Chcesz posmakować Biblii? Przygotuj się na kuchnię doprawioną miłością, wdzięcznością i obecnością

Czytając Biblię, pewnie wyobrażałeś sobie, jak pachną jęczmienne chleby rozmnożone nad brzegiem Jeziora Galilejskiego lub podpłomyki, którymi posilał się Eliasz. Śniłeś o mannie i zastanawiałeś się nad smakiem potrawy, którą Abraham przywitał Aniołów. A może ciekła ci ślinka na samą myśl o plackach z rodzynkami z Pieśni nad pieśniami? Biblia jest bardzo zmysłową opowieścią. Teraz możesz jej skosztować – dosłownie.

Pasję do gotowania odziedziczyłem po dziadku. Przy kuchennym stole wpoił mi dwie ważne zasady, które z powodzeniem stosuję w życiu: że wszystko ma swój czas oraz każdy ma swoje miejsce.

Pierwszą z nich przekazał mi, polecając cierpliwie wyrabiać ciasto, mozolnie mielić farsz i pieczołowicie skręcać falbanki na brzegach jego legendarnych pierogów. Gdy po mnie poprawiał, robił to tak, żebym myślał, że wyszedł mi wyjątkowo piękny wzór i że chce się mu przypatrzeć z bliska, żeby skopiować go przy następnej okazji.

Drugą z jego cennych zasad czułem już bardziej intuicyjnie, patrząc, jak dziadek zawsze zajmuje to samo niewygodne miejsce na skraju stołu - trochę z boku, w przejściu, dzięki czemu obejmował uwagą wszystkich, którzy pojawiali się w kuchni. Bo w jego rozumieniu zasada „każdy ma swoje miejsce” nie była ustaleniem hierarchii i wybraniem dla siebie najlepszej przestrzeni, ale przedłużeniem stołu do granic możliwości. Nieważne, ile osób znalazłoby się w niewielkiej kuchni dziadka i babci, i tak każdy dostałby „ryczkę” do siedzenia, talerz i jedzenie. Tak było przez lata: pierogów i zupy wystarczyło dla listonosza roznoszącego emerytury, inkasenta spisującego wodomierze i liczniki prądu, znajomego pszczelarza, sąsiadek w drodze do sklepu, dzieciaków, które przybiegały, żeby wyciągnąć mnie do zabawy, a w końcu też dla całej rodziny. Od państwa Żyśkich nikt nie wychodził głodny. Po śmierci dziadka babcia jeszcze przez długi czas nie mogła się przestawić na mniejszy garnek. Taka była tradycja ich domu. A ten kuchenny stół – trochę za niski, trochę niewygodny, zupełnie nieporęczny z poprzeczną belką, która blokowała swobodny ruch nóg – był centrum ich wszechświata. Karmili ludzi, jak potrafili, zwłaszcza swoją obecnością.

DEON.PL POLECA

Gdy wracam wspomnieniami do dzieciństwa spędzonego na wielkopolskiej wsi, czuję doskonale wszystkie smaki i zapachy tamtych lat. Wcale nie jest ich mniej; z taką samą intensywnością mnie dziś bombardują, choć to już zaledwie „odbitki”. Mimo to jak najwierniejsze klisze oddają dokładnie kadry dzieciństwa, ukazując życie, które toczyło się wokół wspólnego stołu. Raz ten zapach jest słodki jak kwiaty lipy skubanej latem przed domem ze świeżo ściętych gałęzi albo miód wyjadany palcem prosto z wirówki – zanieczyszczony pyłkiem, woskiem i propolisem. Innym razem jest świeży i ziemisty, nasiąknięty wilgocią mchu, grzybów, które czyściliśmy na jego blacie z igieł i piasku. Jest też typowo zimowy aromat pary uciekającej z garnka, kiedy na firance nad wrzątkiem dojrzewały drożdżowe pyzy, a na krześle obok stygł dyniowy kompot przyprawiony goździkami i cynamonem. W końcu do tego stołu docierała również wiosna, a wraz z nią dojrzewał zakwas chlebowy na razowych skórkach, pojawiały się tarty chrzan i pierwszy szczypiorek na kanapkach oraz woda z miodem i cytryną na wzmocnienie. Tak mijały kolejne lata, nie zmieniało się tylko jedno – położenie stołu, przy którym działo się wszystko. Przy tym stole z wieloma osobami podałem sobie rękę po raz pierwszy, ale pamiętam również spotkania, które były naszymi ostatnimi. Żegnaliśmy się któregoś popołudnia i nie wszyscy wracaliśmy, by zająć swoje miejsce, a każdy miał przecież jakieś ulubione – na rogu, bliżej lodówki, pod oknem...

