Czy Kościół w Polsce nie lubi tej encykliki Franciszka?

Czy Kościół w Polsce nie lubi tej encykliki Franciszka?
(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)
2 lata temu
Szymon Hołownia / Michał Lewandowski

Ja doskonale wiem, kiedy Polacy - katolicy zaczną masowo przeżywać "nawrócenie ekologiczne", o które - uwaga - apelował już Jan Paweł II. Nastąpi to wtedy, gdy zobaczą na własne oczy umierających tu, nad Wisłą, a nie nad Amazonką czy Gangesem, ludzi - mówi Szymon Hołownia.

Michał Lewandowski: Zadam teraz pytanie z tezą. Też masz poczucie, że "Laudato si'" to tekst, który jest kompletnie przemilczany w Kościele w Polsce?

Szymon Hołownia: Tak, jest. A jest przemocnym materiałem.

Panuje zatem zmowa milczenia? Niezrozumienie?

Myślę, że problem jest bardzo głęboki i nie można ograniczyć go wyłącznie do naszej standardowej polskiej przemądrzałości: jak coś mówił papież Polak - to było genialne, jak mówił Niemiec, czy Argentyńczyk - a to my to sobie przeczekamy. W swojej książce cały rozdział poświęcam popularnemu w naszym kraju choremu rozumieniu tradycji ("ma być tak, jak zawsze było", zamiast: "ma być tak, jak powinno być". Z niego wyrasta tzw. "teologia schabowego", czyli koncept, który rangę dogmatów wiary nadaje np. kulinarnym czy kulturowym przyzwyczajeniom.

"Skoro zawsze jedliśmy mięso - widać Bóg tego chce, ba - wymaga". "Skoro zawsze paliliśmy byle czym w piecu - widać Bóg tego chce, ba - wymaga". Takie myślenie ma oczywiście swoje odgałęzienia w innych sferach życia: "Skoro ja głosuję na partię X - Pan Bóg na pewno też by głosował na partię X". "Skoro ja uważam kogoś za antychrysta, Pan Bóg na pewno też go za takiego uważa". "Teologia schabowego" to kwintesencja antropocentrycznej herezji.

Ale pytam o Kościół w Polsce. Dlaczego nie lubimy tej encykliki?

Żeby nie lubić trzeba jakkolwiek znać, a my nie znamy, my ignorujemy. Ja doskonale wiem, kiedy Polacy - katolicy zaczną masowo przeżywać "nawrócenie ekologiczne", o które - uwaga - apelował już Jan Paweł II. Nastąpi to wtedy, gdy zobaczą na własne oczy umierających tu, nad Wisłą, a nie nad Amazonką czy Gangesem, ludzi. Gdy zobaczą chore dzieci, masowe pogrzeby ofiar wielkich upałów i pożarów, ofiary zamieszek które na pewno wybuchną, gdy poziom wód w naszych rzekach spadnie któregoś lata tak, że nie będzie czym chłodzić turbin w naszych węglowych elektrowniach, na skutek czego zabraknie prądu w sklepach, w lodówkach, na stacjach benzynowych, na kolei, w szpitalach.

Wtedy się zacznie, to co zwykle: "Boże, wybacz! Gdzieśmy mieli oczy! Śpiewajmy przebłagalne suplikacje! Piszmy płomienne eseje!". Bóg nas poinformował, ostrzegł. Posyła proroków: naukowców, papieży, a my nic. Przecież my wiemy lepiej, bo mieliśmy właśnie rocznicę chrztu Polski a poza tym jesteśmy przedmurzem chrześcijaństwa i w ogóle ulubionym krajem Pana Boga. W Afryce tam sobie wyginą, my nie. No bo jak to? Gdy mamy Matkę Bożą Częstochowską oraz dzieła zebrane Prymasa Tysiąclecia? No gdzie?

Co możemy zrobić?

Wszystkie dane leżą na stole. Trzeba zacząć wyciągać z nich praktyczne wnioski. Gdyby każdy mieszkaniec Ziemi chciałby żyć tak, jak przeciętny Amerykanin - potrzebujemy czterech kul ziemskich, jak każdy Polak - prawie dwóch. A mamy tylko jedną. Więc ktoś będzie musiał zginąć. Albo się opamiętamy. Dotrze do nas, że miłosierdzie okazuje się dziś światu w sklepie, na stacji benzynowej, przy koszu na śmieci. I nie można - a widzę taką tendencję - sprowadzić chrześcijańskiej ekologii do rozmowy o klimacie.

To fragment większego wywiadu. Całość znajdziesz tutaj >>

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy Kościół w Polsce nie lubi tej encykliki Franciszka?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.