Myślałam, że jestem "uduchowiona". Dopiero wtedy zrozumiałam, gdzie naprawdę szukać Boga

fot. depositphotos.com
TikTok / @droga.marzen / jh

Przez długi czas wydawało jej się, że duchowość można odnaleźć w energiach, manifestacji, kryształach i różnych praktykach obiecujących wewnętrzny spokój. Wszystko zmieniło się pewnej nocy, gdy przeżyła doświadczenie, które do dziś uważa za moment przełomowy. Właśnie wtedy zaczęła swoją drogę do Boga.

Jako dziecko chodziła do kościoła razem z rodzicami. Było to dla niej raczej coś oczywistego niż wynik osobistego wyboru. Uczyła się także w katolickiej szkole podstawowej, a później w liceum, więc religia była obecna w jej codzienności. Nie oznaczało to jednak, że miała żywą relację z Bogiem. Wiara była raczej elementem wychowania niż czymś, co naprawdę ją poruszało.

DEON.PL POLECA



Z czasem ten dystans stawał się coraz większy. W liceum nie uważała już siebie za osobę wierzącą.

Jeszcze wcześniej, w gimnazjum, przeszła przez bardzo trudny okres. Zmagała się z depresją, pojawiały się myśli samobójcze i głębokie poczucie bezsensu. Życie wydawało jej się pozbawione celu, a codzienność była naznaczona wewnętrznym bólem i zagubieniem.

W takim stanie człowiek często zaczyna szukać czegokolwiek, co przyniesie ukojenie, da złudzenie kontroli albo stworzy wrażenie, że istnieje jakaś ukryta odpowiedź na cierpienie.

Zafascynowała ją spirytualność

Po jakimś czasie zaczęła mocno interesować się szeroko pojętą duchowością, ale już nie chrześcijańską. Uwierzyła w energie, czakry, manifestację, moc kryształów i różne praktyki, które miały przynosić harmonię oraz poczucie bezpieczeństwa. Zaczęła otaczać się kadzidełkami, kamieniami i różnymi przedmiotami, którym przypisywała szczególne znaczenie.

DEON.PL POLECA


Jak sama opowiada, doszło do tego, że na maturę szła z kryształem schowanym w ubraniu, przekonana, że dzięki temu lepiej sobie poradzi. Wieczorami miała problemy z zasypianiem, dlatego słuchała nagrań ASMR. Część z nich była związana właśnie z praktykami spirytualnymi, pojawiały się tam motywy oczyszczania czakr, uzdrawiania energią czy reiki (praktyka przekazywania "energii życiowej" przez dłonie, japońska metoda uznawana za pseudonaukową). Wydawało jej się wtedy, że to tylko nieszkodliwa forma wyciszenia.

Nieproszona obecność

Wszystko zmieniło się podczas jednego z takich wieczorów. Słuchała nagrania w klimacie reiki healing i była już blisko zaśnięcia, kiedy nagle poczuła, że ktoś znajduje się za nią. Nie było to zwykłe przeczucie. Towarzyszyło jej silne przekonanie, że ma do czynienia z obecnością czegoś złego.

W jednej chwili ogarnął ją paraliż. Nie mogła się ruszyć, nie mogła mówić, miała trudność z oddychaniem. Jak wspomina, czuła, jakby to, co było za nią, chciało przeniknąć do jej wnętrza. Towarzyszył jej narastający lęk i całkowita bezradność. Była przerażona, a jednocześnie niemal całkowicie unieruchomiona.

Wypowiedziała tylko jedno imię

W tamtym momencie przyszło jej do głowy tylko jedno: imię Jezus. Na początku nie była w stanie go wypowiedzieć. Jak relacjonuje, musiała walczyć sama ze sobą, by wydobyć z siebie głos. W końcu udało jej się powiedzieć to imię na głos. I właśnie wtedy wszystko się skończyło.

Obecność, którą czuła, nagle zniknęła. Ustał paraliż, wrócił oddech, a strach zaczął ustępować. Dla niej ten moment stał się czymś absolutnie przełomowym. Zrozumiała, że to, co wcześniej uważała za niewinną duchowość, nie było czymś neutralnym.

Po tym doświadczeniu doszła do przekonania, że świat duchowy jest bardziej realny, niż wcześniej sądziła, i że nie każda forma "duchowości" prowadzi do dobra. Uwierzyła, że praktyki, w które weszła. takie jak reiki czy inne podobne działania, wcale nie dawały jej ochrony, ale otwierały ją na coś, czego nie rozumiała i nad czym nie miała kontroli.

Od tamtej chwili całkowicie zerwała z kryształami, energiami i wszystkimi praktykami, które wcześniej uważała za pomocne. Jak podkreśla, już nigdy do nich nie wróciła.

To doświadczenie stało się początkiem zupełnie nowego etapu życia. Zamiast szukać odpowiedzi w spirytualności, zaczęła poznawać Boga. Nie jako tradycję wyniesioną z domu czy szkoły, ale jako żywą Osobę, z którą można wejść w relację.

Bóg nie pyta tylko o doskonałych

Najmocniej podkreśla, że to nie jest historia zarezerwowana dla "idealnych" ludzi. W jej przekonaniu Bóg nie chce relacji tylko z tymi, którzy od dawna wierzą, dobrze sobie radzą albo nigdy się nie pogubili. Przeciwnie, przychodzi także do tych, którzy są daleko, mają wątpliwości, są poranieni albo nie wiedzą już, w co wierzyć.

Jej zdaniem ludzie często pytają Boga: "Gdzie jesteś?", podczas gdy to właśnie Bóg nieustannie pyta człowieka: "Gdzie jesteś?". Nie przestaje szukać, nie przestaje zapraszać, ale nie robi tego siłą.

Modlitwa może być bardzo prosta

Dziś mówi o modlitwie inaczej niż kiedyś. Nie widzi jej wyłącznie jako powtarzania gotowych formuł, ale jako prostą, szczerą rozmowę. Jej zdaniem czasem wystarczy powiedzieć: "Dzień dobry, Boże", "Jeśli jesteś, pokaż mi to" albo nawet: "Nie wiem, czy istniejesz, ale jeśli tak, daj mi się poznać".

Właśnie od takiej prostoty może zacząć się coś nowego.

***

Jeśli przeżyłeś/przeżyłaś/przeżyliście coś podobnego, poniższy formularz jest od tego, aby się tym podzielić. Niech również Twoje/Wasze świadectwo stanie się tym, co utwierdzi wiarę innych!

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Myślałam, że jestem "uduchowiona". Dopiero wtedy zrozumiałam, gdzie naprawdę szukać Boga
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.