Przy stole wszyscy jesteśmy równi

Jaki jest stół, każdy widzi. W wersji klasycznej cztery nogi i blat – czworokątny lub owalny. I tu moglibyśmy pewnie skończyć, ale jest jeszcze jego warstwa symboliczna i metafizyczna. Stół to centrum domu, miejsce zawiązywania więzi, doświadczania miłości, pielęgnowania przyjaźni. To najważniejszy w całym domu mebel, który ma niezwykły potencjał – mogą się przy nim dziać rzeczy najpiękniejsze. Ważne jest nie tylko, co na nim, ale również to, co wokół niego. Po tym, jak ludzie przygotowują wspólnie posiłki, zasiadają do stołu, dzielą się jedzeniem i odnoszą do siebie nawzajem, można poznać, jakie relacje panują w domu. Z prostych gestów wychodzi głębia.

Byłem zapraszany do stołów, które uginały się od jedzenia, ale pamiętam też posiłki bardzo skromne, za to przyprawione taką ilością miłości i akceptacji, że naprawdę niczego nie brakowało biesiadnikom. Ba! W swojej skromności darczyńcy okazywali hojność, jakiej nie zapewnia żaden dostatek i majętność. Na takich stołach obok prostego chleba i masła lądowało też serce gospodarzy – całe do wzięcia.

Kilka lat temu, już w Krakowie, odwiedzałem samotnie mieszkającą sąsiadkę. Starsza pani potrzebowała czasem pomocy w zakupach lub porządkach. Zawsze przyjmowała mnie przy stole, wyłączała telewizor i pytała, jak się dziś mam. Któregoś razu zauważyłem, że stołu już nie ma – naprzeciw telewizora dumnie wyrosły ogromny fotel i modny stolik kawowy. Rodzina zrobiła mojej wiekowej już wtedy znajomej prezent urodzinowy, żeby mogła godnie przyjmować gości. Ona tymczasem już u wejścia wydała mi polecenie odstawienia stolika na bok, rozłożenia starego PRL-owskiego stołu ukrytego za zasłoną i wyciągnięcia niewygodnych drewnianych krzeseł. Zapytałem ją, czy nie podoba jej się prezent. „Podoba, podoba” – stwierdziła. „Ale przy stole wszyscy są równi. I możemy sobie patrzeć w oczy” – dodała z uśmiechem.

Najmocniejsze wiązanie świata

Jeśli to prawda, że jesteśmy tym, czym się karmimy, nie możemy zapominać, że przy stole karmimy się nie tylko jedzeniem, lecz także relacjami i doświadczeniami. Warto zadbać o ich odpowiednią kaloryczność i jakość.

Relacje zawiązane wokół takiego stołu to najmocniejsze wiązanie świata; ono nas kształtuje. Ma moc nas karmić, ale i uzdrawiać, stwarzać na nowo. Filozofia stołu, z którego rozlewa się prawdziwe błogosławieństwo, jest dla mnie ważna, dlatego dzielę się nią z wami.

Kuchnia, którą proponujeemy, jest doprawiona trzema przyprawami: miłością, wdzięcznością i obecnością. Chceemy zachęcić was do spojrzenia na przestrzeń własnego domu i docenienia w niej wspólnoty stołu – niezależnie od tego, czy macie liczne rodziny, czy żyjecie samotnie. Nigdy nie jesteśmy tak biedni, byśmy nie mogli nic innym dać, ani tak bogaci, byśmy nie mogli nic przyjąć. Dlatego dobrze do wspólnego stołu zapraszać nie tylko rodzinę, ale warto też dać się czasem komuś zaprosić, stać się dla kogoś domownikiem.

