Glina w ręku garncarza

Glina w ręku garncarza
(fot. ricky_artigas / flickr.com / CC BY)
s. Ewa Orzechowska SJE / artykuł nadesłany

Wychowawca w ręku Boga Nowe tysiąclecie i jego pokolenie stały się dla nas wezwaniem do odkrywania w sobie tych wartości, które przez Ducha Świętego zostały nam dane w dniu udzielenia odpowiedzi na Boży dar naszego powołania i posłania, jako wychowawców dzieci i młodzieży.

Wychowawca chrześcijański to nie tylko katecheta. Jest nim każdy nauczyciel, który przyznaje się do Jezusa Chrystusa. Takiego podejścia do sprawy wymaga rzucone nam wyzwanie do integralnego wychowania młodego człowieka. Nauczyciel każdego z przedmiotów szkolnych nie może poprzestać na przekazywaniu wiedzy z pominięciem kształtowania osobowości ucznia, jego uczuciowości, postaw moralnych i wolności w dokonywaniu wyborów życiowych.

Przykre doświadczenia związane z naszą profesją, jaką jest wychowywanie młodego pokolenia, często brak współpracy środowiska rodzinnego, brak szacunku i dowartościowania również ze strony społeczeństwa, a nawet pomniejszanie naszej pracy poprzez media, sprawiają, że nie dostrzegamy piękna i wartości tego, do czego zostaliśmy zaproszeni przez Stwórcę.

Jedynie On zna oczekiwania ludzkiego serca, tylko On jest Nauczycielem i jedynym Wychowawcą człowieka, którego uczynił na swoje podobieństwo. On w swej mądrości może udzielić ze swego skarbca każdemu, ile chce. Jednak zaprasza nas do współudziału w Jego dziele wychowania człowieka do miłości. To zadziwiające, że zostaliśmy powołani do najbardziej odpowiedzialnej posługi, bowiem jej "terenem" jest człowiek - Boży obraz - świątynia Ducha Świętego.

Jak wielkiej mądrości i czujności nam trzeba, aby nie zniweczyć Bożego zamiaru wobec każdej powierzonej nam osoby. Ile umiejętności i taktu, nade wszystko ile miłości nam trzeba, aby poprzez nas mógł działać Bóg zatroskany o szczęście tych, których zrodził w swej odwiecznej miłości i odkupił.

Nie pracujemy przy bezdusznych maszynach i papierkach - dany jest nam żywy człowiek, jego wrażliwa młodość, jego poszukiwanie prawdy i miłości aż do doświadczenia buntu i odrzucania wszystkiego, co nie jest wolnością.

Czasem, a może zawsze, czujemy się bezradni wobec tego młodego ognia, za którym trudno nam nadążyć i ująć go w ramy prawdziwej wolności, by nie spalił dobra, nadziei i piękna ludzkiego istnienia, które Bóg w nim złożył. Jak bardzo potrzeba nam zachwytu nad naszym powołaniem, zachwytu zaufaniem Boga wobec nas, a nade wszystko zachwytu każdym młodym człowiekiem, którego Bóg powierza naszej miłości.

Jak bardzo potrzeba nam zachwytu miłością Boga do nas - grzesznych, aby móc pokochać tych uczniów, którzy nie rozumiejąc miłości odrzucają ją, raniąc siebie i nas.

Gdzie szukać mocy, by sprostać pragnieniu Boga i oczekiwaniu młodzieży nowe-go tysiąclecia, która z pozoru odrzuca najwyższe wartości życia, a wgłębi serca spragniona jest miłości, dobra i prawdy. Skąd czerpać moc dla zachwytu naszym powołaniem i podarowanym nam przez Boga człowiekiem? Jak stać się prorokiem nowych czasów - samemu nie zwątpić w sens swojej posługi i pomóc światu odzyskać utracone spojrzenie miłości na wartość ludzkiego życia?

Przejdźmy razem szlak, przy którym nasz Pan zostawił "pokarm" dla umęczonego ducha, napój życia i znaki dla pokrzepienia naszej wielkiej myśli. Jest nim codzienna kontemplacja, codzienny rachunek sumienia, niedzielna Eucharystia i sakrament pojednania. Modlitwa - kontemplacja Spójrzcie na Niego, promieniejcie radością. /Ps 34,5/

Wychowawca, który doświadcza kontemplacji Boga, zostaje przemieniony światłością Jego oblicza, promienieje wewnętrznym światłem, które go przenika. To wewnętrzne światło objawia się na jego twarzy i sprawia, że ludzie, do których jest posłany, rozpoznają w jego czynach działanie Boga. Kontemplacja nie polega na rozmyślaniu nad treścią Słowa Bożego. Jest przyglądaniem się Jezusowi, Jego miłości i doświadczaniem jej.

