Usłyszałem, że będę miał kilka żon. To zdanie zatruło moje życie

fot. depositphotos.com

Jako nastolatek przeżyłem dziwny czas w swoim życiu. Pojawił się silny lęk przed śmiercią. Nie potrafiłem tego nikomu wytłumaczyć, po prostu bałem się, że umrę. Wtedy poszedłem do wróżki. Dziś wiem, że to był błąd, ale wtedy szukałem spokoju. Wróżka powiedziała mi, że boję się śmierci i że umrę jako stary, zgarbiony dziadek z laską w ręku. To mnie uspokoiło. Pomyślałem, że skoro dożyję starości, to nie mam się czego bać. Powiedziała też, że będę miał kilka żon. Wtedy nie traktowałem tego aż tak poważnie, ale to zdanie gdzieś we mnie zostało.

Kiedy siostra powiedziała mi, że to grzech ciężki chodzić do wróżki i poznawać swoją przyszłość, przestraszyłem się jeszcze bardziej. Bałem się, że skoro zgrzeszyłem, to teraz Bóg mnie ukarze. Nie radziłem sobie psychicznie, rodzice zaprowadzili mnie do psychiatry, dostałem leki na wzmocnienie. Żyłem dalej, chodziłem do kościoła, miałem wartości chrześcijańskie wyniesione z domu. Z zewnątrz byłem pogodnym człowiekiem, miałem dobre relacje z innymi. Ale w środku było przekonanie, że znam swoją przyszłość i że to daje mi bezpieczeństwo.

DEON.PL POLECA

 

 

Po latach zawarłem sakramentalne małżeństwo. Bardzo poważnie podszedłem do przysięgi przed Bogiem. Chciałem być wierny, chciałem być dobrym mężem. Po dziewięciu latach małżeństwa przyszedł kryzys. Wtedy odezwała się dawna miłość. Spotkaliśmy się. Pierwsze spotkanie było dziwne, nawet pomyślałem, że uczucie wygasło, ale mimo to kontynuowałem tę znajomość. Rozmawialiśmy, wracaliśmy wspomnieniami do dawnych lat. Spotykaliśmy się, choć oboje byliśmy już w małżeństwach. Doszło do pocałunku, do przytulenia. Nie było współżycia, ale przekroczyłem granicę.

Wracałem do żony i dzieci i czułem się źle. Czułem wstyd i gniew na samego siebie. A jednocześnie gdzieś z tyłu głowy wracały słowa wróżki: że będę miał kilka żon. Jakby to miało się wypełnić. Jakby to było przeznaczenie. Dziś widzę, że to było głupie i niedojrzałe, ale wtedy to zdanie miało nade mną władzę. Byłem wściekły na siebie, że kiedyś poszedłem do wróżki. Zerwałem tę relację i wróciłem do żony i dzieci, bo wiedziałem, że moja żona jest dla mnie najważniejsza i że tamta kobieta nawet nie dorównuje jej do pięt.

Minęły lata, ale wyrzuty sumienia nie zniknęły. Popadłem w kolejny kryzys wiary. Bałem się, że skoro wybrałem rodzinę, a nie "to, co było przepowiedziane", to może stanie się coś złego. Brzmi to nielogicznie, ale taki był mój lęk. Zacząłem szukać umocnienia w wierze, ale wpadłem w inne sidła. Oglądałem w internecie filmiki z wizerunkiem Ojca Pio, w których były różne dziwne wskazówki: wrzucać sól do wody święconej i zostawiać ją na kilka dni, ofiarowywać Jezusowi mirrę i kadzidło, zwracać uwagę na znaki, spać na określonym boku, żeby dusza była bezpieczna przed atakami w nocy. Wciągnąłem się w to. Myślałem, że robię coś pobożnego, że to głęboka wiara.

W rzeczywistości coraz bardziej się zapętlałem. Wciągałem w to rodzinę, bo przecież to miało być "duchowe zabezpieczenie". Siostra powiedziała mi, że to nie jest zdrowe, że to jakieś dziwne rzeczy. Popadłem w rozpacz. Miałem poczucie, że obraziłem Boga, że zrobiłem straszne rzeczy, że wprowadziłem zamieszanie duchowe do domu. Nie mogłem sobie z tym poradzić.