Prostota biblijnych przepisów urzeka od razu. Nie ma w nich przypadkowych składników. Dobrane są w takich proporcjach, aby w tej symfonii smaków każdy z nich mógł wybrzmieć, nie zagłuszając drugiego. Właśnie tak jak powinno być między ludźmi – dopełnienie. Takich cennych zasad uczy kuchnia otwarta na innych, a nie służąca samej sobie. Kuchnia spotkania.

Dobre jedzenie, zdrowe jedzenie, spożywane w poczuciu miłości i akceptacji, ma moc uzdrawiać. Jesteś ogromnym szczęściarzem, jeśli pochodzisz z domu, w którym pielęgnowało się takie piękno wspólnego jedzenia i spotkań przy stole. Ale nawet jeśli nigdy tego nie posmakowałeś, nic nie stoi na przeszkodzie, byś sam taki dom zbudował.

Gdy tak myślę na spokojnie, przypominam sobie, że była jeszcze trzecia zasada panująca w kuchni mojego dziadka: proporcje to klucz do sukcesu. I nie chodzi o to, ile dać mąki, wody, soli, choć bez tego trudno zrobić dobre ciasto. Liczy się naprawdę to, że im więcej serca włożymy w gotowanie, tym więcej osób nakarmimy. Nie tylko ich brzuchy.

Karmimy się nie tylko jedzeniem

Po modzie na fast food przyszła moda na slow food. A może by tak przekuć kolejną modę na trwały styl życia i bycia – z innymi? Family food to więcej niż kolejny trend, bo nie skupia się na tym, czy chcemy jeść szybko czy wolno, ale na tym, czy chcemy to robić razem. W kuchni family food znaczenie ma nie tylko jakość produktów, ale też jakość naszych relacji – nie tylko proces wykonania, ale też procesy zachodzące między nami. To kuchnia, której zadaniem jest karmić i zbliżać. Myślę, że wszyscy jej dziś potrzebujemy, a prostota, bogactwo i harmonia potraw inspirowanych Biblią wyraża wartości, które chcielibyśmy odnaleźć również między ludźmi. Biblijne biesiady są jedynie pretekstem do okrywania tego, co najważniejsze.

Razem z Marią Miduch postanowiliśmy przybliżyć wam smaki i historię stołu Izraela. To jedna z tych pięknych historii, w której centrum jest właśnie stół. Przy nim zbieranina ludzi stała się jednym narodem, rodziną; przy nim odzyskali wolność, świętowali zwycięstwa, płakali nad porażkami – zawsze wspólnie.

Bardzo chcieliśmy, by zebrane w tej książce przepisy jak najwierniej oddawały charakter kuchni tamtego regionu i czasu. W większości są to jednak przepisy inspirowane tradycyjnymi potrawami, gdyż ich oryginalne receptury nie przetrwały do dzisiaj lub zostały zmodyfikowane w ciągu wieków. Dbaliśmy przede wszystkim o prostotę.

Niech ta książka będzie wstępem do waszej własnej historii, w której nawet prosty pieczony w ognisku ziemniak może być dowodem miłości. Zwłaszcza wtedy, kiedy słowa to za mało.

W książce znajdziesz 27 przepisów inspirowanych Biblią, m.in. na: Potrawkę, którą Abraham ugościł Aniołów, Podpłomyki proroka Eliasza, Mannę, Placki z rodzynkami, Ryby Apostołów, Garnek błogosławieństw Tobiasza i Chlebki jęczmienne Jezusa.


Fragment pochodzi z książki "Boskie świętowanie" wydanej przez Wydawnictwo WAM. Więcej znajdziesz tutaj>>


Szukacie dobrych tytułów religijnych albo lifestylowych? Świetnie się składa - wybraliśmy dla Was najlepsze propozycje z wydawnictwa WAM! Szukajcie ich na naszej stronie, Facebooku i Instagramie pod hashtagiem #książkatygodnia.

Dziennikarz, reporter, autor książek. Specjalista ds. social mediów i PR. Interesuje się tematami społecznymi.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Chcesz posmakować Biblii? Przygotuj się na kuchnię doprawioną miłością, wdzięcznością i obecnością
Komentarze (1)
TB
~Tutystka Bezdroży
29 września 2020, 09:39
Pięknie, z serca płynące:-)