Mroczna tajemnica Kletna

Mroczna tajemnica Kletna
9 lat temu
Logo źródła: Dziennik Polski Paweł Kubisztal / "Dziennik Polski"

Niewielkie Kletno, położone w Kotlinie Kłodzkiej, kryje tajemnice, które przez wiele lat były pilnie strzeżone. Dziś część owych sekretów można poznać wędrując w głąb fluorytowej sztolni, inne wciąż czekają na wyjaśnienie. Zapraszamy do kopalni... uranu.

Historia górnictwa na tym terenie sięga XIII wieku. Pozyskiwano tu rudy żelaza, miedzi, ołowiu i srebra. Już wtedy drążone chodniki cieszyły się złą sławą. Może ze względu na występowanie smółki uranowej, o której zgubnych właściwościach nikt nie miał wówczas pojęcia. Jednak najbardziej mroczny etap w historii Kletna rozpoczął się po II wojnie światowej.

Nie wiadomo, co działo się na tym terenie bezpośrednio po zakończeniu działań wojennych. Najpewniej prowadzono prace przygotowawcze: grodzono teren drutem kolczastym, budowano punkty kontrolne. Wiadomo, że po stwierdzeniu przez rosyjskich geologów silnego promieniowania na jednej z hałd, w lipcu 1948 roku w największej tajemnicy rozpoczęto budowę kopalni. Była to filia dużo większych Zakładów Przemysłowych R-1 w Kowarach, gdzie również wydobywano uran.

Źródła rosyjskie sugerują, że łącznie ze służbami naziemnymi w kopalni zatrudniono około 3 tys. ludzi. Jednak mogło być ich nawet kilka razy więcej. Górnicy zamieszkali w kilku sąsiednich miejscowościach, w domach opuszczonych po wysiedleniu ludności niemieckiej, na ich potrzeby powstało też nowe osiedle w pobliskim Stroniu Śląskim.

Z nakazem pracy do Kletna trafiali głównie ludzie niewygodni dla nowej władzy, żołnierze AK, czy uczestnicy Powstania Warszawskiego. Pracowali tu również wysoko wykwalifikowani górnicy, którzy nadzorowali roboty.

Pensje były stosunkowo wysokie. Jednak warunki pracy niezwykle prymitywne, a zagrożenie ogromne. Nigdy nie zbudowano tu systemu odpylenia, nie doprowadzono nawet prądu. Nie przestrzegano żadnych zasad bezpieczeństwa, często pracowano gołymi rękami. Stąd większość górników zmarła na choroby związane z napromieniowaniem w latach 50. i 60., tylko nieliczni, którzy pracowali przy wydobyciu przez krótki okres, dożyli lat 70. XX wieku. Każdy z zatrudnionych w Kletnie był zobowiązany do zachowania ścisłej tajemnicy.

Poszukiwano wyłącznie uranu. Gdy w wagoniku stwierdzono radioaktywność, całą zawartość przesypywano do metalowych pojemników, w żaden sposób nie zabezpieczających przed promieniowaniem. Jeśli nie, bez względu na występowanie innych minerałów, wszystko trafiało na hałdy.

Nieopodal kopalni znajdowała się rampa, z której radzieckimi ciężarówkami ruda uranu odjeżdżała pod silną eskortą wozów pancernych do Legnicy, a stąd leciała samolotem transportowym do Moskwy. Młodzi ludzie, którzy mieli rozkaz pilnowania pojemników, nawet nie wiedzieli, co one zawierają, nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Często już po kilku konwojach zapadali na chorobę popromienną.

W ciągu niecałych pięciu lat funkcjonowania kopalni wydrążono w Kletnie ponad 35 km chodników, wydobywając ponad 20 ton uranu (w przeliczeniu na czysty metal) czyli około 5 proc., jakie wydobyto w polskich Sudetach. Zapewne pierwsza stalinowska bomba atomowa powstała w części z uranu wydobytego właśnie w Kletnie. Pokłady w Sudetach były niezwykle cenne, bo złoża na terenie ZSRR zostały odkryte dopiero później.

W marcu 1953 r., ze względu na wyczerpanie złoża, Rosjanie zaprzestali eksploatacji. Potem jeszcze przez kilka lat pozyskiwany był fluoryt. Najpierw w opuszczonych sztolniach, a następnie z hałd.

Tego wszystkiego dowiemy się podążając z przewodnikiem jedną ze sztolni poszukiwawczych, którą w 2002 r. przystosowano do ruchu turystycznego. Zobaczymy nawet niewielki kawałek smółki uranowej, ale z bezpiecznej odległości. Udostępniona sztolnia jest nieustannie monitorowana przez system dozymetrów. Odwiedzającym nic więc nie zagraża. Obecnie trasa liczy ponad 200 m, ale są plany jej przedłużenia.

Na ścianach migotają żyły kolorowych minerałów, a występuje ich tu ponad sześćdziesiąt w tym ametysty, granaty, malachity. Jednak najpopularniejszy jest fluoryt, nadal używany w przemyśle hutniczym czy szklarskim jako topnik. Może występować w wielu kolorach, zależnie od tego, z jakimi minerałami sąsiaduje, od bezbarwnego przez mleczny, zielony, fioletowy, aż do prawie czarnego. Stąd bywa nazywany kameleonem podziemnego świata. Wewnątrz kopalni panuje stała temperatura 7 stopni Celsjusza, to idealne miejsce hibernacji dla nietoperzy, które licznie przybywają tu zimą, kiedy sztolnia nie jest udostępniana. Najnowszą atrakcją są wejścia ekstremalne w małych grupach do trudno dostępnych części kopalni, adresowane do poszukiwaczy przygód i adrenaliny.

Po wyjściu z kopalni można samodzielnie poszukać ciekawych minerałów - na hałdzie.

Kopalnia uranu to nie jedyna atrakcja Kletna. Warto również odwiedzić Jaskinię Niedźwiedzią, jedną z najciekawszych i najpiękniejszych jaskiń w Polsce, Muzeum Ziemi z bogatą kolekcją minerałów i jedynymi w Polsce gniazdami ze skamieniałymi jajami dinozaura, a także położony już za granicą wioski Wapiennik "Łaskawy Kamień", czyli zamieniony na galerię dawny piec do wypalania wapna, gdzie można poznać tajniki papieru czerpanego i... japońskiego ogrodu.

Trudno wszystko zobaczyć w ciągu jednego dnia. Najlepiej zostać w Kletnie na dłużej, bo to także doskonała baza wypadowa na Śnieżnik.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Mroczna tajemnica Kletna
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Mroczna tajemnica Kletna
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.