Refleksje duszpasterza, katechety vol. II

(fot. ks. Krzysztof Spławiński)
ksplawinski / artykuł nadesłany

Niestety fala uczniów, wypisujących się z katechezy przeze mnie prowadzonej w szkole średniej, się powiększa. Dlaczego? Kto by pomyślał, że powodem może być sytuacja, która nastąpiła na moich lekcjach na początku roku szkolnego 2011/2012.

Wraz z początkiem nowego roku szkolnego zastanawiałem się, co można byłoby zmienić (wprowadzić) w lekcji religii, którą już prowadzę jedenasty rok, żeby jeszcze bardziej zaciekawić moich uczniów sprawami, które są niebywale ważne w życiu, a dotyczą wyznawanej przez nas wiary z przełożeniem na konkretne życie. Tym bardziej, jak się okazuje, wielu uczniów szkoły średniej nie ma konkretnych zainteresowań, o które zawsze staram się pytać na początku roku szkolnego, kiedy zaczynam pracę z nową klasą.

Myśląc nad tym, co byłoby dla moich wychowanków poszerzeniem, a nawet wręcz możliwością zainteresowania ich ważnymi tematami, postanowiłem wprowadzić do moich lekcji lekturę obowiązkową. Sięgnąłem więc po dwie książki, które między innymi przeczytałem podczas wakacji i podałem je jako obowiązujące w tym roku szkolnym (jedna w pierwszym semestrze, a następna w drugim). Cieszyłem się tym pomysłem, bo myślałem, że obie powieści bardzo się spodobają moim wychowankom ze względu na poruszane w nich zagadnienia.

Niestety bardzo szybko dowiedziałem się, że mój pomysł jest ponoć beznadziejny. Okazało się, że młodzież na wieść o lekturach obowiązkowych, bardzo się oburzyła. Posypały się z ich strony słowa niezadowolenia mniej więcej takie: "nie będziemy czytać tych książek"; "mamy dużo lektur (w domyśle streszczeń) i dlatego nie mamy czasu, by czytać jeszcze książki na zaliczenie z religii". Z przykrością muszę napisać, że na tym się nie skończyło. Kiedy pomimo nakłaniania mnie (a nawet szantażowania) do zmiany decyzji, nie uległem mocnej presji, uczniowie zaczęli się wypisywać, a w jednej klasie (maturalnej) nawet masowo, zrobiło mi się bardzo przykro. Pomyślałem sobie, że ci ludzie, którzy odeszli z katechezy z powodu zadania lektur, nawet ich nie dotknęli palcem, nawet nie spróbowali się nimi zainteresować.

DEON.PL POLECA

W tym miejscu rodzi się dość smutna refleksja. Stawiając młodzieży większe wymagania, mogę jako nauczyciel stracić na "popularności" i skoro katecheza nie jest lekcją obowiązkową, utracić nawet sporą część uczniów. Zastanawiam się tylko, dlaczego w mojej szkole i w wielu innych nie ma jeszcze zajęć z etyki. To jest naprawdę niesprawiedliwe. Uczniowie, którzy nie chodzą na lekcję religii, powinni też poznawać zasady postępowania, a nie unikać, często z winy dorosłych, poznawania tychże norm, które pozwolą im dobrze funkcjonować w społeczeństwie.

Mam żal do tych ludzi, którzy mając władzę, nie uregulują kwestii: religia albo etyka do wyboru w każdej szkole. Tak jak jest teraz, prowadzi do dużego luzu wśród młodzieży, której daje się czasem prawo wyboru między wspomnianymi przed chwilą tak ważnymi przedmiotami, ale tam gdzie nie ma tego wyboru, oducza się ich poczucia obowiązku i pokazuje się w ten sposób, że można na przedmiot związany z naszą wiarą nie chodzić.

Nawet osoby, które nie wypisały się z katechezy, często na nią nie przychodzą z wydawałoby się błahego powodu, jakim jest umieszczenie tych lekcji na początku lub końcu dnia zajęć. Uczniowie czasem sami mówią, że śpieszą się do domu, mają jeszcze coś do załatwienia i "uciekają" lub zwalniają się (kiedy mają skończone osiemnaście lat), i tak naprawdę tracą kolejną okazję do pogłębienia swojej wiary, wiedzy o niej.

