Gniew to ludzka rzecz

Gniew to ludzka rzecz
(fot. Iain Brownez/flickr.com)

„Jezus powiedział do tłumów: Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili. (Mt 11,16-19)

Bardzo lubię ten fragment Ewangelii, ponieważ w sposób szczególny ukazuje ludzkie oblicze Jezusa, przedstawiając Go jako mężczyznę, który również przeżywał negatywne uczucia, znane każdemu człowiekowi.

Z jednej strony w tej wypowiedzi Jezusa dostrzegamy pewnego rodzaju bezradność wobec ludzi, którzy mimo różnych Bożych prób dotarcia do ich serc, pozostają niewzruszeni w swojej zatwardziałości. Jezusowi po prostu brakuje słów, aby opisać to, co dzieje się z tym „pokoleniem”, tak jak my sami często wzdychamy, kiedy nie wiemy, co zrobić w trudnej sytuacji. Z drugiej strony, użyte przez Chrystusa porównanie wyraża Jego frustrację i rozczarowanie. Tyle, że trzeba tu poczynić pewne rozróżnienie.

Frustracja wypływa z różnych źródeł. Mogę się zdenerwować, ponieważ nie wygrałem szóstki w totolotka i nie kupię sobie najnowszego mercedesa. Ale inaczej wygląda sprawa, jeśli czuję się sfrustrowany, ponieważ ktoś nie przyjął mojego daru, moich szczerych wysiłków, odrzucił i zlekceważył moje poświęcenie lub uczucie. Nadto odpłaca mi pięknym za nadobne, przypisując nieszlachetne lub niecne motywy.

Jeśli przyczyną rozczarowania jest egoizm lub nierealistyczne oczekiwania, takie doświadczenie jest w sumie pozytywnym uczuciem, zapraszającym do przemiany. Św. Tomasz z Akwinu nazywa je rozpaczą (nie mylić ze stanem rozpaczy). Nawet pies może przeżyć rozpacz, kiedy zauważa, że nie dogoni uciekającego zająca. Jest to dla niego znak, że trzeba zaprzestać pościgu. Wśród ludzi tego typu rozpacz (rozczarowanie) może być sygnałem informującym, że należy się z czegoś wycofać, ponieważ osiągnięcie trudnego dobra wydaje się przekraczać nasze możliwości. W przeciwnym wypadku moglibyśmy wyrządzić sobie szkodę. To bardzo bolesne uczucie, ale jak najbardziej uprawnione.

Dzisiejsza Ewangelia wspomina o innym rodzaju frustracji, która jest pochodną słusznego gniewu. W naszych czasach wiele mówi się o asertywności i potrzebie wyrażania emocji. Niemniej wydaje się, że wskutek powierzchownych kazań i niepogłębionej teologii, wielu wierzących uważa, że negatywnych uczuć (które są zmienne i cielesne) nie sposób pogodzić z życiem duchowym. Jeśli doświadczamy gwałtownych afektów, jak gniew, frustracja, lęk, rozpacz, nieraz sądzimy, że trzeba je zwalczać, a najlepiej w ogóle ich przeżywać. Czasem intensywność negatywnej emocji od razu utożsamiamy z grzechem.

Tymczasem już Ojcowie Kościoła (a nie dopiero współcześni psychologowie) podkreślali, że niezdolność do okazywania umiarkowanego gniewu jest wadą, podobną do nieodczuwania popędu seksualnego. Jeśli człowiek nie wybucha gniewem w określonych okolicznościach, oznacza to, że nie zależy mu na dobru, które dzięki temu uczuciu jest chronione.

Św. Tomasz z Akwinu, a nieco później św. Ignacy z Loyoli, uważali, że uczucia są nośnikiem energii i mogą zarówno przeszkadzać jak i wzmacniać ludzkie działanie. Wszystko zależy od tego, jak włączymy je w nasze działanie. Na tym polega cała sztuka.

By lepiej zrozumieć reakcję Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, musimy jeszcze odwołać się do paru innych miejsc w Nowym Testamencie, gdzie jest mowa o gniewie.

