiek miał zrobić z sobą porządek. Dopiero kolejne tygodnie Ćwiczeń duchownych pokażą nam poprzez doświadczenie, czym jest uporządkowanie uczuć i jak się ono dokonuje.

W tym miejscu można jedynie zaznaczyć, że świat naszych uczuć, nasze serce, będzie przechodzić duchowy proces oczyszczenia po to, byśmy nauczyli się rozpoznawać działanie Boga. Ta umiejętność rozeznawania, odróżniania działania Ducha Bożego od naszego własnego działania, czy też kuszenia złego ducha, stanowić będzie podstawę dalszej duchowej aktywności. Zajmujemy się uczuciami przede wszystkim dlatego, że to właśnie one mają być miejscem rozeznawania woli Bożej. Dopóki jednak są uśpione lub trwają w pomieszaniu, nie jesteśmy w stanie rozpoznać działania Stwórcy.

By pozwolić przemówić swoim uczuciom, potrzebna jest pokora. By zdecydować się na coś tak prostego, wydawałoby się zbędnego, dziecięcego i taniego, musimy zrezygnować z niepotrzebnej dumy. Każdy ma jakiś "przemyślany" obraz siebie. W rekolekcjach będziemy się starać zaczynać od uczuć, nie oceniając i nie kontrolując ich jakości i intensywności. Potrzeba pokory również po to, by nie zniechęcić się z pozoru małymi postępami. Rzeczy, które są ważne w świecie i za takie powszechnie uważane, mogą być nieistotne w życiu duchowym. Również sprawy istotne dla życia duchowego mogą wydać się na początku mało znaczące, wymyślone, sztuczne. Trzeba się modlić, żebyśmy się nie pomylili, żebyśmy poznali duchowy smak spraw istotnych.

"Przychodzi taki dzień, kiedy nagle zauważamy, że wszystkie te «abstrakcyjne» problemy, których sens może trudno było nam zrozumieć, nie są jedynie szkolnymi ćwiczeniami, dla jednych nudnymi, dla innych interesującymi lub wręcz pasjonującymi; lecz że są to problemy realne, problemy, które przed nami stawia rzeczywistość, które jej w pełni dotyczą i których rozwiązanie naprawdę jest ważne" (Henri de Lubac SJ).

Cytowany de Lubac podaje w innym miejscu ważną dla nas uwagę dotyczącą zajmowania się uczuciami. Wskazuje mianowicie na dzisiejsze pomieszanie dwóch pojęć antropologicznych: psychepneuma. Innymi słowy: na pomieszanie problemów psychicznych z duchowymi. Współczesna nauka (i potoczne rozumienie) utożsamia te dwie dziedziny, a w sumie redukuje wymiar duchowy do psychicznego. Jednak dla chrześcijan duchowość człowieka nie sprowadza się do psychiki. Jest w nas coś bardziej podstawowego. Mówimy o duszy i o duchu, o byciu stworzonym na obraz i podobieństwo Boże oraz o zamieszkiwaniu Boga w nas (w które to tematy wprowadzą nas dalsze tygodnie Ćwiczeń). Teraz jednak zaczynamy od uczuć, w tym również od naszych uwarunkowań psychologicznych, pamiętając, że jest w nas coś bardziej podstawowego: zamiar Boga, Jego życie, Jego natchnienie i pragnienia, które biorą się z tego natchnienia.

Psychologia zajmuje się emocjonalną sferą człowieka. My nie zamierzamy poprzestać na retrospekcji. To bardzo ważna zasada, którą musimy nauczyć się stosować, jeśli nie chcemy sprowadzić modlitwy do autoobserwacji, czyli w konsekwencji do takiego zajęcia się sobą, które nie zwraca uwagi na Boga. Dlatego rozpoczynając każdą medytację, uświadamiamy sobie najpierw, że Bóg jest obecny, i ofiarujemy Mu wszystkie nasze wysiłki.

Trzeba się tego konsekwentnie trzymać przez całą medytację. Oznacza to - i jest to fundamentalnie różna zasada od retrospekcji - że mamy rozważać treści biblijne i mamy dostrzegać uczucia, które się pojawiają. Nasza uwaga powinna jednak być skoncentrowana na Bogu, na Obecności, tajemniczej i godnej najwyższego szacunku.