Myślę, że jeśli tej sprawy się odpowiednio nie uporządkuje, duża część młodzieży odejdzie z lekcji religii i to spowoduje, że ta jakby ostatnia szansa zainteresowania ich sprawami wiary, moralności, odpłynie. Klimat, jaki się wytworzył wokół Kościoła, obecności katechezy w szkole, często tylko upewnia osoby niechętnie patrzące na obecność lekcji religii w placówkach oświatowych i prowadzi do częstszego niż kiedyś wypisywania uczniów z tego przedmiotu.

Dla zainteresowanych dobrymi powieściami podaję tytuły ciekawych książek, które stały się obowiązujące w tym roku na lekcjach religii, które prowadzę w szkole. Youcat (polski), wyd. św. Paweł 2011r. - pełni rolę podręcznika uzupełniającego katechezy prowadzonej przeze mnie w szkole, oraz książki do przeczytania: Francine Riverso, "Dziecko pokuty", Polwen (Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne) Radom 2009; Charles Martin, "W Pogoni za świetlikami", WAM Kraków 2011.

ks. Krzysztof Spławiński, duszpasterz i katecheta

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Refleksje duszpasterza, katechety vol. II
Komentarze (19)
A
anna
9 czerwca 2013, 21:32
uwazam,iz warto wymagac,zadawac lektury!! ci co rezygnuja to ich strata,, stawiam na jakosc, tych młodych kt chce sie  poznawac.
G
Gabriela
8 października 2011, 21:54
Skoro na katechezę, jak ksiądz sam pisze, chodzą do księdza ateiści i agnostycy, a wiara rodzi się ze słuchania, to może na dobry początek rozpocząć od czytania Ewangelii i spróbować nauczyć młodzież czytać Ją sercem. Czytanie? Tak! Tak! Tak! Przymus? Bardzo często działa odwrotnie. Wymagania? Jak najbardziej, ale realne i na miarę możliwości. Czy ksiądz wie, w jakim tempie trzeba omawiać szkolne lektury, jeśli w szkole średniej są tylko cztery lekcje języka polskiego? Bronię młodzież? Pewnie, tak, bo wiem, jak trudne jest przejście od wiary rodziców do własnej. Ponadto dobrze zdaję sobie sprawę z tego, jak zawiła i długa potrafi być droga od rozumu do serca. Stawiam na Słowo Boże, gdyż wierzę i doświadczam, że przemienia serca i wyprowadza każde życiowe przekleństwo w błogosławieństwo. Dziękuję za pozdrowienia. Powodzenia, życzę nadziei i radości w Jezusie Chrystusie. Szczęść Boże!
8 października 2011, 21:14
"A gdzie Słowo Boże, a gdzie świadectwo umiłowania przez Boga. Czy Jezus Chrystus kazał swoim uczniom czytać niedostępne w bibliotekach, super ciekawe, książki? Pewnie nikt nie poszedłby za Nim. Czasami pomysły bywają nietrafione, ale trzeba się umieć do tego przyznać, a nie ślepo brnąć przed siebie z klapkami na oczach."       Myślę, że Pani, która się tu w ten sposób wypowiedziała poprostu niezna ks.Krzysztofa i niewie, że jest niie tylko katechetą i duszpasterzem, ale przede wszystkim Świadkiem Miłującego Boga. I właśnie wielka troska o młodzież i o ich przyszłość każe nie rezygnować z postawionych wymagań. A swoją drogą u mnie młodzież w kolejce  stoi po powieść "Dzoecko pokuty", więc tym bardziej warto zachecac tych co maja opory przed czytaniem :) pozdrawiam :)
5 października 2011, 13:38
@Gabriela Niszczenie relacji stawieniem lekkich wymagań? Coś takiego... Sądzisz, że przeczytanie dwóch książek jest trudniejsze od tego, co "Jezus Chrystus kazał swoim uczniom"? Ciekawe... A gdyby katecheta zamiast tych książek polecił rozdanie swojego majątku potrzebującym albo chociaż np. regularną dziesięcinę z własnych dochodów, z kieszonkowego na rzecz organizacji pożytku publicznego, to nie byłoby protestu i wszyscy ochoczo oderwaliby się od swoich przywiązań... Ha, ha, ha! Generalnie młodzież nie jest winna... Oczywiście ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, za swoje myślenie, mówienie. Pytanie - kto wychowywał, w jakim środowisku dorastała, czego doświadczała, jaki miała i ma przykład - tam są korzenie zachowania młodzieży... i dorosłych.
