Nie mam kato-kompleksów

(fot. shutterstock.com)

Ten tekst jest dla tych, którzy musieli tłumaczyć się z awantur o dynię w Haloween, a na rewelację o księdzu-pedofilu, z braku argumentów reagowali nabraniem wody w usta.

Przez długi czas miałam kompleksy. Walcząc z przeróżnymi stereotypami dotyczącymi wiernych Kościoła Katolickiego, przejmowałam spojrzenie osób, które ja wobec mnie reprezentowały. Z tego powodu wraz z upływem czasu Toruń coraz mniej kojarzył się z piernikami, a bardziej - z pewną stacją radiową, a średniowiecze zamiast z chorałem gregoriańskim - z płonącymi stosami.

Nie pamiętam kiedy sobie to uświadomiłam, ale zdarzało mi się mówić o sobie raczej: "chrześcijanka" niż "katoliczka". To pierwsze wyrażenie powodowało dużo mniej okazji do dyskusji, drugie natomiast bywało wstępem do rozmów, których chciałam unikać.

Jestem świadoma tego, że nie wszyscy mają podobne problemy. Dlatego ten tekst na pewno nie jest dla osób, które z dumą wykrzykują hasła o Polsce katolickiej i prześcigają się w stawianiu pomników wyższych niż te w Świebodzinie. Ten tekst jest dla osób takich ja, dla katolików z pogranicza, żyjących nie w ultrakatolickim światku, lecz po prostu wśród ludzi. Dla tych, którzy musieli tłumaczyć się z działań o. Rydzyka, z awantur o dynie w Haloween, a na rewelację o kolejnym księdzu- pedofilu, z braku argumentów reagowali nabraniem wody w usta. Albo piwa, jeśli rozmowa toczyła się w knajpce.

DEON.PL POLECA

5 stereotypów, których obalenie pomogło mi w wyjściu z kompleksów

1. Katolicyzm, czyli straszna inkwizycja

Nie będę zaprzeczać - Kościół nie jest i nie był idealny. Ludzie, którzy tworzyli go na przestrzeni wieków, popełniali błędy. Byli tacy, którzy Ewangelię wykorzystywali tylko po to, aby wyzyskiwać, zdobywać władzę i bogactwa. Ludzie Kościoła dopuszczali się strasznych rzeczy… ale!

Warto zagłębić się trochę w historię, by nie dać się zwariować. Bardzo łatwo jest bowiem do słusznie przytoczonych faktów historycznych (zwłaszcza tych budzących grozę) dokleić kilka kłamstw i półprawd. Łatwo zmanipulować i wymalować przed naszymi oczami obraz, który z historią Kościoła nie będzie miał wiele wspólnego. Uświadomił mi to komentarz zasłyszany tuż po wyborze papieża Franciszka: - No i wracamy do średniowiecza: jezuita! inkwizycja!

Trafiła kosa na kamień, bo tak się składa, że o jezuitach i ich założycielu wiem trochę więcej niż przeciętny Kowalski. Data 1534 (założenie zakonu) nijak ma się do średniowiecza, z inkwizycją związani byli raczej dominikanie, a hasłem które można kojarzyć z Ignacym z Loyoli będzie raczej kontrreformacja - ona jednak katolików żyjących w XXI wieku niepokoić nie powinna…

Wniosek: zanim z powodu grzesznej przeszłości Kościoła udasz się do proboszcza w celu podpisania aktu apostazji, sprawdź fakty. W bibliotece i opasłych tomiszczach książek, nie przy pomocy wujka googla ;)

2. Katolicyzm, czyli ktoś myśli za ciebie

A Ty jesteś naiwna. Ulegasz manipulcji. Nie potrafisz myśleć samodzielnie i dajesz się wykorzystywać po to, aby grupa kościelnych hierarchów miała za co kupować dobre samochody. Tak mówią mi czasem ludzie, którzy chwilę później są w stanie przyjąć moją profesjonalną poradę, zakładając że jednak skończone studia i doświadczenie zawodowe są podstawą do tego, aby mi zaufać. Jednym słowem - jestem wartościowym, trzeźwo myślącym, znającym się na pewnych rzeczach człowiekiem, tylko przekraczając próg kościoła, doznaję nagłego uszczerbku na zdrowiu w postaci upośledzenia zdolności krytycznego myślenia.

