Dlaczego Pan walczy z celibatem?

Dlaczego Pan walczy z celibatem?
ks. Krzysztof Spławiński
Artykuł nadesłany / ks. Krzysztof Spławiński

Panie Profesorze Tadeuszu!

 

Przeczytałem dzisiaj popołudniu Pana rozmowę z redaktorem Tomaszem Stawiszyńskim p.t. „Celibat jest nieludzki” (Newsweek Polska) i doszedłem do wniosku, że muszę przedstawić pewnego rodzaju krytykę niektórych przedstawianych przez Pana myśli na temat celibatu.Proszę więc o cierpliwe zapoznanie się z tym listem, w którym nie będę nikogo oceniał, ale pragnę pokazać pewne błędy.

Nie podoba mi się, że Pan twierdzi: „Bezżeństwo jest więc wychowaniem do niedojrzałości emocjonalnej”. O ile mi wiadomo, wychowanie powinno się dokonywać przed zawarciem małżeństwa, a nie po jego zawarciu. Trudno więc zgodzić się z tym, że małżeństwo jest niejako lekarstwem na niedojrzałość emocjonalną.

Mężczyzna nie otrzymuje potwierdzenia własnej męskości u kobiety, ale z przekonaniem o własnej męskości wkracza w relację z kobietą i właśnie swoją męskością z nią się dzieli. Jeśli mężczyzna jest niedojrzały, skrzywdzi kobietę i własne dzieci. Jeśli więc mężczyzna jest dojrzały, to sprawdzić się może jako mąż i ojciec, lub jako kapłan. Niedojrzały ksiądz, robiłby równie dużo złego w małżeństwie jak i w kościele. Choć przyznam, że w kościele na większą skalę.

Nie rozumiem Pana w kolejnym zdaniu: „Duchowni tworzą hermetyczną grupę, a celibat jest jednym z istotnych elementów oddzielających ich od świata.” Przyznam, że spotkałem się już wcześniej z tego typu zarzutem, ale nie zgadzam się z nim tak do końca. Oczywiście jest grupa duchownych, którzy nie rozumieją ludzi żyjących w małżeństwach, czy rodzinach, ale przyznam, że według mnie dzieje się tak z ich własnego wyboru.

Ja jestem księdzem ósmy rok i nie zauważam u siebie jakiś rażących braków w zakresie wiedzy na temat życia małżeńskiego, rodzinnego czy osób dorastających lub młodszych. Mam bardzo wiele okazji, aby poznać ludzką biedę, cierpienie, rozterki. Moja wiedza i doświadczenie rodzą się nie tylko poprzez spowiedź świętą, ale również poprzez liczne rozmowy przeprowadzane z ludźmi w ramach pracy duszpasterskiej, także z uczniami w szkole podczas lekcji religii, oraz podczas przerw.

Dużo doświadczeń z życia rodzinnego wyniosłem z mojej własnej rodziny i choć jestem jedynakiem nie brakowało mi aż tak relacji z innymi dziećmi. Mam duże grono braci ciotecznych i kilka sióstr ciotecznych, z którymi poza jedną łączy mnie bardzo silna więź braterska. Ponadto bardzo wiele informacji o życiu ludzi w rodzinach dostarczają mi kontakty towarzyskie z normalnymi rodzinami, gdzie jest ojciec, matka, dzieci. Poza tym staram się czytać pozycje, które pozwalają mi na poznawanie tajników życia małżeńskiego, do jakich jako kapłan nie mam dostępu z racji życia w samotności. Tak więc nie uważam, żeby celibat oddzielał mnie od świata.

 

Dalej Pan pisze o aktach pedofilii: „Zauważamy, że ujawnienie tych spraw dokonuje się z inicjatywy ofiar a nie Kościoła.” Dziwię się, że Pan tego nie rozumie. Czy myśli Pan, że pedofil pójdzie sam na policję i zgłosi, że zrobił coś z nieletnim, co podpada pod prawo karne? Albo czy dany duchowny po akcie pedofilii pójdzie od razu do przełożonego kościelnego aby wyznać swoją winę? Nie twierdzę, że we wszystkich przypadkach tak się dzieje, że władza świecka czy kościelna nie wie o danym skandalu, ale naprawdę proszę mi wierzyć, że o wielu złych sytuacjach może po prostu nie mieć wiedzy. Dlatego uważam, że o pedofilii powinna się dowiadywać kompetentna władza albo od samych ofiar, albo ich przedstawicieli.