Niektórzy komentatorzy, powołując się na słowa Jezusa w Ewangelii św. Mateusza: „Każdy, kto się gniewa na brata swego podlega sądowi” (Mt 5,22), rozciągają to ostrzeżenie na wszelkie formy gniewu, uważając to uczucie za niespójne z duchem chrześcijańskim. Nie dostrzegają jednak, że Jezus przestrzega tutaj przed gniewem, który może stać się motywem zabójstwa. Chodzi więc o gniew zainspirowany wolą odwetu, a więc oparty na impulsach „starego człowieka”, który sądzi, że dojdzie swojego, jeśli odwoła się do przemocy.

Jednakże św. Marek pisze o innym źródle gniewu. W scenie uzdrowienia chorego z uschłą ręką wyraźnie zanotowuje, że Jezus „spojrzał wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca” (Mk 3,5). Gniew łączy się tutaj ze smutkiem, który jest bliski współczuciu. Smutek pojawia się, jak pisze św. Tomasz, gdy obecne jest zło, którego nie możemy uniknąć.

Kiedy Jezus wywracał stoły w świątyni, czynił tak, ponieważ zdawał sobie sprawę z prawdziwego znaczenia tego miejsca i nie godził się na zintrumentalizowanie go dla celów biznesowych. Gniew w tym przypadku uwypuklił Jego szacunek do domu Bożego jako sprawę najwyższej wagi. 

Z kolei św. Paweł wzywa Efezjan do pracy nad gniewem, wprowadzając interesujące rozróżnienie. „Gniewajcie się, ale nie grzeszcie. Niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem” (Ef 4, 26). Apostoł nie twierdzi, że gniew nigdy nie rodzi się w sercu chrześcijanina. Przeciwnie, rodzi się, a nawet nie jest grzeszny. Św. Paweł mówi jednak, aby natychmiast przyjrzeć się przyczynie gniewu i nie żywić go bez końca. Nawet jeśli nieco później apostoł nawołuje, aby gniew zniknął ze wspólnoty (Ef 4,31), chodzi o jego „poważniejszą” formę, czyli grzech połączony z wściekłością, goryczą i znieważaniem.

Istnieją więc słuszne racje, aby okazywać wzburzenie. Gniew może być oznaką właściwego przywiązania do dobra. Jeśli ktoś ukradnie mi samochód, jeśli mój przyjaciel nie dotrzyma słowa, jeśli dziecko z uporem będzie się sprzeciwiać słusznej radzie rodzica, taki gniew będzie z pewnością usprawiedliwiony, a nawet konieczny. Nie oznacza to jednak, że automatycznie mamy nienawidzić przyjaciela lub odwrócić się od dziecka. Zwykle ten rodzaj gniewu szybko nam przechodzi. Raczej pokazujemy w ten sposób, co dla nas jest ważne i cenne. Bez tego uczucia „suchy” komunikat mógłby w ogóle nie dotrzeć do adresata, a osoba, której zwracam uwagę w przyszłości mogłaby postąpić podobnie.

Słuszny gniew może się oczywiście przerodzić w jego destrukcyjny odpowiednik, niszczący relacje, jeśli zabraknie nam miłosierdzia. Nieprzypadkowo św. Paweł kończy swoje napomnienia o gniewu słowami zachęty: „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.(Ef 4, 32)” Nie chodzi więc o to, żeby się pozbyć gniewu lub go w ogóle nie odczuwać, lecz aby jego przeżywanie zostało oczyszczone (nie usunięte) przez miłosierdzie i pojednanie.

Nauka płynąca z tej lekcji jest taka, że czasem trzeba „gniewliwie” dawać bliźnim do zrozumienia, że trwonią jakiś dar, gardzą miłością, brną w ślepy zaułek, nie po to, żeby wzbudzać w nich poczucie winy, lecz żeby nasze relacje nie stały się powierzchowne. Jeśli będziemy w sobie dusić dobry gniew, grozi nam narastająca frustracja, która skończy się goryczą, skwaszeniem, narzekaniem i apatią. Możliwość zobaczenia Jezusa w podobnej sytuacji to duchowe pocieszenie, które dodaje sił. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Gniew to ludzka rzecz
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.