Zawsze zastanawiam się w takich sytuacjach, czy powinnam się obrazić ;) czy jednak tłumaczyć z uporem maniaka, że bycie katoliczką to mój świadomy i rozsądny wybór. Tak samo świadomy i rozsądny jak to, że wybrałam określony zawód, związałam się z określonym człowiekiem, zamieszkałam w takim, a nie innym miejscu. Mój wybór jest świadomy i rozsądny - Kościół tworzą ludzie nieidealni tak samo jak. Będąc jego częścią, zgadzam się na zasady, jakie w nim panują (znowu - tak samo jak chociażby w pracy czy w związku z drugą osobą). Nikt mi ich nie narzuca - wybieram je świadomie i rozsądnie.

A czy ktoś czasem myśli za mnie? Oj tak! I jestem za to ogromnie wdzięczna. Czasem myśli za mnie mój mąż- zabierając na górską wycieczkę tabliczkę czekolady, kiedy ja na to nie wpadnę albo załatwiając przegląd techniczny samochodu, bo o tym nie pamiętam. I podobnie jest w Kościele. Tam zdarza się, że myśli za mnie ktoś, kto potrafi przewidzieć więcej niż ja lub pamiętać o tym, o czym mi zdarza się zapomnieć. Troska tego myślenia za mnie (i o mnie) smakuje tak samo, jak czekolada w zmęczeniu na tatrzańskim szczycie…

3. Katolicyzm, czyli spowiedź zamiast prozacu

Katolicyzm jest dla słabych. Dla tych, którzy muszą stłumić w sobie lęk przed śmiercią. Dla tych, którzy czują taką potrzebę, żeby ktoś im naopowiadał bajek, dzięki którym poczują się lepiej. Albo żeby mogli w łatwy sposób zrzucić z siebie poczucie winy, gdy przyjdą do spowiedzi po kolejną iluzję, po duchowy odpowiednik Prozacu (bo ksiądz to przecież jak psycholog).

Katolicyzm jest dla słabych. A jednak trzeba mieć w sobie trochę siły, żeby przed drugim człowiekiem, bez owijania w bawełnę powiedzieć na głos: "Zgrzeszyłam. Popełniłam świństwo i nie szukam usprawiedliwienia, ale stwierdzam fakt." Niektórym przecież nie starcza odwagi żeby powiedzieć to chociażby przed lustrem. Słaby katolik - jeśli autentycznie i szczerze przeżywa sakrament pokuty i pojednania - mierzy się z takim wyzwaniem dość często.

A w konfesjonale nie można schować się za plecy osoby siedzącej z przodu czy uciec w bezpieczny cień rzucany przy filar tuż przy drzwiach wejściowych. Tam jesteś sam na sam z Bogiem, słuchającym ciebie człowiekiem i sercem, które naprawdę trochę szybciej bije, gdy wypowiadasz na głos nie to, czym mógłbyś się pochwalić, ale to, o czym wolałbyś nie mówić. Prozac? W życiu! Raczej zastrzyk adrenaliny. Raczej jodyna, bandaż i plaster. I czasem bardziej boli niż uspokaja - ale naprawdę leczy rany i przywraca do życia.

4. Katolicyzm, czyli chodzenie w worku pokutnym

Sukienka za kolano, najlepiej rozmiar za duża, żeby niczego nie opinała. Do tego zero makijażu. Ten stereotyp naprawdę żyje (i niestety ma swoje podstawy…). Tymczasem ja, chociaż jako mama z wygody czasem wybieram dres i sportowe buty, naprawdę lubię się fajnie ubrać!