Ja jestem jak najbardziej za wyciąganiem konsekwencji za te akty barbarzyństwa względem nieletnich, ale nie oszukujmy się i nie twierdźmy, że Kościół wszystko zamiata pod dywan. Jeśli jednak tak się stało, to starajmy się to chociaż dziś naprawić dostępnymi środkami. Papież Benedykt XVI zdaje się świetnie to rozumieć i jak podaje prasa łączy się w bólu z ofiarami pedofilii i stara się poprzez spotkania z zainteresowanymi tą sprawą biskupami wypracowywać wspólne rozwiązania, aby naprawić zło duchownych pedofilii (przykład Kościoła w Irlandii).

Na pytanie dziennikarza o powód odejścia ze stanu duchownego odpowiada Pan: „Czynników było wiele, nie powiem, żeby celibat akurat mi służył. Mało komu wychodzi on na dobre.” Przyznam się, że to mnie bardzo zastanowiło. Problemy, z jakimi Pan się spotkał w kontekście podjętego zobowiązania do życia w celibacie uogólnia na prawie wszystkich duchownych. Czy filozof może dokonać takiego uogólnienia i skrótu myślowego. Czy naprawdę Pan uważa, że większość księży nie radzi sobie z celibatem? Czy skandale seksualne niektórych duchownych są powodem, aby potępiać prawie wszystkich księży? Czy uważa Pan, że zniesienie celibatu rozwiązałoby problem dzieci księży, homoseksualizmu, pedofilii duchownych.

Trzeba pamiętać, że tak jak łaska święceń kapłańskich nie zrobi z człowieka osoby dojrzałej i bez problemów, tak samo wejście w stan małżeński nie zmieni nic na korzyść dojrzałości ludzkiej, jeśli zabraknie ciężkiej, często mozolnej pracy nad własnym charakterem, nad popędami. Jeśli ja przeżywam celibat jako mężczyzna, który realizuje ojcostwo duchowe, to nie ma powodów żebym doznawał z tego powodu frustracji.

Natomiast jeśli kapłan przeżywa celibat na zasadzie „utraty”, a nic w zamian za to nie dostaje, niechybnie zacznie się gubić szukając „pocieszaczy” na ból związany z samotnością, z niemożnością odbywania stosunków seksualnych z żoną, której nie ma. Wtedy może pojawić się w życiu kapłana: seks z kobietami, z mężczyznami, a nawet dziećmi, alkohol, hazard, kult pieniądza i inne. Takie ucieczki zawsze kończą się tragicznie. Albo cierpi sam kapłan, albo wciąga do tego bólu innych, w tym ofiary pedofilii.

 

Nie mogę się zgodzić z tym, że klerycy podczas formacji seminaryjnej nie są w stanie nauczyć się dojrzałych relacji, zawrzeć trwałych więzi, bliskości czy nawet intymności. Już samo przebywanie w gronie mężczyzn, gdzie nierzadko trzeba walczyć o własną pozycję, człowiek uczy się zdrowych, męskich relacji.

Jeśli zaś chodzi o kontakt z kobietami, to okazja uczenia się zdrowych relacji z nimi pojawia się choćby podczas wakacyjnych praktyk, podczas których klerycy są nierzadko otaczani wiankiem młodych kobiet. Czy myśli Pan, że kleryk nie stawia sobie w takim momencie pytania o to, czy chce być księdzem, czy raczej pójść drogą małżeńską? Sam znam takie przypadki, kiedy klerycy odchodzili z seminarium, bo zrozumieli, że wolą budować życie z żonami.

Co do trwałych relacji napiszę, że też można budować je podczas formacji seminaryjnej. Ja mam przyjaciela, który jest księdzem (razem byliśmy święceni) i łączy nas prawdziwa przyjaźń, która pomaga nam w podejmowaniu pracy nad sobą, w pokonywaniu pokus. Tego typu więź zrodziła się podczas naszych wspólnych studiów i widzę, że jest wielką pomocą w życiu kapłańskim.

Wspomina Pan o arogancji duchownych. Przyznam, że mnie ona też bardzo denerwuje. Jednak czy powstaje ona pod wpływem formacji seminaryjnej. Być może tak. Wiem jednak, że po formacji w jednym seminarium są księża aroganccy i po tej samej uczelni są księża bardzo pokorni oraz życiowi. Dlatego upatrywałbym innych źródeł owej wyższości niektórych kapłanów nad innymi ludźmi. Owszem do niedawna wstąpienie do seminarium było kojarzone z wejściem do wyższych sfer, ale podejrzewam, że w obliczu skandali z udziałem duchownych, tego typu myślenie należy do rzadszych.