DEON.PL POLECA


Poszedłem do proboszcza. Zaproponował mi, żebym został nadzwyczajnym szafarzem Komunii Świętej. A ja czułem się niegodny. Wiedziałem, że będąc w małżeństwie spotykałem się z inną kobietą. Wiedziałem, że wpadłem w te dziwne praktyki. Sumienie mnie zżerało. W końcu wyznałem żonie prawdę o tamtej relacji. To był bardzo trudny moment. Bałem się, że wszystko się rozpadnie.

Zacząłem modlić się niemal bez przerwy, jakby od tego zależało moje zbawienie. A im więcej się modliłem, tym bardziej miałem poczucie, że moja modlitwa obraża Boga. Czułem się, jakby ktoś mnie oskarżał w środku, jakbym był potępiony. Miałem wrażenie, że coś jest nie tak z moją głową, że może jestem opętany, choć jednocześnie wiedziałem, że wybrałem rodzinę i że to było dobre.

Dziś wiem, że największym problemem był mój lęk i to, że pozwoliłem słowom wróżki urosnąć do rangi wyroku. Jedna wizyta sprzed lat zatruła moje myślenie o życiu i małżeństwie. Nadal z tym walczę. Chcę ufać Jezusowi bez magii, bez znaków, bez szukania potwierdzeń. Chcę być wiernym mężem i dobrym ojcem. Mam nadzieję, że żona wytrwa przy mnie i że przejdziemy przez to razem.