Mam swoją ulubioną szminkę, która razem z lakierem do paznokci pasuje do mojego ulubionego fartucha w pracy. Oczywiście różowego. I nie uważam tego za próżność czy jakikolwiek inny grzech. Uważam to za część doceniania życia i cieszenia się nim. Gdy zostanę zaproszona na grilla w piątek, zjem raczej grillowanego bakłażana niż żeberka, ale to nie oznacza, że nie potrafię się bawić. Zdarzało mi się tańczyć na imprezie tak, że musiałam wracać z niej boso.

Jeśli zapytasz o moje ulubione wino, to też nie odpowiem, że pijam jedynie wodę i soki. Worek pokutny i szlaban na zabawę oraz cieszenie się życiem? Kiedyś się oburzałam. A dzisiaj jeśli ktoś próbuje wybić mnie z rytmu takim argumentem, po prostu zapraszam go na piwo albo na latte do ulubionej kawiarni.

5. Katolicyzm, czyli uważacie się za ludzi lepszej kategorii

Zostawiłam to na koniec, bo nie jestem zupełnie pewna, czy to naprawdę krzywdzący stereotyp. Czy nie zdarza nam się wiedzieć lepiej niż inni? Patrzeć z góry na tych, którzy "nie chodzą do kościoła"? Nie zdarza się nam, matkom, patrzeć z poczuciem wyższości na tą, która jest po trzecim rozwodzie, która przyznała się do aborcji albo która nie kryje się z tym, że nie chce mieć dzieci z własnego wyboru?

Jestem katoliczką, a to powinno oznaczać gotowość nie do osądzania, ale do służby. Do bycia dla innych i dawania z siebie MIŁOŚCI. To powinien być mój znak rozpoznawczy, widoczny bardziej wyraźnie niż noszony przeze mnie szyi srebrny krzyżyk.

Powinnam służyć. I pewnie nikt lepiej niż moi najbliżsi i przyjaciele, (również ci niewierzący) nie wie, że nie zawsze mi to wychodzi. Wiecznie pędzę, brakuje mi czasu, brakuje uwagi dla osób, które są obok. Widzę swoje błędy i są chwile, kiedy naprawdę bardzo mnie to boli… Gdybym nie była katoliczką, pewnie musiałabym w tej sytuacji sięgnąć po Prozac, ale ja wybieram inne wyjście. Patrz punkt trzeci. I wciąż mam nadzieję, że uda mi się to zmienić.