Twierdzi Pan w innym miejscu, że: „łaska Boża ma nieograniczoną moc, a natura ludzka zawiesza swe prawa pod jej wpływem” to herezja. To prawda, że łaska bazuje na naturze i, że w dużej mierze zależy od człowieka kim jest i jakie są jego wybory, ale proszę nie sugerować, że Bóg nie może zdziałać cudu. Przecież istnieją ludzie, którym z pomocą łaski Bożej i ciężkiej pracy własnej lub też przy pomocy innych, udało się zaprzestać picia alkoholu, zerwać z innymi zgubnymi nałogami. Proszę więc nie odbierać tym ludziom przekonania, że Bóg im w tym pomógł.

Twierdzi Pan, że Pismo Święte Nowego Testamentu zachęca by duchowny miał żonę i dzieci. Jednak to samo Pismo Święte widzi wielką wartość życia w celibacie. Nie trzeba więc patrzeć na Biblię tak jednostronnie, by pokazywać bezsens celibatu.

Mówi Pan, że widział wielu niedojrzałych wychowawców seminaryjnych. Zgadzam się, że powinno się robić wszystko by opiekunowie kleryków byli dojrzałymi mężczyznami, którzy pokażą im poprzez przykład, jakimi mężczyznami, kapłanami, mają być w niedalekiej przyszłości. Jednak poszczególne przypadki niedojrzałości wychowawców nie muszą jeszcze być takim problemem, zważywszy na to, że kiedy młody ksiądz idzie pracować do parafii, gdzie jest proboszczem osoba niedojrzała emocjonalnie, może związana nałogami, musi jakoś sobie sensownie poradzić. W przeciwnym wypadku taki młody ksiądz będzie prawdopodobnie szukał pomocy w „pocieszaczu” typu: piwo, pornografia i tym podobne.

 

 Zgadzam się całkowicie ze zdaniem, że: „wolny wybór życia w samotności, w celibacie ma swój urok”. Nie rozumiem tylko, dlaczego według Pana życie w celibacie miałoby być tylko na jakiś czas? Jeśli przyjmujemy, że ktoś decyduje się na małżeństwo, zakładamy, że będzie w nim trwał do końca życia jednego z małżonków. Dlaczego więc przyjmując święcenia kapłańskie, mamy traktować celibat tylko i wyłącznie na zasadzie umowy na jakiś czas? To tak jakby ktoś powiedział: „Jak mi się znudzi, albo jak będzie za ciężko, to zrezygnuję”.

Nie przypominam sobie też, żeby w seminarium mówiono mi, że życie księdza będzie lekkie. Klerycy to ludzie dość krytyczni i nie ukryje się przed nimi pewnych grzechów kapłańskich. Chociaż jeśli alumni nie wiedzą o grzechach starszych kolegów w kapłaństwie nie uważam by im się działa jakaś krzywda. Kiedy wychowuje się dzieci, czy rodzice mówią o wszystkich grzechach, jakie inne dzieci czy osoby dorosłe popełniają? Dobre wychowanie uczy właściwych wyborów w dorosłości, a nie wiedzy na temat wszystkich wad i grzechów innych. Jeśli klerycy są formowani do dojrzałości, to grzechy innych kapłanów ich zasmucą, a nie zgorszą. Twierdzi Pan, że klerycy nie spotykają w seminarium księży, którzy byliby dla nich zgorszeniem, bo są izolowani i dezinformowani, a przecież mówił Pan, że sam spotkał niedojrzałych wychowawców. Czy nie ma tutaj miejsca pewna niespójność w wypowiedzi?

Może na tym skończę. Mam jednak nadzieję, że Pan Profesor przemyśli powyższe moje zastrzeżenia. Nie chcę w nich nikogo atakować, ale wydaje mi się, że argumenty za zniesieniem celibatu nie są specjalnie przekonujące. Jestem oczywiście za tym, by święcić na kapłanów dojrzałych mężczyzn, ale nie uważam, żeby wejście w małżeństwo kogoś do tej dojrzałości doprowadziło. Dziwi mnie też, że jest tylu zwolenników zniesienia celibatu po stronie świeckich. Myślę, że nie jest konieczne znoszenie celibatu, ale przeciwnie, krzewienie na nowo wielkiej wartości dziewictwa, czystości, ducha wyrzeczenia. Jeśli w ten sposób będziemy wychowywać dzieci i młodzież, samemu dając przykład, spodziewajmy się wtedy bardziej dojrzałych i zdrowych emocjonalnie kapłanów.

Serdecznie pozdrawiam Pana Profesora i polecam w moich modlitwach.

 Ks. Krzysztof Spławiński

Duszpasterz

 

Gdynia 26.03.2010r.

 

Artykuły użytkowników przedstawiają opinie ich autorów i nie reprezentują oficjalnego stanowiska portalu DEON.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Dlaczego Pan walczy z celibatem?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.