E
Ewa
5 października 2011, 13:26
 Tylko czy przez wymagania, nakazy rzeczywiście zmusi się młodzież do czytania i chodzenie na lekcje religii? Ktoś bardzo mądrze kiedys powiedział, że "biedna to religia, która karami i nakazami zmusza swoich wiernych do wiary".
KK
ks. Krzysztof Spławiński
5 października 2011, 13:16
 Jeszcze tylko dodam. Dzieciaki z 4 klasy szkoły podstawowej w Gdyni miały zadaną do przeczytania książkę, która liczy 150 stron. Dostały na to czas 3 tygodni. Więc nie przesadzajmy, że tak dużo wymagam. Serdecznie pozdrawiam. ks. Krzysztof
KK
ks. Krzysztof Spławiński
5 października 2011, 13:13
 Pani Gabrielo. Obawiam się, że Pani trochę za bardzo broni młodzież. Akurat wiara rodzi się ze słuchania, dodałbym nawet z czytania Pisma Świętego. Młodzież generalnie broni się przed czytaniem, więc pewna forma przymusu jest niezbędna. Ja akurat znam te dwie książki i tak łatwo nie zrezygnuję z tego by moi uczniowie ich nie czytali. Jeśli jednak wolą uciec od moich wymagań, a także z katechezy (przecież 2 godziny w tygodniu wolne, napewno wykorzystają na naukę do matury :-)), to już nie mój problem. Poza tym jako nauczyciel mam prawo jeszcze coś wymagać i nie łudźmy się Pani Gabrielo, że wcześniej w szkole było tak łatwo. Też trzeba było czytać, nawet niektórzy pisali tzw. maturę z religii. Pozdrwiam. ks. Krzysztof
T
T
4 października 2011, 07:33
Gabrielo może i masz trochę racji, ale zastanów się czy Chrystus obiecywał, że będzie lekko czy też obiecywał nam uciski i trudności? Zastanów się czy stali nie próbuje się w ogniu? Niestety nikt nie obiecywał, że życie będzie lekkie łatwe i przyjemne.
S
SB9A3
4 października 2011, 01:38
Dlaczego właściwie Kościół nie miałby się zintegrować z państwem i całym aparatem nacisku, jakie państwo posiada wobec obywatela? W końcu tu nie chodzi o wolność tylko o zbawienie, prawda? Dlaczego zakazana ma być całkowicie aborcja albo antykoncepcja, a nikt nie mówi o wprowadzeniu prawnego nakazu uczestnictwa w niedzielnej mszy czy wielkanocnej spowiedzi? W pierwszym przypadku Kościół chce skorzystać z prawnych instrumentów państwa i nie widzi w tym nic złego - dlaczego w drugim miałby na tę kwestię patrzeć inaczej?
S
SB9A3
4 października 2011, 01:35
Pewnie to przykra refleksja dla księdza, ale myślę że Kościół nie powinien stawiać na "ilość", lecz na 'jakość" katolików. Przetrwał, bo postawił na ilość, dlaczego teraz miałby z tego rezygnować? Bo dzieci nie chodzą na katechezę? Spokojnie, będą chcieli się żenić albo chrzcić dzieci i same z pokorą zapukają do ciężkich drzwi kancelarii parafialnej.
G
Gabriela
3 października 2011, 23:02
Nie ma się czym chwalić. Katecheta, a tym bardziej duszpasterz to przede wszystkim świadek Jezusa Chrystusa. Szkoda, że kapłan, który przez trzy lata potrafił się nieźle porozumieć z młodzieżą, w maturalnej klasie niszczy relacje z nimi przez książki, które może i warte są przeczytania. Czy aby na pewno na katechezie najważniejsze jest zaliczanie z interesujących książek? A gdzie Słowo Boże, a gdzie świadectwo umiłowania przez Boga. Czy Jezus Chrystus kazał swoim uczniom czytać niedostępne w bibliotekach, super ciekawe, książki? Pewnie nikt nie poszedłby za Nim. Czasami pomysły bywają nietrafione, ale trzeba się umieć do tego przyznać, a