Wpis pierwotnie ukazał się na blogu Chrześcijańska Mama.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nie mam kato-kompleksów
Komentarze (31)
A
Agnieszka
19 kwietnia 2016, 17:00
Dziękuję za ten artykuł!
19 kwietnia 2016, 12:21
To co piszesz, to taki pomysł jak uzasadnić swój katolicyzm i dopasowac go do oczekiwań świata. Szkoda wysiłku na tłumaczenie sie przed innymi, czy też tlumaczenie Kościoła. Szczególnei, iż wiekszośc "zarzutów" jest bezmyślnei powielana, a osob je powielajacym naprawde nie zalezy na odpowiedziach. A już głupotą jest tłumaczenie innym, iż się jest myślącym katolkiem opowiadanie o odwadze spowiedzi czy rozwodzenie się nad ubiorem katoliczek.
K
Katarzyna
19 kwietnia 2016, 11:33
Bardzo dziękuję za ten post. Jestem katoliczką i choć widzę w Kościele wiele problemów, bardzo go kocham. Cieszę się, że jestem katoliczką choć mam świadomość, że daleko mi do ideału, który starają się nam narzucić i do którego ciągle dążę. Upadam, ale to nie znaczy, że jestem złą katoliczką. Jestem po prostu człowiekiem, który wierzy i się stara :-) Dziękuję.
19 kwietnia 2016, 11:45
:-)
19 kwietnia 2016, 09:50
Pani Maju,może czas dodać do listy stereotypów również ten o ultrakatolickiej (gorszej?,nawiedzonej?) części katolików.Kościół jest Wspólnotą,w której Chrystus gromadzi bez określania i podziału, tych wszystkich,którzy chcą do Niego należeć.Z jakich działań ks.Rydzyka musiała się Pani tłumaczyć?Może warto również nie patrzeć z góry na tych "ultra" chodzących do Kościoła?
Rafał Dąbrowa
19 kwietnia 2016, 11:52
Ja mogę odpowiedzieć ze swojej strony: jestem w Kościele bo szukam. Zadaję sobie trudne pytania, na które szukam odpowiedzi, a przede wszystkim jestem tutaj bo szukam miłości. Jezus dał nam przykazanie miłości. Jedno z pytań, jakie mnie nurtuje, to dlaczego nam tej miłości tak bardzo brakuje? Ludzie spoza Kościoła też się o to pytają, bo przecież znają Ewangelię... Akurat wskazują na działania pewnych osób, zazwyczaj wciąż tych samych. I ja właściwie bardziej chciałbym przyłączyć się do ich pytania, zapytać o to samo, mimo że jestem w Kościele.
19 kwietnia 2016, 12:28
A mi zupełnie nie brakuje miłości, mam jej aż nadto.:-)
19 kwietnia 2016, 12:34
Pytam wczoraj mojego męża - ile czasu byś wytrzymał beze mnie? Odpowiedział jak zwykle bardzo szczerze: góra dziewięć lat. ;-)) Nie wiem dlaczego akurat tyle sobie wyliczył, ale gdyby odpowiedział, że ani chwili nie może beze mnie wytrzymać to by oznaczało, że  jest nieszczery a tak, dał mi do myślenia, że widocznie jestem tak męcząca że potrzeba by było aż dziewięciu lat żeby odpoczął.:-)
LL
Leszek Leszek
19 kwietnia 2016, 08:56
@Amelia Mel Piszesz, że nie masz katokompleksów. To nie prawda, ponieważ je masz i widać ich skutki . Masz poważny problem, bo jesteś mocno zakompleksiona w sobie. Dowodem są chociażby wiele twoich komentarzy, które jak widać nie cieszą się aplauzem. Andrzej _a dobrze ciebie ocenił.   Z twoich wpisów wyłania się niechęć do ludzi, pewnie tego nie widzisz ale tak jest. Zwyczajnie nie lubisz ludzi, a nie lubisz ich dlatego, bo sama się ze sobą jeszcze nie uporałaś  przez co jesteś typową zrzędą, której jest ciągle mało i mało. Mimo twojego zaawansowanego  wieku masz jeszcze szansę stania się normalną kobietą.  Są specjaliści – lekarze, którzy na pewno tobie pomogą. Nie traktuj tego jako żart, czy złość . Ty naprawdę potrzebujesz pomocy lekarzy. Weź sobie to do serca  a wszystko dobrze się ułoży.