Jak każda modlitwa, również kontemplacja jest łaską, darem Pana, o który proszę i otrzymuję. W niej Bóg przemienia mnie, upodabniając do Siebie. Ożywia we mnie Swojego Ducha. W kontemplacji nie mówię, lecz jestem. Jestem obecna przy Jezusie, patrzę, słucham, odczuwam z Nim lub odczuwam, że coś mnie od Niego oddziela. Nie robię nic ze swej strony, aby Bóg mógł ze mną zrobić, co chce. Kontemplując Osobę Jezusa będę przemieniona Jego chwałą, z dnia na dzień coraz bardziej przypominając Jego samego. Tylko wtedy mogę zaimponować młodemu człowiekowi naszych czasów. Świat, bowiem - jak mówił Ojciec Święty Jan Paweł II - nie potrzebuje dziś nauczycieli, tylko świadków. Mogę być Jego świadkiem tylko wtedy, kiedy spotkałam Go osobiście, a spotykam go osobiście w codziennej modlitwie, w której jestem z Nim i On przenika mnie swoją obecnością. Nie muszę się lękać, że nie potrafię podjąć takiej modlitwy. To nie jest moje dzieło. To Duch Święty chce się modlić we mnie. Wystarczy Go wezwać i powierzyć Jemu swój czas. On reszty dokona. Bowiem, kiedy nie umiemy modlić się tak. jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie możemy wyrazić słowami. /Rz 8, 26/

Rachunek sumienia

Tu nie chodzi o liczenie wykroczeń, niewierności i zagubienie się w poczuciu winy. Bóg jest miłością. Miłość cierpliwa jest, laskowa jest, miłość nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję. /zob. 1Kor 13, In/

Skoro tak, to Bóg jest cierpliwy wobec mnie, jest dla mnie łaskawy, nie gniewa się na mnie za mój grzech, nie pamięta go, On mi wierzy i ufa i dla mnie zniesie wszystko, zniósł najwięcej - życie swoje pozwolił ukrzyżować, abym się Jego nie bała. Brak rachunku sumienia lub niewłaściwe podejście do niego, nie pozwala mi kształtować w sobie obrazu Jezusa Chrystusa. Tym samym brakuje mi miłości, cierpliwości, wyrozumiałości. Zniewalają mnie rzeczy materialne, ograniczają ludzkie względy i pogoń za zaszczytami. Bez codziennego rachunku sumienia nie potrafię spojrzeć na konkretnego ucznia tak, jak patrzy na niego Bóg. A On patrzy na niego z miłością, jako na swoje umiłowane dziecko. Tak samo patrzy na mnie pomimo moich grzechów, wybuchów złości czy pychy, która mnie zaślepia i prowadzi do zazdrości, niezdrowej rywalizacji i wypaczenia mojego powołania jako wychowawcy.

Rachunek sumienia pozwala mi dostrzec miłość Boga wobec mnie osobiście, zachwycić się nią, przyjąć ją jako dar, a tym samym daje mi zdolność dzielenia się tym darem z każdym, którego On stawia na mojej drodze - również z najbardziej trudnym uczniem.

Eucharystia

Być może powinnam umieścić ją jako pierwszą, bo najważniejszą w naszym chrześcijańskim życiu. Jednak umieszczam ją na końcu, ponieważ bez codziennej kontemplacji i codziennego rachunku sumienia nie jestem zdolna uczestniczyć w niej w pełni i świadomie. Bez wcześniejszego odkrycia miłości Boga do mnie osobiście, bez jej doświadczenia podczas kontemplacji, nie potrafię dziękować Bogu za to, co dzieje się na ołtarzu, za Jego miłość wydaną do końca w tajemnicy Ciała i Krwi, w tajemnicy Jego śmierci i zmartwychwstania. Bez osobistego spotkania z Nim na modlitwie mogę być jedynie widzem, często zagubionym w tłumie, bez odkrycia swojej tożsamości w nim - jako dziecka Bożego, czyli brata czy siostry tych, którzy stoją obok mnie. Msza święta jest źródłem mocy dla mnie jako wychowawcy. Tu wy- pełnia mnie moc Tego, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. W Eucharystii On przychodzi tak realnie, że mogę powiedzieć za św. Pawłem - żyję ja, już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus. Dlaczego? Ponieważ w moim ciele płynie Jego zbawcza Krew i przenika mnie Jego Ciało. Tylko wtedy mogę kochać każdego człowieka - również trudnego ucznia - Jego Sercem. Tylko wtedy mam siłę, na jego złość i nienawiść odpowiedzieć miłością. Tylko wtedy nie zabraknie mi siły i cierpliwości w największym dziele świata, jakim jest wychowanie młodego człowieka.