nie ślepo brnąć przed siebie z klapkami na oczach. Czy naprawdę wszystkiemu jest winna młodzież? Owszem, wiem, że nie jest łatwo, czasami pewnie ręce opadają, ale zapomniał wół jak cielęciem był. A może ci młodzi ludzie uciekają, gdyż ich się nie szanuje, nie stara się ich zrozumieć, wsadza do jednego worka i mówi, że wszyscy są bebe? Czy zmuszanie maturzystów do przeczytania wspaniałych książek, pogłębi ich wiarę? Można się łudzić. „Duchu Święty, natchnij nas. Miłości Boża pochłoń nas, od wszelkiego zła, niebezpieczeństwa i iluzji zachowaj nas, na właściwą drogę wprowadź nas”.
R
refleksja
1 października 2011, 18:30
Pewnie to przykra refleksja dla księdza, ale myślę że Kościół nie powinien stawiać na "ilość", lecz na 'jakość" katolików. Coż z tego, że na lekcje religii będzie chodzić cała klasa, jeśli większość z nich nie będzie zainteresowana tym, co ksiądz ma do powiedzenia, lecz będzie np. przygotowywać się do innych lekcji, spać, czy myśleć o niebieskich migdałach?  Coraz więcej jest tak zwanych letnich katolików, którzy odwiedzają kościoły z okazji świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, a poza tym wcale nie respektują dekalogu w swoim  życiu. Nie wiem czy dla Kościoła są ważniejsze statystyki czy prawdziwa wiara? Poza tym też uważam, że trzeba przede wszystkim katechizować DOROSŁYCH, bo to rodzice najprędzej przyciągną dzieci do kościoła swoim przykładem życia. Bardzo brakuje właśnie kształtowania ludzi dorosłych w dojrzałej wierze.
30 września 2011, 23:57
Delikatnie podniesiona poprzeczka i wyszły szydła z worka... Może trzeba jeszcze wyżej, to zostaną rzeczywiście zainteresowani - i o to chodzi. Z drugiej strony może, jak pisali poprzednicy, wiązanie religii ze szkołą, machiną biurokratyczną nie było najlepszym rozwiązaniem...
S
salka_katechetyczna
30 września 2011, 23:15
 Trzeba się było nie pchać z religią do szkoły. Teraz tego są skutki.
M:
Maria :)
30 września 2011, 21:26
 Dziecko pokuty jest niesamowita ksiazka... warta uwagi na 1000 %  a nie 100. jak ci ludzie naucza sie , albo nieco mniej moze, na poczatek, zamysla nad tym jak trzeba przebaczyc, jak zrobic dobry wybor, wieksze dobro.. jesli nie  poznaja takiej lektury... ps. sasiednim panstwie, a mianowicie na Litwie, uczniowie maja mozliwosc wybierania : religia albo etyka ... 
B
błąd
30 września 2011, 21:12
Błędem było juz wprowadzenie religii do szkół i uczynienie z wiary jednego z "przedmiotów" do zaliczenia.
W
Wiesia
30 września 2011, 20:31
jestem katechetką i równiez obserwuję podobne zjawisko, niestety młodzież nie czyta w ogóle a obowiązki kojarzy z niepotrzebnym przymusem. Jak tylko religia jest na końcu zajęć szkolnych, niektórzy podobno wierzący katolicy, myślą o wypisaniu się z religii, bo "komu to się przyda?". wiesia
T
tomasz
30 września 2011, 11:49
sn, brawo. ja przestałem chodzić na religię w 2 kls. liceum. dziś po latach widzę piękno wiary, sens życia w komunii z Jezusem, wiem że to jest najważniejsze ... dopiero po wielu latach...  - faktycznie dorośli są do "katechizacji".
S
sn
30 września 2011, 07:46
Niestety ksiądz w państwowej szkole jest funkcjonariuszem państwa, za którym stoi policyjna pała. Pan Jezus nigdy nikogo nie zmuszł do słuchania swoich słów. Szkoła (a w zasadzie przymus szkolny) dla wielu jest tak traumatycznym przeżyciem, że po jej zakończeniu niewielu postanawia się doskonalić i dokształcać, i to nie tylko w dziedzinie religii. Wniosek uczyć dorosłych, aby byli przykładem dla dzieci, a dzieci błogosławić i czekać, aż wezmą przykład ze swoich rodziców.