19 kwietnia 2016, 09:10
Mój Boże, Lesiu się przejął;) Lesiu, prawda jest taka, że ja mam - chyba od urodzenia, mocno rowinięty zmysł opiekuńczy, od zawsze lubię się opiekować ludźmi. Podobno najlepszą rzeczą jaką człowiek moze zrobić dla innych to być dla nich matką, i kiedyś czytajac historię pewnej mniszki buddyjskiej też to u niej przeczytałam i to mnie bardzo ucieszyło. I to jest piekne, więc żebyś nie czuł się poszkodowany i nad tobą rozciągam moje matczyne skrzydła. :-)
LL
Leszek Leszek
19 kwietnia 2016, 09:31
Nie masz żadnego rozwiniętego zmysłu opiekuńczego.To twoja ułuda. Twoje wypowiedzi są raniące dla wielu tujaj osób. Osądzasz bez jakiej kolwiek wiedzy wiele osób. Ty od urodzenia masz dobrze rozwinięty zmysł jak pognębić drugą osobę aby tobie było dobrze. To cała prawda o tobie. Zdanie ' więc żebyś nie czuł się poszkodowany i nad tobą rozciągam moje matczyne skrzydła. :-) ' wprost dowodzi twojej ogromnej pysze i złośliwości. Ty nawet nie rozciągaj swoich skrzydeł nad swoimi dziećmi bo nie masz żadnych cech 'matki'. Ty jesteś naprawdę osobą potrzebującą szybkiej pomocy spesjalistów lekarzy. Jesteś już nawet niebezpieczna nie tylko dla siebie ale nawet dla otoczenia. Zatem nie myśl o mniszkach lecz zacznij się leczyć.
19 kwietnia 2016, 09:53
Mylisz opiekunczość z nadopiekunczością, którą faktycznie można wyrządzić komuś krzywdę. Nadopiekunczość tym się cechuje, że przymyka oko na to co szkodzić podopiecznemu, wszystko, byle nie uronił zbędnej łezki. Opiekować się kimś to chcieć dla niego dobra, które poznało się wcześniej doświadczając cierpienia, więc łatwiej je odróżnić od dobra pozornego, przed którym chce się uchronić podopiecznego . Nie chodzi o to, zeby kogoś gnębić tylko pomóc mu być szczęśliwym.:-)
LL
Leszek Leszek
19 kwietnia 2016, 10:58
Miej odrobinę samokrytycyzmu - jesteś tak totalną nudziarą i zrzędą, że szok, zaniżasz i tak już wyjątkowo niskie wskaźniki statystyczne dotyczące podobnych tobie milionów nudziarek i zrzęd.
LL
Leszek Leszek
19 kwietnia 2016, 12:08
Widzę Amelio, że poznałaś swoje słowa. Od tej pory przestań ubliżać ludziom to i ludzie nie będą tobie ubliżać
19 kwietnia 2016, 12:12
Zdąbądź się na coś autentycznie twojego a nie kopiuj-wklej, Lesiu. :-)
19 kwietnia 2016, 12:13
Nie przeszkadza mi, że mi ublizasz, bo to jedyne na co stać statystycznego faceta piszącego w internecie - zakompleksiony pantoflarz.:-)
19 kwietnia 2016, 12:17
Mężczyźni generalnie nie lubią jeśli to kobieta zwraca im uwagę, to jest dla nich coś najbardziej upokarzającego, powiedz facetowi w samochodzie, że się zgubił i źle jedzie. Nadrobi 100 kilometrów ale się nie przyzna , że pobłądził. Zabawne ale taka jest prawda, mężczyźni zawsze pozostają pół kroku za kobietą, najlepszy dowód że niektórzy noszą im torebki.:-) Potem idą do internetu i jak ty stroszą mizerne i wyleniałe piórka.:-)
19 kwietnia 2016, 12:20
Lesiu, błagasz wręcz żeby kobieta zwróciła na ciebie choć mikron uwagi, i stąd twoje rozpaczliwe ruchy.:-)
LL
Leszek Leszek
19 kwietnia 2016, 12:42
W zasadzie wszystko o sobie opowiedziałaś dzisiaj. Myślę, że każdy terazwyrobi sobie o tobie prawdziwe zdanie. O to co napisałaś w ostatnim zdaniu nie wiedziałem, że błagasz wręcz żeby jakikolwiek mężczyzna zwrócił na ciebie choć mikron uwagi. Stąd twoje rozpaczliwe ruchy nawet  na księży: Amelia Mel 20:57:00 | 2016-04-18 'Za mundurem panny sznurem za Kramerem kobiety szpalerem.'  Daj sobie spokój  i zostaw księży w spokoju.