Jest to najważniejsza zasada na drodze Ćwiczeń. Nie medytujemy po to, by narcystycznie przyglądać się sobie, ale by skierować naszą uważność na Boga. Uczucia pojawiają się według własnej logiki i w różnym natężeniu. Trzeba je zauważać, pozwolić im być, ale nie wpływać na nie, nie próbować ich zmieniać, kontrolować czy usuwać. Niech będą jak chmury na niebie, które przesuwają się przed naszymi oczyma. Nie próbujemy przecież zatrzymać chmur ani wpływać na ich kształt. Paradoksalnie, im bardziej koncentrujemy się na Bogu, tym bardziej stajemy się wolni wobec siebie, wobec własnych doświadczeń i tym odważniej pozwalamy na otwieranie się naszego serca.

Powinniśmy dobrze rozważyć tę zasadę i trzymać się jej, ponieważ największe niebezpieczeństwo medytacji polega na zajmowaniu się sobą, które nie ma wiele wspólnego ani z porządkowaniem uczuć, ani z szukaniem woli Bożej.

Trzeba też uczyć się zachowywania w modlitwie wewnętrznej "lekkości". Nie powinniśmy niczego wymuszać ani niczego robić na siłę. Nawet jeśli musimy zdyscyplinować się do modlitwy, trzeba wejść w nią "lekko", szukając odpoczynku - nawet pośród nawałnicy własnych uczuć. Niechęć do modlitwy często ma związek właśnie z doświadczeniem przymusu lub zmęczeniem własnym działaniem, które ostatecznie jest próbą samozbawienia. Wchodząc w medytację "lekko", nie stawiamy sobie warunków, nie szukamy sukcesu, nie stwarzamy presji, dzięki czemu otwierają się drzwi do własnego serca, stworzonego do wolności. W medytacji należy trwać bezwarunkowo, świadomie odsuwając od siebie presję sukcesu.

W rekolekcjach chodzi najpierw o to, by "wrócić do swego serca". Serce według Katechizmu Kościoła Katolickiego jest "mieszkaniem, w którym jestem, gdzie przebywam (według wyrażenia semickiego lub biblijnego: gdzie zstępuję). Jest naszym ukrytym centrum, nieuchwytnym dla naszego rozumu ani dla innych; jedynie Duch Boży może je zgłębić i poznać. Jest ono miejscem decyzji w głębi naszych wewnętrznych dążeń. Jest miejscem prawdy, w którym wybieramy życie lub śmierć. Jest miejscem spotkania, albowiem nasze życie, ukształtowane na obraz Boży, ma charakter relacyjny: serce jest miejscem przymierza" (KKK 2563). Serca nie należy cenzurować na medytacji, ale pozwolić mu się "objawić" bez osądzania.

Wszystko to służy relacji z Bogiem, której podobnie jak naszego serca nie możemy kontrolować i której bezwarunkową zasadą jest wolność. To, co w medytacji dokonuje się w prosty sposób, co z pozoru nie ma związku z naszym życiem (jak chociażby planowanie), otwiera nas na miłość - najbardziej autentyczne uczucie.

"Nic nie jest bardziej praktyczne niż znalezienie Boga, to znaczy zakochanie się w całkiem absolutny, ostateczny sposób. To, w czym się zakochałeś, co zajmuje twoją wyobraźnię, będzie mieć wpływ na wszystko inne. Będzie decydować, co wyciągnie cię rano z łóżka, co zrobisz ze swoimi wieczorami, jak spędzisz swoje weekendy, co czytasz, kogo poznasz, co złamie ci serce i co będzie cię zdumiewać radością i wdzięcznością. Zakochaj się, trwaj w miłości, a to zdecyduje o wszystkim" (Pedro Arrupe SJ).

Andrzej Sarnacki SJ (ur. 1966), wykładowca w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie, rekolekcjonista i kierownik duchowy.

Fragment książki: J. Augustyn SJ (red.), Co zabrać ze sobą? Po fundamencie "Ćwiczeń duchownych", Kraków 2008.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Poznanie ludzkich uczuć
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.