Najbardziej pragnę nauczyć się bezgranicznie ufać Jezusowi i uwierzyć, że to On ma ostatnie słowo, a nie jakaś przepowiednia z młodości.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Usłyszałem, że będę miał kilka żon. To zdanie zatruło moje życie
Komentarze (12)
E3
edoro 333
22 marca 2026, 11:16
Bardzo niepokojące
ML
~Mateusz L
9 marca 2026, 06:47
Fantazja rodem z Harrego Pottera
JW
~Jan W
9 marca 2026, 01:56
Ten kto napisał ten artykuł to miał rację, że się pod tym nie podpisał, a Pan diagnosta z komentarzy Andrzej Rakowiecki powinien wiedzieć o tym, że diagnozy tego typu, to łamanie etyki zawodowej i przestępstwo. Mam nadzieję, że Pan nie jest psychologiem i nie krzywdzi Pan nikogo, w przeciwnym razie warto napisać na Pana od razu do komisji etyki zawodowej. Co niedziela przykładny katolik uważający się za lepszego od innych, pełen ocen i etykiet. Odsyłam do np. Pani doktor Agnieszki Kozak, a Panu Andrzejowi polecam na to diagnozowanie terapię elektrowstrząsami, bo leki to w takim przypadku nie pomogą. Proszę ludzi zostawić w spokoju a temu chłopakowi życzę jak najlepiej i oby tylko takich psycholi nie spotkał na swojej drodze. Swoją drogą to miał więcej odwagi niż Pan Andrzej, bo w przeciwieństwie do tego diagnosty miał odwagę komuś to opowiedzieć. Panie Andrzeju, a Pan ma odwagę się do czegoś publicznie przyznać? Ekspert od siedmiu boleści..
RK
~Ryszard Kubiak
8 marca 2026, 20:23
Ciężka praca fizyczna czasmi pomaga. 12 godzin na budowie pomaga przewietrzyć głowę że wszystkich głupich myśli.
AR
~Andrzej Rakowiecki
8 marca 2026, 08:33
Jeszcze dodam drugi komentarz aby pomoc temu czlowiekowi. ten facet potrzebuje terapii, i to nie byle jakiej, tylko takiej, która rozbije mu ten toksyczny koktajl lęku, magicznego myślenia i religijnego skrupułyzmu.Najlepiej zadziałałaby terapia poznawczo-behawioralna z mocnym naciskiem na schematy poznawcze plus elementy akceptacji i zaangażowania żeby w końcu nauczył się odróżniać swoje myśli od rzeczywistości i przestał traktować stare przepowiedzenie jak wyrok boski.Dodatkowo bardzo pomogłaby praca z traumą rozwojową bo ten lęk przed śmiercią w adolescencji plus wychowanie w mocno winowajczej religii zostawiło mu głęboki ślad w postaci chronicznego poczucia, że jest niegodny. musi przestać być chłopcem, który czeka na znak z nieba albo karę z piekła, a zacząć być mężczyzną, który sam decyduje o swoim życiu i bierze za to pełną odpowiedzialność bez wymówek w postaci „przeznaczenia”.
NW
~Nikt Ważny
8 marca 2026, 15:37
Po kij mu terapia, jak ma najlepszego Terapeutę na świecie - Jezusa Chrystusa. On nie jest chory, tylko wiedzie normalną, codzienną walkę duchową. I jego wybór: "Chcę ufać Jezusowi, bez magii, bez znaków, bez potwierdzeń" daje mu ogromną przewagę w tej walce. Z tego co opisał, facet jest normalnym, wrażliwym, wierzącym człowiekiem.
AR
~Andrzej Rakowiecki
8 marca 2026, 08:26
Brak męskiej asertywności i samodzielności spowodował, że pozwolił przesądom rządzić swoim życiem, zamiast wziąć odpowiedzialność za decyzje. Objawia się to w skrupulatyzmie religijnym – formie OCD, gdzie obsesyjne rytuały i modlitwy maskują głęboki brak zaufania do siebie. Kryzysy wiary i wyrzuty sumienia wskazują na niską samoocenę, podsycaną wychowaniem chrześcijańskim, które zamiast wzmacniać, potęgowało poczucie winy. Emocjonalna zależność od żony i rodziny pokazuje unikanie konfrontacji z wewnętrznym chaosem, co prowadzi do cyklicznych załamań. Ostatecznie, jego walka to próba wyjścia z iluzji kontroli poprzez magię, ale bez terapii grozi mu dalsze zapętlenie w lękach. Koles, przestań szukać znaków, buduj siłę wewnętrzną i rządź swoim losem, zamiast być marionetką przesądów.
MP
~Michał P
8 marca 2026, 20:53
Czytając ten Pana wylewny komentarz i tę szczodrość pomocy oraz natychmiastową diagnozę która w realnym świecie jest bardzo skomplikowana, to uważam że Pan jest bardziej odklejony od niego i nie daj Boże żeby trafił na takiego 'proroka' jak Pan.
PP
~Piertek Pietrek
8 marca 2026, 06:06
AI pisze coraz lepsze artykuły…. Jakby co to w pierwszej kolejności lekarz psychiatra a nie ksiądz ….
MK
~Marian Kiepski
7 marca 2026, 19:08
Pewien premier przedstawił mi 100 obietnic. Tak się nimi przejąłem, że do dzisiaj nie mogę się uspokoić.
AE
Anna Elżbieta
7 marca 2026, 11:16
Zdumiewające, jak człowiek na własne życzenie może się zapętlić. A trzeba było po pierwsze posłuchać mądrej siostry. Po drugie iść na rozmowę, szczerą i głęboką, do mądrego księdza, połączoną z rozeznawaniem duchowym i spowiedzią... I życie byłoby proste, głębokie, radosne, pełne. A nad kondycją psychiczną też warto było się zastanowić
FN
~Faustyna Nowak
7 marca 2026, 10:59
"Jezus: Dziecię, nie mów już o nędzy swojej, bo Ja już o niej nie pamiętam. Posłuchaj, dziecię moje, co ci pragnę powiedzieć, przytul się do ran moich i czerp ze źródła żywota wszystko, czegokolwiek serce twoje zapragnąć może. Pij pełnymi ustami ze źródła żywota, a nie ustaniesz w podróży. Patrz w blaski miłosierdzia Mojego, a nie lękaj się nieprzyjaciół swego zbawienia. Wysławiaj Moje miłosierdzie" (Dzienniczek 1485).