19 kwietnia 2016, 12:53
Lesiu, podobno o atrakcyjności mężczyzny świadczy umiejętność rozśmieszenia kobiety, udało ci się to w 100%, możesz być z siebie dumny. Dziękuję ci, nieźle sobie wymasowałam przeponę.:-) za Leszkiem kobiety z uśmieszkiem ;-) albo za Lechem kobiety z uśmiechem
19 kwietnia 2016, 12:55
no bo za Lleszkiem kobiety z pieskiem , to raczej średnio pasuje :/
LL
Leszek Leszek
19 kwietnia 2016, 13:14
Opamiętaj się kobieto bo robisz z siebie pośmiechowisko.
KK
Kinga Kalmus
18 kwietnia 2016, 22:45
Ukłon dla autorki! Takiego tekstu mi brakowało. Dziękuję :)
18 kwietnia 2016, 20:48
Ja też nie mam katokompleksów, uważam  że w środowisku kościelnym roi się od nawiedzonych zakompleksionych wiernych czego dowodem jest chociażby wiele komentarzy na tym forum, głównie facetów bo kobiet pisze tu mało, jestem chyba wyjątkiem tu piszącym. Z większości tych wypowiedzi wyłania się brak radości, marazm, przygnębienie, jakaś ciężkość, przytłoczenie, pesymizm, smutek i nuuuuuda. Piszą to katolicy obeznani w Piśmie Świętym , specjaliści bardziej święci niż wszyscy święci i święte Boże, tyle że to wszystko jest kompletnie nie porywające i nieprzekonujące, smutne, po prostu. Mnie absolutnie to nie porywa i jeśli na tej podstawie miałabym sobie wyrobić zdanie o Kościele to pomyślałabym, a dlaczego ja mam się do tego Kościoła przekonać gdybym była niewierząca? Więc nie dziwcie się specjaliści wszelkiej maści temu i owemu.
LL
Leszek Leszek
18 kwietnia 2016, 22:09
Dlaczego karkówka ze świni w Biedronce jest taka świeża? Pytają w reklamie.
19 kwietnia 2016, 12:18
Bo Biedronka to firma która dba o swój wizerunek.:-)
18 kwietnia 2016, 17:40
Ja też nie mam kato–kompleksów, bo Kościół to Ciało Chrystusa. I chociaż często nie stajemy na wysokości zadania, to nie zamieniłabym Go za żaden inny. W dodatku jesteśmy całkiem swingowi, wystarczy się rozejrzeć.
Rafał Dąbrowa
18 kwietnia 2016, 17:06
Oj, a ja mam kompleksy... Nie ma co się łudzić, ten Kościół JEST beznadziejny. Nie ma co się tłumaczyć, że Inkwizycja nie była taka straszna, bo na przykład inni byli gorsi... Co to za tłumaczenie? Z resztą, mogę zaraz wyszukać sto pięćdziesiąt innych powodów. Chociaż wystarczy że ograniczę się do jednego. Otóż ten Kościół jest beznadziejny bo JA w nim jestem. A nie widziałem do tej pory bardziej beznadziejnego katolika ode mnie. Jest tylko JEDEN powód dla którego jestem w tym Kościele...
Andrzej Ak
18 kwietnia 2016, 18:47
Choćbyś przeszedł przez wszystkie Kościoły (różnych religii i ich odłamów) to nie znajdziesz drugiego takiego jak Ten nasz Kościół Chrystusowy, a dokładniej Kościół Katolicki. Owszem KRK ma swoje wady, ale który ich nie ma, od którego nie odchodzą wierni? W młodości szukałem idealnego kościoła w idealnej wierze i nie znalazłem takiego. Teraz wiem, że taki idealny Kościół czeka na nas w wymiarze ducha jako ciało Chrystusa do którego należą wszyscy Święci. Tak więc Kościół idealny dla nas dopiero będzie jako Kościoł Świętych zjednoczonych w niewyobrażalny dla nas sposób, bo całkowicie zjednoczonych duchem z Bogiem.
ZZ
Zrodzony z Ducha
18 kwietnia 2016, 21:42
Jak to Mistyczne Ciało Chrystusa może byc beznadziejne? Ty sie zastnawiasz co mówisz?
Rafał Dąbrowa
19 kwietnia 2016, 09:22
Ja się nie zastanawiam. Ja tego doświadczam, od ludzi takich jak ty.