Sakrament jedności

Bóg jest Miłością. Jego miłość ogarnia wszystkie przejawy mojego życia, również te, które chciałabym ukryć przed sobą, przed innymi i przed Nim. Boga nie muszę się lękać ani wstydzić, ponieważ On mnie zna, właśnie taką mnie kocha i mi ufa. Wobec Niego nie muszę czuć się pomniejszona i odrzucona nawet wtedy, kiedy grzechy przy-bijają mnie do ziemi. Przecież On i uniżył samego siebie, aby mnie wywyższyć. On sprawia, że nieskończenie wiele razy mogę zaczynać od nowa, bo Jego miłość wobec mnie nie wyczerpuje się i nie zmienia. On nie zatrzymuje się na ocenie zewnętrznej i na ludzkim osądzie. Patrzy głęboko w serce, widząc mój żal, tęsknotę za wolnością i nadzieję. Jezus w swej miłości pochyla się nade mną i prosi, abym przyszła i oddała Mu to wszystko, co mi ciąży, przeszkadza i niepokoi.

Prosi, abym oddała Jemu mój grzech, ten oścień, który odbiera mi prawdziwą radość i pokój serca, który zamyka mnie na miłość do najbliższych i do uczniów. Jak trudno jest kochać, jeśli nie kocham siebie samej. Jak trudno jest wytrwać w cierpliwości, kiedy moje serce jest pełne niepokoju, który zagłuszam dostępnymi mi sposobami. Jak trudno jest wychowywać w miłości i do miłości drugiego człowieka, jeśli we mnie samej ta miłość jest zraniona przez grzech - odłączenie od Miłości Bożej. Jak trudno jest wychowywać w wolności i do wolności, jeśli ja sama jestem zniewolona własną niewiernością, nieuporządkowaniem w uczuciach, myślach i pragnieniach.

Jak trudno jest wychowywać człowieka, jeżeli ja sama nie pozwolę Bogu, aby wychowywał mnie. Bóg Miłosierdzia mówi dziś do mnie i do ciebie: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy obciążeni i utrudzeni jesteście, a Ja was po-krzepię./Mt 11,28/ Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, nad śnieg wybieleją. /Iz 1, 18/ Ja, właśnie Ja przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów /Iz 43,25/ Jezus już poniósł mój grzech na drzewo krzyża.

Wykupił mnie z jego niewoli. Zapłacił za mnie dług, płacąc własną męką, śmiercią i zmartwychwstaniem. On dla mnie i za mnie wydał swoje Ciało i przelał swoją Krew, aby przywrócić mi utracone szczęście. Teraz prosi, abym zechciała z tego skorzystać. Abym zechciała przyjść do Niego i od-dała swój grzech Jego miłości w sakramencie pokuty.

Czy to nie zdumiewające? Bóg dla mnie stworzył świat. Dla mojego szczęścia powołał mnie do istnienia. Dla mnie stał się Człowiekiem. Dla mnie umarł i zmartwychwstał. Dla mnie zostawił sakramenty święte. A teraz jako mój Stworzyciel i Zbawiciel, prosi, abym zechciała przyjąć Jego dar przebaczenia i miłości. Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą /Iz 41, 13/ Góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie /Iz 54, 10/ Nie bójcie się Mnie, nie drżyjcie przede Mną /Jer 5,22/ Jeżeli nie posłuchacie, będę potajemnie płakał nad waszą pychą i za- mienią się w potoki łez moje oczy /Jer 13,17/ Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego zachowałem dla ciebie łaskawość /Jer 31,3/

Jezus czeka na mnie w sakramencie pokuty tak, jak rodzice czekają na przytulenie swego dziecka, które w swej niedojrzałości wyrządziło sobie i im krzywdę, które przez nieposłuszeństwo ich wskazówkom sprowadziło na siebie smutek i ból.

Ja i Ty jesteśmy takimi dziećmi dla Boga. Nie muszę się skradać dwa razy do roku, by powiedzieć przepraszam i szybko uciec. On czeka z otwartymi ramionami. On wygląda mojego powrotu. On tęskni za nami i pała pragnieniem wybaczenia. Bóg - Miłość czeka... Jak długo jeszcze?

Współczesny wychowawca, to człowiek wiary. Wiara rodzi optymizm i pewność siebie w sytuacjach zaskakujących i trudnych. Dawcą wiary jest Bóg, a jej źródłem pełny udział w Eucharystii, codzienna kontemplacja i rachunek sumienia, oraz sakrament pojednania z Bogiem, ze wspólnotą Kościoła i ze sobą samym. Niech Jezus Chrystus będzie uwielbiony w naszym życiu i posługiwaniu, w naszej misji wychowania człowieka - dziecka Bożego, które On w zaufaniu powierzył naszej miłości.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Glina w ręku garncarza
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.